Zostań przyjacielem cerkiew.pl
„Słodki aniołek” czy „płomień ognisty”? - o oddawaniu czci aniołom
schiarchimandryta Abraham (tłum. Justyna Pikutin), 26 lipca 2025
Dziś, bracia i siostry, porozmawiamy o aniołach. Chociaż nie posiadamy zbyt dużej wiedzy na ich temat, to jednak w oparciu o Pismo Święte możemy uzyskać właściwe wyobrażenie natury tych istot i zachować wobec nich właściwą, pełną czci postawę.
Zacznijmy od fragmentu z Ewangelii wg św. Mateusza. Kiedy niewiasty niosące mirrę przyszły do grobu Zbawiciela, ukazał im się anioł i obwieścił zmartwychwstanie Chrystusa. Oto jak wyglądało to objawienie: „Oblicze jego było jak błyskawica i szaty jego białe jak śnieg” (Mt 28, 3). Taki wizerunek mają aniołowie, gdy pojawiają się w swej chwale. Czasami, starając się zaradzić ludzkiej słabości i pragnąc przynieść ludziom korzyść, aniołowie ukrywają przed nimi swą chwałę. W ten sposób archanioł Rafał ukazał się Tobiaszowi pod postacią młodego mężczyzny i towarzyszył w roli sługi. Ale kiedy aniołowie ukazują się ludzkiemu oku w tej Bożej chwale, którą obdarzona jest ich natura, ich pojawienie się stanowi niezwykłe widowisko. „Oblicze jego było jak błyskawica, a szaty jego białe jak śnieg” (Mt 28, 3). W Judei śnieg pada bardzo rzadko i bardzo szybko topnieje, więc nie zdąża ściemnieć i pozostaje oszałamiająco, lśniąco biały. Przez słowa „biały jak śnieg” ewangelista rozumie niezwykłą, nieziemską biel. Jaka jest reakcja zwykłych grzesznych ludzi na takie pojawienie się anioła? „Ze strachu przed nim zadrżeli strażnicy i stali się jakby martwi” (Mt 28,4). Ale anioł, zwracając się do kobiet, powiedział: „Nie bójcie się” (Mt 28, 5). Widocznie niewiasty niosące mirrę też się przestraszyły, chociaż były sprawiedliwe, święte i szczere w swej miłości do Boga. Ale ci, którzy byli wrogo nastawieni do Chrystusa, byli tak przerażeni, że padli martwi. Na ikonach, które przedstawiają to wydarzenie, strażnicy są przedstawieni w ten sam sposób: upadli na ziemię i osłupieli ze strachu. Tak właśnie słaby człowiek, zwłaszcza człowiek grzeszny, reaguje na pojawienie się aniołów.
Ewangelia Marka mówi nam, że niewiasty niosące mirrę przyszły do grobu Chrystusa i „ujrzały młodzieńca siedzącego po prawej stronie, odzianego w białą szatę, i przeraziły się” (Mk 16, 5). Anioł pojawił się w postaci młodego mężczyzny i prawdopodobnie nie miał skrzydeł, z którymi aniołowie są zwykle przedstawiani na ikonach, ale mimo to w jego wyglądzie i otaczającej go atmosferze było coś, co sprawiło, że kobiety zadrżały.
A teraz przeczytajmy ze Starego Testamentu o ukazaniu się aniołów prorokowi Ezechielowi. Wszystkie te fragmenty Pisma Świętego są wam znane, ale zebrane razem robią szczególnie silne wrażenie. Pokazują, jaki powinien być nasz szacunek dla aniołów. Przedstawię wam obszerny fragment, ale myślę, że Pismo Święte jest tak interesujące, że każdy prawdziwy chrześcijanin znajdzie w nim przyjemność, duchową rozkosz, a nie znużenie:
«I spojrzałem – mówi prorok Ezechiel, – a oto gwałtowny wiatr nadszedł od północy, a z nim wielka chmura, ogień pałający oraz blask dookoła niego, a z jego środka widoczne było coś jakby blask bursztynu – ze środka ognia. Także ze środka ukazało się coś na kształt czterech istot żywych. A wyglądały tak: miały one postać człowieka. Każda z nich miała po cztery twarze i każda po cztery skrzydła. Ich nogi były proste, a ich stopy jak stopy u cielca; lśniły jak polerowany brąz. Pod skrzydłami, po czterech bokach, miały ręce ludzkie; a one cztery miały twarze i skrzydła. Ich skrzydła były złączone jedno z drugim, gdy szły, nie odwracały się, ale każda istota szła prosto przed siebie. A ich twarze miały taki wygląd: wszystkie cztery miały z przodu twarz ludzką, z prawej strony – twarz lwa, z lewej strony wszystkie cztery miały twarze wołu, a także z tyłu miały wszystkie twarz orła. A ich twarze i skrzydła były rozwinięte ku górze; dwa skrzydła każdej istoty łączyły się ze sobą, a dwa okrywały ich ciało; A każda z istot szła prosto przed siebie. Dokądkolwiek duch zmierzał tam szły, a gdy szły nie odwracały się. A wygląd tych istot był taki: wyglądały jak węgle rozżarzone w ogniu, jak palące się pochodnie. Ten ogień krążył między istotami, jaśniał blaskiem, a z niego wychodziła błyskawica. Te istoty biegały tam i z powrotem jak błysk pioruna.» (Ez 1, 4–14).
Jest dla nas niepojęte, co czuł prorok Ezechiel w tamtej chwili. Jak wielkie musiało być przerażenie tego człowieka, gdy ujrzał niepojętą, straszną wizję aniołów, gdy zobaczył ich takimi, jakimi są!
Tymczasem obecnie możemy zaobserwować, że aniołowie, te święte, niebiańskie istoty, są przedstawiane w sposób niegodny, wręcz w sposób świętokradczy. Chodzi o tradycję przedstawiania aniołów jako niemowląt ze skrzydełkami. Patrząc na nie, nawet wierzący ludzie zachwycają się: „Jaki słodki aniołek!”. W istocie anioł nie jest „uroczym małym aniołkiem”. Anioł to ten, który ukazał się prorokowi Ezechielowi w tajemniczej wizji. Anioł to ten, którego oblicze lśni jak błyskawica, jak opisał to ap. Mateusz. Wyobraźcie sobie osobę, której twarz lśni jak błyskawica. Prawdopodobnie widząc coś takiego, zemdlelibyście. Te wywyższone, święte istoty przedstawiamy jako słodkie dzieci ze skrzydełkami i cieszymy się z tego, uważając to za całkiem chrześcijańskie uczucia. Wszelkiego rodzaju kartki okolicznościowe z takimi wizerunkami oraz pamiątki tego rodzaju są szeroko rozpowszechnione. Sami to lubimy i dajemy w prezencie naszym dzieciom, tym samym wpajając im błędne, świętokradcze wyobrażenie o aniołach.
Skąd pochodzą te wizerunki? Przyszły do nas z Zachodu. Kiedy łaska Boża opuściła zachodnich chrześcijan, stopniowo rozpoczął się rozkład dawnego chrześcijańskiego społeczeństwa. Ludzie zaczęli szukać innych ideałów, poza tradycją chrześcijańską. Zachodni artyści zaczęli przedstawiać Zbawiciela, Matkę Bożą i świętych w takim duchu, że obrazy te nie wzbudzają prawdziwych chrześcijańskich uczuć: czci, modlitwy, bojaźni Bożej, czy prawdziwego miłosierdzia. Wręcz przeciwnie, prowadzą do fałszywego, zmysłowego uniesienia. Na przykład zachodni artyści, nie mogąc ukazać ukrzyżowanego Chrystusa jako Syna Bożego, odkupującego grzechy świata, przedstawiali Go jako cierpiącego człowieka, umierającego w mękach na krzyżu. Matka Boża była przedstawiana jako zwykła, piękna kobieta. Często Dziewica Maria była malowana jako piękna nierządnica, co jest szczytem świętokradztwa i ludzkiej niskości. Anioły nie były przedstawiane jako straszne, majestatyczne, nieziemskie istoty, ale jako dzieci.
Skąd wzięło się właśnie takie przedstawianie aniołów? Starożytni poganie czcili bóstwo zwane Kupidynem, który był przedstawiany jako chłopiec ze skrzydłami. Istota ta była synem bogini miłości, a raczej rozpusty, Afrodyty lub Wenus, jak nazywali ją starożytni Rzymianie. Według starożytnych pogan Kupidyn w postaci pucołowatego, skrzydlatego dziecka - „anioła”, jak powiedzielibyśmy teraz - latał ze złotym łukiem i strzałami, strzelając nimi w ludzi, czym rozpalał w nich grzeszną namiętność lub miłość, jak mówią niektórzy, chcąc przykryć to niskie uczucie przyzwoitym słowem. I tak renesansowi artyści zaczęli przedstawiać kupidynów zamiast aniołów.
Ten wypaczony stosunek do przedmiotów duchowych powstał w związku z odejściem od chrześcijańskich ideałów. Ludzie chcieli zastąpić utracone, zapomniane już przez nich prawdziwie chrześcijańskie uczucia jakimikolwiek uczuciami, na przykład uczuciem współczucia dla ukrzyżowanego Chrystusa jako zwykłego człowieka, czy też sentymentalnym, zmysłowym zachwytem aniołami. Stopniowo wszystko to zaczęło przechodzić do nas. Od końca XVII wieku car Piotr I zaczął siłą narzucać zachodnie zasady, zarówno w systemie państwowym, jak i w kulturze i religii. Pod presją władzy państwowej duch Zachodu zaczął przenikać do Kościoła. W ten sposób otrzymaliśmy "kupidynopodobe" aniołki.
Aby oczyścić się z nieczystości, które przyniósł nam pozbawiony chrześcijańskich ideałów Zachód, musimy wyrzucić z naszych dusz sympatię do wszystkiego, co zmysłowe. Powinniśmy orientować się na Pismo Święte, na prawosławną staroruską i bizantyjską ikonografię, aby kultywować prawdziwie chrześcijańskie uczucia, a w tym przypadku, abyśmy podczas modlitwy nie odczuwali niewłaściwego sentymentalizmu wobec aniołów. Kiedy modlimy się do Anioła Stróża, kiedy patrzymy na ikony aniołów, powinniśmy odczuwać bojaźń Bożą, cześć, pokorę przed tymi istotami, które choć posłane, aby nam służyć, są niezmiernie wyższe od nas w swej naturze, a zwłaszcza w swej świętości.
Jeśli mówimy o aniołach upadłych - demonach, nie powinniśmy wyobrażać ich sobie jako śmiesznych kóz z rogami, kopytami i ogonem. Kiedy demon atakuje człowieka i kusi go, nie jest to zabawne, a ten, kto śmieje się z demonów, jest dla nich pośmiewiskiem. Walka z demonami jest przerażająca. Pojawiają się w potwornej, brzydkiej postaci, czasem pod postacią kóz, ale gdybyśmy zobaczyli taką kozę, to pewnie zemdlelibyśmy ze strachu, a na pewno nie ze śmiechu. Na przykład w Apokalipsie diabeł jest przedstawiony jako smok, czyli gigantyczny wąż. Apostoł Piotr mówi: „Diabeł jak lew ryczący krąży, szukając, kogo by pożreć” (1P 5,8). Jak lew, a nie jak kozioł z rogami i ogonem.
W związku z tym chciałbym przytoczyć przykład z mało znanej książki „Blisko zachodu”. Opowiada ona o pobożnych ascetach, żyjących na Kaukazie pod koniec XIX i na początku XX wieku. Był tam pewien mnich Jordan, konwertyta ze staroobrzędowców, były oficer, który został pustelnikiem i mnichem surowo przestrzegającym ścisłego postu: nie jadł nic poza mąką kukurydzianą, ani chleba, ani jagód. Ale chociaż ten asceta jadł tylko mąkę, doświadczał najsilniejszej namiętności cudzołóstwa. Pewnego razu, kiedy znalazł się pod natłokiem rozpustnych myśli i modlił się przeciwko nim, wyszedł ze swej kaliwy i nagle zobaczył przed sobą nagą kobietę ogromnego wzrostu, mierzącą kilka metrów, z której wydobywał się nieznośny smród. „Podejdź do mnie”, powiedziała kobieta do mnicha, „posmakujmy tego”. Ojciec Jordan zemdlał z przerażenia. Zemdlała nie młoda dziewczyna, ale dorosły mężczyzna, były oficer, człowiek poszczący i modlący się. Potworne, obrzydliwe objawienie, ale na tym przykładzie możemy wywnioskować, jak straszna jest wizja demonów.
Bardzo niebezpieczne jest z jednej strony zachwycanie się aniołami w postaci niemowląt ze skrzydłami, a z drugiej strony wyśmiewanie się z demonów w postaci diabłów z rogami i ogonami jak u kozy. Traktujmy z czcią i bojaźnią Bożą aniołów; traktujmy z ostrożnością demony, które nas kuszą; dążmy do zbawienia ze strachem. Nie bójmy się ich, ponieważ Bóg nas strzeże, a nasz Anioł Stróż nas ochrania, ale nie przeceniajmy naszej siły i nie zgrywajmy bohaterów. Takie jest właściwe, prawdziwie prawosławne podejście do świata istot duchowych. Świat duchowy jest nierozerwalnie związany z nami. Tak jak wchodzimy w kontakt ze światem ziemskim za pomocą naszych ciał, tak wchodzimy w kontakt ze światem duchowym za pomocą naszych dusz. Tak jak wierzący, nawet jeśli tego nie chce, jest zmuszony do życia cielesnego, tak niewierzący, nawet jeśli tego nie chce, żyje życiem duchowym, tj. jego dusza, niezależnie od tego, czy zdaje on sobie z tego sprawę, czy nie, jest w jedności z istotami duchowymi. Dlatego traktujmy dzieło naszego zbawienia z bojaźnią Bożą i uwagą, podążając za tradycją prawosławną, a nie tym, co przyniósł czas w postaci obrazów, a przede wszystkim w postaci niewłaściwego stosunku do istot duchowych. Amen.
schiarchimandryta Abraham (tłum. Justyna Pikutin)
za: pravoslavie.ru
fotografia: pastaljon /orthphoto.net/
Zacznijmy od fragmentu z Ewangelii wg św. Mateusza. Kiedy niewiasty niosące mirrę przyszły do grobu Zbawiciela, ukazał im się anioł i obwieścił zmartwychwstanie Chrystusa. Oto jak wyglądało to objawienie: „Oblicze jego było jak błyskawica i szaty jego białe jak śnieg” (Mt 28, 3). Taki wizerunek mają aniołowie, gdy pojawiają się w swej chwale. Czasami, starając się zaradzić ludzkiej słabości i pragnąc przynieść ludziom korzyść, aniołowie ukrywają przed nimi swą chwałę. W ten sposób archanioł Rafał ukazał się Tobiaszowi pod postacią młodego mężczyzny i towarzyszył w roli sługi. Ale kiedy aniołowie ukazują się ludzkiemu oku w tej Bożej chwale, którą obdarzona jest ich natura, ich pojawienie się stanowi niezwykłe widowisko. „Oblicze jego było jak błyskawica, a szaty jego białe jak śnieg” (Mt 28, 3). W Judei śnieg pada bardzo rzadko i bardzo szybko topnieje, więc nie zdąża ściemnieć i pozostaje oszałamiająco, lśniąco biały. Przez słowa „biały jak śnieg” ewangelista rozumie niezwykłą, nieziemską biel. Jaka jest reakcja zwykłych grzesznych ludzi na takie pojawienie się anioła? „Ze strachu przed nim zadrżeli strażnicy i stali się jakby martwi” (Mt 28,4). Ale anioł, zwracając się do kobiet, powiedział: „Nie bójcie się” (Mt 28, 5). Widocznie niewiasty niosące mirrę też się przestraszyły, chociaż były sprawiedliwe, święte i szczere w swej miłości do Boga. Ale ci, którzy byli wrogo nastawieni do Chrystusa, byli tak przerażeni, że padli martwi. Na ikonach, które przedstawiają to wydarzenie, strażnicy są przedstawieni w ten sam sposób: upadli na ziemię i osłupieli ze strachu. Tak właśnie słaby człowiek, zwłaszcza człowiek grzeszny, reaguje na pojawienie się aniołów.
Ewangelia Marka mówi nam, że niewiasty niosące mirrę przyszły do grobu Chrystusa i „ujrzały młodzieńca siedzącego po prawej stronie, odzianego w białą szatę, i przeraziły się” (Mk 16, 5). Anioł pojawił się w postaci młodego mężczyzny i prawdopodobnie nie miał skrzydeł, z którymi aniołowie są zwykle przedstawiani na ikonach, ale mimo to w jego wyglądzie i otaczającej go atmosferze było coś, co sprawiło, że kobiety zadrżały.
A teraz przeczytajmy ze Starego Testamentu o ukazaniu się aniołów prorokowi Ezechielowi. Wszystkie te fragmenty Pisma Świętego są wam znane, ale zebrane razem robią szczególnie silne wrażenie. Pokazują, jaki powinien być nasz szacunek dla aniołów. Przedstawię wam obszerny fragment, ale myślę, że Pismo Święte jest tak interesujące, że każdy prawdziwy chrześcijanin znajdzie w nim przyjemność, duchową rozkosz, a nie znużenie:
«I spojrzałem – mówi prorok Ezechiel, – a oto gwałtowny wiatr nadszedł od północy, a z nim wielka chmura, ogień pałający oraz blask dookoła niego, a z jego środka widoczne było coś jakby blask bursztynu – ze środka ognia. Także ze środka ukazało się coś na kształt czterech istot żywych. A wyglądały tak: miały one postać człowieka. Każda z nich miała po cztery twarze i każda po cztery skrzydła. Ich nogi były proste, a ich stopy jak stopy u cielca; lśniły jak polerowany brąz. Pod skrzydłami, po czterech bokach, miały ręce ludzkie; a one cztery miały twarze i skrzydła. Ich skrzydła były złączone jedno z drugim, gdy szły, nie odwracały się, ale każda istota szła prosto przed siebie. A ich twarze miały taki wygląd: wszystkie cztery miały z przodu twarz ludzką, z prawej strony – twarz lwa, z lewej strony wszystkie cztery miały twarze wołu, a także z tyłu miały wszystkie twarz orła. A ich twarze i skrzydła były rozwinięte ku górze; dwa skrzydła każdej istoty łączyły się ze sobą, a dwa okrywały ich ciało; A każda z istot szła prosto przed siebie. Dokądkolwiek duch zmierzał tam szły, a gdy szły nie odwracały się. A wygląd tych istot był taki: wyglądały jak węgle rozżarzone w ogniu, jak palące się pochodnie. Ten ogień krążył między istotami, jaśniał blaskiem, a z niego wychodziła błyskawica. Te istoty biegały tam i z powrotem jak błysk pioruna.» (Ez 1, 4–14).
Jest dla nas niepojęte, co czuł prorok Ezechiel w tamtej chwili. Jak wielkie musiało być przerażenie tego człowieka, gdy ujrzał niepojętą, straszną wizję aniołów, gdy zobaczył ich takimi, jakimi są!
Tymczasem obecnie możemy zaobserwować, że aniołowie, te święte, niebiańskie istoty, są przedstawiane w sposób niegodny, wręcz w sposób świętokradczy. Chodzi o tradycję przedstawiania aniołów jako niemowląt ze skrzydełkami. Patrząc na nie, nawet wierzący ludzie zachwycają się: „Jaki słodki aniołek!”. W istocie anioł nie jest „uroczym małym aniołkiem”. Anioł to ten, który ukazał się prorokowi Ezechielowi w tajemniczej wizji. Anioł to ten, którego oblicze lśni jak błyskawica, jak opisał to ap. Mateusz. Wyobraźcie sobie osobę, której twarz lśni jak błyskawica. Prawdopodobnie widząc coś takiego, zemdlelibyście. Te wywyższone, święte istoty przedstawiamy jako słodkie dzieci ze skrzydełkami i cieszymy się z tego, uważając to za całkiem chrześcijańskie uczucia. Wszelkiego rodzaju kartki okolicznościowe z takimi wizerunkami oraz pamiątki tego rodzaju są szeroko rozpowszechnione. Sami to lubimy i dajemy w prezencie naszym dzieciom, tym samym wpajając im błędne, świętokradcze wyobrażenie o aniołach.
Skąd pochodzą te wizerunki? Przyszły do nas z Zachodu. Kiedy łaska Boża opuściła zachodnich chrześcijan, stopniowo rozpoczął się rozkład dawnego chrześcijańskiego społeczeństwa. Ludzie zaczęli szukać innych ideałów, poza tradycją chrześcijańską. Zachodni artyści zaczęli przedstawiać Zbawiciela, Matkę Bożą i świętych w takim duchu, że obrazy te nie wzbudzają prawdziwych chrześcijańskich uczuć: czci, modlitwy, bojaźni Bożej, czy prawdziwego miłosierdzia. Wręcz przeciwnie, prowadzą do fałszywego, zmysłowego uniesienia. Na przykład zachodni artyści, nie mogąc ukazać ukrzyżowanego Chrystusa jako Syna Bożego, odkupującego grzechy świata, przedstawiali Go jako cierpiącego człowieka, umierającego w mękach na krzyżu. Matka Boża była przedstawiana jako zwykła, piękna kobieta. Często Dziewica Maria była malowana jako piękna nierządnica, co jest szczytem świętokradztwa i ludzkiej niskości. Anioły nie były przedstawiane jako straszne, majestatyczne, nieziemskie istoty, ale jako dzieci.
Skąd wzięło się właśnie takie przedstawianie aniołów? Starożytni poganie czcili bóstwo zwane Kupidynem, który był przedstawiany jako chłopiec ze skrzydłami. Istota ta była synem bogini miłości, a raczej rozpusty, Afrodyty lub Wenus, jak nazywali ją starożytni Rzymianie. Według starożytnych pogan Kupidyn w postaci pucołowatego, skrzydlatego dziecka - „anioła”, jak powiedzielibyśmy teraz - latał ze złotym łukiem i strzałami, strzelając nimi w ludzi, czym rozpalał w nich grzeszną namiętność lub miłość, jak mówią niektórzy, chcąc przykryć to niskie uczucie przyzwoitym słowem. I tak renesansowi artyści zaczęli przedstawiać kupidynów zamiast aniołów.
Ten wypaczony stosunek do przedmiotów duchowych powstał w związku z odejściem od chrześcijańskich ideałów. Ludzie chcieli zastąpić utracone, zapomniane już przez nich prawdziwie chrześcijańskie uczucia jakimikolwiek uczuciami, na przykład uczuciem współczucia dla ukrzyżowanego Chrystusa jako zwykłego człowieka, czy też sentymentalnym, zmysłowym zachwytem aniołami. Stopniowo wszystko to zaczęło przechodzić do nas. Od końca XVII wieku car Piotr I zaczął siłą narzucać zachodnie zasady, zarówno w systemie państwowym, jak i w kulturze i religii. Pod presją władzy państwowej duch Zachodu zaczął przenikać do Kościoła. W ten sposób otrzymaliśmy "kupidynopodobe" aniołki.
Aby oczyścić się z nieczystości, które przyniósł nam pozbawiony chrześcijańskich ideałów Zachód, musimy wyrzucić z naszych dusz sympatię do wszystkiego, co zmysłowe. Powinniśmy orientować się na Pismo Święte, na prawosławną staroruską i bizantyjską ikonografię, aby kultywować prawdziwie chrześcijańskie uczucia, a w tym przypadku, abyśmy podczas modlitwy nie odczuwali niewłaściwego sentymentalizmu wobec aniołów. Kiedy modlimy się do Anioła Stróża, kiedy patrzymy na ikony aniołów, powinniśmy odczuwać bojaźń Bożą, cześć, pokorę przed tymi istotami, które choć posłane, aby nam służyć, są niezmiernie wyższe od nas w swej naturze, a zwłaszcza w swej świętości.
Jeśli mówimy o aniołach upadłych - demonach, nie powinniśmy wyobrażać ich sobie jako śmiesznych kóz z rogami, kopytami i ogonem. Kiedy demon atakuje człowieka i kusi go, nie jest to zabawne, a ten, kto śmieje się z demonów, jest dla nich pośmiewiskiem. Walka z demonami jest przerażająca. Pojawiają się w potwornej, brzydkiej postaci, czasem pod postacią kóz, ale gdybyśmy zobaczyli taką kozę, to pewnie zemdlelibyśmy ze strachu, a na pewno nie ze śmiechu. Na przykład w Apokalipsie diabeł jest przedstawiony jako smok, czyli gigantyczny wąż. Apostoł Piotr mówi: „Diabeł jak lew ryczący krąży, szukając, kogo by pożreć” (1P 5,8). Jak lew, a nie jak kozioł z rogami i ogonem.
W związku z tym chciałbym przytoczyć przykład z mało znanej książki „Blisko zachodu”. Opowiada ona o pobożnych ascetach, żyjących na Kaukazie pod koniec XIX i na początku XX wieku. Był tam pewien mnich Jordan, konwertyta ze staroobrzędowców, były oficer, który został pustelnikiem i mnichem surowo przestrzegającym ścisłego postu: nie jadł nic poza mąką kukurydzianą, ani chleba, ani jagód. Ale chociaż ten asceta jadł tylko mąkę, doświadczał najsilniejszej namiętności cudzołóstwa. Pewnego razu, kiedy znalazł się pod natłokiem rozpustnych myśli i modlił się przeciwko nim, wyszedł ze swej kaliwy i nagle zobaczył przed sobą nagą kobietę ogromnego wzrostu, mierzącą kilka metrów, z której wydobywał się nieznośny smród. „Podejdź do mnie”, powiedziała kobieta do mnicha, „posmakujmy tego”. Ojciec Jordan zemdlał z przerażenia. Zemdlała nie młoda dziewczyna, ale dorosły mężczyzna, były oficer, człowiek poszczący i modlący się. Potworne, obrzydliwe objawienie, ale na tym przykładzie możemy wywnioskować, jak straszna jest wizja demonów.
Bardzo niebezpieczne jest z jednej strony zachwycanie się aniołami w postaci niemowląt ze skrzydłami, a z drugiej strony wyśmiewanie się z demonów w postaci diabłów z rogami i ogonami jak u kozy. Traktujmy z czcią i bojaźnią Bożą aniołów; traktujmy z ostrożnością demony, które nas kuszą; dążmy do zbawienia ze strachem. Nie bójmy się ich, ponieważ Bóg nas strzeże, a nasz Anioł Stróż nas ochrania, ale nie przeceniajmy naszej siły i nie zgrywajmy bohaterów. Takie jest właściwe, prawdziwie prawosławne podejście do świata istot duchowych. Świat duchowy jest nierozerwalnie związany z nami. Tak jak wchodzimy w kontakt ze światem ziemskim za pomocą naszych ciał, tak wchodzimy w kontakt ze światem duchowym za pomocą naszych dusz. Tak jak wierzący, nawet jeśli tego nie chce, jest zmuszony do życia cielesnego, tak niewierzący, nawet jeśli tego nie chce, żyje życiem duchowym, tj. jego dusza, niezależnie od tego, czy zdaje on sobie z tego sprawę, czy nie, jest w jedności z istotami duchowymi. Dlatego traktujmy dzieło naszego zbawienia z bojaźnią Bożą i uwagą, podążając za tradycją prawosławną, a nie tym, co przyniósł czas w postaci obrazów, a przede wszystkim w postaci niewłaściwego stosunku do istot duchowych. Amen.
schiarchimandryta Abraham (tłum. Justyna Pikutin)
za: pravoslavie.ru
fotografia: pastaljon /orthphoto.net/