Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Jeśli będzie Golgota, to będzie i Tabor
arcybiskup Aleksy (tłum. Justyna Pikutin), 23 sierpnia 2025
Do czego zostaliśmy powołani?
Ofiara Chrystusa została złożona za całą ludzkość. Na krzyżu Chrystus pokazał, jak bardzo nas kocha.
- A teraz - powiedział - pokaż, jak bardzo Mnie kochasz, człowieku, jak bardzo potrafisz poświęcić samego siebie.
Bóg pokazał nam obraz miłości - obraz Chrystusa Ukrzyżowanego.
Wypełniając przykazania, dajemy świadectwo, że kochamy Chrystusa bardziej niż samych siebie.
Bóg zwraca się do nas:
"Moje umiłowane dziecko, pokazałem ci, jak cię kocham. Ale teraz proszę cię, potrzebuję służyć rodzajowi ludzkiemu i wybrałem cię, abyś służył. Wszystko co spotykasz na swojej drodze życia, pochodzi ode Mnie: jeśli zostaniesz uderzony w prawy policzek, nadstaw lewy; jeśli masz dwie szaty, jedną daj biednemu..... Jeśli starożytnym powiedziano: oko za oko, ząb za ząb, to Ja was proszę, Moje umiłowane chrześcijańskie dzieci, miłujcie waszych nieprzyjaciół, błogosławcie tych, którzy was przeklinają...".
Chrześcijańska miłość jest zawsze „wbrew”. Wbrew ludzkiej logice, wbrew naszym własnym pragnieniom. I tylko zapierając się samych siebie, robimy miejsce dla miłości Chrystusa. Do tego właśnie zostaliśmy powołani: do pomnażania Jego miłości w świecie.
W każdym człowieku wypełnia się tajemnica jego zbawienia
- Kochasz mnie, chrześcijaninie, prawda? - pyta Bóg.
- Wierzysz, że cię zbawiłem? Uczyń tak, jak Ja uczyniłem: nie szukaj sprawiedliwości, ale czyń to, o co cię proszę: podtrzymuj moją miłość nawet do tego człowieka, który z twojego punktu widzenia nie zasługuje ani na zbawienie, ani na ludzki szacunek. Proszę cię, pokochaj go. Nie traktuj go sprawiedliwie.....
Trzeba patrzeć na każdego człowieka z szacunkiem. W każdym bowiem człowieku wypełnia się tajemnica jego zbawienia.
Jesteśmy wezwani, by kochać każdego człowieka. Jeśli kogoś nie kocham, to jest to moje przewinienie, to jest mój grzech.
Zawsze pragniemy większej miłości do samych siebie. Zapominamy, że miłość to poświęcenie, wyrzeczenie na rzecz drugiego człowieka.
Winnym nie jest ten, kogo nie kocham. Winny jestem ja, bo brak we mnie miłości.
Chrześcijańskie życie to przede wszystkim miłość do Krzyża
Wymaga się od nas nieustannego przezwyciężania samych siebie. Tylko w ten sposób dokonuje się nasze zbawienie. Jeśli nie ma takiego napinania woli, jeśli nie ma wysiłku poświęcenia oraz miłości do Boga i drugiego człowieka, to nie jesteśmy żywi, jesteśmy martwi.
Często mówimy, że chrześcijaństwo jest religią radości. Rzeczywiście tak jest. Ale radości z powodu Zmartwychwstałego Chrystusa. Ktokolwiek chce cieszyć się ze Zmartwychwstałego Chrystusa, musi również pokochać ukrzyżowanie wraz z Chrystusem [starego „ja”].
„Wyrzeknij się samego siebie, weź krzyż swój i chodź za Mną” (por. Mk 8,34). Dokąd, do Królestwa Niebios? Nie, jeszcze za wcześnie. Na Golgotę.
Chrześcijańskie życie to przede wszystkim miłość do Krzyża: miłość bardziej do walki niż do zwycięstwa. Tylko w walce, w miłości do Krzyża, zaczynamy poznawać Boga. A przecież wszyscy jesteśmy powołani do poznania. Ale poznanie Boga to nie rozumowanie i umiejętności. Poznanie Boga to pokora i łaska.
Poprzez wypełnianie przykazań podtrzymujemy Bożą miłość na ziemi
A pokora to nie składanie rąk na piersi: „Tak, tak, jestem grzesznikiem”. Pokora to podążanie za Chrystusem do końca i pielęgnowanie cnót, do których zostałem powołany - pielęgnowanie miłości do Boga i do ludzi.
Poprzez przestrzeganie przykazań zachowujemy miłość Boga na ziemi.
Kiedy mówimy o Bożej miłości, mówimy o niej jako o Bożej sile. Bóg nie kocha w taki sam sposób, w jaki my kochamy siebie nawzajem. I nie kocha nas tak, jak my kochamy Jego.
Święty Filaret z Moskwy zauważył, że na Krzyżu widzimy miłość Boga Ojca ukrzyżowującą, miłość Boga Syna ukrzyżowaną i miłość Ducha Świętego triumfującą mocą Krzyża.
Tak, miłość triumfuje tylko wtedy, gdy człowiek pozostaje na krzyżu i z krzyża zmusza się do kochania tych, którzy go zranili.
I ta moc Bożej miłości jest przekazywana chrześcijaninowi i z tą mocą jest mu łatwo robić wszystko: pościć, modlić się, przebaczać i kochać swoich wrogów. Nie robi tego wszystkiego na siłę, takie życie jest przyjemnością.
W życiu chrześcijan nie ma i nie powinno być wrogów
Jednak czy pokazujemy, że zostaliśmy na tyle przemienieni przez Boga, by pokochać nawet wroga?
Jeśli nie, to Cerkiew degeneruje się w swoisty społeczny organizm, który po prostu wierzy w Boga i do tego się ogranicza.....
Kiedy kończy się miłość, zaczyna się niemiłość. Formalne wypełnianie obowiązku. Wtedy zaczynamy budować naszą relację z Bogiem - jakąkolwiek, która jest dla nas wygodna. Faryzeizm! Możemy spełniać wszystkie wymagania stawiane przez Cerkiew, ale nasze serce będzie zimne. Choć będziemy nawet często chodzić do świątyni, spowiadać się, przyjmować Eucharystię, modlić się, czytać literaturę duchową, to nasze serce pozostanie obojętne.....
W życiu chrześcijan nie ma i nie powinno być wrogów. Ponieważ musimy kochać naszych wrogów. Ale to przecież nie jest naturalne! Tak, oczywiście, że to nie jest naturalne. To jest nienaturalne. To nadprzyrodzone. Bóg wzywa nas do nabycia tej nadprzyrodzonej miłości.
Tylko w ten sposób możemy służyć Bogu.
To jedyne, czego się od nas wymaga...
Ale nasza obecna konstrukcja jest niestety daleka od tego. Boża miłość nabywana jest tylko na krzyżu. A ja się boję. Przez całe życie uciekam przed bólem.
Dopiero gdy zaczynam wznosić się do życia serca, zaczynam rozumieć, że to właśnie ono jest centrum życia duchowego. Wszystko, co jest poza mną umrze, wszystko zginie. Ale ja zostałem wybawiony z nicości, Bóg stworzył mnie na swój obraz i podobieństwo. To jest niesamowita wyżyna, do której człowiek jest powołany przez samego Boga.
Ale kiedy zwracam uwagę na własne serce, kiedy zaczynam żyć jego problemami, uświadamiam sobie niesamowite tajemnice, ale też jestem przerażony: "Boże, jaką ogromną przestrzeń - jaką głębię i wysokość - ma ludzkie serce! I nie ma w nim części, która nie byłaby skażona grzechem...".
I wtedy zaczynam zdawać sobie sprawę, że „bez przelania krwi nie ma przebaczenia” (Hbr 9,22). Wyrzeczenie się siebie jest męczeństwem, którego podejmuje się chrześcijanin, aby doświadczyć radości płynącej z więzi z Chrystusem w Duchu Świętym - już w tym życiu.
A jeśli kto nie otrzymał Ducha Świętego tutaj - mówi czcigodny Symeon Nowy Teolog - nie miej nadziei, człowiecze, na otrzymanie Go w życiu pozagrobowym. Tylko Duch Święty napełnia człowieka przemienionym, przekształconym życiem, które jest życiem wiecznym - jego początek tutaj na ziemi.
Jeśli w Adamie wszyscy giną, to w drugim Adamie - Chrystusie - wszyscy zostaną ożywieni.
Ale ja boję się tego bólu: „niech ominie mnie kielich ten” (Mt 26,39). Zapominam jednak o drugiej części tej frazy z Getsemani: „ale nie jak Ja chcę, lecz Ty”.
Dopóki nie wypowiem tych słów, jest okazja do samousprawiedliwienia.
A wtedy Bóg nie może przystąpić do naprawiania mego serca. Wtedy zawsze winny będzie ktoś inny, jakieś okoliczności.....
Ale jeśli powiem, Panie, „Nie jak ja chcę, lecz Ty", wtedy dla mnie wszystko zacznie się układać w cudowny sposób....
- Synu, zanim się urodziłeś, przeszedłem ścieżką twego życia. Zrobiłem wszystko, abyś został zbawiony, teraz nie musisz dokonywać żadnych moralnych ocen sytuacji, wydarzeń, ludzi, którzy są Ci zsyłani, bo to wszystko pochodzi ode Mnie - mówi Pan. - Nawet włos z głowy ci nie spadnie bez woli Ojca twego, który jest w niebie (por. Mt 10,29). Wszystko, co spotykasz na swojej drodze, dzieje się z miłości do ciebie. Chcę, abyś był ze Mną. Od ciebie wymaga się jedynie, byś żył zgodnie z zasadami moralnymi, z szacunkiem i odpowiedzialnie.
Z krzyża konieczne jest usprawiedliwianie tego, kto mnie rani
Tylko ten jest Chrystusowym, kto naśladuje Chrystusa na drodze swego życia.
- Pójdź za Mną - mówi Chrystus. - jeśli będzie Golgota, to będzie i Tabor. I będzie zdrada Judasza, ale nie zastanawiaj się: „na jakiej podstawie?” lub „dlaczego?” - ponieważ Ojciec z Niebios, Sama Miłość, ukrzyżowuje cię.....
I konieczne jest, aby z Krzyża usprawiedliwić tego, który mnie krzywdzi. To właśnie z krzyża Chrystus usprawiedliwia całą ludzkość.
- Moje umiłowane dziecko - mówi Bóg - wybrałem cię, abyś strzegł Mojej miłości tu, na ziemi. Za wszelką cenę jedynie strzeż Mojego życia na tym świecie. Żyję bowiem tylko w dwóch miejscach: w świątyni Bożej w sakramentach i w twoim sercu. Tak więc daj Mi swoje serce, a poprzez twoje serce zdobędę jeszcze wielu, którzy wciąż jeszcze nie myślą o wieczności. Lecz ich także kocham. Oni także są Moimi dziećmi. Nie przeszkadzaj Mi, Mój wybrany, w zbawieniu tych, których kocham, tych, którzy są Moimi dziećmi.
Naruszając Boże prawa, oddalamy się od Bożego światła
Ale dlaczego nie spieszymy się do świątyni przy każdej okazji? Dlaczego pracujemy w niedziele i święta? Czy myślimy, że Bóg i tak nam pobłogosławi, ponieważ jest miłością? Jednak naruszając Boże prawa, oddalamy się od Bożego światła, a wtedy wszystkie ludzkie sprawy przybierają odcień mroku.....
Kreatywność ujawnia stan ludzkiego serca. Jakie jest serce, taka jest kreatywność. Jaki jest człowiek, takie jest jego serce.
Ale jeśli Cerkiew jest powołana do przemiany człowieka, to czy sam człowiek podąża tą otwartą ścieżką przemiany? Czy żyje z Bogiem?
Przypomnijmy, że sensem życia chrześcijańskiego jest przyjęcie Bożego Ducha Świętego.
Prawdziwe życie ma miejsce tylko w sercu. To tam jest wieczność. Tylko człowiek jest wieczny. Wszystko inne jest iluzją. „Co za pożytek miałby człowiek, gdyby cały świat zdobył, lecz duszę swoją stracił” (Mt 16,26).
Zanurzając się w ciemność, trafiam tam, gdzie panują demoniczne prawa
Nie mamy Bożego daru łaski. Nie wiemy, czym on jest. I nie szukamy go. Nie szukamy go poprzez przezwyciężanie samych siebie. To nie przypadek, że mówi się nam o górze: Góra Synaj, Góra Golgota, Góra Przemienienia. Wszystkie duchowe wydarzenia miały miejsce na górze - wymagają wysiłku, poświęcenia.
A my tego poświęcenia unikamy. Staramy się wyeliminować wszelkie zewnętrzne trudności, aby żyło nam się wygodniej.
Ale moje próby po prostu ujawniają zepsucie mojego serca. Muszę cierpliwie znosić okoliczności życia, które dał mi sam Bóg.
Chrześcijanin z odpowiedzialnością traktuje swoje życie, odpowiedzialnie służy Bogu i ludziom, jest odpowiedzialny za każdy swój czyn, słowo, myśl. Wie, że za wszystko, co robi, myśli, mówi - za wszystko będzie musiał odpowiedzieć przed Bogiem: „Na podstawie słów twoich bowiem będziesz usprawiedliwiony i na podstawie słów twoich będziesz potępiony” (Mt 12,37).
Jesteśmy odpowiedzialni nawet za każde spojrzenie, które niesiemy w świat.
Jeśli robię coś dobrego, nie robię tego dla kogoś innego, robię to dla siebie. Starcy mówią: niezależnie od tego, czy człowiek robi coś dobrego, czy złego, wszystko robi dla siebie.
Wolność, z punktu widzenia Cerkwi, jest ogromną odpowiedzialnością za dary, które Bóg mi dał.
Jestem owocem na drzewie genealogicznym i drzewie ludzkości. Moje serce zostało ukształtowane przez wielu ludzi. Inteligentny owoc umożliwia uzdrowienie nie tylko nas samych, ale także gałęzi, pnia i korzeni - nie tylko tych, którzy byli przed nami, ale także tych, którzy będą po nas.
Wszelki sprzeciw wobec Bożego przykazania ma charakter inteligentny. Jeśli zgadzam się z mocami ciemności, oddalam się od Światła i w ten sposób urzeczywistniam na tym świecie władzę ciemności.
Zanurzając się w ciemność, trafiam tam, gdzie działają demoniczne prawa, a podążając za nimi i nieustannie się usprawiedliwiając, coraz bardziej wypędzam Światłość z mojego serca i okazuję się nie być z Bogiem....
Początek skruchy
„W świecie macie uciski” (J 16,33). Nieustannie próbujemy uciec od tego smutku, który nas zbawia i oczyszcza. Unikamy go na wszelkie sposoby. Zapominając, że ten ból jest łaską Bożą, która jedynie objawia mi zepsucie mojego serca.
Człowiek powinien być godny swego cierpienia.
I powinienem nie tylko zdiagnozować: jestem grzeszny w tym, grzeszny w tamtym.... ale wejść na ścieżkę pokuty. Zawołać: „Boże! Jestem tak zepsuty, że tylko Ty, możesz mnie naprawić. Napraw mnie, Boże!" - to jest początek pokuty. Być zbawionym - „U ludzi jest to niemożliwe, u Boga zaś wszystko jest możliwe” (Mt 19,26).
Ewangelia - to życie w zgodzie z Chrystusem Zbawicielem. Jeśli chcę być zbawiony, muszę podążać tą samą ścieżką.
Zadziwiająca tajemnica
Co proponuje się człowiekowi wiszącemu na krzyżu? Zwracać się do tłumu, aby ten ulżył mi w cierpieniu? Nie. Czyż Chrystus zwraca się do tłumu? Nie. On również nam pokazuje, gdzie powinniśmy się zwrócić - do własnego serca.
Ale nawet tutaj często nie czujemy Boga: „Ili, Ili, lima sabachthani! Co znaczy: - Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił” (Mt 27, 46) - to mówi Drugi Adam w imieniu całego rodzaju ludzkiego..... Trudne? Tak, bardzo trudne. Tłum jest oburzony. Spotkanie z Ojcem z Niebios nie odbyło się w moim sercu. Co powinienem zrobić?
„Wytrwałością waszą zyskacie dusze wasze” (Łk 21,19). Ile potrzeba wytrwałości? Wytrwałość musi mieć działanie doskonałe. Doskonałym działaniem wytrwałości jest pokora. Od wytrwałości do pokory - cóż za odległość. I trzeba ją pokonać. W przeciwnym razie można tolerować i nie pokornieć - to katastrofa (szpitale psychiatryczne są pełne takich ludzi).
Ale kiedy człowiek uniża się przez miłość do Boga, usprawiedliwiając tych, którzy go skrzywdzili, mur między Bogiem a człowiekiem zostaje zburzony, a wtedy Bóg i człowiek jednoczą się w ludzkim sercu.
Zaczyna się dokonywać zadziwiająca tajemnica: Bóg przemienia człowieka.
Świeć miłością
Wy jesteście światłem świata. Ale światło, o ile jest zapalane przez Boga, jest „nie z tego świata”. Ono dzieli ludzi na tych, którzy dążą do Światła i tych, którzy je odrzucają, pogrążając się w ciemności.
Święty Jan z Kronsztadu modlił się:
- Imię Twoje - Światłość, oświeć moją duszę, pogrążoną w ciemnościach ziemskich namiętności.
Bóg wybrał nas nie tylko po to, byśmy wierzyli i byli zbawieni. Ale także do czegoś więcej...
Do naśladowania Go - do pomnażania Bożego światła tutaj na ziemi.
Wypełnianie Bożych przykazań zakłada jedynie ludzkie dobro. Z wypełniania przykazań Chrystusowych obecność Bożego światła tu, na ziemi, jest pomnażana.
„Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem” (J 15,16). Być światłem, być solą.
- „Królestwo moje nie jest z tego świata”, i Światłość, którą przyniosłem, nie jest z tego świata - mówi Chrystus. - „Zostałeś wybrany”, zwraca się do każdego chrześcijanina - aby być światłem świata - więc świeć Bożą miłością. Pokaż, jak bardzo Ja kocham każdego człowieka.
arcybiskup Aleksy (tłum. Justyna Pikutin)
za: pravoslavie.ru
fotografia: jarek /orthphoto.net/
Ofiara Chrystusa została złożona za całą ludzkość. Na krzyżu Chrystus pokazał, jak bardzo nas kocha.
- A teraz - powiedział - pokaż, jak bardzo Mnie kochasz, człowieku, jak bardzo potrafisz poświęcić samego siebie.
Bóg pokazał nam obraz miłości - obraz Chrystusa Ukrzyżowanego.
Wypełniając przykazania, dajemy świadectwo, że kochamy Chrystusa bardziej niż samych siebie.
Bóg zwraca się do nas:
"Moje umiłowane dziecko, pokazałem ci, jak cię kocham. Ale teraz proszę cię, potrzebuję służyć rodzajowi ludzkiemu i wybrałem cię, abyś służył. Wszystko co spotykasz na swojej drodze życia, pochodzi ode Mnie: jeśli zostaniesz uderzony w prawy policzek, nadstaw lewy; jeśli masz dwie szaty, jedną daj biednemu..... Jeśli starożytnym powiedziano: oko za oko, ząb za ząb, to Ja was proszę, Moje umiłowane chrześcijańskie dzieci, miłujcie waszych nieprzyjaciół, błogosławcie tych, którzy was przeklinają...".
Chrześcijańska miłość jest zawsze „wbrew”. Wbrew ludzkiej logice, wbrew naszym własnym pragnieniom. I tylko zapierając się samych siebie, robimy miejsce dla miłości Chrystusa. Do tego właśnie zostaliśmy powołani: do pomnażania Jego miłości w świecie.
W każdym człowieku wypełnia się tajemnica jego zbawienia
- Kochasz mnie, chrześcijaninie, prawda? - pyta Bóg.
- Wierzysz, że cię zbawiłem? Uczyń tak, jak Ja uczyniłem: nie szukaj sprawiedliwości, ale czyń to, o co cię proszę: podtrzymuj moją miłość nawet do tego człowieka, który z twojego punktu widzenia nie zasługuje ani na zbawienie, ani na ludzki szacunek. Proszę cię, pokochaj go. Nie traktuj go sprawiedliwie.....
Trzeba patrzeć na każdego człowieka z szacunkiem. W każdym bowiem człowieku wypełnia się tajemnica jego zbawienia.
Jesteśmy wezwani, by kochać każdego człowieka. Jeśli kogoś nie kocham, to jest to moje przewinienie, to jest mój grzech.
Zawsze pragniemy większej miłości do samych siebie. Zapominamy, że miłość to poświęcenie, wyrzeczenie na rzecz drugiego człowieka.
Winnym nie jest ten, kogo nie kocham. Winny jestem ja, bo brak we mnie miłości.
Chrześcijańskie życie to przede wszystkim miłość do Krzyża
Wymaga się od nas nieustannego przezwyciężania samych siebie. Tylko w ten sposób dokonuje się nasze zbawienie. Jeśli nie ma takiego napinania woli, jeśli nie ma wysiłku poświęcenia oraz miłości do Boga i drugiego człowieka, to nie jesteśmy żywi, jesteśmy martwi.
Często mówimy, że chrześcijaństwo jest religią radości. Rzeczywiście tak jest. Ale radości z powodu Zmartwychwstałego Chrystusa. Ktokolwiek chce cieszyć się ze Zmartwychwstałego Chrystusa, musi również pokochać ukrzyżowanie wraz z Chrystusem [starego „ja”].
„Wyrzeknij się samego siebie, weź krzyż swój i chodź za Mną” (por. Mk 8,34). Dokąd, do Królestwa Niebios? Nie, jeszcze za wcześnie. Na Golgotę.
Chrześcijańskie życie to przede wszystkim miłość do Krzyża: miłość bardziej do walki niż do zwycięstwa. Tylko w walce, w miłości do Krzyża, zaczynamy poznawać Boga. A przecież wszyscy jesteśmy powołani do poznania. Ale poznanie Boga to nie rozumowanie i umiejętności. Poznanie Boga to pokora i łaska.
Poprzez wypełnianie przykazań podtrzymujemy Bożą miłość na ziemi
A pokora to nie składanie rąk na piersi: „Tak, tak, jestem grzesznikiem”. Pokora to podążanie za Chrystusem do końca i pielęgnowanie cnót, do których zostałem powołany - pielęgnowanie miłości do Boga i do ludzi.
Poprzez przestrzeganie przykazań zachowujemy miłość Boga na ziemi.
Kiedy mówimy o Bożej miłości, mówimy o niej jako o Bożej sile. Bóg nie kocha w taki sam sposób, w jaki my kochamy siebie nawzajem. I nie kocha nas tak, jak my kochamy Jego.
Święty Filaret z Moskwy zauważył, że na Krzyżu widzimy miłość Boga Ojca ukrzyżowującą, miłość Boga Syna ukrzyżowaną i miłość Ducha Świętego triumfującą mocą Krzyża.
Tak, miłość triumfuje tylko wtedy, gdy człowiek pozostaje na krzyżu i z krzyża zmusza się do kochania tych, którzy go zranili.
I ta moc Bożej miłości jest przekazywana chrześcijaninowi i z tą mocą jest mu łatwo robić wszystko: pościć, modlić się, przebaczać i kochać swoich wrogów. Nie robi tego wszystkiego na siłę, takie życie jest przyjemnością.
W życiu chrześcijan nie ma i nie powinno być wrogów
Jednak czy pokazujemy, że zostaliśmy na tyle przemienieni przez Boga, by pokochać nawet wroga?
Jeśli nie, to Cerkiew degeneruje się w swoisty społeczny organizm, który po prostu wierzy w Boga i do tego się ogranicza.....
Kiedy kończy się miłość, zaczyna się niemiłość. Formalne wypełnianie obowiązku. Wtedy zaczynamy budować naszą relację z Bogiem - jakąkolwiek, która jest dla nas wygodna. Faryzeizm! Możemy spełniać wszystkie wymagania stawiane przez Cerkiew, ale nasze serce będzie zimne. Choć będziemy nawet często chodzić do świątyni, spowiadać się, przyjmować Eucharystię, modlić się, czytać literaturę duchową, to nasze serce pozostanie obojętne.....
W życiu chrześcijan nie ma i nie powinno być wrogów. Ponieważ musimy kochać naszych wrogów. Ale to przecież nie jest naturalne! Tak, oczywiście, że to nie jest naturalne. To jest nienaturalne. To nadprzyrodzone. Bóg wzywa nas do nabycia tej nadprzyrodzonej miłości.
Tylko w ten sposób możemy służyć Bogu.
To jedyne, czego się od nas wymaga...
Ale nasza obecna konstrukcja jest niestety daleka od tego. Boża miłość nabywana jest tylko na krzyżu. A ja się boję. Przez całe życie uciekam przed bólem.
Dopiero gdy zaczynam wznosić się do życia serca, zaczynam rozumieć, że to właśnie ono jest centrum życia duchowego. Wszystko, co jest poza mną umrze, wszystko zginie. Ale ja zostałem wybawiony z nicości, Bóg stworzył mnie na swój obraz i podobieństwo. To jest niesamowita wyżyna, do której człowiek jest powołany przez samego Boga.
Ale kiedy zwracam uwagę na własne serce, kiedy zaczynam żyć jego problemami, uświadamiam sobie niesamowite tajemnice, ale też jestem przerażony: "Boże, jaką ogromną przestrzeń - jaką głębię i wysokość - ma ludzkie serce! I nie ma w nim części, która nie byłaby skażona grzechem...".
I wtedy zaczynam zdawać sobie sprawę, że „bez przelania krwi nie ma przebaczenia” (Hbr 9,22). Wyrzeczenie się siebie jest męczeństwem, którego podejmuje się chrześcijanin, aby doświadczyć radości płynącej z więzi z Chrystusem w Duchu Świętym - już w tym życiu.
A jeśli kto nie otrzymał Ducha Świętego tutaj - mówi czcigodny Symeon Nowy Teolog - nie miej nadziei, człowiecze, na otrzymanie Go w życiu pozagrobowym. Tylko Duch Święty napełnia człowieka przemienionym, przekształconym życiem, które jest życiem wiecznym - jego początek tutaj na ziemi.
Jeśli w Adamie wszyscy giną, to w drugim Adamie - Chrystusie - wszyscy zostaną ożywieni.
Ale ja boję się tego bólu: „niech ominie mnie kielich ten” (Mt 26,39). Zapominam jednak o drugiej części tej frazy z Getsemani: „ale nie jak Ja chcę, lecz Ty”.
Dopóki nie wypowiem tych słów, jest okazja do samousprawiedliwienia.
A wtedy Bóg nie może przystąpić do naprawiania mego serca. Wtedy zawsze winny będzie ktoś inny, jakieś okoliczności.....
Ale jeśli powiem, Panie, „Nie jak ja chcę, lecz Ty", wtedy dla mnie wszystko zacznie się układać w cudowny sposób....
- Synu, zanim się urodziłeś, przeszedłem ścieżką twego życia. Zrobiłem wszystko, abyś został zbawiony, teraz nie musisz dokonywać żadnych moralnych ocen sytuacji, wydarzeń, ludzi, którzy są Ci zsyłani, bo to wszystko pochodzi ode Mnie - mówi Pan. - Nawet włos z głowy ci nie spadnie bez woli Ojca twego, który jest w niebie (por. Mt 10,29). Wszystko, co spotykasz na swojej drodze, dzieje się z miłości do ciebie. Chcę, abyś był ze Mną. Od ciebie wymaga się jedynie, byś żył zgodnie z zasadami moralnymi, z szacunkiem i odpowiedzialnie.
Z krzyża konieczne jest usprawiedliwianie tego, kto mnie rani
Tylko ten jest Chrystusowym, kto naśladuje Chrystusa na drodze swego życia.
- Pójdź za Mną - mówi Chrystus. - jeśli będzie Golgota, to będzie i Tabor. I będzie zdrada Judasza, ale nie zastanawiaj się: „na jakiej podstawie?” lub „dlaczego?” - ponieważ Ojciec z Niebios, Sama Miłość, ukrzyżowuje cię.....
I konieczne jest, aby z Krzyża usprawiedliwić tego, który mnie krzywdzi. To właśnie z krzyża Chrystus usprawiedliwia całą ludzkość.
- Moje umiłowane dziecko - mówi Bóg - wybrałem cię, abyś strzegł Mojej miłości tu, na ziemi. Za wszelką cenę jedynie strzeż Mojego życia na tym świecie. Żyję bowiem tylko w dwóch miejscach: w świątyni Bożej w sakramentach i w twoim sercu. Tak więc daj Mi swoje serce, a poprzez twoje serce zdobędę jeszcze wielu, którzy wciąż jeszcze nie myślą o wieczności. Lecz ich także kocham. Oni także są Moimi dziećmi. Nie przeszkadzaj Mi, Mój wybrany, w zbawieniu tych, których kocham, tych, którzy są Moimi dziećmi.
Naruszając Boże prawa, oddalamy się od Bożego światła
Ale dlaczego nie spieszymy się do świątyni przy każdej okazji? Dlaczego pracujemy w niedziele i święta? Czy myślimy, że Bóg i tak nam pobłogosławi, ponieważ jest miłością? Jednak naruszając Boże prawa, oddalamy się od Bożego światła, a wtedy wszystkie ludzkie sprawy przybierają odcień mroku.....
Kreatywność ujawnia stan ludzkiego serca. Jakie jest serce, taka jest kreatywność. Jaki jest człowiek, takie jest jego serce.
Ale jeśli Cerkiew jest powołana do przemiany człowieka, to czy sam człowiek podąża tą otwartą ścieżką przemiany? Czy żyje z Bogiem?
Przypomnijmy, że sensem życia chrześcijańskiego jest przyjęcie Bożego Ducha Świętego.
Prawdziwe życie ma miejsce tylko w sercu. To tam jest wieczność. Tylko człowiek jest wieczny. Wszystko inne jest iluzją. „Co za pożytek miałby człowiek, gdyby cały świat zdobył, lecz duszę swoją stracił” (Mt 16,26).
Zanurzając się w ciemność, trafiam tam, gdzie panują demoniczne prawa
Nie mamy Bożego daru łaski. Nie wiemy, czym on jest. I nie szukamy go. Nie szukamy go poprzez przezwyciężanie samych siebie. To nie przypadek, że mówi się nam o górze: Góra Synaj, Góra Golgota, Góra Przemienienia. Wszystkie duchowe wydarzenia miały miejsce na górze - wymagają wysiłku, poświęcenia.
A my tego poświęcenia unikamy. Staramy się wyeliminować wszelkie zewnętrzne trudności, aby żyło nam się wygodniej.
Ale moje próby po prostu ujawniają zepsucie mojego serca. Muszę cierpliwie znosić okoliczności życia, które dał mi sam Bóg.
Chrześcijanin z odpowiedzialnością traktuje swoje życie, odpowiedzialnie służy Bogu i ludziom, jest odpowiedzialny za każdy swój czyn, słowo, myśl. Wie, że za wszystko, co robi, myśli, mówi - za wszystko będzie musiał odpowiedzieć przed Bogiem: „Na podstawie słów twoich bowiem będziesz usprawiedliwiony i na podstawie słów twoich będziesz potępiony” (Mt 12,37).
Jesteśmy odpowiedzialni nawet za każde spojrzenie, które niesiemy w świat.
Jeśli robię coś dobrego, nie robię tego dla kogoś innego, robię to dla siebie. Starcy mówią: niezależnie od tego, czy człowiek robi coś dobrego, czy złego, wszystko robi dla siebie.
Wolność, z punktu widzenia Cerkwi, jest ogromną odpowiedzialnością za dary, które Bóg mi dał.
Jestem owocem na drzewie genealogicznym i drzewie ludzkości. Moje serce zostało ukształtowane przez wielu ludzi. Inteligentny owoc umożliwia uzdrowienie nie tylko nas samych, ale także gałęzi, pnia i korzeni - nie tylko tych, którzy byli przed nami, ale także tych, którzy będą po nas.
Wszelki sprzeciw wobec Bożego przykazania ma charakter inteligentny. Jeśli zgadzam się z mocami ciemności, oddalam się od Światła i w ten sposób urzeczywistniam na tym świecie władzę ciemności.
Zanurzając się w ciemność, trafiam tam, gdzie działają demoniczne prawa, a podążając za nimi i nieustannie się usprawiedliwiając, coraz bardziej wypędzam Światłość z mojego serca i okazuję się nie być z Bogiem....
Początek skruchy
„W świecie macie uciski” (J 16,33). Nieustannie próbujemy uciec od tego smutku, który nas zbawia i oczyszcza. Unikamy go na wszelkie sposoby. Zapominając, że ten ból jest łaską Bożą, która jedynie objawia mi zepsucie mojego serca.
Człowiek powinien być godny swego cierpienia.
I powinienem nie tylko zdiagnozować: jestem grzeszny w tym, grzeszny w tamtym.... ale wejść na ścieżkę pokuty. Zawołać: „Boże! Jestem tak zepsuty, że tylko Ty, możesz mnie naprawić. Napraw mnie, Boże!" - to jest początek pokuty. Być zbawionym - „U ludzi jest to niemożliwe, u Boga zaś wszystko jest możliwe” (Mt 19,26).
Ewangelia - to życie w zgodzie z Chrystusem Zbawicielem. Jeśli chcę być zbawiony, muszę podążać tą samą ścieżką.
Zadziwiająca tajemnica
Co proponuje się człowiekowi wiszącemu na krzyżu? Zwracać się do tłumu, aby ten ulżył mi w cierpieniu? Nie. Czyż Chrystus zwraca się do tłumu? Nie. On również nam pokazuje, gdzie powinniśmy się zwrócić - do własnego serca.
Ale nawet tutaj często nie czujemy Boga: „Ili, Ili, lima sabachthani! Co znaczy: - Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił” (Mt 27, 46) - to mówi Drugi Adam w imieniu całego rodzaju ludzkiego..... Trudne? Tak, bardzo trudne. Tłum jest oburzony. Spotkanie z Ojcem z Niebios nie odbyło się w moim sercu. Co powinienem zrobić?
„Wytrwałością waszą zyskacie dusze wasze” (Łk 21,19). Ile potrzeba wytrwałości? Wytrwałość musi mieć działanie doskonałe. Doskonałym działaniem wytrwałości jest pokora. Od wytrwałości do pokory - cóż za odległość. I trzeba ją pokonać. W przeciwnym razie można tolerować i nie pokornieć - to katastrofa (szpitale psychiatryczne są pełne takich ludzi).
Ale kiedy człowiek uniża się przez miłość do Boga, usprawiedliwiając tych, którzy go skrzywdzili, mur między Bogiem a człowiekiem zostaje zburzony, a wtedy Bóg i człowiek jednoczą się w ludzkim sercu.
Zaczyna się dokonywać zadziwiająca tajemnica: Bóg przemienia człowieka.
Świeć miłością
Wy jesteście światłem świata. Ale światło, o ile jest zapalane przez Boga, jest „nie z tego świata”. Ono dzieli ludzi na tych, którzy dążą do Światła i tych, którzy je odrzucają, pogrążając się w ciemności.
Święty Jan z Kronsztadu modlił się:
- Imię Twoje - Światłość, oświeć moją duszę, pogrążoną w ciemnościach ziemskich namiętności.
Bóg wybrał nas nie tylko po to, byśmy wierzyli i byli zbawieni. Ale także do czegoś więcej...
Do naśladowania Go - do pomnażania Bożego światła tutaj na ziemi.
Wypełnianie Bożych przykazań zakłada jedynie ludzkie dobro. Z wypełniania przykazań Chrystusowych obecność Bożego światła tu, na ziemi, jest pomnażana.
„Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem” (J 15,16). Być światłem, być solą.
- „Królestwo moje nie jest z tego świata”, i Światłość, którą przyniosłem, nie jest z tego świata - mówi Chrystus. - „Zostałeś wybrany”, zwraca się do każdego chrześcijanina - aby być światłem świata - więc świeć Bożą miłością. Pokaż, jak bardzo Ja kocham każdego człowieka.
arcybiskup Aleksy (tłum. Justyna Pikutin)
za: pravoslavie.ru
fotografia: jarek /orthphoto.net/