publicystyka: Doświadczenie spotkania człowieka z Bogiem
kuchnia muzyka sklep ogłoszenia wydarzenia fotogalerie

Doświadczenie spotkania człowieka z Bogiem

18 sierpnia 2025

Co leży u podstaw religii? – Doświadczenie spotkania człowieka z Bogiem.

Gdy mówię to, czuję, jak bardzo ta odpowiedź jest jednocześnie prosta i złożona. Prosta, ponieważ każdy wierzący natychmiast się z nią zgodzi, powie: tak, właśnie spotkanie, bo nie ma innego słowa; nie logiczny wniosek, nie wynik rozważań, sporów, argumentów, dowodów, ale spotkanie, tak oczywiste dla duszy, dla świadomości, że po nim po prostu nie można zrozumieć ani jak można było do tej pory nie wierzyć, ani tego, o co właściwie toczyły się spory i rozważania.

Odpowiedź ta jest jednak złożona, ponieważ gdy tylko próbujesz wyjaśnić, opowiedzieć, na czym polegało to spotkanie, przekazać to zwykłymi i potocznymi słowami, od razu odczuwasz całą nieskończoną trudność, a może nawet niemożność znalezienia słów, aby przekazać innej osobie to, co się z tobą wydarzyło. I dlatego tak często są to nieudane słowa, nie te, nie o tym.

W Pierwszej Księdze Królewskiej jednej z najstarszych ksiąg Biblii, znajduje się niezwykła opowieść właśnie o doświadczeniu takiego spotkania człowieka z Bogiem. Opowiada ona o tym, jak Bóg ukazał się prorokowi Eliaszowi.

Prorok Eliasz stał w jaskini górskiej i oto, jak opowiada starożytny autor, „A oto Pan przechodził. Gwałtowna wichura rozwalająca góry i druzgocąca skały [szła] przed Panem; ale Pan nie był w wichurze. A po wichurze - trzęsienie ziemi: Pan nie był w trzęsieniu ziemi. 12 Po trzęsieniu ziemi powstał ogień: Pan nie był w ogniu. A po tym ogniu - szmer łagodnego powiewu”. (1 Krl 19,11–12).

Jakież to niezwykłe słowa – szmer łagodnego powiewu, w słowiańskim tłumaczeniu Biblii – «глас хлада тонка» – i w nim Pan! Co zatem oznacza ta opowieść, te niezwykłe, niepodobne do żadnych innych słowa?

Przede wszystkim oznaczają one oczywiście, że to spotkanie duszy, ludzkiej świadomości z Bogiem nie odbywa się w zewnętrznych i wymuszonych zjawiskach. Burza, trzęsienie ziemi, ogień – wszystko to są symbole właśnie zewnętrznych wydarzeń, wszystkiego tego w naszym życiu, co oddziałuje na nas swoją siłą, nieodpartością tego, przed czym czujemy się bezbronni, co budzi w nas strach, zmusza nas do szukania ratunku gdziekolwiek i jakkolwiek, i choćby na chwilę zniewala nas, pozbawia wewnętrznej wolności. I właśnie w strachu przed tego rodzaju groźnymi i przerażającymi wydarzeniami materialistyczni wrogowie religii widzą jej korzenie, jej początki w ludzkiej świadomości. Człowiek szuka wiary, ponieważ się boi.

W tej opowieści, napisanej tysiące lat temu, Pismo Święte potwierdza – nie, nie w tych zjawiskach, nie w burzach, nie w trzęsieniach ziemi i ogniu, nie w przymusie umysłu i świadomości leży początek wiary. Nie tutaj spotykamy Boga i nie w tym tkwi istota doświadczenia religijnego. A w powiewie cichego wiatru, w «гласе хлада тонка».

W tym spotkaniu nie ma przymusu, presji, zastraszania, bo czyż nie w tym właśnie tkwi cały wewnętrzny sens tego cichego powiewu, że można go nie zauważyć, że można go ominąć, będąc zajęty czymś innym, co wydaje nam się ważne i, że tak powiem, priorytetowe, co całkowicie wypełnia naszą świadomość, przeszkadza nam poczuć ten cichy powiew, usłyszeć ten delikatny powiew naszym wewnętrznym słuchem.

Jak to zadziwiające, jak całkowicie przeczy to wszelkim oficjalnym twierdzeniom antyreligijnej propagandy — to objawienie, które przebiega przez całe Pismo Święte, przez cały Stary i Nowy Testament – Bóg nie znęca się nad nami, nie zmusza nas do wierzenia w Siebie, nie zmusza nas do odczuwania Jego obecności. I tylko w tym niepozornym, prawie niewyczuwalnym powiewie spotykamy Go – nie jako bojaźliwi, zastraszeni niewolnicy, ale jako ludzie wolni.

Oto jak w innej księdze Pisma Świętego, u proroka Izajasza, otrzymujemy obraz przyszłego Zbawiciela, obraz tego, jak dokonuje się ostatnie i decydujące spotkanie człowieka z Bogiem:

Nie miał On wdzięku ani też blasku, aby na Niego popatrzeć, ani wyglądu, by się nam podobał. Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi, Mąż boleści, oswojony z cierpieniem, jak ktoś, przed kim się twarze zakrywa, wzgardzony tak, iż mieliśmy Go za nic. Lecz On się obarczył naszym cierpieniem, On dźwigał nasze boleści, a myśmy Go za skazańca uznali, chłostanego przez Boga i zdeptanego. Lecz On był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy. Spadła Nań chłosta zbawienna dla nas, a w Jego ranach jest nasze zdrowie. (Iz 53,2–5).

Wierzący wszystkich czasów zawsze postrzegali to proroctwo Izajasza jako proroctwo o Chrystusie. I rzeczywiście, co innego można powiedzieć o obrazie Chrystusa, który odwiecznie świeci nam ze stron Ewangelii? Czyż cała głębia i wyjątkowość wiary chrześcijańskiej nie polega na tym, że ostatnie, decydujące spotkanie człowieka z Bogiem ujrzała ona w tym Człowieku – który nie miał ani wyglądu, ani wielkości, w bezdomnym, prześladowanym, ukrzyżowanym i, co najważniejsze, znienawidzonym przez wszystkich tych, którzy w szoku, w sposób zewnętrzny i wymuszony, szukają sensu historii i życia?

Nie było i nie ma żadnych przymusowych powodów, aby wierzyć w Chrystusa, przyjmować Go, kochać Go, mówić o Nim to, co powiedział o Nim rzymski setnik stojący pod krzyżem: „Zaprawdę, ten człowiek jest Synem Bożym” (Mt 27:54). Do Chrystusa prowadzi tylko wolność, ponieważ cała Jego osoba, cała Jego nauka, całe Jego nauczanie skierowane do nas jest właśnie „powiewem cichego wiatru”. I dlatego tylko w najgłębszej głębi dusza odczuwa ten cichy powiew i w nim spotyka Boga.

o. Aleksander Schmemann (tłum. Jakub Oniszczuk)

za: Проповеди и беседы / Протоиерей Александр Шмеман - М. : Паломникъ, 2002. - 206, [1] с.

fotografia: Aleksander Wasyluk /orthphoto.net/