publicystyka: Lekarstwo nieśmiertelności
kuchnia muzyka sklep ogłoszenia wydarzenia fotogalerie

Lekarstwo nieśmiertelności

o. Stephen Freeman (tłum. Gabriel Szymczak), 19 września 2025

Wyobraź sobie, że trafiłeś do szpitala po tragicznym wypadku. Jesteś na oddziale ratunkowym, a tam czeka zespół lekarzy i pielęgniarek z ich niesamowitym sprzętem medycznym. Obok stoi również zespół prawników, specjalistów od spraw wypadkowych.

Z kim chcesz najpierw porozmawiać?

Używam tej ilustracji, aby podkreślić naturę ludzkiego problemu: jesteśmy chorzy i ranni. Nie mamy problemu prawnego. Zespół prawników nie jest w stanie nic zrobić, abyś wyzdrowiał po odniesionych obrażeniach. Szpital to miejsce uzdrowienia. Nie jest nim sala sądowa.

Kościół to szpital dla grzeszników. To myśl o różnych atrybucjach – ale jednoznacznie i trafnie mówi o naturze zbawienia.

W przypowieści o miłosiernym Samarytaninie mężczyzna zostaje pobity, okradziony i porzucony na poboczu drogi. Różne postaci religijne ignorują go. Samarytanin (którego Żydzi uważali za wroga) zatrzymuje się, polewa rany winem i oliwą, zabiera go do gospody, daje gospodarzowi dwa denary i mówi: „Opiekuj się nim, a gdybyś wydał coś więcej, ja oddam ci, wracając”.

W prawosławnym rozumieniu przypowieści miłosierny Samarytanin zawsze był postrzegany jako symbol Chrystusa. Ranny człowiek jest symbolem nas wszystkich. Grzech nas pobił, ograbił i zostawił na poboczu drogi.

Przypominam sobie tylko jedną postać z Ewangelii, która przyszła do Jezusa z problemem prawnym.

„Wtedy ktoś z tłumu rzekł do Niego: «Nauczycielu, powiedz bratu memu, aby się podzielił ze mną dziedzictwem». On zaś rzekł do niego: «Człowieku, kto Mnie ustanowił nad wami sędzią czy rozjemcą?»” (Łk 12, 13–14).

W przypowieści o miłosiernym Samarytaninie gospoda, do której zaprowadzono rannego, została uznana za Kościół. Kościół jest szpitalem. On jest tam, by zostać uzdrowionym.

Należy zauważyć, że to, co się dzieje, jest procesem. Transakcje prawne są natychmiastowe: zostajesz uznany za „niewinnego”. Duża część współczesnego chrześcijaństwa ukształtowała się w kulturze, w której metafora prawna była wszystkim. Wielkie przebudzenia XIX wieku, będące źródłem wielu wyznań, opierały się na natychmiastowych decyzjach i szybkich chrztach. Niektórzy przytaczają przykłady z Dziejów Apostolskich jako wzór takich działań – podczas gdy te historie służą innemu celowi w ich opowiadaniu.

Wiemy, że wczesny Kościół szybko wypracował schemat inicjacji i nawrócenia, który rozciągał się na okres od jednego do trzech lat („katechumenat”). Dzisiejszy katechumenat to często proces trwający rok. Ale życie zbawienia (nasz czas w Kościele-szpitalu) trwa całe życie.

Właśnie tutaj pomocne jest zrozumienie grzechu jako rany i choroby. W swej istocie grzech jest „śmiercią działającą w nas”. Nie stworzyliśmy tego procesu śmierci – jest on wynikiem zerwanej więzi z Bogiem. Nasze złe uczynki (często nazywane „grzechami”) są symptomami śmierci, która w nas działa.

Dzieło uzdrowienia to życie modlitwy, przebaczenie, uczestnictwo w sakramentach i nasza przemiana w miłości Boga i przez nią.

„A to jest ta obietnica, którą usłyszeliśmy od Niego i wam głosimy,że Bóg jest światłością i ciemności w Nim nie ma żadnej. Jeślibyśmy powiedzieli, że społeczność (koinonia) z Nim mamy, ale chodzimy w ciemności, to kłamiemy i nie czynimy prawdy. A jeśli w światłości chodzimy, jak On jest w światłości, to społeczność (koinonia) mam jedni z drugimi i krew Jezusa Chrystusa, Syna Jego, oczyszcza nas od wszelkiego grzechu. Jeśli powiemy, że grzechu nie mamy, to oszukujemy siebie i prawdy w nas nie ma. Jeśli wyznajemy grzechy nasze, to jest [tak] wierny i sprawiedliwy, że odpuści nam grzechy nasze i oczyści nas z wszelkiej nieprawości” (1 J 1,5–9).

Kiedy myślę o życiu w Kościele-szpitalu, na myśl przychodzi mi obraz „marynowania”. To obraz „moczenia” w aromatycznym sosie, który powoli zmienia rzeczy. Zdobywamy życie Boże, „mieszkając” w Nim, tak jak On mieszka w nas. To przemiana poprzez komunię, a nie transakcję. Podstawową decyzją naszego życia w Chrystusie jest „pozostać w miejscu”.

W dużej mierze nasza kultura transakcyjna sugeruje nam, że informacja jest kluczem do życia. Niektórzy nazywają to wręcz „erą informacji”. Zakłada ona, że nasze problemy można rozwiązać za pomocą edukacji i odrobiny mediów. Jesteśmy jak ludzie, którzy zapadli na straszną chorobę i czytają książki (i nieustannie szukają w Google), nie idąc do lekarza ani nie zażywając leków. Zbyt często wyobrażamy sobie, że zdobycie rzetelnych informacji o naszej chorobie coś zmieni.

Mamy krótką koncentrację. Kultura informacji i transakcji sugeruje, że nasze życie może zmienić się z dnia na dzień. Nasze życie toczy się dzień po dniu, ale mierzy się je dekadami i najlepiej oglądać je w lusterku wstecznym.

Przypowieść o miłosiernym Samarytaninie zawiera częsty motyw Tego, który odszedł, ale powróci (jak Gospodarz w innych przypowieściach). Jest to sedno doświadczenia chrześcijańskiego. Spędzamy życie w gospodzie – w szpitalu Kościoła. Opiekunowie (podpasterze) opiekują się nami i nadal karmią, oczyszczają i opatrują nasze rany. Razem oczekujemy powrotu Dobrego Samarytanina, który zwróci nam wszystko, czego potrzebujemy, podczas Jego przyjścia.

To przyjście jest jednak czymś więcej niż wydarzeniem „końca czasów”. Dopełnia się ono w każdym spotkaniu eucharystycznym. „Jeślibyście nie spożywali Ciała i Syna Człowieczego i nie pili Jego Krwi, nie będziecie mieli życia w sobie” – mówi nam. Ale to jedzenie i picie jest zawsze czymś, co czynimy z Nim w Jego Królestwie. To uczta miłości, w której nasze rany i grzechy (sama śmierć) zostają pochłonięte przez Jego dobrowolnie ofiarowane Życie.

„Ja jestem chlebem życia. Ojcowie wasi jedli mannę na pustyni i umarli. To jest chleb z niebios schodzący, że się go spożywa i nie umiera. Ja jestem chlebem żywym, który z niebios zstąpił; jeśli ktoś będzie spożywał ten chleb, żyć będzie na wieki, a chleb, który Ja dam, jest Moim Ciałem, które Ja dam za życie świata” (J 6, 48–51).

Święty Ignacy Antiocheński nazwał Eucharystię „lekarstwem nieśmiertelności”.

Dawaj nam tego Chleba zawsze.

o. Stephen Freeman (tłum. Gabriel Szymczak)

za: Glory to God for All Things

fotografia: levangabechava /orthphoto.net/