Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Dlaczego niektórzy odchodzą od prawosławia?
o. Richard Rene (tłum. Gabriel Szymczak), 03 września 2025
Jako ksiądz zawsze martwię się, dlaczego ludzie odchodzą od wiary prawosławnej. Przez lata zauważyłem, że problem może mieć związek z bardzo nowoczesnym sposobem myślenia o naszym życiu duchowym jako o osobistych podróżach.
W społeczeństwach przednowoczesnych tożsamość osoby była kształtowana niemal wyłącznie w odniesieniu do jej plemienia. Twoja „podróż” - jako członka plemienia - była dobrze zdefiniowana poprzez rytuały narodzin, dojrzewania, małżeństwa, wojny i pokoju oraz śmierci. Twoja „podróż” nie była twoją, ale taką, jaką przed tobą odbyli twoi przodkowie.
W nowoczesnym świecie, od XVIII wieku, więzi między jednostkami i społecznościami zostały w dużej mierze zerwane. W rezultacie poczucie życia jako podróży zostało utracone. Podczas gdy kiedyś twoja podróż do dojrzałości była dla ciebie dobrze zdefiniowana przez twoje plemię, teraz musisz wymyślić nie tylko swój cel (co dla ciebie stanowi „osobiste spełnienie”), ale także trasę i znaczniki sensu po drodze.
Uważam siebie za typowy przykład tej współczesnej sytuacji. Kiedy ludzie dowiadują się, że jestem prawosławnym księdzem, często pytają, czy jestem Rosjaninem czy Grekiem. Zakładają, że zostałem księdzem, ponieważ jest to moja religia plemienna.
W rzeczywistości urodziłem się na Seszelach, wychowałem się w południowej i wschodniej Afryce i wyemigrowałem do zachodniej Kanady. Postanowiłem uczęszczać do Kościoła prawosławnego niezależnie od mojej rodziny, która uznała moją decyzję za dziwną i wyobcowującą. Przyjęcie kapłaństwa było dla mnie bardzo osobiste. To była moja podróż, którą odbyłem dla siebie, a nie część utartej ścieżki, którą podążali przede mną członkowie mojego plemienia.
W tym sensie współczesny rozpad podróży zdefiniowanej plemiennie był dobrą rzeczą. Umożliwił ludziom takim jak ja, którzy są poza plemionami słowiańskimi, greckimi i palestyńskimi, odkrycie bogactwa naszego prawosławnego dziedzictwa duchowego.
Ale jest też ciemna strona tych osobistych podróży duchowych. Kiedy plemię nie definiuje już twojej podróży do duchowej dojrzałości, każda ścieżka i każdy cel są równie ważne, ponieważ to ty je wybrałeś i są dla ciebie właściwe.
To założenie może być bardzo niebezpieczne. Jeśli każda wybrana przez ciebie ścieżka jest słuszna, o ile jest częścią „twojej osobistej podróży”, to prawosławne chrześcijaństwo, które uważa się za drogę do ludzkiego zbawienia przez Jezusa Chrystusa, nie jest bardziej słuszne niż jakakolwiek inna duchowa ścieżka. Co gorsza, prawosławie może stać się po prostu kolejnym przystankiem na drodze do czegoś „bardziej spełniającego”….
Krótko mówiąc, kiedy bezkrytycznie przyjmujemy współczesne rozumienie życia duchowego jako osobiście zdefiniowanej podróży, dopuszczamy możliwość sprowadzenia chrześcijaństwa do czysto subiektywnej wiary, zależnej od naszych pojęć „osobistego spełnienia”. Podczas gdy współczesna wrażliwość przełamała bariery i pozwoliła ludziom spoza granic plemiennych na podróż do spotkania z pełnią Ewangelii, ma również niebezpieczną tendencję do czynienia podróży z dala od Kościoła tak samo ważną, jak podróży do niego.
Jeśli mamy mówić o „osobistej duchowej podróży” lub „podróży wiary” (a trudno byłoby tego nie zrobić), musimy pamiętać, że jako dla prawosławnych chrześcijan, nasza podróż i cel - pełnia Chrystusa w tradycji Kościoła prawosławnego - nie są zdefiniowane przez nas samych, ale nam dane.
Jakkolwiek osobista może być nasza podróż do prawosławia, gdy już dotrzemy, jesteśmy wezwani do zrobienia czegoś głęboko antynowoczesnego: dostosowania reszty naszej podróży do duchowego plemienia, do którego ostatecznie należymy - do Kościoła.
Chociaż prawosławie mogło być wyborem, którego dokonaliśmy, ponieważ „czuliśmy, że jest słuszne”, naszych wyborów jako prawosławnych chrześcijan nie można dokonywać przy użyciu tego samego podejścia. Zamiast tego musimy nieustannie podejmować nasze duchowe decyzje w kontekście i rozumieniu Kościoła, pytając, jak możemy wybrać ścieżkę, która jest zgodna z drogą naszych duchowych przodków - apostołów, świętych, męczenników, ewangelizatorów i samej Matki Bożej - tych, którzy kroczyli przed nami.
Tylko wtedy możemy uniknąć pułapek nowoczesności, która zbyt łatwo odciąga nas od prawdziwego domu naszego serca.
o. Richard Rene (tłum. Gabriel Szymczak)
za: oca.org
fotografia: Adam Matyszczyk /cerkiew-sokolka.pl/
W społeczeństwach przednowoczesnych tożsamość osoby była kształtowana niemal wyłącznie w odniesieniu do jej plemienia. Twoja „podróż” - jako członka plemienia - była dobrze zdefiniowana poprzez rytuały narodzin, dojrzewania, małżeństwa, wojny i pokoju oraz śmierci. Twoja „podróż” nie była twoją, ale taką, jaką przed tobą odbyli twoi przodkowie.
W nowoczesnym świecie, od XVIII wieku, więzi między jednostkami i społecznościami zostały w dużej mierze zerwane. W rezultacie poczucie życia jako podróży zostało utracone. Podczas gdy kiedyś twoja podróż do dojrzałości była dla ciebie dobrze zdefiniowana przez twoje plemię, teraz musisz wymyślić nie tylko swój cel (co dla ciebie stanowi „osobiste spełnienie”), ale także trasę i znaczniki sensu po drodze.
Uważam siebie za typowy przykład tej współczesnej sytuacji. Kiedy ludzie dowiadują się, że jestem prawosławnym księdzem, często pytają, czy jestem Rosjaninem czy Grekiem. Zakładają, że zostałem księdzem, ponieważ jest to moja religia plemienna.
W rzeczywistości urodziłem się na Seszelach, wychowałem się w południowej i wschodniej Afryce i wyemigrowałem do zachodniej Kanady. Postanowiłem uczęszczać do Kościoła prawosławnego niezależnie od mojej rodziny, która uznała moją decyzję za dziwną i wyobcowującą. Przyjęcie kapłaństwa było dla mnie bardzo osobiste. To była moja podróż, którą odbyłem dla siebie, a nie część utartej ścieżki, którą podążali przede mną członkowie mojego plemienia.
W tym sensie współczesny rozpad podróży zdefiniowanej plemiennie był dobrą rzeczą. Umożliwił ludziom takim jak ja, którzy są poza plemionami słowiańskimi, greckimi i palestyńskimi, odkrycie bogactwa naszego prawosławnego dziedzictwa duchowego.
Ale jest też ciemna strona tych osobistych podróży duchowych. Kiedy plemię nie definiuje już twojej podróży do duchowej dojrzałości, każda ścieżka i każdy cel są równie ważne, ponieważ to ty je wybrałeś i są dla ciebie właściwe.
To założenie może być bardzo niebezpieczne. Jeśli każda wybrana przez ciebie ścieżka jest słuszna, o ile jest częścią „twojej osobistej podróży”, to prawosławne chrześcijaństwo, które uważa się za drogę do ludzkiego zbawienia przez Jezusa Chrystusa, nie jest bardziej słuszne niż jakakolwiek inna duchowa ścieżka. Co gorsza, prawosławie może stać się po prostu kolejnym przystankiem na drodze do czegoś „bardziej spełniającego”….
Krótko mówiąc, kiedy bezkrytycznie przyjmujemy współczesne rozumienie życia duchowego jako osobiście zdefiniowanej podróży, dopuszczamy możliwość sprowadzenia chrześcijaństwa do czysto subiektywnej wiary, zależnej od naszych pojęć „osobistego spełnienia”. Podczas gdy współczesna wrażliwość przełamała bariery i pozwoliła ludziom spoza granic plemiennych na podróż do spotkania z pełnią Ewangelii, ma również niebezpieczną tendencję do czynienia podróży z dala od Kościoła tak samo ważną, jak podróży do niego.
Jeśli mamy mówić o „osobistej duchowej podróży” lub „podróży wiary” (a trudno byłoby tego nie zrobić), musimy pamiętać, że jako dla prawosławnych chrześcijan, nasza podróż i cel - pełnia Chrystusa w tradycji Kościoła prawosławnego - nie są zdefiniowane przez nas samych, ale nam dane.
Jakkolwiek osobista może być nasza podróż do prawosławia, gdy już dotrzemy, jesteśmy wezwani do zrobienia czegoś głęboko antynowoczesnego: dostosowania reszty naszej podróży do duchowego plemienia, do którego ostatecznie należymy - do Kościoła.
Chociaż prawosławie mogło być wyborem, którego dokonaliśmy, ponieważ „czuliśmy, że jest słuszne”, naszych wyborów jako prawosławnych chrześcijan nie można dokonywać przy użyciu tego samego podejścia. Zamiast tego musimy nieustannie podejmować nasze duchowe decyzje w kontekście i rozumieniu Kościoła, pytając, jak możemy wybrać ścieżkę, która jest zgodna z drogą naszych duchowych przodków - apostołów, świętych, męczenników, ewangelizatorów i samej Matki Bożej - tych, którzy kroczyli przed nami.
Tylko wtedy możemy uniknąć pułapek nowoczesności, która zbyt łatwo odciąga nas od prawdziwego domu naszego serca.
o. Richard Rene (tłum. Gabriel Szymczak)
za: oca.org
fotografia: Adam Matyszczyk /cerkiew-sokolka.pl/