Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Chrześcijaństwo jako religia zbawienia
08 czerwca 2026
Chrześcijaństwo jest religią zbawienia. Ale zbawienia od czego i jak? Niestety, sami chrześcijanie tak często upraszczali i zaciemiali to zbawienie, tak często je zniekształcali, że dali pożywkę dla takiego samego upraszczania i zniekształcenia wrogom religii.
„Chrześcijanie to mali i słabi ludzie, którzy potrzebują zbawienia; my nie potrzebujemy zbawienia, sami się zbawimy”. „W walce zdobędziesz swoje prawo”; można dodać – i zbawienie... Tak, lub mniej więcej tak, w tysiącach wariantów, odpowiada chrześcijaństwu antyreligia. Dlatego tak pilnie i tak koniecznie trzeba zrozumieć, co oznacza zbawienie w języku Biblii i w języku chrześcijaństwa. Można to jednak zrozumieć tylko w świetle upadku człowieka. Nie chodzi tu oczywiście o zbawienie od różnych nieszczęść lub wypadków, chorób, cierpień i tak dalej. Wydawałoby się, że powinno to być jasne dla samych chrześcijan, którzy często postrzegają swoją religię jako nadprzyrodzoną pomoc, jakby pomoc dodatkową, rodzaj zabezpieczenia. Powiedzmy wprost, że takie rozumienie zbawienia jest rozumieniem wypaczonym i zniekształconym. Powinno to być jasne przede wszystkim z samej Ewangelii, z tego strasznego rozdziału, w którym przedstawione jest, jak w noc przed zdradą i śmiercią, sam w ogrodzie, opuszczony przez śpiących uczniów, Chrystus modlił się, aby ominął Go ten kielich, i, jak mówi Ewangelia, „zaczął odczuwać lęk i udrękę” (Mk 14,33).
„Chrześcijanie to mali i słabi ludzie, którzy potrzebują zbawienia; my nie potrzebujemy zbawienia, sami się zbawimy”. „W walce zdobędziesz swoje prawo”; można dodać – i zbawienie... Tak, lub mniej więcej tak, w tysiącach wariantów, odpowiada chrześcijaństwu antyreligia. Dlatego tak pilnie i tak koniecznie trzeba zrozumieć, co oznacza zbawienie w języku Biblii i w języku chrześcijaństwa. Można to jednak zrozumieć tylko w świetle upadku człowieka. Nie chodzi tu oczywiście o zbawienie od różnych nieszczęść lub wypadków, chorób, cierpień i tak dalej. Wydawałoby się, że powinno to być jasne dla samych chrześcijan, którzy często postrzegają swoją religię jako nadprzyrodzoną pomoc, jakby pomoc dodatkową, rodzaj zabezpieczenia. Powiedzmy wprost, że takie rozumienie zbawienia jest rozumieniem wypaczonym i zniekształconym. Powinno to być jasne przede wszystkim z samej Ewangelii, z tego strasznego rozdziału, w którym przedstawione jest, jak w noc przed zdradą i śmiercią, sam w ogrodzie, opuszczony przez śpiących uczniów, Chrystus modlił się, aby ominął Go ten kielich, i, jak mówi Ewangelia, „zaczął odczuwać lęk i udrękę” (Mk 14,33).
Gdyby chrześcijaństwo było naprawdę religią zbawienia od ziemskich nieszczęść i smutków, można by je uznać za porażkę...
Nie, nie chodzi tu o takie zbawienie. Chodzi o zbawienie od upadku. Od tej radykalnej i tragicznej zmiany, która nastąpiła i następuje cały czas w relacjach człowieka z własnym życiem – zmiany, której nie da się już naprawić samodzielnie. Nazwa tej zmiany, tego upadku brzmi – śmierć. Śmierć nie tylko jako koniec życia, ale samo życie jako bezsensowna strata, wyciek i wygasanie; samo życie jako od momentu narodzin już umieranie. To przemiana świata w kosmiczny cmentarz. To beznadziejne podporządkowanie człowieka rozkładowi, czasowi i śmierci. Nie słaby, ale silny pragnie tego zbawienia, łaknie go. Słaby pragnie pomocy. Słaby pragnie tego mrówczego i nudnego szczęścia, które oferują mu ideologie, raz na zawsze pogodzone ze śmiercią. Słabi zgadzają się na to, aby pożyć i umrzeć. Silni uważają to za niegodne człowieka i świata. Tak pada główny, pełen pogardy zarzut – że jesteście słabi, jeśli potrzebujecie zbawienia. Nie tylko my go potrzebujemy, ale cały ten obraz świata i życia, który żyje w człowieku, i całym swoim jestestwem przeciwstawia się tej bezsensownej marności na kuli ziemskiej wypełnionej trupami.
W ten sposób chrześcijańskie pojęcie zbawienia oznacza przywrócenie życia, Życia przez duże „Ż”, życia wiecznego i niestarzejącego się, o którym człowiek wie, że został dla niego stworzony. Siła człowieka nie polega na słabości, ale na tym, że oczekuje on tego zbawienia i otrzymuje je od Boga. Bo Bóg jest tym Życiem, które człowiek utracił, podporządkowując się całkowicie światu, rozpuszczając się całkowicie w czasie i śmierci. I oto wierzymy i wiemy, jak mówi apostoł Jan Teolog, że „Życie zostało objawione” (1J 1, 2).
Bóg nie uratował nas siłą, cudem, przemocą, strachem, przymusem – nie. Uratował nas, pojawiając się wśród nas i dla nas, w świecie i dla świata, dla samego życia. Życia jako boskiego piękna, mądrości i dobra. Życia jako piękna świata i człowieka. Życia, które jest w stanie samo w sobie i przez siebie przezwyciężyć, pokonać i wyeliminować śmierć. To właśnie Życie pojawiło się nie jako kolejna teoria filozoficzna, nie jako zasada organizacji, ale jako Człowiek. Tak, chrześcijaństwo naucza i głosi, że w jednym Człowieku, w jednym punkcie i czasie, ludziom objawiło się Boskie Życie w postaci doskonałego Człowieka – Jezusa Chrystusa z Nazaretu Galilejskiego.
Naukowiec, technik, tak zwany „współczesny człowiek”, wzrusza ramionami: co za bzdury! Ale czy to bzdury, czy nie, przez prawie dwa tysiące lat ten Obraz, ten Człowiek, to Życie zachowują niezrównaną władzę nad sercami i życiem ludzi. Nie ma nauki, nie ma filozofii, które nie zmieniłyby się w tym czasie, nie ma ani jednego państwa, ani jednej formy życia, która nie odeszłaby do wieczności. A jeśli w historii był i jest cud, to jest to pamięć o Człowieku, który nie napisał ani jednego wersetu, nie troszczył się o to, co powiedzą o Nim później. O Człowieku, który zginął haniebną śmiercią na krzyżu, jak przestępca, o Człowieku, który żyje, dosłownie żyje w tych, którzy w Niego wierzą. Powiedział On sam o sobie: „Ja jestem... Drogą, Prawdą i Życiem” (J 14, 6). I tą drogą podążają, tę prawdę zachowują, tym życiem żyją miliony ludzi, tak że nawet najpotężniejsze państwo, które zorganizowało dosłownie całe życie ludzi, od kołyski aż po grób, kontrolujące każde słowo, każdą myśl, każdy oddech ludzi – nawet to państwo nie mogło nic zrobić z tą wiarą.
Chrystus jest Zbawicielem świata – oto najstarsze chrześcijańskie stwierdzenie. On zbawił świat i nas, dając nam możliwość życia niezależnego od śmierci i czasu, a to właśnie jest zbawienie. Kiedy Paweł, który uwierzył w Chrystusa po długich prześladowaniach Jego wyznawców, nagle wykrzykuje: „Dla mnie życie to Chrystus, a śmierć to zysk!” (Flp 1, 21), możemy powiedzieć, że coś radykalnie się zmieniło w świecie.
Tak, ludzie nadal umierają, świat nadal jest pełen rozłąki, smutku i cierpienia. Ale w nim zapłonęło i płonie światło wiary. Nie tylko w to, że gdzieś i kiedyś poza granicami życia będzie trwała nasza egzystencja – w to wierzyli ludzie jeszcze przed Chrystusem. Ale w to, że sam świat i samo życie ponownie nabrały sensu i głębi, że sam czas wypełnił się światłem, że wieczność wkroczyła do naszego życia już teraz i tutaj. Wieczność to przede wszystkim poznanie Boga, które objawił nam Chrystus. Nie ma już samotności, nie ma strachu i ciemności, Jestem z wami – mówi Chrystus – z wami teraz i na wieki, całą miłością, całą wiedzą, całą mocą. Wieczność to przykazanie miłości, które pozostawił nam Chrystus. „Po tym wszyscy poznają, że jesteście moimi uczniami, jeśli będziecie się wzajemnie miłować” (J 13, 35). I wreszcie, imię tej wieczności – „pokój i radość w Duchu Świętym” (Rz 14, 17), której, według słów Chrystusa, „nikt nie odbierze wam” (J 16, 22). Oto wszystko to jest zbawieniem.
o. Aleksander Schmemann (tłum. Jakub Oniszczuk)
za: Проповеди и беседы / Протоиерей Александр Шмеман - М. : Паломникъ, 2002. - 206, [1] с.
fotografia: Aleksander Wasyluk /orthphoto.net/