Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Czy jesteśmy odpowiedzialni za wszystko?
metropolita Nektariusz (Antonopoulos) (tłum. Justyna Pikut, 18 października 2025
Przedstawiamy naszym czytelnikom słowa Metropolity Argolidzkiego Nektariusza (Antonopoulosa) wygłoszone podczas spotkania ze studentami Wydziału Filozofii Uniwersytetu Narodowego im. Kapodistriasa w Atenach, które odbyło się 9 marca 2016 roku.
Temat „Czy jesteśmy odpowiedzialni za wszystko?” wybrałem, ponieważ ta kwestia nurtuje mnie od czasów szkolnych. Pamiętajcie: za wszystko, co robicie w swoim życiu, bez względu na to, gdzie się znajdujecie, jakie stanowisko piastujecie, co osiągnęliście, ponosicie odpowiedzialność – i to odpowiedzialność za każdego człowieka z osobna, jak również za całą ludzkość. Jeśli waszym celem jest jedynie uzyskanie dyplomu, aby zapewnić sobie materialny dobrobyt, szacunek i status, czeka was porażka. Staniecie się nieszczęśliwymi ludźmi, jak wielu innych wokół was, odizolowanymi i wyobcowanymi od wszystkich, skoncentrowanymi wyłącznie na sobie. Znamy wielu ludzi, których ściany domów pokryte są wszelkiego rodzaju dyplomami, ale są oni obojętni wobec swoich bliskich i nie raczą się nawet przywitać. Znamy wielu ludzi z wypchanymi portfelami, ale zimnymi sercami. Są jak żywe trupy, które już cuchną. Znamy wielkich naukowców, którzy bezlitośnie wykorzystują innych ludzi, nie mając ani odrobiny wrażliwości. „Aby słońce się kręciło, trzeba dużo pracować” – mówi jedna z piosenek, co oznacza, że piękne słowa i hasła nie wystarczą, sami ludzie muszą wziąć na siebie część odpowiedzialności i nauczyć się poświęcenia dla innych. Innymi słowy, jesteśmy odpowiedzialni za wszystko, co dzieje się na świecie.
Niestety, nie tylko ignorujemy tę prawdę, ale nawet nie chcemy jej słuchać. Jesteśmy przekonani i często z zapałem dowodzimy, że za całe zło, które dzieje się w nas i wokół nas, a także na całym świecie, winni są inni, a nawet sam Bóg. Jeśli w jakimś zakątku świata panuje głód, winny jest Bóg. Jeśli wybucha wojna między dwoma państwami, winne są pieniądze, korzyści materialne itp. Jeśli nagle wybucha jakiś skandal polityczny lub kościelny, winne są złe siły, 666, heretycy, wrogowie Grecji. A jeśli mamy problemy rodzinne lub osobiste – to nie my jesteśmy winni, tylko system, państwo lub ktoś, kto jest do nas wrogo nastawiony i spiskuje przeciwko nam. W ten sposób usprawiedliwiamy samych siebie, przerzucając cały ciężar odpowiedzialności na innych. Ma to jednak tragiczne konsekwencje – nie tylko dla nas, ale także dla środowiska, społeczeństwa i całego świata.
Każdy ponosi swoją część odpowiedzialności za to, co dzieje się na świecie, nawet za drobiazgi. Jesteśmy odpowiedzialni nie tylko za zło, które czynimy, ale także za dobro, którego nie czynimy. To, co dobre lub złe, co robimy lub czego nie robimy, zawsze ma konsekwencje. Drobiazgi mogą mieć decydujące znaczenie, wpływając nawet na cały świat. Czy kiedykolwiek zastanawialiśmy się, ile wydarzeń w historii ludzkości zaczęło się z niczego, z nieistotnych drobiazgów? Jedno proste, zwyczajne zdarzenie, jeden przypadkowy incydent, niegodny nawet wzmianki, może mieć ogromne znaczenie i wpłynąć na życie milionów ludzi.
Od najmłodszych lat słyszymy to proste greckie powiedzenie: „Czyń dobro i rzucaj je w wodę”, które powstało z doświadczenia i mądrości naszego narodu. Nikt nigdy nie może wiedzieć, jakich rozmiarów sięgnie dobro, które czynimy, jakich granic może sięgnąć i jak wielu pomóc.
Pewnego razu, gdzieś w połowie XIX wieku, biedny chłop, uprawiając swoje pole, usłyszał głos płaczącego, wołającego o pomoc dziecka. Natychmiast porzucił pracę i pobiegł w kierunku bagna, skąd dochodziły głosy. Co tam zobaczył? Przerażone dziecko, tonące po pas w grzęzawisku, bezskutecznie próbujące się wydostać i głośno płaczące. Narażając swoje życie, chłop bez wahania uratował tego chłopca, który bez wątpienia umierałby powoli i w męczarniach. Następnego dnia przed domem chłopa zatrzymała się luksusowa kareta zaprzężona w dwa konie. Wysiadł z niej elegancko ubrany mężczyzna i przedstawił się jako ojciec chłopca uratowanego przez chłopa.
– Chciałbym podziękować za to, co zrobiłeś: uratowałeś życie mojemu synowi – powiedział.
I dał mu pieniądze. Jednak ten odmówił. Powiedział, że nie może wziąć pieniędzy, ponieważ zrobił to, co powinien.
– Proponuję umowę: pozwól mi dać twemu synowi takie samo wykształcenie, jakie otrzymuje mój syn. Jeśli twój syn jest podobny do swego ojca, to kiedy dorośnie, będzie tym, z kogo obaj będziemy dumni.
Tak też się stało. Tych dwoje dzieci dosłownie zmieniło bieg historii. Chcecie poznać ich imiona? Dzieckiem uratowanym z bagna był Winston Churchill. Synem biednego, niepiśmiennego chłopa był Alexander Fleming, odkrywca penicyliny.
W rzeczywistości biedny chłop uczynił dobro z czystego serca, bez wyrachowania, po prostu dlatego, że wierzył w siłę dobra, a to dobro rozprzestrzeniło się niezwykle daleko. Właśnie takie znaczenie nadaje nasz naród powiedzeniu „Czyń dobro i rzucaj je w wodę”.
W tłocznych społecznościach, w których żyjemy, przyzwyczailiśmy się postrzegać naszych bliźnich nie jako osoby wyjątkowe i niepowtarzalne, ale jako bezosobową masę. Patrzymy na nich z obojętnością, czasem wrogo, często z pogardą i rzadko kiedy życzliwie. Czy kiedykolwiek zastanawialiście się, ilu z tych ludzi cierpi z powodu ogromnych kłopotów osobistych lub problemów rodzinnych? Czy kiedykolwiek zastanawialiście się, jak wasz uśmiech, miłe słowo lub przepuszczenie kogoś w kolejce może wpłynąć na ich życie? Czy zastanawialiście się, jak jedna miła rozmowa lub prosty gest miłości mogą zmienić ich nastrój? I odwrotnie, wyobraźcie sobie, jak negatywnie na życie i nastrój drugiej osoby może wpłynąć jedno przykre słowo lub obojętność.
Jak często rodziny cierpią z powodu takiego zachowania? Reakcją na nieżyczliwość jest zazwyczaj ta sama nieżyczliwość, na niegrzeczne słowo odpowiadamy niegrzecznością i w ten sposób zło szybko się rozprzestrzenia. Miłe słowo jest jak zapałka, z której może powstać cały płomień. Często przychodzą do mnie pary, które mają problemy w związku i każde z nich próbuje udowodnić, że ma rację. Jedno oskarża drugie.
Wszyscy, oprócz nauki i dyplomów, marzycie o zbudowaniu relacji z drugą osobą i stworzeniu wspaniałej rodziny. To naturalne. Ale rozejrzyjcie się wokół. Ilu ludzi miało te dobre intencje na początku, a teraz zbierają rozbite kawałki! Marzenia zamieniły się w koszmary. Dlaczego? To bardzo proste. Rozpoczęli wielkie przedsięwzięcie bez fundamentu, bez odpowiedzialności. Dom zbudowany bez fundamentu zawali się jak wieża z kart. Wyobraźcie sobie, że jesteście odpowiedzialni za swego przyszłego męża/żonę i przyszłe dzieci – to oni jutro będą waszymi sędziami.
Dzisiaj widzimy, jak wiele dzieci protestuje. Obserwujemy przerażający wzrost narkomanii i przestępczości wśród młodzieży. Kiedy to zło puka do naszych drzwi, nie zaczynamy szukać przyczyn w sobie, ale wokół siebie i przerzucamy odpowiedzialność na prawo i lewo. Winny jest Kościół, winne jest państwo, winne jest społeczeństwo, winna jest szkoła, wszyscy są winni, nawet kamienie. Takie nieodpowiedzialne podejście tylko pogarsza sytuację. Natomiast świadomość obowiązku i chęć zmiany nakładają na człowieka odpowiedzialność. Być może wydaje się to zbyt kategoryczne, ale w wychowaniu dzieci – mówię to, ponieważ jesteście przyszłymi małżonkami i rodzicami – główna część odpowiedzialności spoczywa na barkach rodziców. Oczywiście istnieją również inne czynniki, ale są one drugorzędne. W rodzinie, w której panuje miłość, dzieci to czują i przyswajają. Oczywiście pojawią się trudności, ale ważne jest, aby pamiętać, że najważniejsza jest miłość, właściwe wychowanie, prawdziwe, a nie obłudne życie duchowe rodziców. Za każdym protestującym człowiekiem, za każdym narkomanem, chuliganem, przestępcą stoi rodzinna dysfunkcja, której rodzice mogą nie dostrzegać. To znaczy, będą myśleć, że wszystko jest w porządku, ale w środku będzie krył się bardzo poważny problem.
Dzisiaj widzimy, jak bardzo egocentryczna stała się rodzina. Uczy ona dzieci następującej zasady: „Chwytaj, by zjeść; kradnij, by mieć” (greckie przysłowie). Jeśli ty tego nie chwycisz, zrobi to ktoś inny, więc nie zwracaj uwagi na innych, patrz tylko na siebie. Dbaj o to, aby piąć się w górę w karierze, bogacić się i miło spędzać czas. Inny jest twoim wrogiem lub w najlepszym wypadku konkurentem. Codziennie obserwujemy, jak bardzo nasze życie stało się egocentryczne. Oto przykład: władze miasta posadziły drzewko przed naszym domem, ale nie czujemy potrzeby podlewania go, ponieważ nie jest nasze.
Niektórzy ludzie marzą o tym, by zmienić świat. To piękne marzenie, które najczęściej pojawia się u nastolatków lub młodzieży, ale niestety szybko umiera. Jest jeszcze jedno marzenie wśród wielu buntowników, którzy widząc korupcję i niesprawiedliwość, mówią: „Gdybym został premierem na 24 godziny, zmieniłbym wszystko”. Niektórzy podchodzą do problemu poważniej i działają bardziej systematycznie. To wielcy rewolucjoniści. XX wiek to wiek rewolucji. Marzenie o zmianie świata stało się rzeczywistością, jednak marzenie to zamieniło się w koszmar, tragedię dla milionów ludzi i rozczarowanie dla tych, którzy w to wierzą, którzy oddali swoje życie, poświęcili się dla idei. Nie ma nic smutniejszego niż upadek mitu.
Nie da się zliczyć opinii ekspertów na temat nieudanych eksperymentów. Interesuje nas tylko jedna przyczyna, którą uważamy za najważniejszą. Rewolucjoniści wzięli na siebie odpowiedzialność za przemianę świata, jednocześnie przerzucając odpowiedzialność za dotychczasowe nieszczęścia społeczeństwa na innych. Wszyscy byli winni, oprócz nich samych. Oznacza to, że wszyscy, którzy według jakichkolwiek kryteriów byli uważani za odpowiedzialnych, musieli zostać zniszczeni, aby inni mogli żyć szczęśliwie. Taka właśnie demoniczna ideologia została dostrzeżona przez wielkiego Dostojewskiego dzięki jego proroczemu darowi. Napisał on w „Braciach Karamazow”: „Działaj nieustannie. Jeśli w nocy, kładąc się spać, przypomnisz sobie: „Nie zrobiłem tego, co trzeba”, natychmiast wstań i zrób to. Jeśli wokół ciebie są ludzie złośliwi i nieczuli, którzy nie chcą cię słuchać, upadnij przed nimi i proś ich o przebaczenie, bo tak naprawdę to ty jesteś winny, że nie chcą cię słuchać. A jeśli nie możesz już rozmawiać z rozgniewanymi, służ im w milczeniu i poniżeniu, nigdy nie tracąc nadziei. Jeśli wszyscy cię opuszczą i wygonią siłą, pozostając sam, upadnij na ziemię i całuj ją, skrop ją swymi łzami, a ziemia wyda owoc z twoich łez, nawet jeśli nikt nie widział cię i nie słyszał w twej samotności. Wierz do końca, nawet jeśli zdarzy się, że wszyscy na ziemi zbłądzą, a ty pozostaniesz jedynym wiernym: wtedy złóż ofiarę i chwal Boga, jako jedyny, który pozostał. A jeśli spotka się was takich dwoje – to już cały świat, świat żywej miłości. Obejmijcie się wzajemnie z czułością i chwalcie Boga: bo choć jesteście tylko we dwoje, to spełniła się Jego prawda... Gdy przyjdzie ci do głowy inna myśl, zwłaszcza widząc grzechy ludzi, zapytasz siebie: «Czy zwyciężać siłą, czy pokorną miłością?». Zawsze decyduj: «Zwyciężę pokorną miłością». Zdecyduj tak raz na zawsze, a podbijesz cały świat. Pokora miłości – to straszna siła, najsilniejsza ze wszystkich, nie mająca sobie równych”.
Pamiętam, że kiedy zostałem wyświęcony na diakona, dokładnie 40 lat temu, byłem na Korfu i jeździłem autobusem do miasta w pewnej sprawie. Pewnego razu autobus był przepełniony, wielu pasażerów jechało stojąc. Przede mną siedziało dwóch młodych mężczyzn, którzy bez przerwy rozmawiali o polityce. Na jednym z przystanków wsiadł niewidomy mężczyzna, próbując znaleźć sobie miejsce stojące. Spodziewałem się, że któryś z młodych ludzi ustąpi mu. Wręcz przeciwnie, zaczęli obwiniać państwo, system, transport, wszystko, mówiąc, że kiedy przejmą władzę, szczególnie zadbają o osoby niepełnosprawne. Byłem wzburzony! Ten młody człowiek czekał na zmianę systemu, aby samemu zacząć się zmieniać. Czy nie łatwiej byłoby po prostu ustąpić mu miejsca? Jeśli nie miał on ani odrobiny współczucia dla swego bliźniego, to jak mógłby kochać całą ludzkość?
Przypominam sobie pewną osobę z mojej klasy. Był przeciętnym uczniem. W domu często go obrażano i odrzucano. Mówiono: „Czego można od ciebie oczekiwać, jesteś beztalenciem”. Tak samo traktowali go niektórzy nauczyciele, nie znajdując dla niego dobrego słowa. Z wielkim trudem udawało mu się przejść do następnej klasy i zaczął nawet myśleć o rzuceniu szkoły. Jednak w szkole byli też dobrzy nauczyciele. Szczególnie jedna nauczycielka martwiła się o niego, dodawała mu otuchy, a czasem nawet ze łzami w oczach prosiła innych nauczycieli, aby pomogli mu przejść do następnej klasy. Człowiekowi temu udało się ukończyć liceum, a następnie kontynuował naukę na uniwersytecie i dosłownie się przemienił. Ta cierpliwa nauczycielka nauczyła go kochać książki, naukę i edukację w ogóle. Ukończył nawet uniwersytet. Ten zły, bezużyteczny uczeń rozmawia teraz z wami. Nigdy nie zapomnę, że kilka lat później, kiedy spotkałem tę nauczycielkę, już w starszym wieku, powiedziała mi ze łzami w oczach: „Zawsze w ciebie wierzyłam”.
Skoro już zacząłem się spowiadać, wyjaśnię wam, dlaczego wybrałem ten temat i dlaczego tak mnie on nurtuje. Jesteśmy odpowiedzialni za każdego człowieka. Gdziekolwiek się znajdujecie, czymkolwiek się zajmujecie, zawsze miejcie poczucie odpowiedzialności za innych ludzi, za całą ludzkość. Wasze życie lub śmierć nie zależy od wzlotów i spadków na giełdzie, ale od waszego stosunku do innych ludzi. Kiedy kręcisz się tylko wokół siebie i nie zauważasz innych, jesteś martwy. Nawet jeśli w twoim organizmie wszystko chodzi jak w zegarku, mimo to jesteś w zasadzie martwy. Coś w tym rodzaju chcą nam powiedzieć przesyceni życiem młodzi ludzie, którzy piszą na ścianach: „Czy istnieje życie przed śmiercią?”. I jeszcze jedno: „Chcemy żyć, a nie egzystować”. Kiedy patrzysz na drugiego człowieka jak na przedmiot do wykorzystania, kopiesz sobie dół. Kiedy idziesz po trupach, aby samemu się wywyższyć, nawet jeśli masz sto dyplomów, przygotowujesz sobie trumnę. Już umarłeś, jeszcze przed swą biologiczną śmiercią.
Z całego serca życzę wam, aby czas waszej nauki był nie tylko czasem zdobywania wiedzy, ale jednocześnie drogą odpowiedzialności. Niech to poczucie odpowiedzialności towarzyszy wam nie tylko podczas studiów, ale przez całe życie. Dziękuję za uwagę.
metropolita Nektariusz (Antonopoulos) (tłum. Justyna Pikutin)
za: pravoslavie.ru
fotografia: jarek1 /orthphoto.net/
Temat „Czy jesteśmy odpowiedzialni za wszystko?” wybrałem, ponieważ ta kwestia nurtuje mnie od czasów szkolnych. Pamiętajcie: za wszystko, co robicie w swoim życiu, bez względu na to, gdzie się znajdujecie, jakie stanowisko piastujecie, co osiągnęliście, ponosicie odpowiedzialność – i to odpowiedzialność za każdego człowieka z osobna, jak również za całą ludzkość. Jeśli waszym celem jest jedynie uzyskanie dyplomu, aby zapewnić sobie materialny dobrobyt, szacunek i status, czeka was porażka. Staniecie się nieszczęśliwymi ludźmi, jak wielu innych wokół was, odizolowanymi i wyobcowanymi od wszystkich, skoncentrowanymi wyłącznie na sobie. Znamy wielu ludzi, których ściany domów pokryte są wszelkiego rodzaju dyplomami, ale są oni obojętni wobec swoich bliskich i nie raczą się nawet przywitać. Znamy wielu ludzi z wypchanymi portfelami, ale zimnymi sercami. Są jak żywe trupy, które już cuchną. Znamy wielkich naukowców, którzy bezlitośnie wykorzystują innych ludzi, nie mając ani odrobiny wrażliwości. „Aby słońce się kręciło, trzeba dużo pracować” – mówi jedna z piosenek, co oznacza, że piękne słowa i hasła nie wystarczą, sami ludzie muszą wziąć na siebie część odpowiedzialności i nauczyć się poświęcenia dla innych. Innymi słowy, jesteśmy odpowiedzialni za wszystko, co dzieje się na świecie.
Niestety, nie tylko ignorujemy tę prawdę, ale nawet nie chcemy jej słuchać. Jesteśmy przekonani i często z zapałem dowodzimy, że za całe zło, które dzieje się w nas i wokół nas, a także na całym świecie, winni są inni, a nawet sam Bóg. Jeśli w jakimś zakątku świata panuje głód, winny jest Bóg. Jeśli wybucha wojna między dwoma państwami, winne są pieniądze, korzyści materialne itp. Jeśli nagle wybucha jakiś skandal polityczny lub kościelny, winne są złe siły, 666, heretycy, wrogowie Grecji. A jeśli mamy problemy rodzinne lub osobiste – to nie my jesteśmy winni, tylko system, państwo lub ktoś, kto jest do nas wrogo nastawiony i spiskuje przeciwko nam. W ten sposób usprawiedliwiamy samych siebie, przerzucając cały ciężar odpowiedzialności na innych. Ma to jednak tragiczne konsekwencje – nie tylko dla nas, ale także dla środowiska, społeczeństwa i całego świata.
Każdy ponosi swoją część odpowiedzialności za to, co dzieje się na świecie, nawet za drobiazgi. Jesteśmy odpowiedzialni nie tylko za zło, które czynimy, ale także za dobro, którego nie czynimy. To, co dobre lub złe, co robimy lub czego nie robimy, zawsze ma konsekwencje. Drobiazgi mogą mieć decydujące znaczenie, wpływając nawet na cały świat. Czy kiedykolwiek zastanawialiśmy się, ile wydarzeń w historii ludzkości zaczęło się z niczego, z nieistotnych drobiazgów? Jedno proste, zwyczajne zdarzenie, jeden przypadkowy incydent, niegodny nawet wzmianki, może mieć ogromne znaczenie i wpłynąć na życie milionów ludzi.
Od najmłodszych lat słyszymy to proste greckie powiedzenie: „Czyń dobro i rzucaj je w wodę”, które powstało z doświadczenia i mądrości naszego narodu. Nikt nigdy nie może wiedzieć, jakich rozmiarów sięgnie dobro, które czynimy, jakich granic może sięgnąć i jak wielu pomóc.
Pewnego razu, gdzieś w połowie XIX wieku, biedny chłop, uprawiając swoje pole, usłyszał głos płaczącego, wołającego o pomoc dziecka. Natychmiast porzucił pracę i pobiegł w kierunku bagna, skąd dochodziły głosy. Co tam zobaczył? Przerażone dziecko, tonące po pas w grzęzawisku, bezskutecznie próbujące się wydostać i głośno płaczące. Narażając swoje życie, chłop bez wahania uratował tego chłopca, który bez wątpienia umierałby powoli i w męczarniach. Następnego dnia przed domem chłopa zatrzymała się luksusowa kareta zaprzężona w dwa konie. Wysiadł z niej elegancko ubrany mężczyzna i przedstawił się jako ojciec chłopca uratowanego przez chłopa.
– Chciałbym podziękować za to, co zrobiłeś: uratowałeś życie mojemu synowi – powiedział.
I dał mu pieniądze. Jednak ten odmówił. Powiedział, że nie może wziąć pieniędzy, ponieważ zrobił to, co powinien.
– Proponuję umowę: pozwól mi dać twemu synowi takie samo wykształcenie, jakie otrzymuje mój syn. Jeśli twój syn jest podobny do swego ojca, to kiedy dorośnie, będzie tym, z kogo obaj będziemy dumni.
Tak też się stało. Tych dwoje dzieci dosłownie zmieniło bieg historii. Chcecie poznać ich imiona? Dzieckiem uratowanym z bagna był Winston Churchill. Synem biednego, niepiśmiennego chłopa był Alexander Fleming, odkrywca penicyliny.
W rzeczywistości biedny chłop uczynił dobro z czystego serca, bez wyrachowania, po prostu dlatego, że wierzył w siłę dobra, a to dobro rozprzestrzeniło się niezwykle daleko. Właśnie takie znaczenie nadaje nasz naród powiedzeniu „Czyń dobro i rzucaj je w wodę”.
W tłocznych społecznościach, w których żyjemy, przyzwyczailiśmy się postrzegać naszych bliźnich nie jako osoby wyjątkowe i niepowtarzalne, ale jako bezosobową masę. Patrzymy na nich z obojętnością, czasem wrogo, często z pogardą i rzadko kiedy życzliwie. Czy kiedykolwiek zastanawialiście się, ilu z tych ludzi cierpi z powodu ogromnych kłopotów osobistych lub problemów rodzinnych? Czy kiedykolwiek zastanawialiście się, jak wasz uśmiech, miłe słowo lub przepuszczenie kogoś w kolejce może wpłynąć na ich życie? Czy zastanawialiście się, jak jedna miła rozmowa lub prosty gest miłości mogą zmienić ich nastrój? I odwrotnie, wyobraźcie sobie, jak negatywnie na życie i nastrój drugiej osoby może wpłynąć jedno przykre słowo lub obojętność.
Jak często rodziny cierpią z powodu takiego zachowania? Reakcją na nieżyczliwość jest zazwyczaj ta sama nieżyczliwość, na niegrzeczne słowo odpowiadamy niegrzecznością i w ten sposób zło szybko się rozprzestrzenia. Miłe słowo jest jak zapałka, z której może powstać cały płomień. Często przychodzą do mnie pary, które mają problemy w związku i każde z nich próbuje udowodnić, że ma rację. Jedno oskarża drugie.
Wszyscy, oprócz nauki i dyplomów, marzycie o zbudowaniu relacji z drugą osobą i stworzeniu wspaniałej rodziny. To naturalne. Ale rozejrzyjcie się wokół. Ilu ludzi miało te dobre intencje na początku, a teraz zbierają rozbite kawałki! Marzenia zamieniły się w koszmary. Dlaczego? To bardzo proste. Rozpoczęli wielkie przedsięwzięcie bez fundamentu, bez odpowiedzialności. Dom zbudowany bez fundamentu zawali się jak wieża z kart. Wyobraźcie sobie, że jesteście odpowiedzialni za swego przyszłego męża/żonę i przyszłe dzieci – to oni jutro będą waszymi sędziami.
Dzisiaj widzimy, jak wiele dzieci protestuje. Obserwujemy przerażający wzrost narkomanii i przestępczości wśród młodzieży. Kiedy to zło puka do naszych drzwi, nie zaczynamy szukać przyczyn w sobie, ale wokół siebie i przerzucamy odpowiedzialność na prawo i lewo. Winny jest Kościół, winne jest państwo, winne jest społeczeństwo, winna jest szkoła, wszyscy są winni, nawet kamienie. Takie nieodpowiedzialne podejście tylko pogarsza sytuację. Natomiast świadomość obowiązku i chęć zmiany nakładają na człowieka odpowiedzialność. Być może wydaje się to zbyt kategoryczne, ale w wychowaniu dzieci – mówię to, ponieważ jesteście przyszłymi małżonkami i rodzicami – główna część odpowiedzialności spoczywa na barkach rodziców. Oczywiście istnieją również inne czynniki, ale są one drugorzędne. W rodzinie, w której panuje miłość, dzieci to czują i przyswajają. Oczywiście pojawią się trudności, ale ważne jest, aby pamiętać, że najważniejsza jest miłość, właściwe wychowanie, prawdziwe, a nie obłudne życie duchowe rodziców. Za każdym protestującym człowiekiem, za każdym narkomanem, chuliganem, przestępcą stoi rodzinna dysfunkcja, której rodzice mogą nie dostrzegać. To znaczy, będą myśleć, że wszystko jest w porządku, ale w środku będzie krył się bardzo poważny problem.
Dzisiaj widzimy, jak bardzo egocentryczna stała się rodzina. Uczy ona dzieci następującej zasady: „Chwytaj, by zjeść; kradnij, by mieć” (greckie przysłowie). Jeśli ty tego nie chwycisz, zrobi to ktoś inny, więc nie zwracaj uwagi na innych, patrz tylko na siebie. Dbaj o to, aby piąć się w górę w karierze, bogacić się i miło spędzać czas. Inny jest twoim wrogiem lub w najlepszym wypadku konkurentem. Codziennie obserwujemy, jak bardzo nasze życie stało się egocentryczne. Oto przykład: władze miasta posadziły drzewko przed naszym domem, ale nie czujemy potrzeby podlewania go, ponieważ nie jest nasze.
Niektórzy ludzie marzą o tym, by zmienić świat. To piękne marzenie, które najczęściej pojawia się u nastolatków lub młodzieży, ale niestety szybko umiera. Jest jeszcze jedno marzenie wśród wielu buntowników, którzy widząc korupcję i niesprawiedliwość, mówią: „Gdybym został premierem na 24 godziny, zmieniłbym wszystko”. Niektórzy podchodzą do problemu poważniej i działają bardziej systematycznie. To wielcy rewolucjoniści. XX wiek to wiek rewolucji. Marzenie o zmianie świata stało się rzeczywistością, jednak marzenie to zamieniło się w koszmar, tragedię dla milionów ludzi i rozczarowanie dla tych, którzy w to wierzą, którzy oddali swoje życie, poświęcili się dla idei. Nie ma nic smutniejszego niż upadek mitu.
Nie da się zliczyć opinii ekspertów na temat nieudanych eksperymentów. Interesuje nas tylko jedna przyczyna, którą uważamy za najważniejszą. Rewolucjoniści wzięli na siebie odpowiedzialność za przemianę świata, jednocześnie przerzucając odpowiedzialność za dotychczasowe nieszczęścia społeczeństwa na innych. Wszyscy byli winni, oprócz nich samych. Oznacza to, że wszyscy, którzy według jakichkolwiek kryteriów byli uważani za odpowiedzialnych, musieli zostać zniszczeni, aby inni mogli żyć szczęśliwie. Taka właśnie demoniczna ideologia została dostrzeżona przez wielkiego Dostojewskiego dzięki jego proroczemu darowi. Napisał on w „Braciach Karamazow”: „Działaj nieustannie. Jeśli w nocy, kładąc się spać, przypomnisz sobie: „Nie zrobiłem tego, co trzeba”, natychmiast wstań i zrób to. Jeśli wokół ciebie są ludzie złośliwi i nieczuli, którzy nie chcą cię słuchać, upadnij przed nimi i proś ich o przebaczenie, bo tak naprawdę to ty jesteś winny, że nie chcą cię słuchać. A jeśli nie możesz już rozmawiać z rozgniewanymi, służ im w milczeniu i poniżeniu, nigdy nie tracąc nadziei. Jeśli wszyscy cię opuszczą i wygonią siłą, pozostając sam, upadnij na ziemię i całuj ją, skrop ją swymi łzami, a ziemia wyda owoc z twoich łez, nawet jeśli nikt nie widział cię i nie słyszał w twej samotności. Wierz do końca, nawet jeśli zdarzy się, że wszyscy na ziemi zbłądzą, a ty pozostaniesz jedynym wiernym: wtedy złóż ofiarę i chwal Boga, jako jedyny, który pozostał. A jeśli spotka się was takich dwoje – to już cały świat, świat żywej miłości. Obejmijcie się wzajemnie z czułością i chwalcie Boga: bo choć jesteście tylko we dwoje, to spełniła się Jego prawda... Gdy przyjdzie ci do głowy inna myśl, zwłaszcza widząc grzechy ludzi, zapytasz siebie: «Czy zwyciężać siłą, czy pokorną miłością?». Zawsze decyduj: «Zwyciężę pokorną miłością». Zdecyduj tak raz na zawsze, a podbijesz cały świat. Pokora miłości – to straszna siła, najsilniejsza ze wszystkich, nie mająca sobie równych”.
Pamiętam, że kiedy zostałem wyświęcony na diakona, dokładnie 40 lat temu, byłem na Korfu i jeździłem autobusem do miasta w pewnej sprawie. Pewnego razu autobus był przepełniony, wielu pasażerów jechało stojąc. Przede mną siedziało dwóch młodych mężczyzn, którzy bez przerwy rozmawiali o polityce. Na jednym z przystanków wsiadł niewidomy mężczyzna, próbując znaleźć sobie miejsce stojące. Spodziewałem się, że któryś z młodych ludzi ustąpi mu. Wręcz przeciwnie, zaczęli obwiniać państwo, system, transport, wszystko, mówiąc, że kiedy przejmą władzę, szczególnie zadbają o osoby niepełnosprawne. Byłem wzburzony! Ten młody człowiek czekał na zmianę systemu, aby samemu zacząć się zmieniać. Czy nie łatwiej byłoby po prostu ustąpić mu miejsca? Jeśli nie miał on ani odrobiny współczucia dla swego bliźniego, to jak mógłby kochać całą ludzkość?
Przypominam sobie pewną osobę z mojej klasy. Był przeciętnym uczniem. W domu często go obrażano i odrzucano. Mówiono: „Czego można od ciebie oczekiwać, jesteś beztalenciem”. Tak samo traktowali go niektórzy nauczyciele, nie znajdując dla niego dobrego słowa. Z wielkim trudem udawało mu się przejść do następnej klasy i zaczął nawet myśleć o rzuceniu szkoły. Jednak w szkole byli też dobrzy nauczyciele. Szczególnie jedna nauczycielka martwiła się o niego, dodawała mu otuchy, a czasem nawet ze łzami w oczach prosiła innych nauczycieli, aby pomogli mu przejść do następnej klasy. Człowiekowi temu udało się ukończyć liceum, a następnie kontynuował naukę na uniwersytecie i dosłownie się przemienił. Ta cierpliwa nauczycielka nauczyła go kochać książki, naukę i edukację w ogóle. Ukończył nawet uniwersytet. Ten zły, bezużyteczny uczeń rozmawia teraz z wami. Nigdy nie zapomnę, że kilka lat później, kiedy spotkałem tę nauczycielkę, już w starszym wieku, powiedziała mi ze łzami w oczach: „Zawsze w ciebie wierzyłam”.
Skoro już zacząłem się spowiadać, wyjaśnię wam, dlaczego wybrałem ten temat i dlaczego tak mnie on nurtuje. Jesteśmy odpowiedzialni za każdego człowieka. Gdziekolwiek się znajdujecie, czymkolwiek się zajmujecie, zawsze miejcie poczucie odpowiedzialności za innych ludzi, za całą ludzkość. Wasze życie lub śmierć nie zależy od wzlotów i spadków na giełdzie, ale od waszego stosunku do innych ludzi. Kiedy kręcisz się tylko wokół siebie i nie zauważasz innych, jesteś martwy. Nawet jeśli w twoim organizmie wszystko chodzi jak w zegarku, mimo to jesteś w zasadzie martwy. Coś w tym rodzaju chcą nam powiedzieć przesyceni życiem młodzi ludzie, którzy piszą na ścianach: „Czy istnieje życie przed śmiercią?”. I jeszcze jedno: „Chcemy żyć, a nie egzystować”. Kiedy patrzysz na drugiego człowieka jak na przedmiot do wykorzystania, kopiesz sobie dół. Kiedy idziesz po trupach, aby samemu się wywyższyć, nawet jeśli masz sto dyplomów, przygotowujesz sobie trumnę. Już umarłeś, jeszcze przed swą biologiczną śmiercią.
Z całego serca życzę wam, aby czas waszej nauki był nie tylko czasem zdobywania wiedzy, ale jednocześnie drogą odpowiedzialności. Niech to poczucie odpowiedzialności towarzyszy wam nie tylko podczas studiów, ale przez całe życie. Dziękuję za uwagę.
metropolita Nektariusz (Antonopoulos) (tłum. Justyna Pikutin)
za: pravoslavie.ru
fotografia: jarek1 /orthphoto.net/