publicystyka: Czy chrześcijanin powinien się usprawiedliwiać?
kuchnia muzyka sklep ogłoszenia wydarzenia fotogalerie

Czy chrześcijanin powinien się usprawiedliwiać?

hieromnich Roman (tłum. Justyna Pikutin), 13 września 2025

Na pierwszy rzut oka tytuł wydaje się prowokacyjny. Czy może istnieć jakakolwiek różnica zdań na temat tego zjawiska, tej przypadłości ludzkiej natury? Rzeczywiście, samousprawiedliwienie, którego historia zaczyna się w Edenie, było pierwszą reakcją na grzech, przejawem wewnętrznej niezgody między człowiekiem a Bogiem. Upadek w grzech spowodował nie tylko cierpienie i śmierć, nie tylko zniszczył jedność ze Stwórcą, ale także zniekształcił zdolność postrzegania własnej odpowiedzialności, wywołał w umyśle głęboką potrzebę obrony upadłej natury i usprawiedliwienia nieprawości. W rezultacie, stojąc przed wyborem między pokutą a samousprawiedliwieniem, człowiek wybrał to drugie, świadomie odrzucając wyciągniętą do niego rękę Bożego miłosierdzia. Od tego czasu samousprawiedliwienie stało się nieuniknioną cechą ludzkiej natury - trucizną, która zatruwa relacje człowieka z Bogiem, bliźnimi i samym sobą.

W tym sensie nie jest zaskakujące, że wypowiedzi świętych ojców na temat samousprawiedliwienia są tak zgodne i kategoryczne. Na przykład Abba Doroteusz mówi: „Kiedy trzymamy się naszej woli i podążamy za naszymi usprawiedliwieniami, wtedy, czyniąc pozornie dobre uczynki, zastawiamy na siebie sieć i nawet nie zauważamy, że giniemy”.

Czcigodny Izaak Syryjczyk jest w tej kwestii nie mniej kategoryczny: „Samosprawiedliwianie się słowem nie należy do życia chrześcijańskiego”.

Św. Jan Klimak nazywa samousprawiedliwienie dzieckiem gniewu i stwierdza, że jest ono podobne do oszustwa.

Święty Ignacy (Brianchaninov) również przytacza przykład Zbawiciela, Który "odrzucił samousprawiedliwienie, nie używając go przed ludźmi, chociaż mógł objawić się przed nimi w całym majestacie Swej Bożej prawdy".

Nie tylko poprzez Pismo Święte, ale także poprzez swoje życie święci demonstrowali swoje potępienie dla samousprawiedliwienia. Czcigodny Makary Wielki, opowiadając o przyczynach swego wstąpienia do pustelni, opowiedział, jak pewnego razu pewna panna oskarżyła go o zniesławienie. Mieszkał on wówczas w pewnej wiosce i, żeby się utrzymać, zajmował się rękodziełem. Oskarżonego Makarego oprowadzano po wiosce, zawstydzając go i bijąc, a on sam musiał utrzymywać rzekomo zniesławioną przez niego pannę. Mnich nie usprawiedliwiał się, ale powiedział w myślach: "Makary! Oto znalazłeś sobie żonę; musisz ciężej pracować, aby ją wyżywić". I tak to trwało, aż nadszedł czas, by kobieta urodziła. Nie mogła jednak urodzić i długo cierpiała, aż wyznała swoje oszczerstwo. W ten sposób święty został usprawiedliwiony. Ale unikając pochwał ludzi, uciekł stamtąd do pustelni.

Pomimo upływu wieków, samousprawiedliwienie, jako duchowa choroba zrodzona w Edenie, nie zmieniło swej istoty. W przeciwieństwie do dawnych świętych, którzy żyli, „nie szukając własnej korzyści, ale korzyści wielu, aby byli zbawieni” (1 Kor 10,33), współczesny człowiek stara się ocalić swoją reputację, przerzucić winę na okoliczności lub innych ludzi, aby uniknąć gorzkiego wyznania: „Ojcze, zgrzeszyłem przeciw niebiosom i przed tobą” (Łk 15,21). Media społecznościowe stały się nowym polem bitwy. Tworzymy dla siebie idealne cyfrowe sobowtóry, piszemy usprawiedliwiające posty i lajkujemy własne półprawdy. W biznesie, polityce, a nawet w rodzinach słyszymy znany refren: „Nie to miałem na myśli”, „Zrobiłbym to, ale...”, „Wszyscy tak robią”. Stwarza to iluzję, że sukces zależy od zewnętrznej oceny, a nie od wewnętrznej prawdy. Samousprawiedliwienie staje się tutaj narzędziem do uzyskania przewagi: zwiększenia statusu, przyciągnięcia uwagi lub poprawy reputacji. Archimandryta Łazarz (Abaszydze) trafnie zauważył:
„W miarę jak ludzie coraz bardziej odrzucają pokorne, skruszone nauki Ojców Prawosławia, oddając się samousprawiedliwieniu i samouwielbieniu, coraz bardziej tracą nawet prawidłową koncepcję prawdziwej miłości, zastępując ją fikcją, hipokryzją, fałszem” [Archimandryta Łazarz (Abaszydze), O tajnych słabościach duszy].

Ten mechanizm pobłażania sobie działa jak duchowy środek znieczulający: tłumi ból sumienia, jednocześnie zabijając duszę. Im częściej usprawiedliwiamy małe kłamstwa, tym łatwiej akceptujemy duże. Pismo Święte wyraźnie zaświadcza: „Nie ten bowiem, kto sam siebie poleca, jest wypróbowany, lecz ten, kogo wysławia Pan” (2 Kor 10,18). Prawdziwa godność nie rodzi się z autopromocji, lecz z pokory celnika, który nie uważał się za godnego nawet spojrzeć w niebo (por. Łk 18, 13).

Można powiedzieć, że samousprawiedliwienie stało się mechanizmem przetrwania w świecie, w którym każdy stara się wywyższyć samego siebie, nawet kosztem wypaczenia prawdy. Rodzi to konflikty, brak jedności i duchową ślepotę, ponieważ ten, kto usprawiedliwia samego siebie, nie odczuwa potrzeby pokuty.

"Człowiek bezwstydny, aby usprawiedliwić swój upadek, wypacza lub depcze na przykład jakąś prawdę ewangeliczną. Nie szanuje prawdy, nie szanuje rzeczywistości, celowo ją kruszy, wdeptując to, co święte, w błoto. I stopniowo staje się to jego stanem. Następnie łaska Boża oddala się od niego, a człowiek ulega wpływom demonicznym. I do czego to dojdzie, jeśli się nie nawróci! Nie daj Boże!"[św. Paisjusz Hagioryta]

Nic dziwnego, że samousprawiedliwienie stało się częścią pokuty wielu wierzących. Rzadko kiedy spowiadający się nie próbuje złagodzić swojej winy. Najczęściej wymienianym grzechom towarzyszą wyjaśnienia, dlaczego nie mogłem postąpić inaczej.

Jeśli jednak sięgniemy głębiej, zobaczymy, że paleta życiowych perypetii jest nie tylko czarno-biała. Na przykład nieporozumienie może być spowodowane podstawową nieznajomością kontekstu lub tła, nowością sytuacji lub jej teksturą. W takim przypadku chrześcijanin może spokojnie przekazać swojemu rozmówcy szczegóły, które są przed nim ukryte. W szczególności tak właśnie postąpił apostoł Paweł, który nie tolerował niesprawiedliwych tortur, ale odwoływał się do prawa rzymskiego (por. Dz 22, 25) i zażądał publicznych przeprosin od swoich przełożonych za bezprawne pobicie (por. Dz 16, 37). Jego przemówienie przed królem Agryppą jest wyraźnie nazwane „obroną” (por. Dz 26, 24), tj. usprawiedliwieniem Bożego nauczania. Podczas swojej obrony, gdy został nazwany szaleńcem, Paweł nie milczał i nie znosił tego niesprawiedliwego oskarżenia, ale spokojnie odparł, że mówił „słowa prawdy i zdrowego rozsądku”. Później inny pierwszy apostoł sformułował tę zasadę w następującym pouczeniu:
„Bądźcie zawsze gotowi udzielić odpowiedzi każdemu, kto domaga się od was uzasadnienia waszej nadziei, z łagodnością i bojaźnią” (1 P 3,15).

I tu dochodzimy do kolejnego aspektu tego zagadnienia, w którym milczenie może być zdradą lub przyczyną pokus. Czasami dana osoba może rzeczywiście zostać skonfrontowana z fałszywymi oskarżeniami, które nie tyle ranią ją osobiście, co stają się pokusą dla słabych. W takich przypadkach całkowite milczenie może być postrzegane raczej jako przyznanie się do winy niż cnota. Na przykład, jeśli duchowny zostanie niesprawiedliwie oskarżony o bezbożność, jego wyjaśnienie może chronić nieutwierdzonych w wierze i powstrzymać ich przed opuszczeniem Cerkwi. W tym przypadku samousprawiedliwienie nie ma na celu osobistych korzyści, ani nie wynika z poczucia zranionego ego, ale ma na celu zachowanie jedności i czystości wspólnoty cerkiewnej.

Przykład takiego zachowania znajdujemy w życiu św. Antoniego Wielkiego. Kiedy dowiedział się, że arianie rozpowszechniają plotki o jego przynależności do ich herezji, wielki ojciec monastycyzmu opuścił pustynię i przybywając do Aleksandrii, obalił plotki zniesławiające jego imię i przeklął arianizm. W tym przypadku nie chodzi o obronę reputacji, ale o odpowiedzialność za to, co zostało powierzone przez Boga.

Tak więc w pewnych okolicznościach samoobrona jest uwarunkowana odpowiedzialnością za to, co zostało nam powierzone, i staje się aktem miłości, aż po gotowość oddania duszy za bliźnich.

Gdy chodzi o obronę prawdy dla dobra Cerkwi i zbawienia dusz, samousprawiedliwienie zmienia swą naturę. Przestaje być subiektywnym dążeniem do osobistych korzyści, a staje się obiektywnym aktem lojalności wobec Chrystusa, Jego Cerkwi i bliźnich, za których oddał życie. Takie usprawiedliwienie nie jest próbą ratowania własnej reputacji, ale aktem wyznania, w którym człowiek staje się narzędziem Boga, a nie podmiotem szukającym samouwielbienia. W tym sensie godny uwagi jest przykład Zbawiciela, Który odpowiedział milczeniem na osobiste oskarżenia, ale wezwany imieniem Boga, uznał się za Syna Bożego (por. Mt 26,64; Mk 14,62), a także nie tolerował nękania, ale pociągnął sprawcę do odpowiedzialności (J 18, 23), dając nam do zrozumienia, że istnieją wyjątki.

Historia Kościoła jest pełna przykładów, gdy święci, w obliczu herezji lub oszczerstw, nie milczeli, ale odważnie bronili niezmiennych prawd. Na Soborach Powszechnych Święci Ojcowie nie bronili własnych poglądów, ale niezmienności objawionej nauki Bożej. Ich argumenty nie dotyczyły ich samych, ale Chrystusa; ich celem nie było wygranie sporu, ale zachowanie czystości Ewangelii i nienaruszalności Tradycji. Święci Atanazy Wielki, Grzegorz Teolog, Marek z Efezu, Grzegorz Palamas, Maksym Wyznawca, Stefan Nowy i wielu innych apologetów Kościoła dosłownie oddało swoje dusze za usprawiedliwienie czystości prawosławia. Takie zachowanie jest zakorzenione w zrozumieniu, że Cerkiew jest Ciałem Chrystusa, a każdy jej członek jest odpowiedzialny za całość.

Podsumowując, kluczem do rozróżnienia natury samousprawiedliwienia, jak również wielu innych aspektów duchowego życia wierzących, jest motyw. Samousprawiedliwienie jako pragnienie wybielenia siebie za wszelką cenę zawsze było i pozostaje grzechem potępianym przez całą Pełnię Kościoła. Samousprawiedliwienie dla samego siebie rodzi się ze strachu, egoizmu i pragnienia kontrolowania opinii innych. Ta droga prowadzi nie tylko do zniszczenia relacji międzyludzkich, ale także wyklucza samą możliwość pojednania z Bogiem. Jest to droga nieodpowiedzialnego oportunisty, pozbawionego zasad kłamcy i tchórza, dla którego utrata statusu i znaczenia w społeczeństwie jest jak śmierć. Samousprawiedliwienie jest dla niego narzędziem przetrwania, gdy dla zachowania świątyni swojego „ego” jest gotów poświęcić absolutnie wszystko, wrobić każdego bez zastanowienia, przerzucić winę i odpowiedzialność na bliźnich.

Jednak usprawiedliwianie prawdy lub siebie dla zbawienia dusz bliźnich jest, przeciwnie, uświadomieniem sobie i przyjęciem odpowiedzialności. Tutaj człowiek wznosi się ponad osobiste interesy i przyjmuje odpowiedzialność za Kościół Chrystusowy i dusze swych bliźnich. Takie usprawiedliwienie nie wynika ze strachu przed potępieniem, ale z miłości do tych, których Chrystus umiłował do końca. Wymaga ono poświęcenia: rezygnacji z prawa do osobistej godności, gotowości do bycia niezrozumianym, a nawet oczernianym. Jest to droga wyznania, droga wymagająca wielkiej determinacji i pewnego stopnia przygotowania (zarówno duchowego, jak i edukacyjnego). W tym przypadku osoba nie walczy ze względu na swą upadłą naturę, ale ze względu na Boga, staje się Jego narzędziem, apologetą, Jego prorokiem, który jest nie tylko pouczany, ale także strzeżony przez Boga. On bowiem wstawia się za tymi, którzy, jak niewinnie zniesławiony Józef, w milczeniu niosą krzyż, pozostawiając sąd Bogu (por. Rdz 39, 21). I w tej ofierze rodzi się paradoks: im mniej szukamy usprawiedliwienia dla siebie, tym bardziej Bóg usprawiedliwia nas w obliczu wieczności - nie jako zwycięzców w sporze, ale jako „współpracowników Boga”, wiernych Mu do końca.

hieromnich Roman (tłum. Justyna Pkutin) 

za: pravoslavie.ru

fotografia: maksiuss /orthphoto.net/