publicystyka: Męczennicy są prawdziwymi buntownikami
kuchnia muzyka sklep ogłoszenia wydarzenia fotogalerie

Męczennicy są prawdziwymi buntownikami

o. James Guirguis (tłum. Gabriel Szymczak), 12 listopada 2025

Celem życia chrześcijanina w Kościele prawosławnym jest pogłębianie wiedzy o Jezusie Chrystusie. Nie jesteśmy tu po to, by być częścią jakiegoś klubu, działu zabytków ani średniowiecznego muzeum wiary. W każdym, kto kieruje swoje serca i oczy ku Jezusowi Chrystusowi i sprawom Bożym, wiara ma być żywa i dynamiczna . Taka dynamiczna wiara daje nam bowiem nowe życie.

Największym zagrożeniem w życiu jest nieustanna groźba śmierci. Jesteśmy wobec niej bezbronni. Żołnierze idą na wojnę i często wracają z bliznami i głębokim cierpieniem, ponieważ byli świadkami okrucieństw walki, w tym wszechobecnej rzeczywistości śmierci. Podczas zajęć wprowadzających do prawosławia omawiałem kiedyś niektóre z nauk jednego z największych współczesnych teologów Kościoła, o. Jana Romanidesa. Poświęcił on wiele czasu na pisanie o listach św. Pawła i na próby odtworzenia właściwego, prawosławnego modelu rozumienia apostoła, nie według zachodnich wpływów rzymskokatolickich, lecz zgodnie z myślą greckojęzycznych wczesnych Ojców Kościoła, którzy rozumieli św. Pawła i Nowy Testament w swoim ojczystym języku i z głęboką duchową intuicją. W swojej analizie Listu św. Pawła do Rzymian w zakresie koncepcji grzechu o. Jan stwierdził:
„Jeśli człowiek został stworzony do życia w całkowitej, bezinteresownej miłości, dzięki której jego czyny byłyby zawsze skierowane na zewnątrz, ku Bogu i bliźniemu, a nigdy ku sobie – dzięki czemu byłby doskonałym obrazem i podobieństwem Boga – to oczywiste jest, że moc śmierci i zepsucia uniemożliwia mu teraz prowadzenie takiego życia w doskonałości”.

Dalej mówi też: „Moc śmierci we wszechświecie przyniosła ze sobą wolę własnego przetrwania, strach i niepokój, które z kolei są podstawowymi przyczynami pewności siebie, egoizmu, nienawiści, zazdrości i tym podobnych. Ponieważ człowiek boi się stracić swe znaczenie, stale stara się udowodnić sobie i innym, że jest czegoś wart… To są dzieła ciała, o których mówi św. Paweł. U podstaw każdego ruchu tego, kogo świat zaczął uważać za normalnego człowieka, leży poszukiwanie bezpieczeństwa i szczęścia. Ale takie pragnienia nie są normalne. Są one konsekwencjami wypaczenia przez śmierć i zepsucie, przez które diabeł przenika całe stworzenie, dzieląc i niszcząc. Ta moc jest tak wielka, że ​​nawet jeśli człowiek chce żyć zgodnie ze swoim pierwotnym przeznaczeniem, jest to niemożliwe z powodu grzechu, który mieszka w ciele – (cytując św. Pawła) „Kto mnie wyrwie z ciała, tej śmierci?”. „To przez śmierć i zepsucie cała ludzkość i stworzenie jest zniewolone przez diabła i uwikłane w grzech, ponieważ przez śmierć człowiek oddala się od swojego pierwotnego przeznaczenia, którym było miłowanie Boga i bliźniego bez troski o siebie”.

O. Jan kończy mocnym cytatem: „Człowiek nie umiera, ponieważ jest winny grzechu Adama. Staje się grzesznikiem, ponieważ jest zniewolony mocą diabła przez śmierć i jej konsekwencje”.

Mówi nam więc, że w istocie problemem człowieka jest lęk przed śmiercią. Śmierć czyha i rzuca na nas ciężki cień. Wpływa na nasze istnienie, wpływa na nasz sposób myślenia i całe nasze życie. Ponieważ boimy się śmierci, popełniamy wiele grzechów i usprawiedliwiamy te grzechy, gdyż wydaje nam się, że najważniejsze jest unikanie śmierci. Mogę podać przykład głodnego człowieka, który okrada innego głodnego człowieka, aby nakarmić siebie lub kogoś ze swojej rodziny. Jego lęk przed śmiercią sprawił, że zgrzeszył przeciwko bliźniemu, zamiast okazać miłość. Mój lęk przed śmiercią może objawiać się chciwością zamiast hojnością wobec innych. Objawia się nawet wtedy, gdy ktoś przeżywa kryzys wieku średniego.

Wydaje nam się, że śmierć zawsze czai się tuż za rogiem, czekając na nas, a ten lęk, to życie pełne lęku, odciąga nas od robienia tego, co podoba się Bogu, a kieruje ku temu, co (jak wierzymy) pomoże nam uniknąć bólu lub śmierci, albo da nam doświadczenia, których pragniemy doznać zanim umrzemy.

To prowadzi nas do pięknej relacji z Ewangelii Łukasza (7, 11-16). Jesteśmy tu świadkami spotkania między naszym Panem Jezusem Chrystusem i niczym innym jak śmiercią. Dla tego, kto ma uszy do słuchania i rozważa tę Ewangelię, jest tu wielka pociecha.

Nasz Pan nawet nie dotknął młodzieńca, który leżał martwy na marach. Dotknął jedynie samych mar i wypowiedział słowa życia: „Młodzieńcze, mówię ci: wstań”. Pan odwrócił bieg natury, tak jak ją rozumiemy. Ten, który w ogrodzie uformował kiedyś glinę i tchnął w nią życie, ponownie wziął to, co martwe, ożywił to i napełnił swoim życiem. Ale jest tu głębsze przesłanie. Ono zmienia rzeczy. Ono zmienia wszystko.

Rozważaliśmy słowa o. Romanidesa o tym, że śmierć jest przyczyną przywiązania człowieka do grzechu. I rozumiemy, że cierpimy z powodu naszych własnych grzechów i szkód, które zostały przez nie spowodowane w naszym życiu i duszach. Naszym największym cierpieniem jest brak radości, spokoju i nadziei, który odczuwamy, gdy jesteśmy oddzieleni od Boga. To oddzielenie odczuwamy głęboko w naszych komórkach i promieniuje ono do naszych serc i umysłów. Kiedy z powodu naszych grzechów lub grzesznego serca jesteśmy daleko od Boga, odbieramy to jako wewnętrzny kryzys i wielki zamęt. Możemy nie wiedzieć dokładnie, co jest nie tak, ale wiemy na pewno, że nic nie jest w porządku, że czegoś nam brakuje. Że sprawy nie idą dobrze. Strach przed śmiercią manipuluje nami, skłaniając nas do grzechu, a grzech dzieli duszę, paraliżuje ją i ostatecznie prowadzi do duchowej śmierci. Św. Paweł ujmuje to w ten sposób: „Wiemy bowiem, że Prawo jest duchowe, a ja cielesny jestem, zaprzedany grzechowi. Bo nie pojmuję, co czynię; czynię bowiem nie to, czego chcę, ale czego nienawidzę, to czynię… Nieszczęsny ja człowiek! Kto mnie wyrwie z ciała, tej śmierci?” (Rz 7, 14-15; 24).

Ale spotkanie naszego Pana Jezusa Chrystusa ze śmiercią zmienia wszystko. Nasz Pan stał się człowiekiem i zamieszkał wśród nas, a wchodząc w dzieje świata, przepisał historię naszego życia. Pokazał, że sam ma władzę nad śmiercią i aby nikt nie wątpił w tę władzę, objawił ją otwarcie, wskrzeszając niektórych publicznie. Objawił ją też ponownie, zmartwychwstając z grobu trzeciego dnia. Dlatego ten, kto nie boi się już śmierci, ale ma wiarę w Jezusa Chrystusa, prawdziwą wiarę, bez względu na to, ile może go to kosztować w tym życiu, ten będzie żył wiecznie z Chrystusem. To jest nasza nauka.

Słyszeliście o wielkich męczennikach wiary chrześcijańskiej. Oni to zrozumieli. Miłość Chrystusa przestawiła przełącznik w ich sercach. Zrozumieli, że ich życie jest niczym bez Jego życia. Zrozumieli, że dzięki Jego miłości śmierć stanie się bezsilna i bezużyteczna. Zrozumieli, że śmierć jest niczym dla tego, kto obcuje z żywym Bogiem.

Odrzućmy więc wszelkie ciężary i troski, które ciążą nam w tym życiu, i przylgnijmy do Tego, który jako jedyny może nas wskrzesić z grobu i wprowadzić do Królestwa. Amen.

o. James Guirguis (tłum. Gabriel Szymczak)

za: Out of Egypt

fotografia: jarek1 /orthphoto.net/