Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Moc niezachwianej wiary
igumen Gabriel (tłum. Gabriel Szymczak), 10 sierpnia 2025
Komentując chwiejną wiarę św. Piotra z dzisiejszej Ewangelii, św. Jan Chryzostom śmiało stwierdza: „Gdy brakuje naszej części, część Boga również stoi w miejscu!”. Ewangelie nauczają tego samego. Kiedy Chrystus przybył do swojego rodzinnego Nazaretu, wg św. Marka nie mógł tam dokonać żadnych potężnych dzieł, poza kilkoma uzdrowieniami. Dlaczego? Albowiem „zaskoczony był ich niewiarą” - ich brakiem wiary.
Greckie słowo „niezdolny” można również rozumieć jako „nieposiadający mocy”. Jak to możliwe? Czy Bogu może brakować mocy do czynienia cudów i potężnych dzieł? Nie! On może wszystko. Uczynił, jak mówi nam Psalmista, wszystko, czego zapragnął. Stworzył wszystko z niczego. Anioły – te potężne, jasne, radosne, niewinne istoty – stworzył z absolutnie niczego. Uczynił to własną mocą. Świat – ten piękny i mądrze urządzony wszechświat niebios, planet, nieznanych cudów kosmosu i głębin oceanów, ziemi, błękitnego nieba, stad ptaków, wędrujących ryb, zwierząt obdarzonych instynktowną mądrością, a przede wszystkim ludzi obdarzonych rozumem, umysłem i wolną wolą, stworzonych na obraz Boga – wszystko to Bóg stworzył z absolutnie niczego!
Jak więc Jego moc może być ograniczona? Jak więc Ewangelie mogą głosić, że jest On ograniczony w swoich możliwościach i pozbawiony mocy, by czynić potężne dzieła? Ponieważ pragnie On, jak mówią nam Ojcowie, obdarzyć nas całym bogactwem swojej łaski, wszystkimi atrybutami swojego wiecznego, niekończącego się i boskiego życia, całą chwałą swojej boskości, pragnie obdarzyć nas tak, jakbyśmy byli ich prawowitymi dziedzicami, jakby te rzeczy były naszą prawowitą własnością!
Nie bez powodu dzisiejszy list zaczyna się od słów: „Jesteśmy współpracownikami Boga”. Synergoi – współpracownicy Boga! Czy rozumiemy moc tego słowa? Właśnie dlatego teologowie prawosławni nieustannie powtarzają, że nasza wiara to wiara, która rozumie, iż nasze zbawienie i życie w Chrystusie jest „synergistyczne”, czyli wymaga współdziałania dwóch osób.
Na każdej stronie Ewangelii słyszymy o wierze. Jest ona zarówno podstawową lekcją naszego życia w Chrystusie, pierwszym krokiem i cnotą, ale także szczytem naszego życia w Chrystusie, naszym ubóstwieniem.
Przejrzyj Ewangelie i przekonaj się, że wiary nigdy nie brakuje. Kiedy Chrystus uzdrawia w Ewangelii, nieustannie słyszymy Jego słowa: „Niech wam się stanie według wiary waszej”. Kiedy odpuszcza grzechy, wyjaśnia, że dzieje się to „według wiary naszej”. Kiedy naucza, kiedy nakazuje, kiedy opowiada przypowieści – wszystko kręci się wokół wiary.
Wiara zadziwia wszechwiedzącego Boga-Człowieka. Mówi się bowiem, że zdumiewał się i dziwił wierze setnika, który powiedział: „Nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój, ale powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiony sługa mój” (Mt 8, 8).
Podobnie gdy Chrystus dostrzegł zupełny brak wiary wśród swoich rodaków, On również się zdumiał i zdziwił, ale nie w pozytywnym sensie, jak u setnika.
Słyszymy więc dzisiaj, jak pyta św. Piotra: „Małowierny, czemuś zwątpił?”.
Wydaje się to surowym pytaniem. Wydaje się nam nie na miejscu. „No dalej”, myślimy, „Piotr to tylko słaby człowiek, jak my wszyscy. Zaczął chodzić po wodzie, a potem zaczął tonąć, bo zobaczył, że wiatry stają się coraz silniejsze. Nie bądź dla nas, słabych ludzi, tak surowy, Panie! Dlaczego nam wytykasz brak wiary, ciemność umysłu, wątpliwości i brak zaufania? Spójrz! Ciągle cierpimy! Nękają nas choroby, słabości, namiętności, trudności, bezbożni władcy, heretyccy duchowni, katastrofy, śmierć, okaleczenia, prześladowania i wszelkiego rodzaju okrucieństwa! Czemu dokładasz nam męki i dręczysz nas swoim niesprawiedliwym pytaniem: „Gdzie twoja wiara? Dlaczego wątpisz?”
Ale jeśli weźmiemy sobie Ewangelię do serca, zobaczymy, że apostołowie i św. Piotr mieli aż nadto, by stać się mistrzami w niezachwianej wierze.
Przeczytajcie Ewangelię aż do dzisiejszego czytania z rozdziału 14. Ewangelii wg św. Mateusza, a także inne Ewangelie, które dostarczają dalszych szczegółów i historii, dowodzących nam, że pytanie Chrystusa skierowane do św. Piotra nie było surowe ani niesprawiedliwe.
Przed dzisiejszym wydarzeniem widzieli, jak Chrystus uzdrawiał z wszelkiego rodzaju chorób, dolegliwości i dolegliwości. Ewangelia mówi również, że Chrystus uzdrawiał tych, którzy przychodzili do Niego z wiarą, z ich „męki”. Widzicie? On uzdrawiał nie tylko choroby fizyczne, ale także męki duszy, namiętności, choroby umysłu i ducha.
Widzieli też, jak Chrystus uzdrawiał najstraszniejsze przypadki – niewidomych, trędowatych, sparaliżowanych, niemych, głuchych. Widzieli nawet, jak wskrzeszał umarłych. Co więcej? Widzieli, jak wypędzał demony. Co więcej? Oni sami otrzymali od Niego moc uzdrawiania chorych, wypędzania demonów i wskrzeszania umarłych, własnymi rękami!
Jakiego jeszcze dowodu chcą? Co jeszcze mogłoby umocnić ich wiarę? On również objawił swoją władzę nad naturą i jej żywiołami. Dzisiejsza Ewangelia mówi o drugim razie, gdy apostołowie Chrystusa znaleźli się w niebezpieczeństwie na morzu. W rozdziale 8. Ewangelii Mateusza są z Chrystusem, który śpi. Kiedy Go budzą, On gromi wiatr i morze, a oni dziwią się!
Wykrzyknęli: „Kimże jest Ten, że i wiatry, i morze słuchają Go?”. Co więcej, przed dzisiejszym cudem byli świadkami rozmnożenia chleba i ryb przez Chrystusa, by nakarmić tłumy.
Cóż więcej mógł uczynić, by pokazać, że jest Panem natury, Panem ludzi, Panem demonów, Panem wszechświata? Nic!
Dlatego Jego słowa do św. Piotra nie są niesprawiedliwe, wbrew temu, co podpowiadają nam nasze słabe myśli i uczucia.
Święty Piotr i apostołowie mieli wszelkie szanse, by dowiedzieć się, kim był ten człowiek.
I my też! Tak, nawet my się tego nauczyliśmy!
Może nie widzieliśmy Chrystusa ukazującego się nam i okazującego władzę nad naturą, ale z pewnością widzieliśmy, jak raz po raz uspokajał namiętności naszych nędznych i grzesznych dusz.
Któż w cerkwi nie doświadczył choćby odrobiny mocy i łaski Chrystusa? Czyż nie doświadczyliśmy łaski chrztu i/lub bierzmowania? Czyż nie doświadczyliśmy absolutnego ukojenia naszych namiętności, unicestwienia wszelkich zmagań, jasnej radości umysłu i duszy, ustania grzechu, zmartwychwstania i wniebowstąpienia naszych dusz do nieba, gdzie doświadczamy tej radości i pokoju, które są niezachwiane, które są poza tym światem, których nie da się zepsuć ani zniszczyć?
Któż z nas nie doświadczył tego choćby przez chwilę, choćby przez sekundę? Jeśli choć przez sekundę skosztowaliśmy tych rzeczy, powinno nam to wystarczyć, by rozkwitnąć w wierze i wzrosnąć w niezachwianej miłości!
A jeśli nie pamiętamy naszego wstąpienia do Kościoła, to przypomnijmy sobie zbawczą spowiedź, chwilę słodkiego płaczu w naszym kąciku modlitewnym, świadome doświadczenie Komunii Świętej lub inne duchowe przeżycie przed świętą ikoną lub postacią, które głęboko przeniknęło nasze serca?
Któż z nas nie zaznał choć odrobiny łaski? Proszę, wybaczcie mi, jeśli śmiało stwierdzę, że nikt tutaj nie jest pozbawiony jakiegoś cudownego znaku Bożej miłości, troski o nas i władzy nad naszym życiem.
Nie możemy jednak oczekiwać niekończącego się doświadczenia łaski. Bóg pragnie, abyśmy walczyli, rozwijali nasze duchowe mięśnie, wzrastali od niemowlęctwa do dojrzałości.
Przypomnijmy sobie przypowieść Chrystusa o ubogiej wdowie. Nieustannie nękała ona światowego i niesprawiedliwego sędziego. W końcu uległ jej nieustannym prośbom z powodu jej uporu. Chrystus wyjaśnia, o ileż bardziej Bóg, najsprawiedliwszy Sędzia, spełni prośby swoich dzieci.
„A jednak” – Chrystus kontynuuje – „czy Syn Człowieczy, przyszedłszy, znajdzie wiarę na ziemi?”
Czy widzicie? Wiara jest początkiem naszego życia duchowego, ale także jego końcem. Nigdy nie zdołamy przewyższyć jej potrzeby. Kiedy Chrystus powróci na ziemię, czy zastanie nas czuwających, czekających, pełnych nadziei i wierzących w Jego moc wyzwolenia nas z wszelkiego zła, namiętności, grzechu i trudności, do chwalebnego i jasnego Królestwa wiecznej radości, pokoju i życia?
Po co Ewangelia została napisana, jeśli nie w tym właśnie celu? Usłyszeliśmy wczoraj wieczorem pod koniec czytania z Ewangelii wg św. Jana: „Wiele innych znaków uczynił Jezus na oczach uczniów swoich, które nie są zapisane w tych księgach; te zaś zostały zapisane, abyście uwierzyli, że Jezus jest Chrystusem, Synem Bożym, i abyście wierząc, życie mieli w imię Jego” (J 20, 31).
Jeśli nie widzimy Chrystusa, to wołajmy do Niego nieustannie: „Panie Jezu Chryste, zmiłuj się nade mną!”. Nie raz, nie dwa, nie tylko przez pięć minut, nie tylko podczas modlitwy, nie tylko ustami, nie tylko myślami, nie tylko umysłem, ale całym naszym jestestwem, wyciągającym się do Niego w bólu, pragnieniu, wierze, nadziei, miłości i tęsknocie. Jeśli tylko szukamy po omacku w ciemnościach tego życia i w ciemnościach naszych dusz ręki Chrystusa, a mimo to Go nie widzimy, nie wątpmy, że na końcu On spełni nasze pragnienie, nadzieję i wiarę słodkim widokiem swojego oblicza. Bo w tym życiu szukamy po omacku, ale w przyszłym wieku ujrzymy Chrystusa, jasnego i promiennego! Usłyszymy, jak błogosławi nas, mówiąc: „Obyś zamieszkał ze Mną na wieki według swojej wiary”. Amen.
igumen Gabriel (tłum. Gabriel Szymczak)
za: holycross.org
fotografia: Nikolay_Chulev /orthphoto.net/
Greckie słowo „niezdolny” można również rozumieć jako „nieposiadający mocy”. Jak to możliwe? Czy Bogu może brakować mocy do czynienia cudów i potężnych dzieł? Nie! On może wszystko. Uczynił, jak mówi nam Psalmista, wszystko, czego zapragnął. Stworzył wszystko z niczego. Anioły – te potężne, jasne, radosne, niewinne istoty – stworzył z absolutnie niczego. Uczynił to własną mocą. Świat – ten piękny i mądrze urządzony wszechświat niebios, planet, nieznanych cudów kosmosu i głębin oceanów, ziemi, błękitnego nieba, stad ptaków, wędrujących ryb, zwierząt obdarzonych instynktowną mądrością, a przede wszystkim ludzi obdarzonych rozumem, umysłem i wolną wolą, stworzonych na obraz Boga – wszystko to Bóg stworzył z absolutnie niczego!
Jak więc Jego moc może być ograniczona? Jak więc Ewangelie mogą głosić, że jest On ograniczony w swoich możliwościach i pozbawiony mocy, by czynić potężne dzieła? Ponieważ pragnie On, jak mówią nam Ojcowie, obdarzyć nas całym bogactwem swojej łaski, wszystkimi atrybutami swojego wiecznego, niekończącego się i boskiego życia, całą chwałą swojej boskości, pragnie obdarzyć nas tak, jakbyśmy byli ich prawowitymi dziedzicami, jakby te rzeczy były naszą prawowitą własnością!
Nie bez powodu dzisiejszy list zaczyna się od słów: „Jesteśmy współpracownikami Boga”. Synergoi – współpracownicy Boga! Czy rozumiemy moc tego słowa? Właśnie dlatego teologowie prawosławni nieustannie powtarzają, że nasza wiara to wiara, która rozumie, iż nasze zbawienie i życie w Chrystusie jest „synergistyczne”, czyli wymaga współdziałania dwóch osób.
Na każdej stronie Ewangelii słyszymy o wierze. Jest ona zarówno podstawową lekcją naszego życia w Chrystusie, pierwszym krokiem i cnotą, ale także szczytem naszego życia w Chrystusie, naszym ubóstwieniem.
Przejrzyj Ewangelie i przekonaj się, że wiary nigdy nie brakuje. Kiedy Chrystus uzdrawia w Ewangelii, nieustannie słyszymy Jego słowa: „Niech wam się stanie według wiary waszej”. Kiedy odpuszcza grzechy, wyjaśnia, że dzieje się to „według wiary naszej”. Kiedy naucza, kiedy nakazuje, kiedy opowiada przypowieści – wszystko kręci się wokół wiary.
Wiara zadziwia wszechwiedzącego Boga-Człowieka. Mówi się bowiem, że zdumiewał się i dziwił wierze setnika, który powiedział: „Nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój, ale powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiony sługa mój” (Mt 8, 8).
Podobnie gdy Chrystus dostrzegł zupełny brak wiary wśród swoich rodaków, On również się zdumiał i zdziwił, ale nie w pozytywnym sensie, jak u setnika.
Słyszymy więc dzisiaj, jak pyta św. Piotra: „Małowierny, czemuś zwątpił?”.
Wydaje się to surowym pytaniem. Wydaje się nam nie na miejscu. „No dalej”, myślimy, „Piotr to tylko słaby człowiek, jak my wszyscy. Zaczął chodzić po wodzie, a potem zaczął tonąć, bo zobaczył, że wiatry stają się coraz silniejsze. Nie bądź dla nas, słabych ludzi, tak surowy, Panie! Dlaczego nam wytykasz brak wiary, ciemność umysłu, wątpliwości i brak zaufania? Spójrz! Ciągle cierpimy! Nękają nas choroby, słabości, namiętności, trudności, bezbożni władcy, heretyccy duchowni, katastrofy, śmierć, okaleczenia, prześladowania i wszelkiego rodzaju okrucieństwa! Czemu dokładasz nam męki i dręczysz nas swoim niesprawiedliwym pytaniem: „Gdzie twoja wiara? Dlaczego wątpisz?”
Ale jeśli weźmiemy sobie Ewangelię do serca, zobaczymy, że apostołowie i św. Piotr mieli aż nadto, by stać się mistrzami w niezachwianej wierze.
Przeczytajcie Ewangelię aż do dzisiejszego czytania z rozdziału 14. Ewangelii wg św. Mateusza, a także inne Ewangelie, które dostarczają dalszych szczegółów i historii, dowodzących nam, że pytanie Chrystusa skierowane do św. Piotra nie było surowe ani niesprawiedliwe.
Przed dzisiejszym wydarzeniem widzieli, jak Chrystus uzdrawiał z wszelkiego rodzaju chorób, dolegliwości i dolegliwości. Ewangelia mówi również, że Chrystus uzdrawiał tych, którzy przychodzili do Niego z wiarą, z ich „męki”. Widzicie? On uzdrawiał nie tylko choroby fizyczne, ale także męki duszy, namiętności, choroby umysłu i ducha.
Widzieli też, jak Chrystus uzdrawiał najstraszniejsze przypadki – niewidomych, trędowatych, sparaliżowanych, niemych, głuchych. Widzieli nawet, jak wskrzeszał umarłych. Co więcej? Widzieli, jak wypędzał demony. Co więcej? Oni sami otrzymali od Niego moc uzdrawiania chorych, wypędzania demonów i wskrzeszania umarłych, własnymi rękami!
Jakiego jeszcze dowodu chcą? Co jeszcze mogłoby umocnić ich wiarę? On również objawił swoją władzę nad naturą i jej żywiołami. Dzisiejsza Ewangelia mówi o drugim razie, gdy apostołowie Chrystusa znaleźli się w niebezpieczeństwie na morzu. W rozdziale 8. Ewangelii Mateusza są z Chrystusem, który śpi. Kiedy Go budzą, On gromi wiatr i morze, a oni dziwią się!
Wykrzyknęli: „Kimże jest Ten, że i wiatry, i morze słuchają Go?”. Co więcej, przed dzisiejszym cudem byli świadkami rozmnożenia chleba i ryb przez Chrystusa, by nakarmić tłumy.
Cóż więcej mógł uczynić, by pokazać, że jest Panem natury, Panem ludzi, Panem demonów, Panem wszechświata? Nic!
Dlatego Jego słowa do św. Piotra nie są niesprawiedliwe, wbrew temu, co podpowiadają nam nasze słabe myśli i uczucia.
Święty Piotr i apostołowie mieli wszelkie szanse, by dowiedzieć się, kim był ten człowiek.
I my też! Tak, nawet my się tego nauczyliśmy!
Może nie widzieliśmy Chrystusa ukazującego się nam i okazującego władzę nad naturą, ale z pewnością widzieliśmy, jak raz po raz uspokajał namiętności naszych nędznych i grzesznych dusz.
Któż w cerkwi nie doświadczył choćby odrobiny mocy i łaski Chrystusa? Czyż nie doświadczyliśmy łaski chrztu i/lub bierzmowania? Czyż nie doświadczyliśmy absolutnego ukojenia naszych namiętności, unicestwienia wszelkich zmagań, jasnej radości umysłu i duszy, ustania grzechu, zmartwychwstania i wniebowstąpienia naszych dusz do nieba, gdzie doświadczamy tej radości i pokoju, które są niezachwiane, które są poza tym światem, których nie da się zepsuć ani zniszczyć?
Któż z nas nie doświadczył tego choćby przez chwilę, choćby przez sekundę? Jeśli choć przez sekundę skosztowaliśmy tych rzeczy, powinno nam to wystarczyć, by rozkwitnąć w wierze i wzrosnąć w niezachwianej miłości!
A jeśli nie pamiętamy naszego wstąpienia do Kościoła, to przypomnijmy sobie zbawczą spowiedź, chwilę słodkiego płaczu w naszym kąciku modlitewnym, świadome doświadczenie Komunii Świętej lub inne duchowe przeżycie przed świętą ikoną lub postacią, które głęboko przeniknęło nasze serca?
Któż z nas nie zaznał choć odrobiny łaski? Proszę, wybaczcie mi, jeśli śmiało stwierdzę, że nikt tutaj nie jest pozbawiony jakiegoś cudownego znaku Bożej miłości, troski o nas i władzy nad naszym życiem.
Nie możemy jednak oczekiwać niekończącego się doświadczenia łaski. Bóg pragnie, abyśmy walczyli, rozwijali nasze duchowe mięśnie, wzrastali od niemowlęctwa do dojrzałości.
Przypomnijmy sobie przypowieść Chrystusa o ubogiej wdowie. Nieustannie nękała ona światowego i niesprawiedliwego sędziego. W końcu uległ jej nieustannym prośbom z powodu jej uporu. Chrystus wyjaśnia, o ileż bardziej Bóg, najsprawiedliwszy Sędzia, spełni prośby swoich dzieci.
„A jednak” – Chrystus kontynuuje – „czy Syn Człowieczy, przyszedłszy, znajdzie wiarę na ziemi?”
Czy widzicie? Wiara jest początkiem naszego życia duchowego, ale także jego końcem. Nigdy nie zdołamy przewyższyć jej potrzeby. Kiedy Chrystus powróci na ziemię, czy zastanie nas czuwających, czekających, pełnych nadziei i wierzących w Jego moc wyzwolenia nas z wszelkiego zła, namiętności, grzechu i trudności, do chwalebnego i jasnego Królestwa wiecznej radości, pokoju i życia?
Po co Ewangelia została napisana, jeśli nie w tym właśnie celu? Usłyszeliśmy wczoraj wieczorem pod koniec czytania z Ewangelii wg św. Jana: „Wiele innych znaków uczynił Jezus na oczach uczniów swoich, które nie są zapisane w tych księgach; te zaś zostały zapisane, abyście uwierzyli, że Jezus jest Chrystusem, Synem Bożym, i abyście wierząc, życie mieli w imię Jego” (J 20, 31).
Jeśli nie widzimy Chrystusa, to wołajmy do Niego nieustannie: „Panie Jezu Chryste, zmiłuj się nade mną!”. Nie raz, nie dwa, nie tylko przez pięć minut, nie tylko podczas modlitwy, nie tylko ustami, nie tylko myślami, nie tylko umysłem, ale całym naszym jestestwem, wyciągającym się do Niego w bólu, pragnieniu, wierze, nadziei, miłości i tęsknocie. Jeśli tylko szukamy po omacku w ciemnościach tego życia i w ciemnościach naszych dusz ręki Chrystusa, a mimo to Go nie widzimy, nie wątpmy, że na końcu On spełni nasze pragnienie, nadzieję i wiarę słodkim widokiem swojego oblicza. Bo w tym życiu szukamy po omacku, ale w przyszłym wieku ujrzymy Chrystusa, jasnego i promiennego! Usłyszymy, jak błogosławi nas, mówiąc: „Obyś zamieszkał ze Mną na wieki według swojej wiary”. Amen.
igumen Gabriel (tłum. Gabriel Szymczak)
za: holycross.org
fotografia: Nikolay_Chulev /orthphoto.net/