Zostań przyjacielem cerkiew.pl
W krainie żywych
metropolita Pizydii Sotirios (tłum. Gabriel Szymczak), 15 sierpnia 2025
W synaksarionie Święta Zaśnięcia Najświętszej Theotokos zapisano szczególnie wzruszającą relację. W wieku około 50 lat Najświętsza Dziewica otrzymała boskie przesłanie, że za trzy dni odejdzie do Nieba. Następnie zaprosiła do swojego domu swoich bliskich i sąsiadów, aby przekazać im to przesłanie i pożegnać się. Było to dla nich zaskoczeniem i oczywiście popłynęło wiele łez. Dziewica Maria pocieszała ich, mówiąc, że będzie się wstawiała nie tylko za nimi, ale za całym światem. Jest to widoczne w niezliczonych błogosławieństwach, jakie interwencja Matki Bożej przyniosła wszystkim cierpiącym i proszącym Ją o pomoc.
Po Bogu to tak naprawdę Matka Najświętsza może lepiej niż ktokolwiek inny pocieszyć tych, którzy odczuwają ból i smutek. Jest to szczególnie prawdziwe w przypadku tych, którzy opłakują odejście swoich bliskich. Matka Boża, która cierpiała tak bardzo jak każda matka, patrząc na cierpienie swego Syna na krzyżu, naprawdę rozumie smutek każdej matki, która została pozbawiona dziecka – wiele razy przedwcześnie – i wszystkich tych, którzy zostali pozbawieni rodziców, małżonków, bliskich i przyjaciół.
Widzimy szczególną łaskę, jakiej Bóg udzielił Dziewicy Marii, aby zniosła cierpienia Jezusa na krzyżu, wiedząc, że Jej Syn jest Synem Bożym i że cokolwiek Mu uczynią, On wyjdzie zwycięsko ze śmierci.
Mamy więc pewność, że nasi bliscy nie zginęli. Ich dusze są wieczne, a po oddzieleniu od ciała dusza nadal żyje i czuje jak wcześniej, z pełną świadomością własnego istnienia (ze wszystkimi wspomnieniami nienaruszonymi). Przez chrzest święty dusza zostaje uświęcona i zjednoczona z Chrystusem i Jego Świętym Kościołem. Dopóki żyje na ziemi, należy do „Kościoła Wojującego”. Jednak po opuszczeniu ciała przenosi się do niebiańskiego „Kościoła Triumfującego”. Tutaj, na świecie, zmagamy się, cierpimy z powodu obrażeń, chorób i niezliczonych smutków. W triumfującym Kościele w Niebie ci, którzy żyli wiarą i pokutą, cieszą się owocem swojego zwycięstwa, pomyślnie kończąc swoje ziemskie zmagania. W skrócie: „Jeśli żyjemy, to dla Pana żyjemy, a gdy umieramy, dla Pana umieramy. Czy więc żyjemy, czy umieramy, Pańscy jesteśmy” (Rz 14, 8).
Niektórzy ludzie pogrążeni w żalu mogą twierdzić, że dusza ukochanej osoby „opuściła ich”, już tej osoby nie mogą widzieć. Tę kwestię można jednak rozważyć następująco:
Wszyscy ochrzczeni chrześcijanie są zjednoczeni z Chrystusem, a przez Chrystusa zjednoczeni między sobą. Nie ma prawdziwego podziału czy „oddzielenia” pomiędzy „Kościołem Wojującym” a „Kościołem Triumfującym”. Widać to wyraźnie w naszej komunii ze świętymi, którzy są częścią triumfującego Kościoła. W naszych różnych potrzebach prosimy ich o pomoc i wstawiennictwo przed Bogiem, a potem jesteśmy wdzięczni za „cud świętego”. Jeśli święci nas nie słyszą, to dlaczego Kościół naucza o znaczeniu ich wstawiennictwa, a co więcej, wstawiennictwa Matki Bożej? Tak jak dusze świętych słyszą nasze słowa, gdy się do nich zwracamy, tak też nasi bliscy, dzięki łasce Bożej, radują się, gdy się za nich modlimy.
W szczególności jednoczymy się z naszymi bliskimi w Niebie podczas Boskiej Liturgii, kiedy kapłan wyjmuje cząstki za Najświętszą Marię Pannę i świętych oraz wiernych (żywych i zmarłych), których imiona podano mu wcześniej.
W ten sposób obecny jest cały, jeden Kościół Chrystusowy, -ze wszystkimi wiernymi, zarówno tymi na ziemi, jak i tymi w niebie. Kapłan jednoczy w Świętym Kielichu Najświętsze Ciało Chrystusa, cząstki Marii Dziewicy i świętych, a także wiernych, zarówno tych na ziemi, jak i w niebie.
Jest więc tak, jak uczy nas nasz Kościół, że przez naszego Pana Jezusa Chrystusa mamy komunię z naszymi bliskimi, którzy są w niebie, i razem z nimi się radujemy. Nie zapominajmy, że modlitwa nie jest jednokierunkowa i tak jak my modlimy się za naszych bliskich w Niebie, oni także modlą się za nas. To dzięki modlitwom kierowanym do Boga podtrzymujemy więzi między nami.
Moi drodzy Bracia i Siostry,
radzenie sobie z rozłąką z tymi, których kochamy, jest bardzo bolesne. Zakończmy kilkoma naukami Ojców Kościoła na ten temat:
– Nikt nie jest zwolniony z oddzielenia duszy od ciała. Bądźmy przygotowani.
– Kiedy odchodzą nasi bliscy, cierpienie jest rzeczą naturalną, ale nie jest korzystne odczuwanie nadmiernego smutku jak niechrześcijanie, którzy nie mają nadziei (por. 1 Tes 4,13).
– Bóg wzywa każdego człowieka, aby był blisko Niego dla własnego dobra, aby w jego życiu wszystko działo się dla dobra duszy. Nie jesteśmy w stanie tego do końca zrozumieć.
– Oddzielenie duszy od ciała nie jest końcem, ale początkiem prawdziwego życia.
– Pewnego dnia wszyscy spotkamy się w niebie i wreszcie, gdy nasze dusze połączą się ze sobą w niezniszczalnych ciałach, wszyscy będziemy żyć razem na wieki w radości Królestwa Bożego.
Amen.
metropolita Pizydii Sotirios (tłum. Gabriel Szymczak)
za: pemptousia.com
fotografia: pastaljon /orthphoto.net/
Po Bogu to tak naprawdę Matka Najświętsza może lepiej niż ktokolwiek inny pocieszyć tych, którzy odczuwają ból i smutek. Jest to szczególnie prawdziwe w przypadku tych, którzy opłakują odejście swoich bliskich. Matka Boża, która cierpiała tak bardzo jak każda matka, patrząc na cierpienie swego Syna na krzyżu, naprawdę rozumie smutek każdej matki, która została pozbawiona dziecka – wiele razy przedwcześnie – i wszystkich tych, którzy zostali pozbawieni rodziców, małżonków, bliskich i przyjaciół.
Widzimy szczególną łaskę, jakiej Bóg udzielił Dziewicy Marii, aby zniosła cierpienia Jezusa na krzyżu, wiedząc, że Jej Syn jest Synem Bożym i że cokolwiek Mu uczynią, On wyjdzie zwycięsko ze śmierci.
Mamy więc pewność, że nasi bliscy nie zginęli. Ich dusze są wieczne, a po oddzieleniu od ciała dusza nadal żyje i czuje jak wcześniej, z pełną świadomością własnego istnienia (ze wszystkimi wspomnieniami nienaruszonymi). Przez chrzest święty dusza zostaje uświęcona i zjednoczona z Chrystusem i Jego Świętym Kościołem. Dopóki żyje na ziemi, należy do „Kościoła Wojującego”. Jednak po opuszczeniu ciała przenosi się do niebiańskiego „Kościoła Triumfującego”. Tutaj, na świecie, zmagamy się, cierpimy z powodu obrażeń, chorób i niezliczonych smutków. W triumfującym Kościele w Niebie ci, którzy żyli wiarą i pokutą, cieszą się owocem swojego zwycięstwa, pomyślnie kończąc swoje ziemskie zmagania. W skrócie: „Jeśli żyjemy, to dla Pana żyjemy, a gdy umieramy, dla Pana umieramy. Czy więc żyjemy, czy umieramy, Pańscy jesteśmy” (Rz 14, 8).
Niektórzy ludzie pogrążeni w żalu mogą twierdzić, że dusza ukochanej osoby „opuściła ich”, już tej osoby nie mogą widzieć. Tę kwestię można jednak rozważyć następująco:
Wszyscy ochrzczeni chrześcijanie są zjednoczeni z Chrystusem, a przez Chrystusa zjednoczeni między sobą. Nie ma prawdziwego podziału czy „oddzielenia” pomiędzy „Kościołem Wojującym” a „Kościołem Triumfującym”. Widać to wyraźnie w naszej komunii ze świętymi, którzy są częścią triumfującego Kościoła. W naszych różnych potrzebach prosimy ich o pomoc i wstawiennictwo przed Bogiem, a potem jesteśmy wdzięczni za „cud świętego”. Jeśli święci nas nie słyszą, to dlaczego Kościół naucza o znaczeniu ich wstawiennictwa, a co więcej, wstawiennictwa Matki Bożej? Tak jak dusze świętych słyszą nasze słowa, gdy się do nich zwracamy, tak też nasi bliscy, dzięki łasce Bożej, radują się, gdy się za nich modlimy.
W szczególności jednoczymy się z naszymi bliskimi w Niebie podczas Boskiej Liturgii, kiedy kapłan wyjmuje cząstki za Najświętszą Marię Pannę i świętych oraz wiernych (żywych i zmarłych), których imiona podano mu wcześniej.
W ten sposób obecny jest cały, jeden Kościół Chrystusowy, -ze wszystkimi wiernymi, zarówno tymi na ziemi, jak i tymi w niebie. Kapłan jednoczy w Świętym Kielichu Najświętsze Ciało Chrystusa, cząstki Marii Dziewicy i świętych, a także wiernych, zarówno tych na ziemi, jak i w niebie.
Jest więc tak, jak uczy nas nasz Kościół, że przez naszego Pana Jezusa Chrystusa mamy komunię z naszymi bliskimi, którzy są w niebie, i razem z nimi się radujemy. Nie zapominajmy, że modlitwa nie jest jednokierunkowa i tak jak my modlimy się za naszych bliskich w Niebie, oni także modlą się za nas. To dzięki modlitwom kierowanym do Boga podtrzymujemy więzi między nami.
Moi drodzy Bracia i Siostry,
radzenie sobie z rozłąką z tymi, których kochamy, jest bardzo bolesne. Zakończmy kilkoma naukami Ojców Kościoła na ten temat:
– Nikt nie jest zwolniony z oddzielenia duszy od ciała. Bądźmy przygotowani.
– Kiedy odchodzą nasi bliscy, cierpienie jest rzeczą naturalną, ale nie jest korzystne odczuwanie nadmiernego smutku jak niechrześcijanie, którzy nie mają nadziei (por. 1 Tes 4,13).
– Bóg wzywa każdego człowieka, aby był blisko Niego dla własnego dobra, aby w jego życiu wszystko działo się dla dobra duszy. Nie jesteśmy w stanie tego do końca zrozumieć.
– Oddzielenie duszy od ciała nie jest końcem, ale początkiem prawdziwego życia.
– Pewnego dnia wszyscy spotkamy się w niebie i wreszcie, gdy nasze dusze połączą się ze sobą w niezniszczalnych ciałach, wszyscy będziemy żyć razem na wieki w radości Królestwa Bożego.
Amen.
metropolita Pizydii Sotirios (tłum. Gabriel Szymczak)
za: pemptousia.com
fotografia: pastaljon /orthphoto.net/