Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Śmierć nie wpada na kawę
o. Michael Gillis (tłum. Gabriel Szymczak), 01 sierpnia 2025
Wielką inspiracją były dla mnie słowa starca Arseniusza Papacioca z Rumunii, dostępne w języku angielskim w książce „Eternity In The Moment”, wydanej przez Bractwo św. Hermana z Alaski. Reputacja starca Arseniusza jako świętego człowieka wydaje się niepodważalna, jednak nie zawsze mówił i robił to, czego można by oczekiwać od świętego człowieka. Spędził lata jako spowiednik w komunistycznych więzieniach, a także lata żyjąc na odludziu jako „przypadkowy” pustelnik – mawiał o sobie, że był pustelnikiem tylko z przypadku, ponieważ władze komunistyczne zmusiły go do ukrycia się na odludziu razem ze starcem Kleopą. Kiedyś zmarłe dziecko zostało przywrócone do życia dzięki świętym relikwiom św. Paraskiewy i jego modlitwom. Z pewnością jego słowa są poparte czynami. Jednak o. Arseniusz mawiał coś w rodzaju: „Osobiście nie jestem zwolennikiem sztywnych reguł modlitewnych”.
Skoro reguły modlitewne są ugruntowaną częścią prawosławnego życia modlitewnego chrześcijan, co mógł mieć na myśli, mówiąc, że nie jest ich zwolennikiem? Powiedział: „Nie potrzebujemy natychmiast ustalać reguły modlitewnej ["natychmiast" oznacza tu „jako najważniejsze”, jak sądzę]. Potrzebujemy, aby nasze serce było stale obecne… [w] tym trwałym stanie miłości, [w] relacji z Bogiem – to jest istota modlitwy”. Kontynuował: „…każda chwila jest smakiem wieczności, a każde westchnienie może być modlitwą”. Według o. Arseniusza modlitwa to uwaga zwrócona ku Bogu w każdej chwili. Modlitwa to każda chwila doświadczana w odniesieniu do Boga w głębi serca, tak że nawet westchnienie jest modlitwą, ponieważ pochodzi z serca i jest skierowane ku Bogu.
Nie oznacza to jednak, że o. Arseniusz uważał reguły modlitewne za bezużyteczne. Wcale nie. Reguła modlitewna może pomóc w rozwijaniu dyscypliny. Co więcej, o. Arseniusz uczestniczył w pełnym cyklu nabożeństw, gdy mieszkał w klasztorach cenobickich, a pod koniec życia zmęczył kolana modlitwą i pokłonami w swojej celi. Jednakże „mnogość modlitw czy pokłonów nie jest najważniejsza” – pisał do jednej z mniszek. Najważniejsza jest zawsze stała świadomość obecności Boga. Dla niego serce, które w każdej czynności jest niezbędne, jest natychmiast obecne wobec Boga. To skupienie serca w danej chwili jest tym, co się liczy.
O. Arseniusz nie miał formalnego wykształcenia teologicznego, więc większość jego mądrości pochodziła z kontemplacji świata przyrody. Na przykład, podczas wykopalisk archeologicznych w pobliżu jego klasztoru odkryto szkielet. O. Arseniusz poprosił o pozostawienie go odkrytym, aby mógł on (szkielet) uczyć wszystkich odwiedzających klasztor. Wydaje się, że według o. Arseniusza widok szkieletu i medytacja nad śmiercią nauczały więcej niż książki teologiczne. Mówił tym, którzy widzieli szkielet , idąc monasteru: „Śmierć jest rzeczywistością… śmierć nie przychodzi na filiżankę kawy; przychodzi, aby cię zabrać”. W innym kontekście powiedział: „Kiedy śmierć się zbliża, stajesz się największym teologiem”. Prawdopodobnie dzięki latom spędzonym w komunistycznym więzieniu i czasowi spędzonemu na odludziu, o. Arseniusz wiedział z własnego doświadczenia, jak bliskość śmierci otwiera umysł na zrozumienie tajemnic teologicznych.
Niestety, dla większości z nas spotkanie z bliskością śmierci następuje zbyt późno, by cokolwiek zmienić. O. Arseniusz powiedział: „Wtedy człowiek dochodzi do wniosku, że stracił całe życie, uświadamiając sobie, że czas, który Bóg nam daje, jest Jego największym darem dla nas”. Jak małe dzieci, nie mamy nic do zaoferowania Bogu, naszemu Ojcu Niebieskiemu, poza tym, co On już nam dał. Jednak gdy jesteśmy bliscy śmierci, uświadamiamy sobie, jak wiele już z tego zmarnowaliśmy. Przypomina mi to lament Jeremiasza pod koniec jego życia, po zburzeniu Jerozolimy: „Dobrze dla męża, gdy dźwiga jarzmo w swojej młodości” (Lm 3, 27).
Mimo to bolesna skrucha u kresu życia jest bardzo cenna. Zmarnowanie życia nie jest najgorszą rzeczą, jaka może się zdarzyć. Najgorszą rzeczą, jaka może się zdarzyć, to zmarnować życie i nie przyznać się do tego, nie odczuwać żalu, nie pokutować. Pomimo zmarnowanego życia, Dobry Łotr otrzymał Raj, uznając swoją winę i niewinność Chrystusa. Najgorszą rzeczą, jaka może się zdarzyć, jest odmowa dostrzeżenia tego, co ignorowało się przez całe życie. Najgorszą rzeczą, jaka może się zdarzyć, jest zakończenie życia, usprawiedliwiając się i obwiniając innych.
W miarę jak się starzeję, coraz bardziej uświadamiam sobie, czego nie mogę zrobić. Kiedyś mogłem iść i iść, i iść. Teraz idę, zatrzymuję się i odpoczywam. Często jedyne, co mi teraz pozostaje, to serdeczne westchnienie, o którym mówi o. Arseniusz. Kiedy wszyscy przygotowujemy się do śmierci, dobrze jest pamiętać, że mamy do ofiarowania Bogu tylko nasze życie – i nawet ono było Jego darem. Jeśli nie oddamy Bogu tego, co już nam dał, co powiemy Mu w dniu, w którym odwiedzi nas śmierć, wpadająca do nas bynajmniej nie na kawę?
o. Michael Gillis (tłum. Gabriel Szymczak)
za: holynativitychurch.ca
fotografia: Adam Matyszczyk /cerkiew-sokolka.pl/
Skoro reguły modlitewne są ugruntowaną częścią prawosławnego życia modlitewnego chrześcijan, co mógł mieć na myśli, mówiąc, że nie jest ich zwolennikiem? Powiedział: „Nie potrzebujemy natychmiast ustalać reguły modlitewnej ["natychmiast" oznacza tu „jako najważniejsze”, jak sądzę]. Potrzebujemy, aby nasze serce było stale obecne… [w] tym trwałym stanie miłości, [w] relacji z Bogiem – to jest istota modlitwy”. Kontynuował: „…każda chwila jest smakiem wieczności, a każde westchnienie może być modlitwą”. Według o. Arseniusza modlitwa to uwaga zwrócona ku Bogu w każdej chwili. Modlitwa to każda chwila doświadczana w odniesieniu do Boga w głębi serca, tak że nawet westchnienie jest modlitwą, ponieważ pochodzi z serca i jest skierowane ku Bogu.
Nie oznacza to jednak, że o. Arseniusz uważał reguły modlitewne za bezużyteczne. Wcale nie. Reguła modlitewna może pomóc w rozwijaniu dyscypliny. Co więcej, o. Arseniusz uczestniczył w pełnym cyklu nabożeństw, gdy mieszkał w klasztorach cenobickich, a pod koniec życia zmęczył kolana modlitwą i pokłonami w swojej celi. Jednakże „mnogość modlitw czy pokłonów nie jest najważniejsza” – pisał do jednej z mniszek. Najważniejsza jest zawsze stała świadomość obecności Boga. Dla niego serce, które w każdej czynności jest niezbędne, jest natychmiast obecne wobec Boga. To skupienie serca w danej chwili jest tym, co się liczy.
O. Arseniusz nie miał formalnego wykształcenia teologicznego, więc większość jego mądrości pochodziła z kontemplacji świata przyrody. Na przykład, podczas wykopalisk archeologicznych w pobliżu jego klasztoru odkryto szkielet. O. Arseniusz poprosił o pozostawienie go odkrytym, aby mógł on (szkielet) uczyć wszystkich odwiedzających klasztor. Wydaje się, że według o. Arseniusza widok szkieletu i medytacja nad śmiercią nauczały więcej niż książki teologiczne. Mówił tym, którzy widzieli szkielet , idąc monasteru: „Śmierć jest rzeczywistością… śmierć nie przychodzi na filiżankę kawy; przychodzi, aby cię zabrać”. W innym kontekście powiedział: „Kiedy śmierć się zbliża, stajesz się największym teologiem”. Prawdopodobnie dzięki latom spędzonym w komunistycznym więzieniu i czasowi spędzonemu na odludziu, o. Arseniusz wiedział z własnego doświadczenia, jak bliskość śmierci otwiera umysł na zrozumienie tajemnic teologicznych.
Niestety, dla większości z nas spotkanie z bliskością śmierci następuje zbyt późno, by cokolwiek zmienić. O. Arseniusz powiedział: „Wtedy człowiek dochodzi do wniosku, że stracił całe życie, uświadamiając sobie, że czas, który Bóg nam daje, jest Jego największym darem dla nas”. Jak małe dzieci, nie mamy nic do zaoferowania Bogu, naszemu Ojcu Niebieskiemu, poza tym, co On już nam dał. Jednak gdy jesteśmy bliscy śmierci, uświadamiamy sobie, jak wiele już z tego zmarnowaliśmy. Przypomina mi to lament Jeremiasza pod koniec jego życia, po zburzeniu Jerozolimy: „Dobrze dla męża, gdy dźwiga jarzmo w swojej młodości” (Lm 3, 27).
Mimo to bolesna skrucha u kresu życia jest bardzo cenna. Zmarnowanie życia nie jest najgorszą rzeczą, jaka może się zdarzyć. Najgorszą rzeczą, jaka może się zdarzyć, to zmarnować życie i nie przyznać się do tego, nie odczuwać żalu, nie pokutować. Pomimo zmarnowanego życia, Dobry Łotr otrzymał Raj, uznając swoją winę i niewinność Chrystusa. Najgorszą rzeczą, jaka może się zdarzyć, jest odmowa dostrzeżenia tego, co ignorowało się przez całe życie. Najgorszą rzeczą, jaka może się zdarzyć, jest zakończenie życia, usprawiedliwiając się i obwiniając innych.
W miarę jak się starzeję, coraz bardziej uświadamiam sobie, czego nie mogę zrobić. Kiedyś mogłem iść i iść, i iść. Teraz idę, zatrzymuję się i odpoczywam. Często jedyne, co mi teraz pozostaje, to serdeczne westchnienie, o którym mówi o. Arseniusz. Kiedy wszyscy przygotowujemy się do śmierci, dobrze jest pamiętać, że mamy do ofiarowania Bogu tylko nasze życie – i nawet ono było Jego darem. Jeśli nie oddamy Bogu tego, co już nam dał, co powiemy Mu w dniu, w którym odwiedzi nas śmierć, wpadająca do nas bynajmniej nie na kawę?
o. Michael Gillis (tłum. Gabriel Szymczak)
za: holynativitychurch.ca
fotografia: Adam Matyszczyk /cerkiew-sokolka.pl/