Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Kwestia sumienia
13 października 2025
W powieści Sołżenicyna „Krąg pierwszy” młody, odnoszący sukcesy dyplomata Innocenty Wołodin, tuż przed nową, interesującą podróżą służbową do Paryża, dokonuje bardzo dziwnego czynu. Kierowany jakąś siłą, której sam nie rozumie, dzwoni do prawie nieznanego mu starszego lekarza, ostrzegając go przed przygotowywaną przeciwko niemu prowokacją. Rozmowa telefoniczna zostaje przerwana, a dwa dni przed aresztowaniem Wołodin spędza w bolesnym strachu i rozmyślaniach o tym, co doprowadziło go do tego kroku, który zakończy nie tylko jego szczęśliwą karierę, ale i życie.
Sołżenicyn pisze: „W ostatnich latach Innocenty rzucił się na czytanie. Okazało się, że czytać też trzeba umieć, to nie tylko bieganie wzrokiem po linijkach. Ponieważ od młodości Innocenty był chroniony przed książkami niewłaściwymi, odrzuconymi i czytał tylko te, które były z góry uznane za właściwe, utrwalił się w nim nawyk: wierzyć każdemu słowu, całkowicie poddawać się woli autora. I tak teraz, czytając autorów o odmiennych poglądach, długo nie mógł się zbuntować, nie mógł nie poddać się najpierw jednemu autorowi, potem drugiemu, a potem trzeciemu.
Wyjechał do Paryża, pracował tam w systemie Rady Gospodarczej i Społecznej ONZ i dużo czytał, kiedy tylko miał na to czas poza służbą. W końcu, w pewnym momencie poczuł, że sam znajduje się za kierownicą.
Nie żeby odkrył przez te lata wiele, ale jednak coś.
Wcześniej prawdą Innocentego było to, że życie dane jest nam tylko raz. Teraz, dzięki dojrzałemu nowemu doświadczeniu, poczuł w sobie i w świecie nową zasadę: że sumienie również dane jest nam tylko raz.
I tak jak nie można przywrócić życia, tak samo nie można przywrócić zepsutego sumienia.
Tak zaczął rozumieć i myśleć Innocenty, kiedy w sobotę, kilka dni przed kolejną podróżą do Paryża, dowiedział się o przygotowywanej prowokacji z udziałem prostodusznego Dobroumowa. Już dawno był na tyle pojętny, by zrozumieć, że sprawa nie zakończy się tylko jednym profesorem, że z tego profesora uda się wyciągnąć całą kampanię.
Przez kilka godzin, z rozproszonym umysłem, krążył po gabinecie służbowym, chwiał się, kołysał, chwytał się za głowę. I w końcu zdecydował się zadzwonić, chociaż zdawał sobie sprawę, że telefon Dobroumowa mógł już zostać przejęty...
Wydarzyło się to jakby dawno temu, a tak naprawdę dopiero wczoraj.”
To krótki fragment powieści Sołżenicyna, ale w zasadzie cała ta ogromna, niezwykła, poruszająca książka jest poświęcona sumieniu. Sumienie jest jej bohaterem, jej wewnętrzną siłą, jej miarą. Wszyscy ludzie w niej, od Stalina po woźnego więźnia Spirydona, dzielą się na tych, którzy tak jak Wołodin wiedzą lub odkryli dla siebie, że sumienie, podobnie jak życie, jest nam dane tylko raz i że, jak pisze Sołżenicyn, tak jak nie można cofnąć danego życia, tak samo nie można cofnąć zepsutego sumienia, i na tych, którzy tego nie rozumieją.
Ale czym właściwie jest to sumienie, ta dziwna siła, która potrafiła tak łatwo i niemal niezauważalnie zmienić powierzchownego egoistę i egocentryka Wołodina, młodego człowieka, który nie wyróżniał się niczym poza żądzą życia i przyjemności, w bohatera i męczennika?
Jakby żegnając się z nim w ostatnich rozdziałach powieści, pokazując nam go po raz ostatni, gdy idzie na pierwsze przesłuchanie, Sołżenicyn pisze: „Z wysokości walki i cierpienia, na które się wzniósł, mądrość wielkiego filozofa starożytności wydawała się bełkotem dziecka. „Na przesłuchanie, ręce do tyłu”. Wołodin cofnął ręce i z podniesioną głową, jak ptak pijący wodę, wyszedł z kabiny”.
Sołżenicyn jest wielki, ponieważ w całej swojej twórczości porusza najpilniejsze i najważniejsze pytanie naszych czasów – pytanie o sumienie. Stawia je i świadczy – sumienie istnieje i jest niezniszczalne. Ale właśnie dlatego należy zadać sobie pytanie, czym jest to sumienie, co oznaczają te proste, a przez to tak tajemnicze wyrażenia: „mogę zgodnie z sumieniem”, „nie mogę zgodnie z sumieniem”? Czym jest ten głos, który nagle i często poza naszą kontrolą wkracza w nasze życie i radykalnie je zmienia, tak że to, co wydawało się białe, zwyczajne, słuszne, okazuje się tak oczywiście czarne, a to, co wydawało się milczeć, nagle zaczyna mówić?
I właśnie w tym tkwi sedno sprawy, że sumienie należy do zjawisk, których nie da się zdefiniować, które nie mieszczą się w żadnych normach logicznych i prawnych. Nie można najpierw zdefiniować sumienia, a potem żyć zgodnie z nim, ono jest w nas, a jednocześnie jakby do nas przemawia, zwraca się do nas z zewnątrz, z jakiejś głębi lub wysokości, których zazwyczaj nie jesteśmy świadomi. Materialistyczna nauka o człowieku po prostu odrzuca istnienie sumienia w człowieku, próbuje wyjaśnić je instynktem społecznym, presją dziedziczności, zbiorową świadomością, czyli ponownie sprowadza je do determinizmu, do zaprzeczenia wolności człowieka. Dlatego też, z tego punktu widzenia, postępowanie Wołodina, będące aspołecznym – w sensie wystąpienia przeciwko zbiorowości – okazuje się tym samym postępowaniem szkodliwym i złym.
Chrześcijaństwo w bardzo prosty i spokojny sposób twierdzi, że sumienie jest wrodzoną, pierwotnie daną człowiekowi zdolnością rozróżniania dobra od zła. Ale nie w ich społecznej, względnej formie, a raczej w formie absolutnej. Sumienie pochodzi od Boga. I dlatego jest świadectwem Boga. Sumienie jest głosem Boga w duszy człowieka i dlatego przemawia ono wprawdzie z wnętrza, ale jednocześnie jakby z zewnątrz. Sumienie jest tym, co religia chrześcijańska nazywa obrazem i podobieństwem Boga w człowieku.
Człowiek może, człowiek jest wolny, aby zagłuszyć w sobie sumienie, a uderzającym przykładem tego wyrzeczenia się sumienia jest Stalin. Zachowuje pojęcia dobra i zła, ale miarą ich staje się on sam: dobro to to, co mu służy, zło to to, co mu się sprzeciwia.
Człowiek może walczyć ze swoim sumieniem, czego przykładem w powieści Sołżenicyna jest mnóstwo zmęczonych ludzi, zmęczonych tą walką, którzy albo, jak Wołodin, Gerasimowicz, Nerżin, wybierają sumienie, albo, jak Djakonow, po bolesnym wybuchu sumienia, odrzucają je. Ale tak czy inaczej, wszystko jest związane z nim, z sumieniem, wszystko na świecie układa się w odniesieniu do niego, wszystko sprowadza się ostatecznie do kwestii: jeśli jest sumienie, to jest również człowiek, jest wolność, jest odrodzenie i wreszcie jest szczęście. Jeśli go nie ma, jest tylko piekło, czy to na wolności, czy to w betonowej daczy Stalina, czy to w więzieniu.
Ludzie spierają się o wszystko: o ekonomię, o cybernetykę, o przyszły porządek świata – ale wszystkie te spory nie mają znaczenia, dopóki nad ludźmi nie zabłyśnie jedyne wszystko oświecające, wszystko ożywiające słońce – sumienie, ta tajemnicza cząstka, siła, chwała Boskości w słabym i ubogim człowieku.
Sołżenicyn pisze: „W ostatnich latach Innocenty rzucił się na czytanie. Okazało się, że czytać też trzeba umieć, to nie tylko bieganie wzrokiem po linijkach. Ponieważ od młodości Innocenty był chroniony przed książkami niewłaściwymi, odrzuconymi i czytał tylko te, które były z góry uznane za właściwe, utrwalił się w nim nawyk: wierzyć każdemu słowu, całkowicie poddawać się woli autora. I tak teraz, czytając autorów o odmiennych poglądach, długo nie mógł się zbuntować, nie mógł nie poddać się najpierw jednemu autorowi, potem drugiemu, a potem trzeciemu.
Wyjechał do Paryża, pracował tam w systemie Rady Gospodarczej i Społecznej ONZ i dużo czytał, kiedy tylko miał na to czas poza służbą. W końcu, w pewnym momencie poczuł, że sam znajduje się za kierownicą.
Nie żeby odkrył przez te lata wiele, ale jednak coś.
Wcześniej prawdą Innocentego było to, że życie dane jest nam tylko raz. Teraz, dzięki dojrzałemu nowemu doświadczeniu, poczuł w sobie i w świecie nową zasadę: że sumienie również dane jest nam tylko raz.
I tak jak nie można przywrócić życia, tak samo nie można przywrócić zepsutego sumienia.
Tak zaczął rozumieć i myśleć Innocenty, kiedy w sobotę, kilka dni przed kolejną podróżą do Paryża, dowiedział się o przygotowywanej prowokacji z udziałem prostodusznego Dobroumowa. Już dawno był na tyle pojętny, by zrozumieć, że sprawa nie zakończy się tylko jednym profesorem, że z tego profesora uda się wyciągnąć całą kampanię.
Przez kilka godzin, z rozproszonym umysłem, krążył po gabinecie służbowym, chwiał się, kołysał, chwytał się za głowę. I w końcu zdecydował się zadzwonić, chociaż zdawał sobie sprawę, że telefon Dobroumowa mógł już zostać przejęty...
Wydarzyło się to jakby dawno temu, a tak naprawdę dopiero wczoraj.”
To krótki fragment powieści Sołżenicyna, ale w zasadzie cała ta ogromna, niezwykła, poruszająca książka jest poświęcona sumieniu. Sumienie jest jej bohaterem, jej wewnętrzną siłą, jej miarą. Wszyscy ludzie w niej, od Stalina po woźnego więźnia Spirydona, dzielą się na tych, którzy tak jak Wołodin wiedzą lub odkryli dla siebie, że sumienie, podobnie jak życie, jest nam dane tylko raz i że, jak pisze Sołżenicyn, tak jak nie można cofnąć danego życia, tak samo nie można cofnąć zepsutego sumienia, i na tych, którzy tego nie rozumieją.
Ale czym właściwie jest to sumienie, ta dziwna siła, która potrafiła tak łatwo i niemal niezauważalnie zmienić powierzchownego egoistę i egocentryka Wołodina, młodego człowieka, który nie wyróżniał się niczym poza żądzą życia i przyjemności, w bohatera i męczennika?
Jakby żegnając się z nim w ostatnich rozdziałach powieści, pokazując nam go po raz ostatni, gdy idzie na pierwsze przesłuchanie, Sołżenicyn pisze: „Z wysokości walki i cierpienia, na które się wzniósł, mądrość wielkiego filozofa starożytności wydawała się bełkotem dziecka. „Na przesłuchanie, ręce do tyłu”. Wołodin cofnął ręce i z podniesioną głową, jak ptak pijący wodę, wyszedł z kabiny”.
Sołżenicyn jest wielki, ponieważ w całej swojej twórczości porusza najpilniejsze i najważniejsze pytanie naszych czasów – pytanie o sumienie. Stawia je i świadczy – sumienie istnieje i jest niezniszczalne. Ale właśnie dlatego należy zadać sobie pytanie, czym jest to sumienie, co oznaczają te proste, a przez to tak tajemnicze wyrażenia: „mogę zgodnie z sumieniem”, „nie mogę zgodnie z sumieniem”? Czym jest ten głos, który nagle i często poza naszą kontrolą wkracza w nasze życie i radykalnie je zmienia, tak że to, co wydawało się białe, zwyczajne, słuszne, okazuje się tak oczywiście czarne, a to, co wydawało się milczeć, nagle zaczyna mówić?
I właśnie w tym tkwi sedno sprawy, że sumienie należy do zjawisk, których nie da się zdefiniować, które nie mieszczą się w żadnych normach logicznych i prawnych. Nie można najpierw zdefiniować sumienia, a potem żyć zgodnie z nim, ono jest w nas, a jednocześnie jakby do nas przemawia, zwraca się do nas z zewnątrz, z jakiejś głębi lub wysokości, których zazwyczaj nie jesteśmy świadomi. Materialistyczna nauka o człowieku po prostu odrzuca istnienie sumienia w człowieku, próbuje wyjaśnić je instynktem społecznym, presją dziedziczności, zbiorową świadomością, czyli ponownie sprowadza je do determinizmu, do zaprzeczenia wolności człowieka. Dlatego też, z tego punktu widzenia, postępowanie Wołodina, będące aspołecznym – w sensie wystąpienia przeciwko zbiorowości – okazuje się tym samym postępowaniem szkodliwym i złym.
Chrześcijaństwo w bardzo prosty i spokojny sposób twierdzi, że sumienie jest wrodzoną, pierwotnie daną człowiekowi zdolnością rozróżniania dobra od zła. Ale nie w ich społecznej, względnej formie, a raczej w formie absolutnej. Sumienie pochodzi od Boga. I dlatego jest świadectwem Boga. Sumienie jest głosem Boga w duszy człowieka i dlatego przemawia ono wprawdzie z wnętrza, ale jednocześnie jakby z zewnątrz. Sumienie jest tym, co religia chrześcijańska nazywa obrazem i podobieństwem Boga w człowieku.
Człowiek może, człowiek jest wolny, aby zagłuszyć w sobie sumienie, a uderzającym przykładem tego wyrzeczenia się sumienia jest Stalin. Zachowuje pojęcia dobra i zła, ale miarą ich staje się on sam: dobro to to, co mu służy, zło to to, co mu się sprzeciwia.
Człowiek może walczyć ze swoim sumieniem, czego przykładem w powieści Sołżenicyna jest mnóstwo zmęczonych ludzi, zmęczonych tą walką, którzy albo, jak Wołodin, Gerasimowicz, Nerżin, wybierają sumienie, albo, jak Djakonow, po bolesnym wybuchu sumienia, odrzucają je. Ale tak czy inaczej, wszystko jest związane z nim, z sumieniem, wszystko na świecie układa się w odniesieniu do niego, wszystko sprowadza się ostatecznie do kwestii: jeśli jest sumienie, to jest również człowiek, jest wolność, jest odrodzenie i wreszcie jest szczęście. Jeśli go nie ma, jest tylko piekło, czy to na wolności, czy to w betonowej daczy Stalina, czy to w więzieniu.
Ludzie spierają się o wszystko: o ekonomię, o cybernetykę, o przyszły porządek świata – ale wszystkie te spory nie mają znaczenia, dopóki nad ludźmi nie zabłyśnie jedyne wszystko oświecające, wszystko ożywiające słońce – sumienie, ta tajemnicza cząstka, siła, chwała Boskości w słabym i ubogim człowieku.
o. Aleksander Schmemann (tłum. Jakub Oniszczuk)
za: Проповеди и беседы / Протоиерей Александр Шмеман - М. : Паломникъ, 2002. - 206, [1] с.
fotografia: Aleksander Wasyluk /orthphoto.net/