publicystyka: Odpoczynek w rękach Boga
kuchnia muzyka sklep ogłoszenia wydarzenia fotogalerie

Odpoczynek w rękach Boga

metropolita Limassol Atanazy (tłum. Justyna Pikutin), 30 sierpnia 2025

Dusza ludzka jest zorganizowana w taki sposób, że nieustannie potrzebuje pocieszenia. W środowisku monastycznym często pytamy siebie nawzajem: „To jak, ojcze, osiągnąłeś spokój? Podoba ci się tutaj?". Załóżmy, że w tym monasterze zaznałem spokoju, tutaj moja dusza odpoczywa, ale w innym monasterze już nie. Nawet jeśli nie mogę znaleźć spokoju w jakimkolwiek miejscu, nie oznacza to, że moje otoczenie jest nie do zniesienia, po prostu nie odpowiada mi osobiście i nie daje mi spokoju.

To właśnie tego „komfortu” szuka nasza dusza. Jest to punkt oparcia, koło ratunkowe, które Chrystus daje nam pośród wiru codziennego życia. Jak ujął to jeden ze świętych Kościoła: „Kręci nam się w głowie od choroby morskiej, od sztormu i burzy tego świata!”.

Ale oto pośród sztormu i burzy przychodzi Chrystus, podaje nam rękę i wyciąga nas z otchłani, mówiąc: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy trudzący się i dźwigający ciężary, a Ja wam dam odpoczynek” (Mt 11,28). A potem mówi coś bardzo ważnego o tym, jak możemy znaleźć odpoczynek. Mówi: „Nauczcie się ode mnie, albowiem jestem cichy i pokornego serca” (Mt 11,29). Chrystus wzywa nas do uczenia się tych cnót bezpośrednio od Niego samego. Tylko w ten sposób człowiek może odnaleźć prawdziwy spokój.

Rzeczywiście, kto w ostateczności odnajduje pokój i duchowe ukojenie? Tylko człowiek pokorny! Nam, którzy jesteśmy pełni pychy, samolubni i egoistyczni, trudno jest znaleźć prawdziwy spokój umysłu, ponieważ sami uniemożliwiamy Chrystusowi wzięcie nas w swoje ramiona. Sami nie chcemy Mu zaufać. Albo boimy się Boga, albo Mu nie ufamy, myśląc: "Nie, sam wszystko załatwię! Sam uporządkuję swoje życie, wszystko będę kontrolował by mieć pewność, że wszystko pójdzie dobrze".

Oczywiście, Bóg nie chce, abyśmy pozostawiali wszystko własnemu biegowi, traktując sprawy obojętnie, upodabniając się do bezczynnych leniuchów. Wręcz przeciwnie, Chrystus nakazał nam pracować nad sobą i zmagać się z naszymi namiętnościami, słabościami, niedociągnięciami i okolicznościami. Nasz Bóg nakazał nam rozsądnie troszczyć się o nasze codzienne potrzeby, ale ta troska nie powinna pochłaniać całego naszego wolnego czasu i szkodzić naszej duszy. Troszcząc się o potrzeby życia, musimy uważać, aby nie dać się porwać szybkiemu wirowi przemijających rzeczy tego świata. Jeśli dałeś z siebie wszystko, przekroczyłeś swój ludzki limit i jesteś wyczerpany psychicznie (jeśli mogę tak powiedzieć), odsuń się i pozwól Bogu zadbać o to, czego sam nie możesz zrobić.

Aby was nie zanudzać samą teorią, opowiem wam kilka historii, aby pokazać, jak zwykli ludzie w codziennym życiu doświadczają tego zawierzenia siebie i swojego życia Bogu.

Kiedyś mieszkałem na Athosie w pustynnej miejscowości Kapsala. Znajduje się ona pomiędzy klasztorami Stavronikitos i Pantokrator.
Jest to piękne miejsce, z bardzo malowniczą przyrodą, uświęcone modlitwami wielu ascetów. W tamtych latach nie było tam dróg ani żadnych śladów cywilizacji. W Kapsali było wielu pustelników w podeszłym wieku. Żyliśmy tam w wielkim niedostatku i ubóstwie. Nikt nas tam nie znał i my nie znaliśmy nikogo. I wyobraźcie sobie: pewnego razu zszedłem z Kapsali (mieszkaliśmy na wysokości 300 metrów) do athoskiej przystani w Dafne, aby odebrać ważny list.
W tym samym czasie prezydent Grecji przybył na Świętą Górę. I oto widzimy, że mnisi, policja i ludzie gromadzą się na molo. Wtedy jeden ze starców powiedział do mnie: "Słuchaj, diakonie, zapytaj ich, co się stało? Dlaczego wszyscy się tu zebrali?".
„W porządku!” - odpowiadam mu. Poszedłem i zapytałem, jaki był powód zgromadzenia się tak wielu ludzi na nabrzeżu. Na co otrzymałem odpowiedź, że przybył Sardzedakis. „Kim jest Sardzedakis?” - pomyślałem.
Wróciłem do starca i powiedziałem mu, że wszyscy czekają na Sardzedakisa.
- Kto to jest? - pyta.
- Sam nie wiem! - odpowiadam.
- Idź i zapytaj ich, proszę, kto to jest.
Podchodzę do policjanta i pytam:
- Powiedz mi, kim jest ten Sardzedakis?
Policjant prawie mnie aresztował.
- Jesteś chory? - powiedział. - Nie wiesz, kim jest Sardzedakis?!
A my naprawdę nie wiedzieliśmy, kim był ten „Sardzedakis”.

Pamiętam też, że kiedy nasze owoce i warzywa dojrzewały, nasz starzec pakował je do worków i rozdawał starszym mnichom mieszkającym w sąsiedztwie. Naprzeciwko, w rozpadlinie, w małej kaliwie mieszkał starzec o imieniu Sergiusz. Mieszkał sam w zniszczonej celi w bardzo opuszczonym miejscu.
Każdej nocy obserwowałem, jak zapalał świece w swej świątyni. Noce w górach są bardzo ciemne, a światło jego świecy było widoczne z daleka. Nasz starzec poprosił mnie, abym zaniósł mu torbę z jedzeniem.
Poszedłem do jego kaliwy i zapukałem do drzwi. Kiedy ojciec Sergiusz otworzył drzwi, wręczyłem mu torbę ze słowami: „Ojcze Sergiuszu, nasz starzec poprosił mnie, abym przyniósł ci te produkty!”. (Torba była wypchana po brzegi.) - "Och, dziękuję! - odpowiedział. - Wezmę tylko to, czego potrzebuję". Wziął trochę chleba, ziół i coś jeszcze, mówiąc: „Na dziś wystarczy!”.
Wtedy mu się sprzeciwiłem:
- Ojcze, weź całą torbę, przyniosłem to wszystko dla ciebie!
- Nie, nie! Dziękuję, ojcze! Jeszcze tego nie potrzebuję! To co mam, wystarczy na dziś!
- Weź resztę, będziesz miał na jutro! - wykrzyknąłem. Na co on mi odpowiedział:
- Wierzę, że Bóg, który zatroszczył się o mnie dzisiaj, zatroszczy się o mnie też jutro!
- Oczywiście, ojcze, ale to wszystko także Bóg zesłał dla ciebie!
- Zgadzam się! Ale Bóg też powiedział: „Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”. To znaczy na dziś, ale nie mówił nic o jutrze.
Wtedy zapytałem go, ile lat przeżył w tej kaliwie. Okazało się, że pięćdziesiąt sześć lat. Pięćdziesiąt sześć lat żył w tym miejscu, nie dbając o to, co będzie jadł jutro! Spójrzcie - przez pięćdziesiąt sześć lat Bóg zsyłał mu chleb powszedni tylko na dzień dzisiejszy.
Wyobraźcie sobie, jaką wiarę i ufność w Opatrzność Bożą miał ten człowiek!
Ktoś mógłby zaprotestować: Skąd na tym pustkowiu mógł się wziąć „chleb powszedni, który jest dawany dzisiaj”? Znikąd. Ale ten starzec, w swojej beztrosce o jutro, był codziennie karmiony przez Boga.

Dam wam inny przykład. Pewnego razu, kiedy mieszkaliśmy w Nowym Skicie, odwiedziłem ojców mieszkających na stromych klifach Karuli.
Poszedłem tam do ojca Stefana, Serba.
W rozmowie zapytałem go:
- Ojcze, czy nie bałeś się wspinać i schodzić po stromych klifach do jaskini, trzymając się łańcuchów?
- Oczywiście, że się bałem! Bardzo! - odpowiedział.
- Pierwszego dnia, kiedy tu przyjechałem, powiedziałem sobie: "Wow! Gdzie ja się wspiąłem!" Kiedy dokonałem tego niebezpiecznego zejścia, miałem ze sobą tylko jeden chleb i małą torebkę oliwek. Pomyślałem: "No dobrze! Dziś, jutro i pojutrze będę jadł ten chleb. A co potem?" Byłem bardzo przygnębiony, gdy zdałem sobie sprawę, że nie mam ze sobą absolutnie nic, co pozwoliłoby mi przeżyć w tym odludnym miejscu. Jak okiem sięgnąć, wokół tylko strome klify i morze, a ja jestem tu zupełnie sam.
Ale minęło 25 lat i Bóg ani na chwilę nie zostawił mnie bez Swej opieki. Wciąż mam trochę tego chleba i trzymam go jako wspomnienie, nie tylko dlatego, że nie zdążyłem go wtedy zjeść. Nawet się nie zepsuł.

Na tych przykładach możemy zobaczyć, jak Bóg troszczy się o człowieka, który w pokorze powierza Mu swoje życie. Każda osoba, która oddaje siebie i swoje życie w ręce Boga, może doświadczyć tego, że nie pozostaje On bezczynny w swojej trosce o człowieka. Od tego momentu Bóg bierze odpowiedzialność w swoje ręce. A wszystkie działania, które Bóg podejmuje wobec człowieka, są nieporównywalnie bardziej skuteczne niż słabe przedsięwzięcia człowieka. Ze swojej strony powinniśmy oczywiście robić wszystko, co w naszej mocy. Aby nasze sumienia były czyste i spokojne. Ale działania, które podejmujemy, nie powinny wyrządzać nam duchowej szkody ani budzić nadmiernego niepokoju. Człowiek powinien powiedzieć sobie: „To koniec! W tej sytuacji nie mogę zrobić nic więcej!”. I od tej chwili, gdy oddajesz swoje troski, smutki, problemy, swoje dziecko, zdrowie, sytuację materialną lub finansową, i wszystko to, o co się martwisz, Bogu - Bóg okazuje ci Swą pomoc, obecność i wstawiennictwo.

Z pewnością tak się stanie, nawet jeśli sprawy nie potoczą się tak szybko, jak byśmy tego chcieli. Jeśli myślisz, że Bóg „milczy” i jest bezczynny, ale pozostajesz Mu wierny, to On z pewnością objawi się w cudowny sposób. Pismo Święte mówi: „Ci, którzy pokładają nadzieję w Panu, nie zostaną zawstydzeni”. „Błogosławiony człowiek, który ufa Panu, a którego nadzieją jest Pan” (Jr 17,7). „Tobie ufali nasi ojcowie, ufali i wyzwoliłeś ich. Do Ciebie wołali i zostali wybawieni, Tobie ufali i się nie zawiedli” (Ps 21,4-5). Kto spośród wiernych dzieci Boga może powiedzieć, że zaufał Mu i został pohańbiony? - Nikt!

Oczywiście, ktoś może się sprzeciwić, że bardzo często rzeczy nie układają się tak, jakbym tego chciał... Ale jeśli taka osoba ma zaufanie do Boga, to po dokładnym rozważeniu okoliczności swego życia zobaczy, że ostatecznie wszystko ułożyło się w sposób, który był dla niej korzystny.

metropolita Limassol Atanazy (tłum. Justyna Pikutin)

za: pravoslavie.ru
 
fotografia: jarek11 /orthphoto.net/