Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Bądźcie jak dzieci
25 sierpnia 2025
Jak prostym, codziennym, rozsądnym językiem mówić o tym, co najważniejsze, o tym, co w człowieku nie do opisania – o jego doświadczeniu religijnym? Chodzi o to, że doświadczenie to jest naprawdę prawie nie do opisania, że gdy tylko próbuje się je wyrazić słowami, wychodzi zupełnie co innego, wychodzi coś zimnego, matowego i abstrakcyjnego. I właśnie dlatego wszystkie spory o religię tak często wydają się nudne. Przy tym obie strony tak rzadko dochodzą w tych sporach do porozumienia w najważniejszych kwestiach.
Czy nie dlatego w Ewangelii jest napisane: „Bądźcie jak dzieci” [Mt 18,3]? Co to może oznaczać? Przecież cała nasza cywilizacja zmierza właśnie do tego, aby dzieci uczynić dorosłymi, tak samo inteligentnymi, rozsądnymi i prozaicznymi istotami, jak my sami. Czy wszystkie nasze dowody, rozumowania i spory nie są skierowane właśnie do tych dorosłych, dla których dzieciństwo jest tylko czasem wzrostu, przygotowania, czasem przezwyciężania dzieciństwa w sobie samych?
Ale oto Chrystus mówi: „Bądźcie jak dzieci” i jeszcze: „Nie przeszkadzajcie dzieciom przychodzić do mnie” [Mt 19,14]. A skoro tak zostało powiedziane, to my, wierzący, nie mamy powodu wstydzić się oczywistej dziecięcości, właściwej samej religii i każdemu doświadczeniu religijnemu.
Nie przypadkiem pierwszą rzeczą, którą widzimy po wejściu do świątyni, jest wizerunek dziecka, wizerunek młodej Matki z dzieckiem na rękach – to właśnie jest najważniejsze w Chrystusie, Kościół dba o to, abyśmy nie zapomnieli o tym pierwszym, najważniejszym objawieniu Boskości na świecie. Bo ten sam Kościół dalej twierdzi, że Chrystus jest Bogiem, Mądrością, Myślą, Prawdą. Ale wszystko to najpierw objawia się w obrazie tego dziecka, jakby właśnie to objawienie było kluczem do wszystkiego innego w religii.
Zadajmy sobie pytanie: co oznaczają, co mogą oznaczać słowa „bądźcie jak dzieci”? Po pierwsze, raczej nie oznacza to sztucznego uproszczenia, zaprzeczenia wzrostu, edukacji, gromadzenia doświadczeń, rozwoju, czyli wszystkiego tego, co w dzieciństwie nazywamy przygotowaniem do życia, dojrzewaniem umysłowym, duchowym i fizycznym. A o samym Chrystusie w Ewangelii jest powiedziane, że „wzrastał w mądrości” [Łk 2,40].
W związku z tym „bądźcie jak dzieci” nie oznacza bynajmniej infantylizmu, nie jest przeciwstawieniem dzieciństwa dorosłości; nie oznacza to, że aby zrozumieć religię lub doświadczenie religijne, trzeba stać się prostakiem lub, mówiąc bardziej dosadnie, głupcem. Nalegam na to, ponieważ tak mówią i tak rozumieją religię jej wrogowie. Sprowadzają ją do bajek, baśni i zmyśleń, na które mogą się nabrać tylko dzieci lub dorosłe dzieci – niedojrzałe jednostki.
Co zatem oznaczają słowa Chrystusa? Aby odpowiedzieć na to pytanie, należy najpierw zadać inne pytanie – nie o to, co człowiek zyskuje, stając się dorosłym, bo to jest oczywiste i nie wymaga słów, ale o to, co traci, opuszczając dzieciństwo. Nie ma bowiem wątpliwości, że traci on coś tak wyjątkowego i cennego, że potem przez całe życie wspomina dzieciństwo jako utracony raj, jako pewien złoty sen, po zakończeniu którego życie stało się smutniejsze, pustsze i straszniejsze.
Myślę, że gdyby trzeba było określić to jednym słowem, byłoby to „integralność”. Dziecko nie zna jeszcze podziału życia na przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, tego smutnego doświadczenia nieodwracalnie upływającego czasu. Jest całkowicie obecne w teraźniejszości, jest całkowicie obecne w pełni tego, co jest teraz, czy to radość, czy smutek. Jest całkowicie obecne w radości, dlatego mówi się o „dziecięcym” śmiechu i „dziecięcym” uśmiechu; jest całkowicie obecne w smutku i rozpaczy, dlatego mówi się o łzach dziecka, ponieważ tak łatwo, tak niepohamowanie płacze i śmieje się.
Dziecko jest całościowe nie tylko w odniesieniu do czasu, ale także do całego życia, oddaje się całkowicie – wszystkiemu; postrzega świat nie racjonalnie, nie analitycznie, nie jednym ze swoich zmysłów, ale całym swoim jestestwem bez reszty – i dlatego świat otwiera się przed nim we wszystkich swoich wymiarach. Jeśli dla niego zwierzęta mówią, drzewa cierpią lub cieszą się, słońce się uśmiecha, a puste pudełko zapałek może cudownie zabłysnąć jak samochód, samolot, dom lub cokolwiek innego, to nie dlatego, że jest głupie i niedojrzałe, ale dlatego, że w najwyższym stopniu dane mu jest i otwarte jest to uczucie cudownej głębi i połączenia wszystkiego ze wszystkim. Ponieważ ma dar całkowitego zjednoczenia się ze światem i życiem. Dorastając, naprawdę beznadziejnie tracimy to wszystko.
Przede wszystkim tracimy tę właśnie integralność. Świat stopniowo rozpada się w naszym umyśle i świadomości na swoje elementy składowe, ale poza ich głębokim powiązaniem wszystkie one, wszystkie te elementy, stają się tylko sobą, a stając się tylko sobą, stają się ograniczone, płaskie, puste i nudne.
Coraz bardziej zaczynamy rozumieć i coraz mniej postrzegamy. Zaczynamy wiedzieć o wszystkim, ale nie mamy już prawdziwego kontaktu z niczym.
Ta cudowna więź wszystkiego ze wszystkim, ta możliwość dostrzegania w wszystkim czegoś innego, ta zdolność do całkowitego oddania się i zjednoczenia, to wewnętrzne odkrycie, to zaufanie do wszystkiego – bo to wszystko jest istotą doświadczenia religijnego, to jest poczucie Boskiej głębi, Boskiego piękna, Boskiej istoty wszystkiego, to jest bezpośrednie doświadczenie Boga, wypełniające wszystko we wszystkim!
Samo słowo „religia” w języku łacińskim oznacza „więź”. Religia nie jest jedną z części doświadczenia, nie jest jedną z dziedzin wiedzy i uczuć, religia jest właśnie więzią wszystkiego ze wszystkim i dlatego jest ostateczną prawdą o wszystkim. Religia to głębia rzeczy i ich wysokość; religia jest światłem, które emanuje ze wszystkiego, ale dlatego też wszystko oświetla; religia jest doświadczeniem obecności we wszystkim, ze wszystkim i ponad wszystkim tej ostatecznej rzeczywistości, bez której nic nie ma sensu. Ta integralna Boska rzeczywistość może być pojęta tylko poprzez integralne postrzeganie, i właśnie to oznacza „bądźcie jak dzieci”.
Do tego wzywa Chrystus, mówiąc, że „kto nie przyjmie Królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego” (Mk 10, 15). Bo ujrzeć, zapragnąć, poczuć, przyjąć Królestwo Boże – to znaczy ujrzeć głębię rzeczy, to, o czym mówią nam one w najlepszych chwilach naszego życia, to światło, które zaczyna z nich płynąć, kiedy powracamy do dziecięcej integralności.
Czy nie dlatego w Ewangelii jest napisane: „Bądźcie jak dzieci” [Mt 18,3]? Co to może oznaczać? Przecież cała nasza cywilizacja zmierza właśnie do tego, aby dzieci uczynić dorosłymi, tak samo inteligentnymi, rozsądnymi i prozaicznymi istotami, jak my sami. Czy wszystkie nasze dowody, rozumowania i spory nie są skierowane właśnie do tych dorosłych, dla których dzieciństwo jest tylko czasem wzrostu, przygotowania, czasem przezwyciężania dzieciństwa w sobie samych?
Ale oto Chrystus mówi: „Bądźcie jak dzieci” i jeszcze: „Nie przeszkadzajcie dzieciom przychodzić do mnie” [Mt 19,14]. A skoro tak zostało powiedziane, to my, wierzący, nie mamy powodu wstydzić się oczywistej dziecięcości, właściwej samej religii i każdemu doświadczeniu religijnemu.
Nie przypadkiem pierwszą rzeczą, którą widzimy po wejściu do świątyni, jest wizerunek dziecka, wizerunek młodej Matki z dzieckiem na rękach – to właśnie jest najważniejsze w Chrystusie, Kościół dba o to, abyśmy nie zapomnieli o tym pierwszym, najważniejszym objawieniu Boskości na świecie. Bo ten sam Kościół dalej twierdzi, że Chrystus jest Bogiem, Mądrością, Myślą, Prawdą. Ale wszystko to najpierw objawia się w obrazie tego dziecka, jakby właśnie to objawienie było kluczem do wszystkiego innego w religii.
Zadajmy sobie pytanie: co oznaczają, co mogą oznaczać słowa „bądźcie jak dzieci”? Po pierwsze, raczej nie oznacza to sztucznego uproszczenia, zaprzeczenia wzrostu, edukacji, gromadzenia doświadczeń, rozwoju, czyli wszystkiego tego, co w dzieciństwie nazywamy przygotowaniem do życia, dojrzewaniem umysłowym, duchowym i fizycznym. A o samym Chrystusie w Ewangelii jest powiedziane, że „wzrastał w mądrości” [Łk 2,40].
W związku z tym „bądźcie jak dzieci” nie oznacza bynajmniej infantylizmu, nie jest przeciwstawieniem dzieciństwa dorosłości; nie oznacza to, że aby zrozumieć religię lub doświadczenie religijne, trzeba stać się prostakiem lub, mówiąc bardziej dosadnie, głupcem. Nalegam na to, ponieważ tak mówią i tak rozumieją religię jej wrogowie. Sprowadzają ją do bajek, baśni i zmyśleń, na które mogą się nabrać tylko dzieci lub dorosłe dzieci – niedojrzałe jednostki.
Co zatem oznaczają słowa Chrystusa? Aby odpowiedzieć na to pytanie, należy najpierw zadać inne pytanie – nie o to, co człowiek zyskuje, stając się dorosłym, bo to jest oczywiste i nie wymaga słów, ale o to, co traci, opuszczając dzieciństwo. Nie ma bowiem wątpliwości, że traci on coś tak wyjątkowego i cennego, że potem przez całe życie wspomina dzieciństwo jako utracony raj, jako pewien złoty sen, po zakończeniu którego życie stało się smutniejsze, pustsze i straszniejsze.
Myślę, że gdyby trzeba było określić to jednym słowem, byłoby to „integralność”. Dziecko nie zna jeszcze podziału życia na przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, tego smutnego doświadczenia nieodwracalnie upływającego czasu. Jest całkowicie obecne w teraźniejszości, jest całkowicie obecne w pełni tego, co jest teraz, czy to radość, czy smutek. Jest całkowicie obecne w radości, dlatego mówi się o „dziecięcym” śmiechu i „dziecięcym” uśmiechu; jest całkowicie obecne w smutku i rozpaczy, dlatego mówi się o łzach dziecka, ponieważ tak łatwo, tak niepohamowanie płacze i śmieje się.
Dziecko jest całościowe nie tylko w odniesieniu do czasu, ale także do całego życia, oddaje się całkowicie – wszystkiemu; postrzega świat nie racjonalnie, nie analitycznie, nie jednym ze swoich zmysłów, ale całym swoim jestestwem bez reszty – i dlatego świat otwiera się przed nim we wszystkich swoich wymiarach. Jeśli dla niego zwierzęta mówią, drzewa cierpią lub cieszą się, słońce się uśmiecha, a puste pudełko zapałek może cudownie zabłysnąć jak samochód, samolot, dom lub cokolwiek innego, to nie dlatego, że jest głupie i niedojrzałe, ale dlatego, że w najwyższym stopniu dane mu jest i otwarte jest to uczucie cudownej głębi i połączenia wszystkiego ze wszystkim. Ponieważ ma dar całkowitego zjednoczenia się ze światem i życiem. Dorastając, naprawdę beznadziejnie tracimy to wszystko.
Przede wszystkim tracimy tę właśnie integralność. Świat stopniowo rozpada się w naszym umyśle i świadomości na swoje elementy składowe, ale poza ich głębokim powiązaniem wszystkie one, wszystkie te elementy, stają się tylko sobą, a stając się tylko sobą, stają się ograniczone, płaskie, puste i nudne.
Coraz bardziej zaczynamy rozumieć i coraz mniej postrzegamy. Zaczynamy wiedzieć o wszystkim, ale nie mamy już prawdziwego kontaktu z niczym.
Ta cudowna więź wszystkiego ze wszystkim, ta możliwość dostrzegania w wszystkim czegoś innego, ta zdolność do całkowitego oddania się i zjednoczenia, to wewnętrzne odkrycie, to zaufanie do wszystkiego – bo to wszystko jest istotą doświadczenia religijnego, to jest poczucie Boskiej głębi, Boskiego piękna, Boskiej istoty wszystkiego, to jest bezpośrednie doświadczenie Boga, wypełniające wszystko we wszystkim!
Samo słowo „religia” w języku łacińskim oznacza „więź”. Religia nie jest jedną z części doświadczenia, nie jest jedną z dziedzin wiedzy i uczuć, religia jest właśnie więzią wszystkiego ze wszystkim i dlatego jest ostateczną prawdą o wszystkim. Religia to głębia rzeczy i ich wysokość; religia jest światłem, które emanuje ze wszystkiego, ale dlatego też wszystko oświetla; religia jest doświadczeniem obecności we wszystkim, ze wszystkim i ponad wszystkim tej ostatecznej rzeczywistości, bez której nic nie ma sensu. Ta integralna Boska rzeczywistość może być pojęta tylko poprzez integralne postrzeganie, i właśnie to oznacza „bądźcie jak dzieci”.
Do tego wzywa Chrystus, mówiąc, że „kto nie przyjmie Królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego” (Mk 10, 15). Bo ujrzeć, zapragnąć, poczuć, przyjąć Królestwo Boże – to znaczy ujrzeć głębię rzeczy, to, o czym mówią nam one w najlepszych chwilach naszego życia, to światło, które zaczyna z nich płynąć, kiedy powracamy do dziecięcej integralności.
o. Aleksander Schmemann (tłum. Jakub Oniszczuk)
za: Проповеди и беседы / Протоиерей Александр Шмеман - М. : Паломникъ, 2002. - 206, [1] с.
fotografia: Aleksander Wasyluk /orthphoto.net/