Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Uproszczony Bóg
o. Stephen Freeman (tłum. Gabriel Szymczak), 14 listopada 2025
Kiedy prawosławny chrześcijanin jest pytany o wiarę, często pojawia się wahanie. Pytania, które mi przychodzą wtedy na myśl, to: „Od czego zacząć?” i „Jak wiele spróbować im powiedzieć?”. W wielu przypadkach ilość informacji obejmuje około 2000 lat historii i encyklopedyczny zbiór nauk, praktyk i zwyczajów. Czasami, w trakcie takiej rozmowy, wzrok rozmówcy staje się matowy i pada nagana: „Myślę, że Biblia wystarczy”. Dążenie do prostoty od dawna stanowiło pokusę i niestety było źródłem licznych herezji i wypaczeń wiary.
Być może najstarszą taką „herezją” jest islam. Niektórzy mogą zaprotestować, że przecież islam nie jest herezją chrześcijańską, a zupełnie inną religią. Jednak Ojcowie chrześcijańscy, pisząc w czasach narodzin islamu, wyraźnie rozumieli go jako herezję. Islam jest niezrozumiały bez chrześcijaństwa. Rzeczywiście, Koran wspomina o Jezusie częściej niż o Mahomecie (niespodzianka!). Istnieją również istotne fragmenty dotyczące Marii Dziewicy, w tym nauka o tym, że była dziewicą, gdy urodziła Chrystusa. Z perspektywy prawosławnej islam najlepiej rozumieć jako heretycką próbę uproszczenia, a nie nową religię. Jest to również rozumienie, które stawia większość nieprawosławnych interpretacji wiary chrześcijańskiej we właściwej perspektywie.
To dążenie do prostoty jest wspólną cechą niemal wszystkich odchyleń od tradycyjnego prawosławia. Wydaje się, że nikt nigdy nie chce komplikować rzeczy bardziej, niż są one już w tradycji! Ale tu jest sedno sprawy. Istotą tradycji prawosławnej jest jej przywiązanie do niezmiennej pełni wiary. W tym sensie wiara jest wszystkim. Nie jest małym zbiorem religijnych zasad i idei osadzonych w szerszym kontekście świata (to jest istota współczesnej, zsekularyzowanej religii). Wiara jest całym światem. Właściwie wypowiedziana i zrozumiana, musi wyjaśniać wszystko.
Nie mam zbyt dobrej opinii o z naklejkach na zderzaki czy memach głoszących: „Prawosławne chrześcijaństwo – od 33 r. n.e.”. Stanowi to przejaw braku zrozumienia. Święty Paweł opisuje Kościół w następujący sposób:
…dał nam poznać tajemnicę woli swojej według łaskawego zamysłu swego, który wcześniej w Nim powziął, aby złączyć w jedną całość w Chrystusie wszystko to, co na niebie, i to, co na ziemi – w Nim (Ef 1, 9-10).
I wszystko poddał pod Jego nogi, a Jego samego ustanowił Cerkwi Głową ponad wszystko, która jest Ciałem Jego, wypełnieniem Tego, który wszystko we wszystkim wypełnia (Ef 1, 22-23).
Kościół jest „pełnią”. Ta pełnia to nic innego jak „wszystko zebrane w jedno w Chrystusie Jezusie”. W istocie, pełnia to nawet więcej niż „wszystko”. Powinniśmy rozumieć, że Kościół powstaje wraz ze słowami: „Niech stanie się światłość!”. Albo, skoro jest Ciałem Chrystusa, można po prostu powiedzieć, że Kościół jest wieczny – istniał zawsze.
Oczywiście, trudno jest mówić w kategoriach „wszystkich rzeczy”. Znacznie wygodniej jest nam mówić w kategoriach redukcjonistycznych, w sposób, który redukuje nasze troski do czegoś plemiennego i doraźnego. Jesteśmy podatni na skróty. Mniejszego, niemal mechanicznego Boga można przedstawić znacznie łatwiej perswazją. Kto chce, by mu zawracać głowę wszystkim?
Ale na tym polega bycie prawosławnym. „Prawosławny” nie powinien być sprowadzany do „poprawnego nauczania”, ale do „nauczania o wszystkim”. Właśnie o to chodzi w byciu „poprawnym”; chodzi o to, co rzeczywiste i prawdziwe. Z tego też powodu prawosławie (jeśli jest właściwie głoszone) musi od czasu do czasu milczeć. Jeśli czegoś nie wiemy, nie ma potrzeby tego mówić. Milczenie jest wystarczające. Milczenie nigdy nie powinno sugerować, że to, co nie zostało wypowiedziane, jest nieważne. W rzeczywistości jest tak ważne, że wypowiedzenie tego niepoprawnie miałoby znaczenie, stąd właśnie milczenie.
Myśli o tym wszystkim nasunęły mi się ostatnio, gdy obchodziliśmy kolejne święto poświęcone Matce Bożej. Jest Ona obecna w każdym wyrażeniu w Kościele. Chodzi o pełnię. Jeśli nasze chrześcijaństwo można równie dobrze wyrażać bez Jej wspominania, to nie mówimy o pełni. To samo należy powiedzieć o sakramentach. Każde przedstawienie życia chrześcijańskiego i drogi zbawienia, które pomija Najświętszą Eucharystię, jest po prostu niepełne lub fałszywe. W istocie, wzrost w wierze musi charakteryzować się coraz głębszym poczuciem wszechogarniającej rzeczywistości, jaką jest zbawienie – aż dojdziemy do pełni wielkości według Chrystusa (Ef 4, 13).
Ten aspekt naszego życia jest głównym powodem, dla którego ostatecznym wyrazem ewangelicznego przyjęcia musi być: „Przyjdźcie i zobaczcie”. W rzeczywistości będziecie musieli przyjść, zobaczyć i cierpliwie czekać. Podążając tą drogą cierpliwie, łączymy się ze wszystkim, w wielkim zgromadzeniu, które jest Bożą dobrą wolą dla całego stworzenia.
o. Stephen Freeman (tłum. Gabriel Szymczak)
za: Glory to God for All Things
fotografia: jarek1 /orthphoto.net/
Być może najstarszą taką „herezją” jest islam. Niektórzy mogą zaprotestować, że przecież islam nie jest herezją chrześcijańską, a zupełnie inną religią. Jednak Ojcowie chrześcijańscy, pisząc w czasach narodzin islamu, wyraźnie rozumieli go jako herezję. Islam jest niezrozumiały bez chrześcijaństwa. Rzeczywiście, Koran wspomina o Jezusie częściej niż o Mahomecie (niespodzianka!). Istnieją również istotne fragmenty dotyczące Marii Dziewicy, w tym nauka o tym, że była dziewicą, gdy urodziła Chrystusa. Z perspektywy prawosławnej islam najlepiej rozumieć jako heretycką próbę uproszczenia, a nie nową religię. Jest to również rozumienie, które stawia większość nieprawosławnych interpretacji wiary chrześcijańskiej we właściwej perspektywie.
To dążenie do prostoty jest wspólną cechą niemal wszystkich odchyleń od tradycyjnego prawosławia. Wydaje się, że nikt nigdy nie chce komplikować rzeczy bardziej, niż są one już w tradycji! Ale tu jest sedno sprawy. Istotą tradycji prawosławnej jest jej przywiązanie do niezmiennej pełni wiary. W tym sensie wiara jest wszystkim. Nie jest małym zbiorem religijnych zasad i idei osadzonych w szerszym kontekście świata (to jest istota współczesnej, zsekularyzowanej religii). Wiara jest całym światem. Właściwie wypowiedziana i zrozumiana, musi wyjaśniać wszystko.
Nie mam zbyt dobrej opinii o z naklejkach na zderzaki czy memach głoszących: „Prawosławne chrześcijaństwo – od 33 r. n.e.”. Stanowi to przejaw braku zrozumienia. Święty Paweł opisuje Kościół w następujący sposób:
…dał nam poznać tajemnicę woli swojej według łaskawego zamysłu swego, który wcześniej w Nim powziął, aby złączyć w jedną całość w Chrystusie wszystko to, co na niebie, i to, co na ziemi – w Nim (Ef 1, 9-10).
I wszystko poddał pod Jego nogi, a Jego samego ustanowił Cerkwi Głową ponad wszystko, która jest Ciałem Jego, wypełnieniem Tego, który wszystko we wszystkim wypełnia (Ef 1, 22-23).
Kościół jest „pełnią”. Ta pełnia to nic innego jak „wszystko zebrane w jedno w Chrystusie Jezusie”. W istocie, pełnia to nawet więcej niż „wszystko”. Powinniśmy rozumieć, że Kościół powstaje wraz ze słowami: „Niech stanie się światłość!”. Albo, skoro jest Ciałem Chrystusa, można po prostu powiedzieć, że Kościół jest wieczny – istniał zawsze.
Oczywiście, trudno jest mówić w kategoriach „wszystkich rzeczy”. Znacznie wygodniej jest nam mówić w kategoriach redukcjonistycznych, w sposób, który redukuje nasze troski do czegoś plemiennego i doraźnego. Jesteśmy podatni na skróty. Mniejszego, niemal mechanicznego Boga można przedstawić znacznie łatwiej perswazją. Kto chce, by mu zawracać głowę wszystkim?
Ale na tym polega bycie prawosławnym. „Prawosławny” nie powinien być sprowadzany do „poprawnego nauczania”, ale do „nauczania o wszystkim”. Właśnie o to chodzi w byciu „poprawnym”; chodzi o to, co rzeczywiste i prawdziwe. Z tego też powodu prawosławie (jeśli jest właściwie głoszone) musi od czasu do czasu milczeć. Jeśli czegoś nie wiemy, nie ma potrzeby tego mówić. Milczenie jest wystarczające. Milczenie nigdy nie powinno sugerować, że to, co nie zostało wypowiedziane, jest nieważne. W rzeczywistości jest tak ważne, że wypowiedzenie tego niepoprawnie miałoby znaczenie, stąd właśnie milczenie.
Myśli o tym wszystkim nasunęły mi się ostatnio, gdy obchodziliśmy kolejne święto poświęcone Matce Bożej. Jest Ona obecna w każdym wyrażeniu w Kościele. Chodzi o pełnię. Jeśli nasze chrześcijaństwo można równie dobrze wyrażać bez Jej wspominania, to nie mówimy o pełni. To samo należy powiedzieć o sakramentach. Każde przedstawienie życia chrześcijańskiego i drogi zbawienia, które pomija Najświętszą Eucharystię, jest po prostu niepełne lub fałszywe. W istocie, wzrost w wierze musi charakteryzować się coraz głębszym poczuciem wszechogarniającej rzeczywistości, jaką jest zbawienie – aż dojdziemy do pełni wielkości według Chrystusa (Ef 4, 13).
Ten aspekt naszego życia jest głównym powodem, dla którego ostatecznym wyrazem ewangelicznego przyjęcia musi być: „Przyjdźcie i zobaczcie”. W rzeczywistości będziecie musieli przyjść, zobaczyć i cierpliwie czekać. Podążając tą drogą cierpliwie, łączymy się ze wszystkim, w wielkim zgromadzeniu, które jest Bożą dobrą wolą dla całego stworzenia.
o. Stephen Freeman (tłum. Gabriel Szymczak)
za: Glory to God for All Things
fotografia: jarek1 /orthphoto.net/