publicystyka: Odwieczne dziecięctwo Boże
kuchnia muzyka sklep ogłoszenia wydarzenia fotogalerie

Odwieczne dziecięctwo Boże

22 września 2025

„Kto nie przyjmie Królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego” (Mk 10, 15) – te niezwykłe słowa znajdujemy w Ewangelii. W Ewangelii często mówi się o dzieciach. „Bądźcie jak dzieci”, „bo do nich należy królestwo niebieskie” (Mt 19, 14) – co to oznacza? Świat, w którym żyjemy, cywilizacja, która determinuje wszystkie nasze poglądy, myśli i upodobania, nie jest już chyba w stanie usłyszeć tych słów z Ewangelii, uwierzyć w nie i, dodam, cieszyć się nimi. Świat ten, cywilizacja ta są bowiem przede wszystkim skrajnie i ponuro poważne, i są dumne ze swojej powagi.

Niedawno, ulegając temu ogólnemu nastrojowi, nawet niektórzy chrześcijanie na Zachodzie zaczęli twierdzić, że skoro świat, jak mówią, osiągnął pełnoletność, skoro człowiek stał się całkowicie dorosły, stara dziecięca religia już mu nie odpowiada, należy ją przeinterpretować i opowiedzieć na nowo w sposób dorosły. A to oznacza, zdaniem tych „dorosłych” chrześcijan, przełożenie religii na język współczesnej nauki. Nawet ludzie religijni zaczęli się wstydzić swojej dziecięcej wiary, próbując dostosować ją do dorosłego, naukowego światopoglądu naszej cywilizacji.

Może warto i trzeba przede wszystkim zadać sobie pytanie – co oznaczają te słowa ewangeliczne, to wezwanie, aby być jak dzieci, przyjąć Królestwo Boże jak dziecko, ponieważ raczej nie oznaczają one oczywiście zasadniczego odrzucenia rozwoju, wiedzy, postępu nauki i tak dalej. W tym samym Nowym Testamencie znajdujemy tak wiele wezwań właśnie do wzrostu, do pragnienia osiągnięcia pełnej miary wieku Chrystusa; całe chrześcijaństwo jest jednym nieustannym wezwaniem właśnie do wzrostu, rozwoju, poszukiwania drogi doskonałości. Dlatego, powtarzam, tego wezwania Chrystusa, aby być jak dzieci, nie można w żadnym wypadku traktować jako odrzucenia przez chrześcijaństwo nauki, jako jego pragnienia, aby zachować człowieka prymitywnym, ciemnym i nieoświeconym. Czy trzeba wciąż na nowo udowadniać, że ta sama nauka, w imię której obecnie obala się wiarę, religię, chrześcijaństwo, rozpoczęła się w klasztorach, że pierwsze uniwersytety zostały stworzone przez Kościół, że u zarania naszej cywilizacji praktycznie cała edukacja, lub jak wówczas mówiono – książkowość, była inspirowana właśnie przez religię. Filozofia, fizyka, medycyna – wszystko to wywodzi się z chrześcijańskiej inspiracji, inspiracji poznawaniem świata Bożego, inspiracji miłością, inspiracji pomocą bliźnim. Słowa „doktor”, „magister” pochodzą z kalendarza kościelnego, ponieważ początkowo wszystkie stopnie naukowe nadawał Kościół.

Odrzućmy więc tę łatwą, niesprawiedliwą i oszczerczą interpretację, zgodnie z którą bycie jak dzieci oznacza pozostawanie na zasadniczo niższym poziomie wykształcenia i rozwoju, a w rezultacie, poprzez oszustwo i przy pomocy ignorancji, wykorzystywanie tych nierozwiniętych i ciemnych ludzi.

Ale oto Chrystus mówi: „Kto nie przyjmie Królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego”. Mówi: „Bądźcie jak dzieci, ...tych jest bowiem Królestwo Niebieskie”. Co stanowi istotę tej dziecięcości? Na czym polega jej wieczne, nieprzemijające znaczenie?

Aby właściwie odpowiedzieć na to pytanie, należy, jak sądzę, przypomnieć powszechnie znany i rzeczywiście uniwersalny fakt, że dla prawie wszystkich ludzi dzieciństwo pozostaje właśnie złotym dzieciństwem – rajem, który utraciwszy, człowiek nieustannie powraca do niego w swoich wspomnieniach, z radością i tęsknotą, z miłością i smutkiem. Innymi słowy, tracąc dzieciństwo, człowiek traci coś, czego potem przez całe życie boleśnie mu brakuje, czego nieustannie żałuje, do czego cały czas wraca myślami. Co to jest? Odpowiedź można ująć w jednym słowie – integralność. Jest to tajemnicza zdolność, która pozwala dzieciom, i tylko dzieciom, oddawać się bezgranicznie, całym sobą, zarówno radości, jak i smutkowi, dzięki czemu dziecko jest zawsze całkowicie zaangażowane we wszystko, co robi i do czego się odnosi.

Właśnie wypadła mu z rąk zabawka i, Boże mój, jaki to smutek, jak on płacze, jak cała jego istota pęka z bezradnego smutku. Ale oto ktoś podniósł i zwrócił mu tę zabawkę, a on trzyma ją w swoich małych rączkach i oto znów jest cały – radość, a jego zalana łzami twarz promienieje taką pełnią życia, tak wdzięcznie i jasno, że wszystko wokół jest oświetlone tym światłem i raduje się tą radością.

Właśnie tę integralność tracimy, opuszczając dzieciństwo. Z tego punktu widzenia dorosłość jest triumfem rozdwojenia, niekompletności, niezdolności do całkowitego, bez reszty oddania się czemuś; jest to głęboki, wszystko niszczący sceptycyzm, najgłębsza wewnętrzna nieufność i, w konsekwencji, strach, który stopniowo zatruwa naszą świadomość. Rozejrzyjcie się wokół siebie, a przekonacie się, że nasz świat, nasza cywilizacja, zbudowana właśnie na tym sceptycyzmie, wzajemnej nieufności i strachu, ma w swoim sercu to smutne dorosłe rozdwojenie.

I oto całe chrześcijaństwo jest jednym nieustannym wezwaniem, aby nagle dostrzec całą tę dorosłą smutność, cały ten pozbawiony radości świat, w którym wszystko cały czas się rozdziela, rozpada, w którym wszystko jest zatrute, wszystko przeniknięte nieufnością, wrogością, nudą. „Szukajcie najpierw Królestwa Bożego...” (Mt 6, 33). Pytamy więc, czym jest to Królestwo Boże? – I słyszymy w odpowiedzi: „Radość i pokój w Duchu Świętym” (Rz 14, 17). Czymże jest ta radość i pokój, których, według słów Chrystusa, nikt i nic nie może nam odebrać, jeśli nie powrotem do tej dziecięcej zdolności do życia w całości? Cała chrześcijańska nauka jest przede wszystkim nauką o tym, jak powrócić do tej integralności, jak ją w sobie odbudować.

„Kto nie przyjmie Królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego”: kto nie pokocha w głębi swojej świadomości, swoim sercem i duszą innego stylu życia, kto następnie nie rozpocznie powolnego i trudnego powrotu do niego, ten nigdy nie zrozumie ostatecznej i najgłębszej istoty chrześcijaństwa i nie usłyszy jego tajemniczego przesłania.

Po co tysiąc dni i tysiąc nocy Serafim Sarowski stał samotnie na kamieniu w gęstwinie lasu, jeśli nie po to, aby na samym końcu tego długiego wyczynu zbierania duszy, oświecenia świadomości, oczyszczenia umysłu, powrócić w końcu do prawdziwej dziecięcości, to znaczy właśnie do integralności; po co, jeśli nie po to, aby ponownie ujrzeć Boży świat i w nim każdego człowieka jako brata, jako radość, ponieważ słowami: „Moja radość!” zwracał się do każdego, kto do niego przychodził.

Tak, świat rozwija się w wiedzy, technice, umiejętności władania siłami natury; i wszystko to będzie na nic, wszystko to ani trochę nie poprawi życia na ziemi, dopóki każdy z nas nie przyjmie w swoim sercu tego, co jeden wielki poeta (P. Claudel) nazwał „odwiecznym dziecięctwem Bożym”.

o. Aleksander Schmemann (tłum. Jakub Oniszczuk)

za: Проповеди и беседы / Протоиерей Александр Шмеман - М. : Паломникъ, 2002. - 206, [1] с.

fotografia: Aleksander Wasyluk /orthphoto.net/