publicystyka: Modlić się jak szaleniec
kuchnia muzyka sklep ogłoszenia wydarzenia fotogalerie

Modlić się jak szaleniec

o. James Guirguis (tłum. Gabriel Szymczak), 22 sierpnia 2025

Czytanie z Ewangelii według św. Mateusza (14, 22-34) mówi nam o tym, że nasz Pan Jezus Chrystus modlił się późną nocą na górze. Właśnie skończył spotkanie z tłumem. Był z ludźmi przez cały dzień, nauczając, głosząc kazania, uzdrawiając i karmiąc. Był z pewnością wyczerpany, ponieważ wiemy, że dzieli naszą ludzką naturę. Jednak poprzez ten fragment nasz Pan mówi nam coś o sobie i o modlitwie. On nie pobiegł szukać miejsca do spania i odpoczynku. Odpoczywał u Boga, swojego Ojca. Wymagało to od Niego wejścia na górę, podjęcia wysiłku. Wymagało wyboru między snem, a dodatkowym czasem spędzonym z Ojcem. Rozmowa z Bogiem, Jego Ojcem, była warta wysiłku, poświęcenia i wspinaczki na górę.

Widząc ten obraz naszego Pana przypominamy sobie, że aby się modlić, trzeba włożyć pewien wysiłek w dążenie do Boga. Często będzie to przypominać ciężką walkę, wspinaczkę. Modlitwa to nie tylko słowa rzucane w powietrze, ale prawdziwa komunikacja z żywym Bogiem. Człowiek wspina się nie tylko w swoich wysiłkach fizycznych, ale i duchowo. Modlitwa to wznoszenie się ku niebu. Kiedy się modlimy, kiedy naprawdę się modlimy, jesteśmy wysoko ponad resztą świata. Odrzuciliśmy wszelkie ziemskie troski, aby skupić serca i umysły na Bogu. Jest to tak cenne i wyjątkowe, że wymaga od nas prawdziwej pracy. Czasami modlitwa przychodzi bardzo łatwo, a innym razem, najczęściej, wymaga prawdziwego wysiłku. Św. Barsanufiusz z Optiny powiedział: „W zmaganiach modlitwy absolutnie konieczne jest, aby się zmusić i pobudzić do modlitwy”. To trudne, ale warte wysiłku, a celem chrześcijanina jest nauczenie się wspinania ku Chrystusowi w modlitwach i w życiu.

Gdy Jezus modlił się na górze, uczniowie płynęli łodzią i zostali porwani przez wzburzone fale i silne wiatry. Pan czekał na ten moment i przyszedł do uczniów w środku nocy, krocząc po powierzchni morza. Ten widok przeraził uczniów. Nikt nie mógł sobie wyobrazić takiego wydarzenia. Choć uczniowie widzieli wiele cudów, wciąż nie rozumieli, co ich oczy widziały w tej właśnie chwili. Pan zawołał do nich: „Odwagi, Ja jestem, nie bójcie się!”.

Uważam to za piękny i pocieszający obraz. Jak często w naszym życiu nawiedzają nas burze i czujemy, jak wody życia wzbierają, a wiatry wirują wokół nas? A jednak Pan jest z nami, tak jak był z nimi. Woła również do nas: „Odwagi, Ja jestem, nie bójcie się!”. Okazuje się, że jeden z uczniów, znany w Ewangeliach z impulsywności w niektórych swoich działaniach, reaguje impulsywnie, ale z wielką wiarą w Pana. „Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do Ciebie po wodzie?”. Pan nie wahał się ani chwili. Odpowiedział: „Przyjdź”. Piotr natychmiast zadziałał, wyszedł z łodzi i szedł po wodzie. Szedł do Pana po wodzie! Dopóki jego wzrok był utkwiony w Panu, mógł czynić wielkie rzeczy. Czynił to, co czynił sam Pan, z Jego pomocą. Ale jak wszyscy my, zwykli ludzie, pozwolił, by jego wzrok odsunął się od Pana. Zaczął znów myśleć racjonalnie. Usłyszał szum wiatru i przypomniał sobie, że stąpa po wodzie, która wymyka się wszelkiemu pojmowaniu. Natychmiast ten, którego nazwano „Skałą”, zaczął tonąć jak kamień.

W tym momencie zrobił to, co zrobiłby każdy z nas. Zawołał z całego serca: „Panie, wybaw mnie!”. To jedno z naszych powszechnych sformułowań w prawosławnym życiu modlitewnym. „Panie, ratuj mnie! Panie, zbaw mnie!”. W tej właśnie chwili Piotr wzywał imienia Pana z pełnym skupieniem, jakby od tego zależało jego życie (i tak właśnie było).

Moi Bracia i Siostry, właśnie z takim skupieniem i energią powinniśmy się modlić. Jeden z naszych wiernych przesłał mi w tym tygodniu wspaniały cytat św. Józefa Hezychasty. Mówi w nim: „Musisz krzyczeć jak szaleniec: «Ratuj mnie, mój drogi Jezu!»”. To słowa człowieka, który przez większość życia zmagał się z modlitwą. Skoro nasz Pan szybko wyciągnął rękę, by ocalić Piotra, możemy być pewni, że Pan wyciągnie rękę również do nas, by nam pomóc. Oczywiście powinniśmy również dołożyć wszelkich starań, by nie popadać w grzechy nieumyślnie lub świadomie. To bezcelowe, gdy jednocześnie rzucamy się w sieć grzechu, a potem krzyczymy, by się z niej uwolnić. Musimy podejmować wysiłek całym sobą, a nie być „letnimi”, jak powiedział nasz Pan. Być może nie będzie to doskonały wysiłek, a jednak Pan może i pobłogosławi nasze niedoskonałe wysiłki i, dzięki łasce Ducha Świętego, spotęguje dzieło, którego się podjęliśmy. On pragnie, aby to dzieło odniosło w Nim sukces. On pragnie, abyśmy naprawdę wzrastali i poznawali Go dogłębnie.

Czasami w naszym życiu czujemy się tak, jakbyśmy tonęli. Tonąc w próbach, tonąc w grzechach, tonąc w pokusach, tonąc w negatywnych emocjach, tonąc w naszym postrzeganiu porażki. Kiedy w naszym życiu czujemy, że toniemy jak Piotr, a wody wokół nas podniosły się i zaczęły nas zalewać i zatapiać, dlaczego ogarnia nas strach? Czyż nie nazywamy Boga „naszym Ojcem”? Mamy pewność, że Bóg jest z nami, w samym środku naszych burz. W najgorszym możliwym miejscu i sytuacji, jaką możemy sobie wyobrazić, Bóg nas nie opuścił. Jest Panem całego stworzenia. Jest Miłośnikiem ludzkości. On jest Tym, który zbawia - i nie ma innego. Często czujemy, że Bóg jest nieobecny, a to również znak, że zaniedbaliśmy nasze modlitwy. Zaniedbaliśmy wzrost w wierze. Nie zwracamy się do Boga codziennie, pilnie i z modlitwą pełną serca. Być może zbliżamy się do Niego rytualnie i z chłodem. Kiedy więc zaczynamy modlić się bardziej skupieni i szczerze, w inny sposób odczuwamy obecność Boga.

Święty Teofan Pustelnik pisze, że powinniśmy często w ciągu dnia przywoływać Boga do naszych myśli. Mówi: „Dlaczego, pytacie, można modlić się tyle lat z modlitewnikiem, a mimo to nie mieć modlitwy w sercu? Myślę, że powodem jest to, że ludzie poświęcają niewiele czasu na wznoszenie się ku Bogu po wypełnieniu reguły modlitewnej, a w innych momentach nie pamiętają o Bogu”. […] W ciągu dnia częściej wołajcie do Boga, choćby kilkoma słowami, w zależności od potrzeb i zajęć. Na przykład rozpoczynając cokolwiek, mówcie: »Błogosław, Panie!«. Kończąc coś, mówcie: »Chwała Tobie, Panie!«… Jeśli pojawią się namiętności, mówcie: »Zbaw mnie, Panie, ginę«”. Jeśli najdzie cię mrok niepokojących myśli, wołaj: „Wyprowadź moją duszę z więzienia!”… Czyń to w każdej sytuacji lub po prostu mów często: „Panie, zmiłuj się nad nami”, „Przenajświętsza Bogurodzico, zbaw nas!”… Odmawiaj te modlitwy tak często, jak to możliwe, starając się zawsze, aby wypływały z twojego serca, jakby z niego wyciskane. Kiedy to czynimy, będziemy często wznosić się do Boga w naszych sercach, zanosząc częste prośby i modlitwy. Taka zwiększona częstotliwość wyrobi w nas nawyk mentalnej rozmowy z Bogiem” (św. Teofan Pustelnik, O modlitwie, Homilia 2)

Pan nie chce, abyśmy tonęli w próbach tego świata lub własnych. Obyśmy wspólnie wspięli się na tę górę modlitwy z Bożą pomocą. Amen.
 
o. James Guirguis (tłum. Gabriel Szymczak)

za: Out of Egypt

fotografia: jarek1 /orthphoto.net/