Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Przekonanie i zaangażowanie w nowym roku cerkiewnym
o. Steven Kostoff (tłum. Gabriel Szymczak), 17 września 2025
„Ty jesteś Chrystusem, Synem Boga Żywego” [Mt 16, 16].
Wkroczyliśmy teraz w nowy rok cerkiewny, który rozpoczął się 1 / 14 września. Nowy rok oznacza oczywiście „nowy początek” lub odnowę naszego życia w Chrystusie i okazję do zbadania zarówno naszych najgłębszych przekonań, jak i zobowiązań. Wierzę wręcz, że istnieje głęboki związek między naszymi przekonaniami a naszymi zobowiązaniami. To, o czym jesteśmy przekonani, to właśnie czynimy. Jako ochrzczeni i bierzmowani prawosławni chrześcijanie, którzy spowiadają się z grzechów i przyjmują Eucharystię, zakładam, że nasze najgłębsze i najdroższe przekonanie jest równe przekonaniu apostoła Piotra – że Jezus jest Chrystusem i Synem Boga Żywego. To właśnie wyróżnia nas jako wspólnoty parafialne – wspólne przekonanie, które jednoczy nas jako lokalne Ciało Chrystusa. To przekonanie jest tu synonimem treści naszej wiary. W to właśnie wierzymy, to nasze przekonanie o Chrystusie, pogłębione w Credo, które wyznajemy podczas każdej Liturgii, zaczynając od słów: „Wierzę”. W miarę jak nasza wiara, miejmy nadzieję, pogłębia się z biegiem lat, utwierdzamy się w tym, że nasze przekonania są prawdziwe. Ponieważ te przekonania dotyczą Boga, dotykamy „ostatecznej rzeczywistości”. Wymaga to powagi i trzeźwości zarówno umysłu, jak i serca: „Strasznie jest wpaść w ręce Boga żywego” [Hbr 10, 31].
Osobiście uważam, że nie sposób uwierzyć, że Jezus jest Chrystusem, Synem Boga żywego, i nie uznać tego przekonania za najważniejszy i najbardziej znaczący aspekt własnego istnienia. Wierzę, że to przekonanie przewyższa wszystkie inne i jest siłą napędową naszych zobowiązań. Ponieważ ostatecznie to przekonanie wybiera życie nad śmierć, jest to zatem kwestia życia i śmierci. To przekonanie przekracza różnicę między mężczyzną a kobietą, bogatym a biednym, a nawet konserwatystą a liberałem! Słowa Chrystusa jasno to pokazują. Jak inaczej możemy interpretować tę „twardą mowę” Pana: „Miłujący ojca lub matkę ponad Mnie nie jest Mnie godny. I miłujący syna lub córkę ponad Mnie nie jest Mnie godny. I ten, kto nie bierze krzyża swego i nie idzie za Mną, nie jest Mnie godny” [Mt 10, 37]. W przeciwnym razie moglibyśmy po prostu oszukiwać samych siebie co do naszych najgłębszych przekonań. Przy najlepszych intencjach takie złudzenie może prowadzić do pewnej hipokryzji. Jednakże, jeśli spojrzymy na to bardziej pozytywnie, możemy zrozumieć, że to właśnie tutaj przekonanie prowadzi do zaangażowania, a być może do odnowienia naszego zaangażowania, jeśli osłabło. Nawet jeśli nadal zmagamy się z walką między wiarą a zwątpieniem, oceniając nasze przekonanie o Chrystusie, lub jeśli podzielamy pełne bólu wołanie anonimowego ojca z Ewangelii – „Wierzę, wspomóż mnie w mojej niewierze” [Mk 9, 24] – nawet wtedy zdajemy sobie sprawę, że nasze przekonania mogą pozostać abstrakcyjne lub jałowe bez autentycznego zaangażowania w ich ucieleśnienie w naszym codziennym życiu. Jeśli wierzymy, że Jezus jest Chrystusem, Synem Boga Żywego, musimy dawać świadectwo tej prawdzie z całej siły. Innymi słowy, zobowiązujemy się do życia chrześcijańskiego w sposób namacalny, konkretny i możliwie najbardziej pozbawiony hipokryzji. W szerokim rozumieniu słowa Chrystusa skierowane do bogatego młodzieńca, który szukał drogi do „życia wiecznego”, mogą służyć jako pewny przewodnik do ucieleśnienia naszych przekonań o Panu w świadomym zobowiązaniu do naśladowania Go: „Jeśli chcesz wejść do życia, przestrzegaj przykazań… Nie będziesz zabijał, nie będziesz cudzołożył, nie będziesz kradł, nie będziesz fałszywie świadczył, czcij ojca i matkę oraz: Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego” [Mt 19, 17-19].
Co więcej, możemy nieustannie studiować i starać się wcielać w życie nauki moralne i etyczne zawarte w Kazaniu na Górze, począwszy od Błogosławieństw. Oto szlachetny i godny projekt na całe życie, który prawdopodobnie nigdy nie zostanie ukończony!
Tak czy inaczej, w dalszej części tych rozważań chciałbym skupić się bardziej na naszym życiu cerkiewnym, które prowadzimy na poziomie parafii i które zabieramy ze sobą do domu w ciągu tygodnia. Jeśli nowy rok kościelny jest wspaniałą okazją do (ponownego) oddania się życiu w Chrystusie, to zawsze możemy zacząć od ABC życia duchowego: modlitwy, jałmużny i postu [Mt 6, 1-18]. W domu, każdego dnia, powinniśmy zobowiązywać się do regularnej modlitwy. Musimy mieć otwarte oczy, a następnie serca na tych, którzy potrzebują naszej pomocy. Musimy również praktykować dyscyplinę postu zgodnie z kalendarzem cerkiewnym, jako część naszych ascetycznych wysiłków, aby uwolnić się od nadmiernej zależności/obsesji na punkcie jedzenia i picia. Regularne czytanie Pisma Świętego w ramach naszego codziennego życia z pewnością można do tego dodać. To wszystko jest podstawą, ale jeśli o tym zapomnieliśmy, możemy to przywrócić poprzez skruchę i wysiłek.
W naszych wspólnotach parafialnych naszym najważniejszym zobowiązaniem jest liturgia Dnia Pańskiego. Eucharystia w Dniu Pańskim jest „alfą i omegą”dla naszego parafialnego istnienia. Całe życie parafii wypływa z Liturgii Eucharystycznej i powraca do niej, by się ożywić i poszerzyć wizję. Dzielenie się naszym czasem, talentami i bogactwem będzie w dużej mierze zależeć od naszego radosnego doświadczenia Boga w liturgii i poprzez nią. „Oporny dawca” będzie postrzegał liturgię jako religijny obowiązek, który należy wypełnić, ale „radosny dawca” to ten, który traktuje liturgię jako niewyczerpany dar od Pana. To właśnie wtedy, podczas liturgii, jesteśmy prawdziwie koinonią – komunią – braci i sióstr w Chrystusie, ponieważ wspólnie przyjmujemy Ciało i Krew Chrystusa, jednocząc się z Chrystusem i ze sobą nawzajem. Kiedy mówimy o zaangażowaniu w kategoriach wspólnotowych, to nasza ciągła obecność podczas liturgii – i jako istoty eucharystyczne – powinna nas definiować.
Jednak w miarę jak nasze społeczeństwo staje się coraz bardziej „świeckie”, narastają pokusy, by traktować niedzielę jak każdy inny dzień, pełen atrakcji i zajęć. Niedziela straciła swój uprzywilejowany status we współczesnym świecie. „Odpoczynek” to dziś dość osobliwe pojęcie, odpowiednie dla osób nieaktywnych, starszych lub tych, którzy nie nadążają za szybkim tempem współczesnego świata. W związku z tym szeroki wachlarz wydarzeń przeniósł się na niedzielę, stawiając coraz większe wyzwanie naszej lojalności. Przynajmniej wśród duchowieństwa, głównym zmartwieniem i tematem otwartej dyskusji jest rosnąca liczba imprez sportowych dla dzieci, które regularnie odbywają się w niedzielne poranki. Lojalność wobec drużyny jest promowana w niemal „ewangelicznym” stylu. To jeden z przykładów licznych nacisków wywieranych na współczesną rodzinę chrześcijańską, które wymagają starannego przemyślenia i podjęcia trudnych decyzji. Jednak wszystkie decyzje muszą powrócić do podwójnej rzeczywistości: przekonania i zaangażowania.
Nowy Rok Cerkwi to błogosławieństwo, które daje nam czas na odnowę, refleksję nad naszymi priorytetami i pokutę, jeśli w jakiś sposób straciliśmy z oczu naszą „pierwszą miłość” – przekonanie, że Jezus jest Chrystusem, Synem Boga Żywego. A jeśli nasze oddanie Chrystusowi w jakiś sposób rozpłynęło się w kierunkach, które niekoniecznie prowadzą do życia, „teraz jest właściwy czas”, aby odnowić nasze oddanie Panu i Jego Kościołowi.
o. Steven Kostoff (tłum. Gabriel Szymczak)
za: oca.org
fotografia: levangabechava /orthphoto.net/
Wkroczyliśmy teraz w nowy rok cerkiewny, który rozpoczął się 1 / 14 września. Nowy rok oznacza oczywiście „nowy początek” lub odnowę naszego życia w Chrystusie i okazję do zbadania zarówno naszych najgłębszych przekonań, jak i zobowiązań. Wierzę wręcz, że istnieje głęboki związek między naszymi przekonaniami a naszymi zobowiązaniami. To, o czym jesteśmy przekonani, to właśnie czynimy. Jako ochrzczeni i bierzmowani prawosławni chrześcijanie, którzy spowiadają się z grzechów i przyjmują Eucharystię, zakładam, że nasze najgłębsze i najdroższe przekonanie jest równe przekonaniu apostoła Piotra – że Jezus jest Chrystusem i Synem Boga Żywego. To właśnie wyróżnia nas jako wspólnoty parafialne – wspólne przekonanie, które jednoczy nas jako lokalne Ciało Chrystusa. To przekonanie jest tu synonimem treści naszej wiary. W to właśnie wierzymy, to nasze przekonanie o Chrystusie, pogłębione w Credo, które wyznajemy podczas każdej Liturgii, zaczynając od słów: „Wierzę”. W miarę jak nasza wiara, miejmy nadzieję, pogłębia się z biegiem lat, utwierdzamy się w tym, że nasze przekonania są prawdziwe. Ponieważ te przekonania dotyczą Boga, dotykamy „ostatecznej rzeczywistości”. Wymaga to powagi i trzeźwości zarówno umysłu, jak i serca: „Strasznie jest wpaść w ręce Boga żywego” [Hbr 10, 31].
Osobiście uważam, że nie sposób uwierzyć, że Jezus jest Chrystusem, Synem Boga żywego, i nie uznać tego przekonania za najważniejszy i najbardziej znaczący aspekt własnego istnienia. Wierzę, że to przekonanie przewyższa wszystkie inne i jest siłą napędową naszych zobowiązań. Ponieważ ostatecznie to przekonanie wybiera życie nad śmierć, jest to zatem kwestia życia i śmierci. To przekonanie przekracza różnicę między mężczyzną a kobietą, bogatym a biednym, a nawet konserwatystą a liberałem! Słowa Chrystusa jasno to pokazują. Jak inaczej możemy interpretować tę „twardą mowę” Pana: „Miłujący ojca lub matkę ponad Mnie nie jest Mnie godny. I miłujący syna lub córkę ponad Mnie nie jest Mnie godny. I ten, kto nie bierze krzyża swego i nie idzie za Mną, nie jest Mnie godny” [Mt 10, 37]. W przeciwnym razie moglibyśmy po prostu oszukiwać samych siebie co do naszych najgłębszych przekonań. Przy najlepszych intencjach takie złudzenie może prowadzić do pewnej hipokryzji. Jednakże, jeśli spojrzymy na to bardziej pozytywnie, możemy zrozumieć, że to właśnie tutaj przekonanie prowadzi do zaangażowania, a być może do odnowienia naszego zaangażowania, jeśli osłabło. Nawet jeśli nadal zmagamy się z walką między wiarą a zwątpieniem, oceniając nasze przekonanie o Chrystusie, lub jeśli podzielamy pełne bólu wołanie anonimowego ojca z Ewangelii – „Wierzę, wspomóż mnie w mojej niewierze” [Mk 9, 24] – nawet wtedy zdajemy sobie sprawę, że nasze przekonania mogą pozostać abstrakcyjne lub jałowe bez autentycznego zaangażowania w ich ucieleśnienie w naszym codziennym życiu. Jeśli wierzymy, że Jezus jest Chrystusem, Synem Boga Żywego, musimy dawać świadectwo tej prawdzie z całej siły. Innymi słowy, zobowiązujemy się do życia chrześcijańskiego w sposób namacalny, konkretny i możliwie najbardziej pozbawiony hipokryzji. W szerokim rozumieniu słowa Chrystusa skierowane do bogatego młodzieńca, który szukał drogi do „życia wiecznego”, mogą służyć jako pewny przewodnik do ucieleśnienia naszych przekonań o Panu w świadomym zobowiązaniu do naśladowania Go: „Jeśli chcesz wejść do życia, przestrzegaj przykazań… Nie będziesz zabijał, nie będziesz cudzołożył, nie będziesz kradł, nie będziesz fałszywie świadczył, czcij ojca i matkę oraz: Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego” [Mt 19, 17-19].
Co więcej, możemy nieustannie studiować i starać się wcielać w życie nauki moralne i etyczne zawarte w Kazaniu na Górze, począwszy od Błogosławieństw. Oto szlachetny i godny projekt na całe życie, który prawdopodobnie nigdy nie zostanie ukończony!
Tak czy inaczej, w dalszej części tych rozważań chciałbym skupić się bardziej na naszym życiu cerkiewnym, które prowadzimy na poziomie parafii i które zabieramy ze sobą do domu w ciągu tygodnia. Jeśli nowy rok kościelny jest wspaniałą okazją do (ponownego) oddania się życiu w Chrystusie, to zawsze możemy zacząć od ABC życia duchowego: modlitwy, jałmużny i postu [Mt 6, 1-18]. W domu, każdego dnia, powinniśmy zobowiązywać się do regularnej modlitwy. Musimy mieć otwarte oczy, a następnie serca na tych, którzy potrzebują naszej pomocy. Musimy również praktykować dyscyplinę postu zgodnie z kalendarzem cerkiewnym, jako część naszych ascetycznych wysiłków, aby uwolnić się od nadmiernej zależności/obsesji na punkcie jedzenia i picia. Regularne czytanie Pisma Świętego w ramach naszego codziennego życia z pewnością można do tego dodać. To wszystko jest podstawą, ale jeśli o tym zapomnieliśmy, możemy to przywrócić poprzez skruchę i wysiłek.
W naszych wspólnotach parafialnych naszym najważniejszym zobowiązaniem jest liturgia Dnia Pańskiego. Eucharystia w Dniu Pańskim jest „alfą i omegą”dla naszego parafialnego istnienia. Całe życie parafii wypływa z Liturgii Eucharystycznej i powraca do niej, by się ożywić i poszerzyć wizję. Dzielenie się naszym czasem, talentami i bogactwem będzie w dużej mierze zależeć od naszego radosnego doświadczenia Boga w liturgii i poprzez nią. „Oporny dawca” będzie postrzegał liturgię jako religijny obowiązek, który należy wypełnić, ale „radosny dawca” to ten, który traktuje liturgię jako niewyczerpany dar od Pana. To właśnie wtedy, podczas liturgii, jesteśmy prawdziwie koinonią – komunią – braci i sióstr w Chrystusie, ponieważ wspólnie przyjmujemy Ciało i Krew Chrystusa, jednocząc się z Chrystusem i ze sobą nawzajem. Kiedy mówimy o zaangażowaniu w kategoriach wspólnotowych, to nasza ciągła obecność podczas liturgii – i jako istoty eucharystyczne – powinna nas definiować.
Jednak w miarę jak nasze społeczeństwo staje się coraz bardziej „świeckie”, narastają pokusy, by traktować niedzielę jak każdy inny dzień, pełen atrakcji i zajęć. Niedziela straciła swój uprzywilejowany status we współczesnym świecie. „Odpoczynek” to dziś dość osobliwe pojęcie, odpowiednie dla osób nieaktywnych, starszych lub tych, którzy nie nadążają za szybkim tempem współczesnego świata. W związku z tym szeroki wachlarz wydarzeń przeniósł się na niedzielę, stawiając coraz większe wyzwanie naszej lojalności. Przynajmniej wśród duchowieństwa, głównym zmartwieniem i tematem otwartej dyskusji jest rosnąca liczba imprez sportowych dla dzieci, które regularnie odbywają się w niedzielne poranki. Lojalność wobec drużyny jest promowana w niemal „ewangelicznym” stylu. To jeden z przykładów licznych nacisków wywieranych na współczesną rodzinę chrześcijańską, które wymagają starannego przemyślenia i podjęcia trudnych decyzji. Jednak wszystkie decyzje muszą powrócić do podwójnej rzeczywistości: przekonania i zaangażowania.
Nowy Rok Cerkwi to błogosławieństwo, które daje nam czas na odnowę, refleksję nad naszymi priorytetami i pokutę, jeśli w jakiś sposób straciliśmy z oczu naszą „pierwszą miłość” – przekonanie, że Jezus jest Chrystusem, Synem Boga Żywego. A jeśli nasze oddanie Chrystusowi w jakiś sposób rozpłynęło się w kierunkach, które niekoniecznie prowadzą do życia, „teraz jest właściwy czas”, aby odnowić nasze oddanie Panu i Jego Kościołowi.
o. Steven Kostoff (tłum. Gabriel Szymczak)
za: oca.org
fotografia: levangabechava /orthphoto.net/