Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Walcząc z demonami w ogrodzie myśli
o. Michael Gillis (tłum. Gabriel Szymczak), 08 sierpnia 2025
Ktoś niedawno zapytał mnie, jak rozumieć złe myśli, których doświadcza. Pod wpływem Jordana Petersona, osoba ta zasugerowała, że jest to dialog między „ego” a cieniem lub negatywnymi częściami siebie. Nie wiem, co Jordan Peterson tak naprawdę mówi na ten temat, ale mam pewne pojęcie o tym, czego duchowi Ojcowie Kościoła prawosławnego uczą nas o myślach i walce ze złem, które w nas tkwi.
Główny sposób, w jaki anielski wpływ (zarówno niebiański, jak i piekielny) jest przez nas doświadczany, to nasze myśli. Jednak myśli rzadko kiedy są jedynie duchowe, bardzo często łączą się z uczuciem (namiętnością), które samo w sobie prawie zawsze wiąże się z doświadczeniem cielesnym (rzeczywistym, takim, które budzi strach lub nadzieję). Pierwszą rzeczą, którą musimy sobie uświadomić, jest to, że te myśli i uczucia nie są tym, kim jesteśmy. Jesteśmy osobą doświadczającą myśli i uczuć, a nie naszymi myślami i uczuciami. Te myśli i uczucia, lub uczucio-myśli, nazywamy namiętnościami.
Powodem, dla którego nazywamy te uczucio-myśli namiętnościami, jest to, że w pewnym sensie my (nasze wewnętrzne, prawdziwe ja) jesteśmy bierni. To znaczy, że one nam się przytrafiają. Doświadczamy ich. Nie oznacza to jednak, że jesteśmy jedynie ofiarami sił, na które nie mamy wpływu. Przeciwnie, możemy pielęgnować i rozpalać namiętności, a także stawiać im opór i je uspokajać. Jest to bardzo podobne do chwastów w ogrodzie. Jeśli będziemy leniwi, przejmą kontrolę; jeśli będziemy pilni, chwasty będą jedynie nawiedzać skraje ogrodu.
Walka duchowa toczy się zatem, gdy walczymy z myślami i namiętnościami, które odwodzą nas od Chrystusa. Jednak, niczym początkujący ogrodnik, musimy najpierw nauczyć się odróżniać chwasty od kwiatów. To odróżnianie jest tym, co ojcowie duchowi nazywają rozeznaniem. Rozeznanie nie jest zdolnością poznania czyichś motywów czy życia wewnętrznego. Nie, to podejrzliwość, a podejrzliwość jest namiętnością, a nie darem duchowym. Rozeznanie to poznanie samego siebie. Rozeznanie to rozpoznanie źródła własnych myśli i uczuć, kierunku, w którym zmierzają, jakie działania prowokują i czy te działania są życiodajne, czy nie.
Uczymy się rozeznania w ten sam sposób, w jaki ogrodnik uczy się odróżniać młode chwasty od młodych kwiatów: poprzez naukę i doświadczenie. Aby się uczyć, musimy być pokorni i otwarci na naukę. Musimy być gotowi do prób, do popełniania błędów i uczenia się na nich. Musimy poddawać się wskazówkom tych, którzy mają większe doświadczenie. Przede wszystkim sukces w walce duchowej wymaga, abyśmy nieustannie próbowali i się nie poddawali. W przeciwnym razie chwasty przejmą kontrolę.
Niewiele możemy zrobić, aby powstrzymać przypadkowe myśli lub namiętne poruszenia w nas samych (zwłaszcza gdy jest się początkującym, tak jak ja). Jednak dzięki wolnej woli i pobożnemu zapałowi możemy nauczyć się zaprzeczać sobie. Możemy również uciec od wszelkich zewnętrznych okoliczności, które rozpalają lub podsycają namiętność (co psychologowie nazywają „wyzwalaczami”). Co więcej, poprzez ascezę możemy nauczyć się rozpoznawać namiętne myśli, gdy tylko się pojawią, i wyrywać je (jak sadzonki), zanim urosną w głęboko zakorzenione rośliny, które trudno usunąć. Przyjrzyjmy się temu bliżej.
Dzięki wolnej woli i pobożnej gorliwości możemy nauczyć się zaprzeczać sobie. Naszą pierwszą linią obrony przed złymi myślami i namiętnymi pragnieniami jest nauka zaprzeczania sobie. Kiedy zauważymy, że myślimy o czymś nieżyczliwym, pożądliwym, pełnym nienawiści lub jakiejkolwiek innej niegodziwości, możemy zmusić się do myślenia inaczej. W tym miejscu bardzo pomocna jest Modlitwa Jezusowa. Błagając naszego Pana o miłosierdzie za to, że pozwoliliśmy tak niegodziwemu chwastowi rosnąć w ogrodzie naszego umysłu, zaprzeczamy tej myśli.
Zaprzeczamy sobie również, nie robiąc tego, do czego nakłaniają nas nasze namiętności. Wymaga to jednak rozeznania. Silna potrzeba jedzenia, na przykład, sama w sobie nie jest grzeszną namiętnością. Zły aspekt namiętności może być związany z momentem pojawienia się potrzeby jedzenia, ilością lub jakością pożywienia. W rzeczywistości większość fizycznych namiętności nie jest sama w sobie zła, chyba że wymyka się spod kontroli lub przekształca w fetysz albo sposób na ucieczkę czy odłożenie rozwiązania problemu. Tak jak trawa jest odpowiednia na trawniku, ale nie w warzywniku, tak zaprzeczanie namiętnościom nie polega na przekonywaniu siebie, że jakaś myśl lub popęd są same w sobie złe. Zły aspekt to namiętność w niewłaściwym momencie lub nieodpowiednia namiętność, wypaczona czy niekontrolowana.
Innym sposobem na duchową walkę ze złymi myślami i uczuciami jest unikanie sytuacji, które je podsycają lub wyzwalają. Ponownie, potrzebne jest rozeznanie i pokora. Możesz na przykład zauważyć, że gniewne myśli i uczucia dręczą cię po obejrzeniu filmów politycznych. Możesz walczyć z tymi gniewnymi myślami, nie oglądając takich filmów, a tym samym unikając czynnika wyzwalającego. To to samo, co unikanie baru w przypadku alkoholizmu – jeśli nie pójdziesz do baru, nie będziesz tak kuszony, by pić. Obserwując siebie i kierując się radami naszych ojców duchowych, możemy uniknąć zasiewania nasion, które zamienią się w chwasty; nie dajemy miejsca złemu, by kusił nas w naszym umyśle i poprzez nasze namiętności.
Wreszcie, poprzez ascezę uczymy się zwracać uwagę na nasze myśli i namiętności, mówiąc sobie „nie”. Proste dyscypliny, takie jak codzienne modlitwy, chodzenie do cerkwi i kontrolowanie diety (post), znacznie pomagają nam w skupieniu się na naszych myślach i rozpoznawaniu naszych namiętności. To jak dyscyplina poświęcania odrobiny czasu na codzienne wyrywanie chwastów w ogrodzie. Kiedy zmuszam się do zrobienia czegoś dla Chrystusa, lepiej poznaję siebie. I nie musi to być coś wielkiego. Na przykład samo zmuszanie się do odmawiania krótkiej modlitwy każdego ranka i wieczoru wiąże się z wielką duchową walką. Może to wydawać się ogromnym wyzwaniem, które trzeba przeskoczyć, by pomodlić się tylko kilka minut rano lub wieczorem. Ale ta regularna i dobrowolnie wybrana walka odsłania nam duchową walkę, która toczy się w nas nieustannie, choć zazwyczaj jest niewidoczna.
I oczywiście nie chodzi o nasze sukcesy lub porażki w modlitwie, poście czy jakiejkolwiek ascetycznej walce. Ważne jest, abyśmy nadal walczyli dla Chrystusa. A zmagając się, poznajemy własną słabość i zwracamy się do Boga o pomoc. W rzeczywistości o wiele bardziej niebezpieczne jest pozorne odnoszenie sukcesów w ascetycznej walce niż porażka i pokuta. Osoba, która wydaje się odnosić sukcesy w ascetycznej walce, ale traci panowanie nad sobą lub potajemnie żywi pożądliwe myśli, jest w złudzeniu. Jest w znacznie gorszej sytuacji niż osoba, która walczy i ponosi porażki, a potem próbuje ponownie. Dzięki porażce taka osoba z doświadczenia wie, że jest zależna od Boga i rzeczywiście jest przemieniana przez Bożą Łaskę.
Wpływ aniołów i demonów najczęściej dociera do nas poprzez nasze myśli i uczucia (a przynajmniej tam najczęściej stajemy się go świadomi). Dlatego czynimy postępy w życiu duchowym, pielęgnując ogród naszego umysłu. Pokonujemy demony i wzrastamy w pobożności, gdy wyrywamy chwasty i podlewamy kwiaty. Podlewanie kwiatów w naszym umyśle to, jak sądzę, to, co miał na myśli św. Paweł, gdy radził Kościołowi w Filippi w ten sposób:
„Ponadto zaś, bracia moi, co jest prawdziwe, co godne czci, co sprawiedliwe, co nieskalane, co przyjazne, co chwalebne, jeśli coś jest cnotą, jeśli coś godne pochwały – o tym myślcie” (Flp 4, 8).
o. Michael Gillis (tłum. Gabriel Szymczak)
za: holynativitychurch.ca
fotografia: jarek1 /orthphoto.net/
Główny sposób, w jaki anielski wpływ (zarówno niebiański, jak i piekielny) jest przez nas doświadczany, to nasze myśli. Jednak myśli rzadko kiedy są jedynie duchowe, bardzo często łączą się z uczuciem (namiętnością), które samo w sobie prawie zawsze wiąże się z doświadczeniem cielesnym (rzeczywistym, takim, które budzi strach lub nadzieję). Pierwszą rzeczą, którą musimy sobie uświadomić, jest to, że te myśli i uczucia nie są tym, kim jesteśmy. Jesteśmy osobą doświadczającą myśli i uczuć, a nie naszymi myślami i uczuciami. Te myśli i uczucia, lub uczucio-myśli, nazywamy namiętnościami.
Powodem, dla którego nazywamy te uczucio-myśli namiętnościami, jest to, że w pewnym sensie my (nasze wewnętrzne, prawdziwe ja) jesteśmy bierni. To znaczy, że one nam się przytrafiają. Doświadczamy ich. Nie oznacza to jednak, że jesteśmy jedynie ofiarami sił, na które nie mamy wpływu. Przeciwnie, możemy pielęgnować i rozpalać namiętności, a także stawiać im opór i je uspokajać. Jest to bardzo podobne do chwastów w ogrodzie. Jeśli będziemy leniwi, przejmą kontrolę; jeśli będziemy pilni, chwasty będą jedynie nawiedzać skraje ogrodu.
Walka duchowa toczy się zatem, gdy walczymy z myślami i namiętnościami, które odwodzą nas od Chrystusa. Jednak, niczym początkujący ogrodnik, musimy najpierw nauczyć się odróżniać chwasty od kwiatów. To odróżnianie jest tym, co ojcowie duchowi nazywają rozeznaniem. Rozeznanie nie jest zdolnością poznania czyichś motywów czy życia wewnętrznego. Nie, to podejrzliwość, a podejrzliwość jest namiętnością, a nie darem duchowym. Rozeznanie to poznanie samego siebie. Rozeznanie to rozpoznanie źródła własnych myśli i uczuć, kierunku, w którym zmierzają, jakie działania prowokują i czy te działania są życiodajne, czy nie.
Uczymy się rozeznania w ten sam sposób, w jaki ogrodnik uczy się odróżniać młode chwasty od młodych kwiatów: poprzez naukę i doświadczenie. Aby się uczyć, musimy być pokorni i otwarci na naukę. Musimy być gotowi do prób, do popełniania błędów i uczenia się na nich. Musimy poddawać się wskazówkom tych, którzy mają większe doświadczenie. Przede wszystkim sukces w walce duchowej wymaga, abyśmy nieustannie próbowali i się nie poddawali. W przeciwnym razie chwasty przejmą kontrolę.
Niewiele możemy zrobić, aby powstrzymać przypadkowe myśli lub namiętne poruszenia w nas samych (zwłaszcza gdy jest się początkującym, tak jak ja). Jednak dzięki wolnej woli i pobożnemu zapałowi możemy nauczyć się zaprzeczać sobie. Możemy również uciec od wszelkich zewnętrznych okoliczności, które rozpalają lub podsycają namiętność (co psychologowie nazywają „wyzwalaczami”). Co więcej, poprzez ascezę możemy nauczyć się rozpoznawać namiętne myśli, gdy tylko się pojawią, i wyrywać je (jak sadzonki), zanim urosną w głęboko zakorzenione rośliny, które trudno usunąć. Przyjrzyjmy się temu bliżej.
Dzięki wolnej woli i pobożnej gorliwości możemy nauczyć się zaprzeczać sobie. Naszą pierwszą linią obrony przed złymi myślami i namiętnymi pragnieniami jest nauka zaprzeczania sobie. Kiedy zauważymy, że myślimy o czymś nieżyczliwym, pożądliwym, pełnym nienawiści lub jakiejkolwiek innej niegodziwości, możemy zmusić się do myślenia inaczej. W tym miejscu bardzo pomocna jest Modlitwa Jezusowa. Błagając naszego Pana o miłosierdzie za to, że pozwoliliśmy tak niegodziwemu chwastowi rosnąć w ogrodzie naszego umysłu, zaprzeczamy tej myśli.
Zaprzeczamy sobie również, nie robiąc tego, do czego nakłaniają nas nasze namiętności. Wymaga to jednak rozeznania. Silna potrzeba jedzenia, na przykład, sama w sobie nie jest grzeszną namiętnością. Zły aspekt namiętności może być związany z momentem pojawienia się potrzeby jedzenia, ilością lub jakością pożywienia. W rzeczywistości większość fizycznych namiętności nie jest sama w sobie zła, chyba że wymyka się spod kontroli lub przekształca w fetysz albo sposób na ucieczkę czy odłożenie rozwiązania problemu. Tak jak trawa jest odpowiednia na trawniku, ale nie w warzywniku, tak zaprzeczanie namiętnościom nie polega na przekonywaniu siebie, że jakaś myśl lub popęd są same w sobie złe. Zły aspekt to namiętność w niewłaściwym momencie lub nieodpowiednia namiętność, wypaczona czy niekontrolowana.
Innym sposobem na duchową walkę ze złymi myślami i uczuciami jest unikanie sytuacji, które je podsycają lub wyzwalają. Ponownie, potrzebne jest rozeznanie i pokora. Możesz na przykład zauważyć, że gniewne myśli i uczucia dręczą cię po obejrzeniu filmów politycznych. Możesz walczyć z tymi gniewnymi myślami, nie oglądając takich filmów, a tym samym unikając czynnika wyzwalającego. To to samo, co unikanie baru w przypadku alkoholizmu – jeśli nie pójdziesz do baru, nie będziesz tak kuszony, by pić. Obserwując siebie i kierując się radami naszych ojców duchowych, możemy uniknąć zasiewania nasion, które zamienią się w chwasty; nie dajemy miejsca złemu, by kusił nas w naszym umyśle i poprzez nasze namiętności.
Wreszcie, poprzez ascezę uczymy się zwracać uwagę na nasze myśli i namiętności, mówiąc sobie „nie”. Proste dyscypliny, takie jak codzienne modlitwy, chodzenie do cerkwi i kontrolowanie diety (post), znacznie pomagają nam w skupieniu się na naszych myślach i rozpoznawaniu naszych namiętności. To jak dyscyplina poświęcania odrobiny czasu na codzienne wyrywanie chwastów w ogrodzie. Kiedy zmuszam się do zrobienia czegoś dla Chrystusa, lepiej poznaję siebie. I nie musi to być coś wielkiego. Na przykład samo zmuszanie się do odmawiania krótkiej modlitwy każdego ranka i wieczoru wiąże się z wielką duchową walką. Może to wydawać się ogromnym wyzwaniem, które trzeba przeskoczyć, by pomodlić się tylko kilka minut rano lub wieczorem. Ale ta regularna i dobrowolnie wybrana walka odsłania nam duchową walkę, która toczy się w nas nieustannie, choć zazwyczaj jest niewidoczna.
I oczywiście nie chodzi o nasze sukcesy lub porażki w modlitwie, poście czy jakiejkolwiek ascetycznej walce. Ważne jest, abyśmy nadal walczyli dla Chrystusa. A zmagając się, poznajemy własną słabość i zwracamy się do Boga o pomoc. W rzeczywistości o wiele bardziej niebezpieczne jest pozorne odnoszenie sukcesów w ascetycznej walce niż porażka i pokuta. Osoba, która wydaje się odnosić sukcesy w ascetycznej walce, ale traci panowanie nad sobą lub potajemnie żywi pożądliwe myśli, jest w złudzeniu. Jest w znacznie gorszej sytuacji niż osoba, która walczy i ponosi porażki, a potem próbuje ponownie. Dzięki porażce taka osoba z doświadczenia wie, że jest zależna od Boga i rzeczywiście jest przemieniana przez Bożą Łaskę.
Wpływ aniołów i demonów najczęściej dociera do nas poprzez nasze myśli i uczucia (a przynajmniej tam najczęściej stajemy się go świadomi). Dlatego czynimy postępy w życiu duchowym, pielęgnując ogród naszego umysłu. Pokonujemy demony i wzrastamy w pobożności, gdy wyrywamy chwasty i podlewamy kwiaty. Podlewanie kwiatów w naszym umyśle to, jak sądzę, to, co miał na myśli św. Paweł, gdy radził Kościołowi w Filippi w ten sposób:
„Ponadto zaś, bracia moi, co jest prawdziwe, co godne czci, co sprawiedliwe, co nieskalane, co przyjazne, co chwalebne, jeśli coś jest cnotą, jeśli coś godne pochwały – o tym myślcie” (Flp 4, 8).
o. Michael Gillis (tłum. Gabriel Szymczak)
za: holynativitychurch.ca
fotografia: jarek1 /orthphoto.net/