Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Słowo w dzień Nie Ręką Ludzką Uczynionego Obrazu Pana
św. Tadeusz Uspienskij (tłum. Michał Diemianiuk), 29 sierpnia 2025
„Syn Człowieczy nie przyszedł bowiem dusze ludzkie zgubić, ale zbawić” (Łk 9, 56).
Dzień ten, który świętujemy ku czci Zbawiciela naszego Jezusa Chrystusa, Który pozostawił Swój nie ręką ludzką uczyniony obraz na płótnie, pobudza nas, bracia, do mówienia o niewypowiedzianej miłości i miłosierdziu Jego dla rodzaju ludzkiego. Będąc „blaskiem chwały Ojca” (Hbr 1, 3) i „obrazem Boga niewidzialnego” (Kol 1, 15), w łonie Którego przebywał od wieczności, stał się człowiekiem i stał się widzialny, dla wszystkich otwarłszy niewyczerpane źródło Bożego miłosierdzia i miłości. Stale otoczony ludem, wszystkich przyzywał do Siebie, obiecując dać odpoczynek; uzdrawiał słabości duchowe i cielesne, i wszystkich przyciągał do Siebie niewytłumaczalnie słodkimi słowami Swojej nauki i niezwyczajnie łagodnym wyglądem Swojego Boskiego oblicza.
Serca ludzi świata pogańskiego, żyjących przed przyjściem Chrystusa, nie znały miłości, ponieważ całe życie ich serca upływało na służeniu namiętnościom i zgubnymi dla dusz i ciał wadom. Nawet naród żydowski, który był przygotowywany na przyjście Zbawiciela, nawet on mało rozumiał, czym jest miłość Boża, tak że nawet wybrani apostołowie Chrystusa podczas ziemskiego życia Pana wciąż nie oswobodzili się od pragnienia ziemskiej chwały, wzajemnej zawiści, małej wiary w odniesieniu do swojego Nauczyciela.
I oto ukazał się Ten, Który dla wszystkich ludzi żyjących na ziemi uczynił namacalnym cichy powiew Bożej miłości w sercach wyschłych od smutku; przelał pocieszenie duszom, oddanym służeniu wadom; dał poczuć ciężar brzemion, jakie kładła na nich ta służba; pociechę i lekkość wypełniania prawa Bożego. Wszyscy dążyli do Niego, aby posłuchać Go i wyleczyć się z wad swoich, albo po prostu odkryć swoje zmęczone cierpieniami i smutkami życia dusze dla powiewu miłości, który od Niego pochodzi. Jak piękne i błogosławione było życie tych ludzi, którzy stale widzieli przed sobą Zbawiciela pocieszającego, uzdrawiającego, wspierającego i miłością Swoją nieodparcie przyciągającego do Siebie! Zaiste błogosławione były ich oczy, widzące to, co oni widzieli, to, co pragnęli ujrzeć albo usłyszeć liczni prorocy i królowie, chociaż nie widzieli i nie słyszeli (Łk 10, 23-24)! Jeśli miłość ludzka czyni tak radosnym, wypełnionym błogosławieństwem życie ludzi, to ileż razy bardziej byli błogosławieni ludzie, znajdujący się w relacji z Tym, Kto - nazywając Siebie Synem Człowieczym z miłości do rodzaju ludzkiego - był Samym Bogiem, dotąd nieznanym światu w całej pełni Swojego Boskiego życia i chwały!
Ale my widzimy, że tylko nieliczni z ludzi sami napełnili się tym duchem miłości, który tak namacalnie przejawiał się w każdym słowie i dziele Boskiego Posłańca Ojca; inni zaś nie tylko nie przyjęli Go, ale jeszcze starali się Go zabić, ponieważ ich grzeszne życie, krytykowane z całą jasnością przez „Światłość świata” (J 8, 12), która przyszła na świat, nie mogło ustać przed blaskiem Boskości Jego i wszelako pobudzało prowadzących to życie, aby sprzeciwiali się światłości. Dlatego, bracia, nazywając błogosławionymi ludzi widzących Zbawiciela i będących w widocznej relacji z Nim, nie smućmy się, że jesteśmy pozbawienia tego widzenia i obcowania, ale że często dołączamy do tych ludzi, którzy wyrzekli się Zbawiciela swego. Bowiem objęci stale marnością życiowych trosk, bardziej służąc grzechowi niż Bogu, czy często dążymy duszą do Zbawiciela naszego, a nie do grzechu i śmierci? Przecież i teraz, nie mając widzialnego kontaktu z Nim, jednak zawsze możemy być w duchowej relacji z Nim, bowiem On obiecał przebywać w Cerkwi Swojej niewidzialnie „aż do skończenia świata” (Mt 28, 20).
Drogą zaś do takiego niewidzialnego kontaktu z Nim jest nasza stała do Niego modlitwa, która uświęcałaby każde nasze słowo, każde poruszenie, i czyniąc Boga stałym Orędownikiem i Przewodnikiem naszym, pozwalałaby lekko znosić wszelki smutek, wszelkie cierpienie - bez rozpaczy. Jeśli zaś osłabnie nasza dusza podczas tych cierpień, nie widząc długo pocieszenia w modlitwie i szukając jakiegokolwiek widocznego pocieszenia, to i wówczas nie da jej miłujący nasz Zbawiciel zginąć, bowiem On nie pozostawił i nigdy nie pozostawi Swojej Cerkwi bez opieki. Ducha miłości, którym leczył On dusze ludzi podczas ziemskiego Swojego życia, pozostawił On na ziemi w sercach prawdziwych swoich naśladowców, żeby mógł trwać świat i ubogacać się owocami cnoty tych świętych ludzi, tworzących „nasienie święte, istnienie świata”, z których wielu jeszcze nie pozostawiło ziemi, ale wciąż są na niej lampami i uzdrowieniem dla dusz ludzi żyjących na świecie.
Niech więc każdy w tych minutach, kiedy dusza cierpiąc szczególnie woła do Boga i nie znajduje pocieszenia, skieruje oczy swoje na tych ludzi wypełnionych miłością Chrystusową. On znajdzie takich ludzi szczególnie w tych murach świętych monasterów, które dlatego też przyciągają do siebie tak wielu ludzi żyjących w świecie. Wtedy dusza znowu lekko wejdzie w relację z Bogiem i zawsze znajdzie w Nim swojego Zbawiciela. Amen.
Św. męczennik Tadeusz (Faddiej) Uspienskij, arcybiskup twerski
(tłum. Michał Diemianiuk)
za: azbyka.ru
fotografia: jarek1 /orthphoto.net/
Dzień ten, który świętujemy ku czci Zbawiciela naszego Jezusa Chrystusa, Który pozostawił Swój nie ręką ludzką uczyniony obraz na płótnie, pobudza nas, bracia, do mówienia o niewypowiedzianej miłości i miłosierdziu Jego dla rodzaju ludzkiego. Będąc „blaskiem chwały Ojca” (Hbr 1, 3) i „obrazem Boga niewidzialnego” (Kol 1, 15), w łonie Którego przebywał od wieczności, stał się człowiekiem i stał się widzialny, dla wszystkich otwarłszy niewyczerpane źródło Bożego miłosierdzia i miłości. Stale otoczony ludem, wszystkich przyzywał do Siebie, obiecując dać odpoczynek; uzdrawiał słabości duchowe i cielesne, i wszystkich przyciągał do Siebie niewytłumaczalnie słodkimi słowami Swojej nauki i niezwyczajnie łagodnym wyglądem Swojego Boskiego oblicza.
Serca ludzi świata pogańskiego, żyjących przed przyjściem Chrystusa, nie znały miłości, ponieważ całe życie ich serca upływało na służeniu namiętnościom i zgubnymi dla dusz i ciał wadom. Nawet naród żydowski, który był przygotowywany na przyjście Zbawiciela, nawet on mało rozumiał, czym jest miłość Boża, tak że nawet wybrani apostołowie Chrystusa podczas ziemskiego życia Pana wciąż nie oswobodzili się od pragnienia ziemskiej chwały, wzajemnej zawiści, małej wiary w odniesieniu do swojego Nauczyciela.
I oto ukazał się Ten, Który dla wszystkich ludzi żyjących na ziemi uczynił namacalnym cichy powiew Bożej miłości w sercach wyschłych od smutku; przelał pocieszenie duszom, oddanym służeniu wadom; dał poczuć ciężar brzemion, jakie kładła na nich ta służba; pociechę i lekkość wypełniania prawa Bożego. Wszyscy dążyli do Niego, aby posłuchać Go i wyleczyć się z wad swoich, albo po prostu odkryć swoje zmęczone cierpieniami i smutkami życia dusze dla powiewu miłości, który od Niego pochodzi. Jak piękne i błogosławione było życie tych ludzi, którzy stale widzieli przed sobą Zbawiciela pocieszającego, uzdrawiającego, wspierającego i miłością Swoją nieodparcie przyciągającego do Siebie! Zaiste błogosławione były ich oczy, widzące to, co oni widzieli, to, co pragnęli ujrzeć albo usłyszeć liczni prorocy i królowie, chociaż nie widzieli i nie słyszeli (Łk 10, 23-24)! Jeśli miłość ludzka czyni tak radosnym, wypełnionym błogosławieństwem życie ludzi, to ileż razy bardziej byli błogosławieni ludzie, znajdujący się w relacji z Tym, Kto - nazywając Siebie Synem Człowieczym z miłości do rodzaju ludzkiego - był Samym Bogiem, dotąd nieznanym światu w całej pełni Swojego Boskiego życia i chwały!
Ale my widzimy, że tylko nieliczni z ludzi sami napełnili się tym duchem miłości, który tak namacalnie przejawiał się w każdym słowie i dziele Boskiego Posłańca Ojca; inni zaś nie tylko nie przyjęli Go, ale jeszcze starali się Go zabić, ponieważ ich grzeszne życie, krytykowane z całą jasnością przez „Światłość świata” (J 8, 12), która przyszła na świat, nie mogło ustać przed blaskiem Boskości Jego i wszelako pobudzało prowadzących to życie, aby sprzeciwiali się światłości. Dlatego, bracia, nazywając błogosławionymi ludzi widzących Zbawiciela i będących w widocznej relacji z Nim, nie smućmy się, że jesteśmy pozbawienia tego widzenia i obcowania, ale że często dołączamy do tych ludzi, którzy wyrzekli się Zbawiciela swego. Bowiem objęci stale marnością życiowych trosk, bardziej służąc grzechowi niż Bogu, czy często dążymy duszą do Zbawiciela naszego, a nie do grzechu i śmierci? Przecież i teraz, nie mając widzialnego kontaktu z Nim, jednak zawsze możemy być w duchowej relacji z Nim, bowiem On obiecał przebywać w Cerkwi Swojej niewidzialnie „aż do skończenia świata” (Mt 28, 20).
Drogą zaś do takiego niewidzialnego kontaktu z Nim jest nasza stała do Niego modlitwa, która uświęcałaby każde nasze słowo, każde poruszenie, i czyniąc Boga stałym Orędownikiem i Przewodnikiem naszym, pozwalałaby lekko znosić wszelki smutek, wszelkie cierpienie - bez rozpaczy. Jeśli zaś osłabnie nasza dusza podczas tych cierpień, nie widząc długo pocieszenia w modlitwie i szukając jakiegokolwiek widocznego pocieszenia, to i wówczas nie da jej miłujący nasz Zbawiciel zginąć, bowiem On nie pozostawił i nigdy nie pozostawi Swojej Cerkwi bez opieki. Ducha miłości, którym leczył On dusze ludzi podczas ziemskiego Swojego życia, pozostawił On na ziemi w sercach prawdziwych swoich naśladowców, żeby mógł trwać świat i ubogacać się owocami cnoty tych świętych ludzi, tworzących „nasienie święte, istnienie świata”, z których wielu jeszcze nie pozostawiło ziemi, ale wciąż są na niej lampami i uzdrowieniem dla dusz ludzi żyjących na świecie.
Niech więc każdy w tych minutach, kiedy dusza cierpiąc szczególnie woła do Boga i nie znajduje pocieszenia, skieruje oczy swoje na tych ludzi wypełnionych miłością Chrystusową. On znajdzie takich ludzi szczególnie w tych murach świętych monasterów, które dlatego też przyciągają do siebie tak wielu ludzi żyjących w świecie. Wtedy dusza znowu lekko wejdzie w relację z Bogiem i zawsze znajdzie w Nim swojego Zbawiciela. Amen.
Św. męczennik Tadeusz (Faddiej) Uspienskij, arcybiskup twerski
(tłum. Michał Diemianiuk)
za: azbyka.ru
fotografia: jarek1 /orthphoto.net/