Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Czy twoja parafia skupia się na misji, czy na utrzymaniu?
o. Jonathan Ivanoff (tłum. Gabriel Szymczak), 10 września 2025
Duchowni i wierni parafii, które zaczynają podupadać, zazwyczaj zauważają, że coś się dzieje. Początkowo to, co zaczyna się dziać, jest bardzo subtelne, ledwo zauważalne. Pojawia się podczas miłej rozmowy, być może podczas spotkania przy kawie, a na początku może być nawet czymś, co parafianie podejmują z radością i śmiechem, angażując się w to w rozmowach między sobą. To nostalgia.
I zawsze zaczyna się od słów: „A pamiętasz, kiedy…?”.
Nostalgia jest zabójcza. Wielu ludzi w naszych cerkwiach niekiedy z entuzjazmem wspomina „stare, dobre czasy” lat czterdziestych, pięćdziesiątych, sześćdziesiątych czy jakiejkolwiek innej dekady, która jest teraz w modzie. Wspominamy i tęsknimy za pełnymi cerkwiami i pełnymi szkółkami niedzielnymi, ale nie zdajemy sobie sprawy, że społeczeństwo się zmieniło. Nie żyjemy już w „kulturze ukościelnionej” z naszego dzieciństwa. „Kultura ukościelniona” charakteryzuje się nie tyle liczbą osób aktywnie uczestniczących w życiu Kościoła, ile raczej bardzo zauważalnym w całym społeczeństwie poczuciem ważności Kościoła, tym, że ma on znaczenie. Dla ogromnej liczby ludzi Kościół nie tylko nie ma znaczenia, ale z biegiem lat jego znaczenie maleje. Nie chodzi o to, że postrzegają Kościół jako szkodliwy czy krzywdzący; nie postrzegają go jako coś istotnego i pomocnego.
Jednak wielu z nas w Kościele, na różnych poziomach zaangażowania i posługi, zachowuje się tak, jakby nic się nie zmieniło. Nadal zachowujemy się tak, jakby ogół społeczeństwa nas szukał (kultura ukościelniona, nastawienie na podtrzymanie), zamiast zachowywać się jak Kościół, który znajdujemy w Dziejach Apostolskich i szukać świata (nastawienie misyjne). Z tego powodu mamy tak wiele podupadających i umierających parafii.
A dlaczego wolimy patrzeć w ten sposób? Ponieważ parafia w kulturze ukościelnionej jest spokojna, zrównoważona i zorganizowana. Pomyślcie o „Ozzim i Harriet”. (Każdy, kto ma mniej niż 50 lat, natychmiast pyta: „Kim oni są?”. I to po części dowodzi sedna sprawy). Parafialne nastawienie misyjne nie będzie jednak niczym z tych rzeczy. Będzie gorączkowo, pracowicie, a nawet niepokojąco – nie każdemu przypadnie do gustu, dlatego wiele osób tego nie chce i dlatego trudno nam sobie wyobrazić, jak to będzie.
Nastawienie „utrzymujące” prowadzi do zamartwiania się tym, czy nasze parafie się rozwijają, a nie tym, czy nasza misja wobec świata kwitnie; tym, czy nasze parafie potrafią zarządzać swoimi kontami, a nie tym, czy potrafimy wypełniać dane nam przez Boga nakazy. Zajmowaliśmy się utrzymaniem, podczas gdy powinniśmy być zajęci misją. Ale rozwój Kościoła nie polega tylko na wzroście. Jak zauważył jeden z autorów zajmujących się jego rozwojem: „Naszych obecnych problemów nie da się sprowadzić do tego, czy statystyki dotyczące członkostwa w Kościele rosną, czy maleją. Nasze obecne problemy mają więcej wspólnego z misją niż z członkostwem, więcej ze służbą niż z przetrwaniem, więcej z troską o planetę niż o plantację Kościoła, tj. jego infrastrukturę więcej z ludzkimi cierpieniami i nadziejami świata niż z rozpadem denominacji… Jesteśmy powołani do dzielenia się Królestwem, a nie do budowania cerkwi”. Nie budujemy cerkwi, tylko Bóg może to zrobić. Kiedy mylimy te dwa pojęcia, pojawiają się problemy, z którymi się obecnie zmagamy.
A więc utrzymanie czy misja? Co wybrać? Nie można być jednym i drugim; to zaabsorbowanie utrzymaniem, danymi spisowymi, jest samobójcze. Im bardziej skupiamy się na utrzymaniu, tym mniej skupiamy się na misji; im słabsza nasza misja, tym bardziej poddajemy się; im bardziej poddajemy się, tym bardziej skupiamy się na utrzymaniu. Ta spirala spadkowa kończy się, gdy pozostała część nie jest już w stanie utrzymać organizacji.
Skupienie się na utrzymaniu może być przygnębiające, nużące, ponure i zniechęcające. Skupienie się na misji może być budujące, wizjonerskie, radosne i inspirujące. Nie jest trudno zmienić punkt ciężkości parafii: potrzeba odrobiny zaufania (Bogu – to właśnie zmienia zwykłe „wierzenie” [ang. belief] w „wiarę” aktywną i silną [ang. faith], potrzeba współpracy (między duchownym a liderami parafii; jedni lub drudzy sami nie są w stanie tego zrobić skutecznie, a tym bardziej z wystarczającą mocą), potrzeba edukacji (o tym, co można, a czego nie należy robić) oraz szkolenia i przygotowania.
Dobrą wiadomością jest to, że posługa odnowy jest możliwa i może się wydarzyć, ale tylko wtedy, gdy ksiądz i parafianie z podupadającej parafii będą gotowi zaangażować się w trud odnowy. Taki wysiłek będzie wymagał współpracy całej parafii jako zespołu, aby odwrócić bieg wydarzeń i w pełni powrócić do zdrowego świadectwa i posługi. Choć pójście naprzód często wymaga momentów refleksji i spojrzenia wstecz, czysta nostalgia za minionymi czasami może powoli zniweczyć wszelkie wysiłki na rzecz rozwoju podupadającego Kościoła. Ci, którzy pragną przywrócić swoim parafiom pełnię zdrowia i rozwoju, muszą pamiętać, że pamięć o przeszłości musi iść w parze z wizją przyszłości i autentyczną misją, aby osiągnąć holistyczne podejście do prawdziwego rozwoju Kościoła.
o. Jonathan Ivanoff (tłum. Gabriel Szymczak)
za: oca.org
fotografia: levangabechava /orthphoto.net/
I zawsze zaczyna się od słów: „A pamiętasz, kiedy…?”.
Nostalgia jest zabójcza. Wielu ludzi w naszych cerkwiach niekiedy z entuzjazmem wspomina „stare, dobre czasy” lat czterdziestych, pięćdziesiątych, sześćdziesiątych czy jakiejkolwiek innej dekady, która jest teraz w modzie. Wspominamy i tęsknimy za pełnymi cerkwiami i pełnymi szkółkami niedzielnymi, ale nie zdajemy sobie sprawy, że społeczeństwo się zmieniło. Nie żyjemy już w „kulturze ukościelnionej” z naszego dzieciństwa. „Kultura ukościelniona” charakteryzuje się nie tyle liczbą osób aktywnie uczestniczących w życiu Kościoła, ile raczej bardzo zauważalnym w całym społeczeństwie poczuciem ważności Kościoła, tym, że ma on znaczenie. Dla ogromnej liczby ludzi Kościół nie tylko nie ma znaczenia, ale z biegiem lat jego znaczenie maleje. Nie chodzi o to, że postrzegają Kościół jako szkodliwy czy krzywdzący; nie postrzegają go jako coś istotnego i pomocnego.
Jednak wielu z nas w Kościele, na różnych poziomach zaangażowania i posługi, zachowuje się tak, jakby nic się nie zmieniło. Nadal zachowujemy się tak, jakby ogół społeczeństwa nas szukał (kultura ukościelniona, nastawienie na podtrzymanie), zamiast zachowywać się jak Kościół, który znajdujemy w Dziejach Apostolskich i szukać świata (nastawienie misyjne). Z tego powodu mamy tak wiele podupadających i umierających parafii.
A dlaczego wolimy patrzeć w ten sposób? Ponieważ parafia w kulturze ukościelnionej jest spokojna, zrównoważona i zorganizowana. Pomyślcie o „Ozzim i Harriet”. (Każdy, kto ma mniej niż 50 lat, natychmiast pyta: „Kim oni są?”. I to po części dowodzi sedna sprawy). Parafialne nastawienie misyjne nie będzie jednak niczym z tych rzeczy. Będzie gorączkowo, pracowicie, a nawet niepokojąco – nie każdemu przypadnie do gustu, dlatego wiele osób tego nie chce i dlatego trudno nam sobie wyobrazić, jak to będzie.
Nastawienie „utrzymujące” prowadzi do zamartwiania się tym, czy nasze parafie się rozwijają, a nie tym, czy nasza misja wobec świata kwitnie; tym, czy nasze parafie potrafią zarządzać swoimi kontami, a nie tym, czy potrafimy wypełniać dane nam przez Boga nakazy. Zajmowaliśmy się utrzymaniem, podczas gdy powinniśmy być zajęci misją. Ale rozwój Kościoła nie polega tylko na wzroście. Jak zauważył jeden z autorów zajmujących się jego rozwojem: „Naszych obecnych problemów nie da się sprowadzić do tego, czy statystyki dotyczące członkostwa w Kościele rosną, czy maleją. Nasze obecne problemy mają więcej wspólnego z misją niż z członkostwem, więcej ze służbą niż z przetrwaniem, więcej z troską o planetę niż o plantację Kościoła, tj. jego infrastrukturę więcej z ludzkimi cierpieniami i nadziejami świata niż z rozpadem denominacji… Jesteśmy powołani do dzielenia się Królestwem, a nie do budowania cerkwi”. Nie budujemy cerkwi, tylko Bóg może to zrobić. Kiedy mylimy te dwa pojęcia, pojawiają się problemy, z którymi się obecnie zmagamy.
A więc utrzymanie czy misja? Co wybrać? Nie można być jednym i drugim; to zaabsorbowanie utrzymaniem, danymi spisowymi, jest samobójcze. Im bardziej skupiamy się na utrzymaniu, tym mniej skupiamy się na misji; im słabsza nasza misja, tym bardziej poddajemy się; im bardziej poddajemy się, tym bardziej skupiamy się na utrzymaniu. Ta spirala spadkowa kończy się, gdy pozostała część nie jest już w stanie utrzymać organizacji.
Skupienie się na utrzymaniu może być przygnębiające, nużące, ponure i zniechęcające. Skupienie się na misji może być budujące, wizjonerskie, radosne i inspirujące. Nie jest trudno zmienić punkt ciężkości parafii: potrzeba odrobiny zaufania (Bogu – to właśnie zmienia zwykłe „wierzenie” [ang. belief] w „wiarę” aktywną i silną [ang. faith], potrzeba współpracy (między duchownym a liderami parafii; jedni lub drudzy sami nie są w stanie tego zrobić skutecznie, a tym bardziej z wystarczającą mocą), potrzeba edukacji (o tym, co można, a czego nie należy robić) oraz szkolenia i przygotowania.
Dobrą wiadomością jest to, że posługa odnowy jest możliwa i może się wydarzyć, ale tylko wtedy, gdy ksiądz i parafianie z podupadającej parafii będą gotowi zaangażować się w trud odnowy. Taki wysiłek będzie wymagał współpracy całej parafii jako zespołu, aby odwrócić bieg wydarzeń i w pełni powrócić do zdrowego świadectwa i posługi. Choć pójście naprzód często wymaga momentów refleksji i spojrzenia wstecz, czysta nostalgia za minionymi czasami może powoli zniweczyć wszelkie wysiłki na rzecz rozwoju podupadającego Kościoła. Ci, którzy pragną przywrócić swoim parafiom pełnię zdrowia i rozwoju, muszą pamiętać, że pamięć o przeszłości musi iść w parze z wizją przyszłości i autentyczną misją, aby osiągnąć holistyczne podejście do prawdziwego rozwoju Kościoła.
o. Jonathan Ivanoff (tłum. Gabriel Szymczak)
za: oca.org
fotografia: levangabechava /orthphoto.net/