publicystyka: Nowy Exodus – mnisi wobec ochrzczonego imperium
kuchnia muzyka sklep ogłoszenia wydarzenia fotogalerie

Nowy Exodus – mnisi wobec ochrzczonego imperium

20 lipca 2025

Jeśli imperium i Kościół miały stanowić dwa skrzydła tej samej wspólnoty, to monastycyzm wyrastał z potrzeby oddychania innym powietrzem. Był świadectwem, że nie każde skrzyżowanie władzy i wiary musi prowadzić do pełni. Czasem trzeba zejść z głównego traktu – ku drodze surowszej, lecz prawdziwszej.

Monastycyzm był w dużej mierze próbą uniknięcia problemu imperialnego. Okres zaciekłej walki między Kościołem a Cesarstwem, pod rządami ariańskich cesarzy w IV wieku, był również okresem ekspansji monastycyzmu. Był to rodzaj nowego i imponującego „Exodusu”, ucieczki na pustynię. Imperium widziało to jako zagrożenie dla swoich roszczeń i samego istnienia, od czasów św. Atanazego aż do okrutnych prześladowań mnichów przez cesarzy ikonoklastów. Często sugeruje się, że ludzie opuszczali „świat” po prostu po to, aby uciec od ciężaru życia społecznego, z jego obowiązkami i trudami. Trudno jednak dostrzec, w jakim sensie życie na pustyni mogło być „łatwe” i „spokojne”. Było to w rzeczywistości życie pełne wysiłku, z własnymi ciężarami i niebezpieczeństwami. Prawdą jest, że w tamtych czasach na Zachodzie rzymski porządek rozpadał się, był poważnie zagrożony i częściowo zniszczony przez najazdy barbarzyńców, a apokaliptyczne obawy i lęki mogły wkradać się do wielu serc, budząc oczekiwanie na rychły koniec historii. Jednak w pismach ojców pustyni nie znajdujemy wielu śladów tego apokaliptycznego strachu. Ich motywy ucieczki były zupełnie inne. Na Wschodzie, gdzie narodził się ruch monastyczny, imperium chrześcijańskie było w fazie rozwoju. Pomimo wszystkich swoich niejasności i niedociągnięć, nadal robiło imponujące wrażenie. Po tak wielu dziesięcioleciach cierpień i prześladowań „ten świat” wydawał się otwarty na chrześcijański podbój. Perspektywy sukcesu były dość jasne. Ci, którzy uciekli na pustynię, nie podzielali tych poglądów. Nie mieli zaufania do „ochrzczonego imperium”. Raczej nie ufali całemu temu przedsięwzięciu. Opuszczali ziemskie królestwo, nawet jeśli faktycznie było ono „ochrzczone”, aby zbudować prawdziwe królestwo Chrystusa w nowej ziemi obiecanej, „poza bramami”, na pustyni. Uciekali nie tyle przed katastrofami świata, co przed „troskami świata”, przed zaangażowaniem się w świat, nawet pod sztandarem Chrystusa, przed dobrobytem i fałszywym bezpieczeństwem świata.

Monastyczne dążenia nie polegały również na poszukiwaniu „niezwykłych” lub „nadzwyczajnych” czynów i osiągnięć. Główny nacisk ascetyczny, przynajmniej na wczesnym etapie rozwoju, nie był kładziony na składanie „specjalnych” lub „wyjątkowych” ślubów, ale raczej na wypełnianie tych powszechnych i podstawowych ślubów, które każdy chrześcijanin musiał złożyć podczas chrztu. Monastycyzm oznaczał przede wszystkim „wyrzeczenie się”, całkowite wyrzeczenie się „tego świata” wraz z jego pożądliwością i przepychem. Wszyscy chrześcijanie byli zobowiązani do wyrzeczenia się „świata” i złożenia przysięgi całkowitej lojalności jedynemu Panu, Chrystusowi Jezusowi. W rzeczywistości każdy chrześcijanin składał tę przysięgę całkowitej lojalności podczas swojej chrześcijańskiej inicjacji. Bardzo znaczące jest to, że obrzęd postrzyżyn mniszych, kiedy został ostatecznie ustanowiony, wzorował się właśnie na obrzędzie chrztu, a postrzyżyny zaczęły być postrzegane jako rodzaj „drugiego chrztu”. Jeśli w życiu monastycznym poszukiwano „doskonałości”, to sama „doskonałość” nie była uważana za coś „osobliwego” i opcjonalnego, ale raczej za normalny i obowiązkowy sposób życia. Jeśli była to „rygorystyczność”, to rygorystyczność ta mogła powoływać się na autorytet Ewangelii.

Istotne jest również to, że od samego początku główny nacisk w ślubach zakonnych kładziono właśnie na wyrzeczenie się „społeczne”. Nowicjusz musiał wyrzec się świata, stać się obcym i pielgrzymem, cudzoziemcem w świecie, we wszystkich ziemskich miastach, tak jak sam Kościół był jedynie „obcym” w ziemskim Mieście, paroikousa na ziemi. Było to oczywiście jedynie potwierdzeniem wspólnych ślubów chrzcielnych. Wszyscy chrześcijanie mieli bowiem wyrzec się świata i żyć w nim jako obcy. Nie oznaczało to jednak pogardy dla świata. Nakaz ten można było również interpretować jako wezwanie do jego reformy i zbawienia. Święty Bazyli Wielki, pierwszy prawodawca wschodniego monastycyzmu, był głęboko zaniepokojony problemem przebudowy społecznej. Z poważnym niepokojem obserwował proces dezintegracji społecznej, który był tak wyraźnie widoczny w jego czasach. Jego wezwanie do tworzenia wspólnot monastycznych było w rzeczywistości próbą ożywienia ducha wzajemności w świecie, który wydawał się stracić wszelką siłę spójności i poczucie odpowiedzialności społecznej. Teraz chrześcijanie musieli stworzyć model nowego społeczeństwa, aby zrównoważyć destrukcyjne tendencje epoki. Św. Bazyli był głęboko przekonany, że człowiek jest z natury istotą społeczną lub „polityczną”, a nie samotną – zoon koinonikon. Mógł się tego nauczyć zarówno z Pisma Świętego, jak i od Arystotelesa. Jednak obecne społeczeństwo zostało zbudowane na złych fundamentach. W związku z tym należało przede wszystkim wycofać się z niego lub od niego odejść. Według św. Bazylego mnich musiał być „bezdomny” w świecie, aoikos, a jego jedynym domem był Kościół. Musiał opuścić lub zostać wyrzucony ze wszystkich istniejących struktur społecznych – rodziny, miasta, imperium. Musiał wyrzec się wszystkich porządków świata, zerwać wszystkie więzi społeczne i zobowiązania. Musiał zacząć od nowa. Późniejszy zwyczaj lub zasada zmiany imienia przy przyjmowaniu habitu była spektakularnym symbolem tego radykalnego zerwania z poprzednim życiem. Jednak mnisi opuszczają społeczeństwo tego świata, aby dołączyć do innego społeczeństwa, a raczej aby w pełni zrealizować swoje członkostwo w innej wspólnocie, jaką jest Kościół. Dominującą formą monastycyzmu było życie wspólnotowe, „cenobityczne”. Życie w samotności mogło być chwalone jako wyjątek dla kilku osobliwych osób, ale jako ogólna zasada było zdecydowanie odradzane. Główny nacisk kładziono na posłuszeństwo, na podporządkowanie woli. „Wspólnota” była zawsze uważana za normalny i bardziej odpowiedni sposób życia ascetycznego. Klasztor był korporacją, „ciałem”, małym Kościołem. Nawet pustelnicy zazwyczaj mieszkali razem, w specjalnych koloniach, pod kierownictwem wspólnego przywódcy duchowego lub przewodnika. Ten wspólnotowy charakter monastycyzmu został ponownie mocno podkreślony przez św. Teodora Studytę, wielkiego reformatora monastycyzmu bizantyjskiego (759–826). Święty Teodor podkreślał, że w Ewangelii nie ma przykazania życia w samotności. Sam Pan Jezus żył we „wspólnocie” ze swoimi uczniami. Chrześcijanie nie są niezależnymi jednostkami, ale braćmi, członkami Ciała Chrystusa. Co więcej, tylko we wspólnocie można właściwie rozwijać i praktykować chrześcijańskie cnoty miłosierdzia i posłuszeństwa.

W ten sposób mnisi opuszczali świat, aby na dziewiczej ziemi pustyni zbudować nowe społeczeństwo i zorganizować tam, zgodnie z wzorem ewangelicznym, prawdziwą wspólnotę chrześcijańską. Wczesny monastycyzm nie był instytucją kościelną. Był to spontaniczny ruch, impuls. Był to ruch wyraźnie świecki. Przyjmowanie święceń kapłańskich było zdecydowanie odradzane, z wyjątkiem przypadków, gdy nakazywali to przełożeni; nawet opaci byli często świeckimi. W dawnych czasach do prowadzenia nabożeństw dla wspólnoty zapraszano księży z okolicy lub w niedziele uczęszczano do sąsiedniego kościoła. Stan monastyczny wyraźnie odróżniał się od stanu duchownego. „Kapłaństwo” było godnością i autorytetem i jako takie było uważane za trudne do pogodzenia z życiem w posłuszeństwie i pokucie, które stanowiły sedno i serce życia monastycznego. Jednakże wielokrotnie dokonywano pewnych ustępstw, ale raczej niechętnie. Ogólnie rzecz biorąc, na Wschodzie monastycyzm zachował swój świecki charakter do dnia dzisiejszego. W społecznościach Góry Athos, ostatniej pozostałości starego systemu monastycznego, tylko nieliczni są wyświęceni, a większość z nich z reguły nie dąży do tego. Jest to bardzo znaczące. Monastycyzm przecinał podstawowe rozróżnienie między duchowieństwem a świeckimi w Kościele. Był to szczególny porządek sam w sobie.

Monastery były jednocześnie wspólnotami religijnymi i zespołami roboczymi. Monastycyzm stworzył specjalną „teologię pracy”, w szczególności pracy fizycznej. Praca nie była bynajmniej elementem drugorzędnym lub pomocniczym życia monastycznego. Należała do jego istoty. „Bezczynność” była uważana za podstawową i poważną wadę, destrukcyjną duchowo. Człowiek został stworzony do pracy. Ale praca nie powinna być egoistyczna. Należało pracować dla wspólnego celu i korzyści, a zwłaszcza po to, aby móc pomagać potrzebującym. Jak stwierdził św. Bazyli, „w pracy celem wyznaczonym dla wszystkich jest wsparcie potrzebujących, a nie własne potrzeby” (Regulae fusius tractatae, 42). Praca miała być niejako wyrazem solidarności społecznej, a także podstawą służby społecznej i miłosierdzia. Zasada ta została przejęta przez św. Benedykta od św. Bazylego. Jednak już św. Pachomiusz, pierwszy propagator monastycyzmu cenobitycznego w Egipcie, głosił „Ewangelię nieustannej pracy” (Kenneth Kirk). Jego cenobium w Tabennisi było jednocześnie osadą, kolegium i obozem roboczym. Z drugiej strony, ta społeczność pracująca była w zasadzie „społeczeństwem niegromadzącym dóbr”. Jednym z głównych ślubów zakonnych było całkowite wyrzeczenie się wszelkiego majątku, a nie tylko obietnica ubóstwa. W życiu mnicha cenobitycznego nie było miejsca na żadną „własność prywatną”. Zasada ta była czasami egzekwowana w sposób rygorystyczny. Mnisi nie powinni mieć nawet prywatnych pragnień. Duch „własności” był zdecydowanie odrzucany jako źródło zepsucia w życiu ludzkim. Św. Jan Chryzostom uważał „własność prywatną” za źródło wszystkich społecznych nieszczęść. Jego zdaniem zimne rozróżnienie między „moim” a „twoim” było całkowicie niezgodne z wzorcem braterskiej miłości przedstawionym w Ewangelii. Mógłby tu dodać również autorytet Cycerona: nulla autem privata natura. Rzeczywiście, dla św. Jana „własność” była nikczemnym wynalazkiem człowieka, a nie zamysłem Boga. Był gotów narzucić całemu światu surową dyscyplinę monastyczną „nieposiadania” i posłuszeństwa, dla dobra świata. Jego zdaniem, monastery powinny obecnie istnieć, aby pewnego dnia cały świat stał się jak monaster.

Jak słusznie stwierdzono niedawno, „monastycyzm był instynktowną reakcją ducha chrześcijańskiego na fałszywe pogodzenie się z obecną epoką, które wydawało się uzasadnione nawróceniem Cesarstwa” (Père Louis Bouyer). Było to energiczne przypomnienie radykalnej „nieziemskości” Kościoła chrześcijańskiego. Było to również potężne wyzwanie dla chrześcijańskiego imperium, które wówczas było w trakcie budowy. Wyzwanie to nie mogło pozostać bez odpowiedzi. Cesarze, a zwłaszcza Justynian, podjęli desperackie wysiłki, aby zintegrować ruch monastyczny z ogólną strukturą swojego chrześcijańskiego imperium. Konieczne było udzielenie znacznych ustępstw. Klasztory z reguły były zwolnione z podatków i korzystały z różnych immunitetów. W praktyce przywileje te doprowadziły ostatecznie do głębokiej sekularyzacji monastycyzmu. Pierwotnie oznaczały one jednak niechętne uznanie pewnej „eksterytorialności” klasztorów. Z drugiej strony wiele klasztorów było kanonicznie zwolnionych z jurysdykcji lokalnych biskupów. Podczas kontrowersji ikonoklastycznej niezależność monastycyzmu była wyraźnie widoczna w Bizancjum. Aż do końca istnienia Bizancjum monastycyzm funkcjonował jako szczególny porządek społeczny, pozostający w ciągłym napięciu i rywalizacji z imperium.

Oczywiście, rzeczywisty monastycyzm nigdy nie dorastał do własnych zasad i postulatów. Jednak jego historyczne znaczenie wynika właśnie z tych zasad. Podobnie jak w pogańskim imperium Kościół był swego rodzaju „ruchem oporu”, tak monastycyzm był stałym „ruchem oporu” w społeczeństwie chrześcijańskim.

o. Jerzy Fłorowski (tłum. Jakub Oniszczuk)

za: Georges Florovsky, Christianity and Culture: Chapter III. Antinomies of Christian History: Empire and Desert.

f
otografia: Aleksander Wasyluk / orthphoto.net /