Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Cesarz i Patriarcha – dwa filary jednej wspólnoty
14 lipca 2025
W Cesarstwie Bizantyńskim doszło do uformowania wyjątkowego modelu relacji między Kościołem a władzą świecką. Władza cesarska i kapłańska postrzegane były jako dwa dary od Boga, z których każdy miał swą funkcję, lecz wspólny cel – utrzymanie prawdy chrześcijańskiej. Nie była to relacja podporządkowania, ale napiętej współzależności, w której autorytet duchowy i polityczny musiały współistnieć. Teoria „podwójnej władzy” nie wykluczała jednak sporów – Bizancjum znało konflikty między patriarchami a cesarzami, lecz także dążyło do ich jedności jako warunku przetrwania chrześcijańskiego ładu.
Justynian jasno określił podstawową zasadę bizantyjskiego systemu politycznego w przedmowie do swojej Szóstej Noweli, datowanej na 16 marca 535 roku:
Są dwa główne dary, które Bóg dał ludziom ze swej nadprzyrodzonej łaskawości: kapłaństwo i władzę cesarską — hierosyne i basileia; sacerdotium i imperium. Z tych dwojga, pierwsze dotyczy spraw boskich, drugie zaś przewodniczy sprawom ludzkim i troszczy się o nie. Oba, wychodząc z tego samego źródła, upiększają ludzkie życie. Nic nie leży bardziej na sercu cesarzom niż godność kapłańska, aby kapłani z kolei mogli modlić się do Boga za nich. Jeśli więc jedno będzie pod każdym względem bez skazy i przepełnione ufnością wobec Boga, a drugie będzie właściwie i należycie zarządzać powierzonym mu państwem, ustanowiona zostanie pewna sprawiedliwa harmonia, która zapewni wszystko, co niezbędne dla ludzkości. Dlatego słusznie troszczymy się o prawdziwe, natchnione przez Boga nauki oraz o godność kapłanów. Jesteśmy przekonani, że jeśli zachowają oni swoją godność, Bóg udzieli nam wielkich dobrodziejstw — i mocno utrzymamy to, co obecnie posiadamy, a ponadto zdobędziemy to, czego jeszcze nie osiągnęliśmy. Szczęśliwe zakończenie zawsze wieńczy te sprawy, które zostały rozpoczęte w sposób właściwy i przyjemny Bogu. Tak się dzieje, gdy starannie przestrzegane są święte kanony, które chwalebni Apostołowie — czcigodni świadkowie naoczni i słudzy Boskiego Słowa — przekazali nam, a święci Ojcowie zachowali i objaśnili.
Było to jednocześnie podsumowanie i deklaracja programowa.
Justynian nie mówił o państwie ani o Kościele. Mówił o dwóch powołaniach lub dwóch urzędach, które zostały ustanowione w chrześcijańskiej wspólnocie. Zostały one powołane przez tę samą boską władzę i w tym samym ostatecznym celu. Jako „boski dar”, władza cesarska, imperium, była „niezależna” od kapłaństwa, sacerdotium. Jednak była ona „zależna” i „podporządkowana” celowi, dla którego została ustanowiona przez Boga. Celem tym było utrzymanie i promowanie chrześcijańskiej prawdy. Tak więc, jeśli „imperium” jako takie nie było podporządkowane hierarchii, to jednak było podporządkowane Kościołowi, który był wyznaczonym przez Boga strażnikiem chrześcijańskiej prawdy. Innymi słowy, władza cesarska była legalna tylko w ramach Kościoła. W każdym razie była ona zasadniczo podporządkowana wierze chrześcijańskiej, związana nakazami apostołów i ojców Kościoła i pod tym względem „ograniczona” przez nie. Status prawny cesarza w Republice zależał od jego dobrej pozycji w Kościele, podlegającej jego dyscyplinie doktrynalnej i kanonicznej. Imperium było jednocześnie władzą i służbą. Warunki tej służby były określone w zasadach i przepisach Kościoła. W przysiędze koronacyjnej cesarz musiał wyznać wiarę prawosławną i złożyć ślub posłuszeństwa dekretom soborów kościelnych. Nie była to zwykła formalność. „Prawosławie było niejako ponadnarodowością Bizancjum, podstawowym elementem życia państwa i narodu” (I. I. Sokolov).
Pozycja cesarza w systemie bizantyjskim była wysoka i czcigodna. Otaczała go aura teokratycznej świetności. Ceremoniał dworski był bogaty i wyszukany, miał wyraźnie charakter religijny, był rytuałem, niemal rodzajem „cesarskiej liturgii”. Jednak cesarz był jedynie świeckim. Zajmował pewną pozycję w Kościele, bardzo znaczącą i wysoką. Była to jednak pozycja świecka. W Kościele istniało niejako specjalne stanowisko zarezerwowane dla osoby świeckiej. Cesarze nie należeli do regularnej hierarchii kościelnej. Nie byli w żadnym sensie „sługami Słowa i sakramentów”. Można im było przyznać pewien szczególny charakter „kapłański” i rzeczywiście często się to twierdziło i podkreślało. W każdym razie było to bardzo specyficzne „kapłaństwo królewskie”, wyraźnie odróżniające się od „kapłaństwa ministerialnego” duchowieństwa. Cesarz był z pewnością wysokim dostojnikiem w Kościele, ale w bardzo szczególnym sensie, który nie jest łatwy do dokładnego zdefiniowania. Niezależnie od pierwotnego znaczenia obrzędu koronacji cesarskiej – a wydaje się, że pierwotnie była to zdecydowanie ceremonia ściśle „świecka”, w której nawet patriarcha pełnił funkcję urzędnika państwowego – stopniowo przekształciła się ona w obrzęd sakralny, sakramentalny, jeśli nie regularny „sakrament”, zwłaszcza że został połączony z obrzędem „namaszczenia”, charakterystycznym obrzędem kościelnym, sprawowanym przez Kościół. Obrzędy koronacji cesarskiej przekazują całkowicie „konsekracyjną” koncepcję „władzy doczesnej”. Prawdopodobnie ten „teokratyczny” akcent był jeszcze silniejszy na Zachodzie niż w Bizancjum. Szczególnie znaczące jest to, że obrzęd obejmował uroczystą przysięgę wiernego przestrzegania wszystkich zasad Kościoła, a przede wszystkim zachowania nienaruszalnej wiary prawosławnej, zgodnie z Pismem Świętym i postanowieniami soborów.
Istota problemu tkwi w roszczeniach „świeckich” władców oraz w ich dążeniu do „bycia chrześcijanami” i wypełniania pewnych chrześcijańskich obowiązków z własnej inicjatywy, jako swojego zadania. Twierdzenie to sugerowało przekonanie, że w pewnym sensie „świeckość” sama w sobie była „święta”. W społeczeństwie chrześcijańskim nic nie może być po prostu „świeckie”. Można argumentować, że twierdzenie to było często nieszczere, stanowiąc jedynie przykrywkę dla światowych motywów i interesów. Jednak oczywiste jest, że w wielu przypadkach – i należy to podkreślić, we wszystkich ważnych i kluczowych przypadkach – twierdzenie to było całkowicie szczere. Zarówno Justynian, jak i Karol Wielki – by przytoczyć tylko najbardziej spektakularne przypadki – byli głęboko szczerzy w swoich wysiłkach, aby być „chrześcijańskimi władcami” i promować sprawę Chrystusa, nawet jeśli można krytykować ich rzeczywistą politykę. Powszechnie uznawano, że obowiązkiem cesarza była „obrona” wiary i Kościoła wszelkimi dostępnymi środkami, w tym nawet „mieczem”, ale prawdopodobnie przede wszystkim poprzez odpowiednie ustawodawstwo. Napięcie pojawiało się za każdym razem, gdy cesarze wykazywali zainteresowanie sprawami religijnymi, co wielu cesarzy bizantyjskich, a przede wszystkim Justynian, faktycznie robiło przy wielu okazjach. Zasadniczo nie wykraczało to poza ich kompetencje prawne. Ani „czystość wiary”, ani „rygor kanonów” nie są sprawami wyłącznie „kleru”. Cesarze powinni dbać o „właściwą wiarę” ludu. Nie można im było również zabronić wyznawania przekonań teologicznych. Jeśli prawo do formalnych decyzji w sprawach wiary i dyscypliny należało do kapłaństwa – a prawo to nigdy nie było kwestionowane ani uchylane – to nawet świeckim nie można było odmówić prawa do troski o kwestie doktrynalne ani prawa do wyrażania swoich przekonań religijnych, zwłaszcza w okresach sporów doktrynalnych. Oczywiście cesarze mogli zabierać głos w sposób bardziej zdecydowany i imponujący niż ktokolwiek inny oraz wykorzystywać swoją „władzę” (potestas) w celu egzekwowania przekonań, które w pełni szczerze uważali za ortodoksyjne. Jednak nawet w tym przypadku cesarze musieli działać poprzez odpowiednie kanały. Musieli narzucić swoją wolę lub sposób myślenia hierarchii kościelnej, co faktycznie próbowali zrobić niejednokrotnie, stosując czasami przemoc, groźby i inne budzące sprzeciw metody. W każdym przypadku należało przestrzegać formy prawnej lub kanonicznej. Działanie w sprawach religijnych bez zgody i współdziałania kapłaństwa było oczywiście wykroczeniem poza uprawnienia cesarskiej władzy, wyjściem poza jej kompetencje prawne. Nie należy ignorować rażących nadużyć bizantyjskich cesarzy. Z drugiej strony oczywiste jest, że cesarze w żadnym przypadku nie odnieśli sukcesu, próbując sprzeciwić się wierze Kościoła. Kościół w Bizancjum był wystarczająco silny, aby oprzeć się presji cesarskiej. Cesarzom nie udało się narzucić Kościołowi kompromisu z arianami, przedwczesnego pojednania z monofizytami, ikonoklazmu, a w późniejszym czasie niejednoznacznego „ponownego zjednoczenia” z Rzymem:
Nic nie może być bardziej fałszywe niż zarzut cezaropapizmu, który jest powszechnie wysuwany przeciwko Kościołowi bizantyjskiemu – oskarżenie, że Kościół okazywał niewolnicze posłuszeństwo rozkazom cesarza nawet w sferze religijnej. Cesarz zawsze zajmował się sprawami kościelnymi; starał się utrzymać lub narzucić jedność dogmatyczną, ale jego roszczenia nie zawsze były pokornie uznawane. W rzeczywistości Bizantyjczycy przyzwyczaili się do idei, że zorganizowana opozycja wobec woli cesarza w sprawach religijnych była czymś normalnym i uzasadnionym... Bez cienia paradoksu historię religijną Bizancjum można przedstawić jako konflikt między Kościołem a państwem, konflikt, z którego Kościół wyszedł bezsprzecznie zwycięsko. (Henry Grégoire).
Można by przyjąć, że z biegiem czasu rzeczywisty wpływ i prestiż Kościoła w Bizancjum stale rosły. W tym kontekście szczególnie istotny i pouczający jest dokument konstytucyjny z końca IX wieku, Epanagoge. Był to najprawdopodobniej tylko projekt, który nigdy nie został oficjalnie ogłoszony. Projekt został prawdopodobnie przygotowany przez słynnego patriarchę Focjusza. Niektóre fragmenty dokumentu zostały włączone do późniejszych kompilacji prawnych i uzyskały szeroką cyrkulację. W każdym razie dokument odzwierciedlał ówczesną koncepcję normalnych relacji między cesarzem a hierarchią kościelną. Główna zasada pozostała taka sama jak za czasów Justyniana. Teraz jednak została ona dopracowana z większym naciskiem i precyzją.
Wspólnota, politeia, składa się z kilku części i członków. Najważniejszymi i najbardziej niezbędnymi z nich są cesarz i patriarcha. Istnieje oczywista zbieżność między tymi dwiema władzami. Pokój i dobrobyt ludu zależą od porozumienia i jednomyślności między władzą cesarską a kapłaństwem. Cesarz jest najwyższym władcą. Jednak celem rządów cesarskich jest dobroczynność, euergesia. Jest to stara idea odziedziczona po hellenistycznej filozofii politycznej. W swoich rządach cesarz musi egzekwować sprawiedliwość. Cesarz musi być dobrze wykształcony w doktrynach wiary i pobożności. Musi bronić i promować nauki Pisma Świętego i soborów. Jego głównym zadaniem jest zapewnienie pokoju i szczęścia dla duszy i ciała swoich poddanych. Pozycja patriarchy jest nie mniej wzniosła. „Patriarcha jest żywym i ożywionym obrazem Chrystusa”. We wszystkich swoich słowach i czynach musi wykazywać się prawdą. Musi być ukrzyżowany dla świata i żyć w Chrystusie. Musi przemawiać do niewiernych świętością swojego życia. Musi starać się sprowadzić heretyków z powrotem do owczarni prawdziwego Kościoła. Musi być sprawiedliwy i bezstronny wobec wszystkich ludzi. Przed cesarzem musi bez wstydu bronić prawdziwej wiary. Tylko patriarcha ma prawo interpretować zasady Ojców i decydować o ich zgodnym z prawem stosowaniu.
Oczywiście był to obraz idealizowany. Rzeczywistość była znacznie mroczniejsza i bardziej niejednoznaczna. Cesarze zawsze mieli wpływ na wybór patriarchów i potrafili za pomocą różnych środków doprowadzić do detronizacji nieodpowiednich władców. Z drugiej strony patriarchowie dysponowali również znacznymi środkami, które mogli wykorzystać w ewentualnym oporze wobec władzy cesarskiej, a wśród nich nie bez znaczenia były suspensa i ekskomunika. Niemniej jednak idealny wzorzec, przedstawiony w Epanagoge i innych źródłach, nigdy nie został zapomniany. „Naprawdę znaczącą teorią była teoria Epanagoge: patriarcha i cesarz, jako sojusznicy, a nie rywale, obaj niezbędni dla dobrobytu polityki wschodniorzymskiej – obie części jednego organizmu” (Norman H. Baynes).
Teoria „podwójnej władzy” w jednej republice była powszechnie akceptowana w średniowieczu, zarówno na Wschodzie, jak i na Zachodzie. Teoria ta miała różne i rozbieżne wersje. Stanowiła wspólne tło dla obu konkurujących stron na Zachodzie, kurialistów i imperialistów, papiestwa i Świętego Cesarstwa. Kościół odniósł zwycięstwo w walce z Cesarstwem na Zachodzie. Było to jednak zwycięstwo niepewne. Znaczenie Kanossy było niejednoznaczne. Teokratyczne roszczenia Cesarstwa zostały pokonane. Jednak w dłuższej perspektywie doprowadziło to jedynie do gwałtownej „sekularyzacji” władzy świeckiej w społeczeństwie zachodnim. Po raz pierwszy w historii chrześcijaństwa powstało społeczeństwo czysto „świeckie”. W związku z tym „duchowe” społeczeństwo, Kościół, zostało całkowicie „sklerykalizowane”. Napięcia nie zmniejszyły się, nie zostały też złagodzone ani opanowane. Jednak „teokratyczna” misja Kościoła została poważnie ograniczona i zagrożona. Jedność chrześcijańskiej wspólnoty została zerwana. Na Wschodzie Kościół nie odniósł żadnych spektakularnych zwycięstw nad imperium. Wpływ władzy imperialnej na sprawy kościelne był ogromny i często szkodliwy. Jednak pomimo wszystkich nadużyć i porażek imperium, wspólnota bizantyjska do samego końca zachowała swój chrześcijański i „uświęcający” charakter. Religia i polityka nigdy nie były od siebie oddzielone ani rozdzielone. Bizancjum upadło jako królestwo chrześcijańskie pod ciężarem swoich ogromnych roszczeń.
o. Jerzy Fłorowski (tłum. Jakub Oniszczuk)
za: Georges Florovsky, Christianity and Culture: Chapter III. Antinomies of Christian History: Empire and Desert.
fotografia: Aleksander Wasyluk / orthphoto.net /
Justynian jasno określił podstawową zasadę bizantyjskiego systemu politycznego w przedmowie do swojej Szóstej Noweli, datowanej na 16 marca 535 roku:
Są dwa główne dary, które Bóg dał ludziom ze swej nadprzyrodzonej łaskawości: kapłaństwo i władzę cesarską — hierosyne i basileia; sacerdotium i imperium. Z tych dwojga, pierwsze dotyczy spraw boskich, drugie zaś przewodniczy sprawom ludzkim i troszczy się o nie. Oba, wychodząc z tego samego źródła, upiększają ludzkie życie. Nic nie leży bardziej na sercu cesarzom niż godność kapłańska, aby kapłani z kolei mogli modlić się do Boga za nich. Jeśli więc jedno będzie pod każdym względem bez skazy i przepełnione ufnością wobec Boga, a drugie będzie właściwie i należycie zarządzać powierzonym mu państwem, ustanowiona zostanie pewna sprawiedliwa harmonia, która zapewni wszystko, co niezbędne dla ludzkości. Dlatego słusznie troszczymy się o prawdziwe, natchnione przez Boga nauki oraz o godność kapłanów. Jesteśmy przekonani, że jeśli zachowają oni swoją godność, Bóg udzieli nam wielkich dobrodziejstw — i mocno utrzymamy to, co obecnie posiadamy, a ponadto zdobędziemy to, czego jeszcze nie osiągnęliśmy. Szczęśliwe zakończenie zawsze wieńczy te sprawy, które zostały rozpoczęte w sposób właściwy i przyjemny Bogu. Tak się dzieje, gdy starannie przestrzegane są święte kanony, które chwalebni Apostołowie — czcigodni świadkowie naoczni i słudzy Boskiego Słowa — przekazali nam, a święci Ojcowie zachowali i objaśnili.
Było to jednocześnie podsumowanie i deklaracja programowa.
Justynian nie mówił o państwie ani o Kościele. Mówił o dwóch powołaniach lub dwóch urzędach, które zostały ustanowione w chrześcijańskiej wspólnocie. Zostały one powołane przez tę samą boską władzę i w tym samym ostatecznym celu. Jako „boski dar”, władza cesarska, imperium, była „niezależna” od kapłaństwa, sacerdotium. Jednak była ona „zależna” i „podporządkowana” celowi, dla którego została ustanowiona przez Boga. Celem tym było utrzymanie i promowanie chrześcijańskiej prawdy. Tak więc, jeśli „imperium” jako takie nie było podporządkowane hierarchii, to jednak było podporządkowane Kościołowi, który był wyznaczonym przez Boga strażnikiem chrześcijańskiej prawdy. Innymi słowy, władza cesarska była legalna tylko w ramach Kościoła. W każdym razie była ona zasadniczo podporządkowana wierze chrześcijańskiej, związana nakazami apostołów i ojców Kościoła i pod tym względem „ograniczona” przez nie. Status prawny cesarza w Republice zależał od jego dobrej pozycji w Kościele, podlegającej jego dyscyplinie doktrynalnej i kanonicznej. Imperium było jednocześnie władzą i służbą. Warunki tej służby były określone w zasadach i przepisach Kościoła. W przysiędze koronacyjnej cesarz musiał wyznać wiarę prawosławną i złożyć ślub posłuszeństwa dekretom soborów kościelnych. Nie była to zwykła formalność. „Prawosławie było niejako ponadnarodowością Bizancjum, podstawowym elementem życia państwa i narodu” (I. I. Sokolov).
Pozycja cesarza w systemie bizantyjskim była wysoka i czcigodna. Otaczała go aura teokratycznej świetności. Ceremoniał dworski był bogaty i wyszukany, miał wyraźnie charakter religijny, był rytuałem, niemal rodzajem „cesarskiej liturgii”. Jednak cesarz był jedynie świeckim. Zajmował pewną pozycję w Kościele, bardzo znaczącą i wysoką. Była to jednak pozycja świecka. W Kościele istniało niejako specjalne stanowisko zarezerwowane dla osoby świeckiej. Cesarze nie należeli do regularnej hierarchii kościelnej. Nie byli w żadnym sensie „sługami Słowa i sakramentów”. Można im było przyznać pewien szczególny charakter „kapłański” i rzeczywiście często się to twierdziło i podkreślało. W każdym razie było to bardzo specyficzne „kapłaństwo królewskie”, wyraźnie odróżniające się od „kapłaństwa ministerialnego” duchowieństwa. Cesarz był z pewnością wysokim dostojnikiem w Kościele, ale w bardzo szczególnym sensie, który nie jest łatwy do dokładnego zdefiniowania. Niezależnie od pierwotnego znaczenia obrzędu koronacji cesarskiej – a wydaje się, że pierwotnie była to zdecydowanie ceremonia ściśle „świecka”, w której nawet patriarcha pełnił funkcję urzędnika państwowego – stopniowo przekształciła się ona w obrzęd sakralny, sakramentalny, jeśli nie regularny „sakrament”, zwłaszcza że został połączony z obrzędem „namaszczenia”, charakterystycznym obrzędem kościelnym, sprawowanym przez Kościół. Obrzędy koronacji cesarskiej przekazują całkowicie „konsekracyjną” koncepcję „władzy doczesnej”. Prawdopodobnie ten „teokratyczny” akcent był jeszcze silniejszy na Zachodzie niż w Bizancjum. Szczególnie znaczące jest to, że obrzęd obejmował uroczystą przysięgę wiernego przestrzegania wszystkich zasad Kościoła, a przede wszystkim zachowania nienaruszalnej wiary prawosławnej, zgodnie z Pismem Świętym i postanowieniami soborów.
Istota problemu tkwi w roszczeniach „świeckich” władców oraz w ich dążeniu do „bycia chrześcijanami” i wypełniania pewnych chrześcijańskich obowiązków z własnej inicjatywy, jako swojego zadania. Twierdzenie to sugerowało przekonanie, że w pewnym sensie „świeckość” sama w sobie była „święta”. W społeczeństwie chrześcijańskim nic nie może być po prostu „świeckie”. Można argumentować, że twierdzenie to było często nieszczere, stanowiąc jedynie przykrywkę dla światowych motywów i interesów. Jednak oczywiste jest, że w wielu przypadkach – i należy to podkreślić, we wszystkich ważnych i kluczowych przypadkach – twierdzenie to było całkowicie szczere. Zarówno Justynian, jak i Karol Wielki – by przytoczyć tylko najbardziej spektakularne przypadki – byli głęboko szczerzy w swoich wysiłkach, aby być „chrześcijańskimi władcami” i promować sprawę Chrystusa, nawet jeśli można krytykować ich rzeczywistą politykę. Powszechnie uznawano, że obowiązkiem cesarza była „obrona” wiary i Kościoła wszelkimi dostępnymi środkami, w tym nawet „mieczem”, ale prawdopodobnie przede wszystkim poprzez odpowiednie ustawodawstwo. Napięcie pojawiało się za każdym razem, gdy cesarze wykazywali zainteresowanie sprawami religijnymi, co wielu cesarzy bizantyjskich, a przede wszystkim Justynian, faktycznie robiło przy wielu okazjach. Zasadniczo nie wykraczało to poza ich kompetencje prawne. Ani „czystość wiary”, ani „rygor kanonów” nie są sprawami wyłącznie „kleru”. Cesarze powinni dbać o „właściwą wiarę” ludu. Nie można im było również zabronić wyznawania przekonań teologicznych. Jeśli prawo do formalnych decyzji w sprawach wiary i dyscypliny należało do kapłaństwa – a prawo to nigdy nie było kwestionowane ani uchylane – to nawet świeckim nie można było odmówić prawa do troski o kwestie doktrynalne ani prawa do wyrażania swoich przekonań religijnych, zwłaszcza w okresach sporów doktrynalnych. Oczywiście cesarze mogli zabierać głos w sposób bardziej zdecydowany i imponujący niż ktokolwiek inny oraz wykorzystywać swoją „władzę” (potestas) w celu egzekwowania przekonań, które w pełni szczerze uważali za ortodoksyjne. Jednak nawet w tym przypadku cesarze musieli działać poprzez odpowiednie kanały. Musieli narzucić swoją wolę lub sposób myślenia hierarchii kościelnej, co faktycznie próbowali zrobić niejednokrotnie, stosując czasami przemoc, groźby i inne budzące sprzeciw metody. W każdym przypadku należało przestrzegać formy prawnej lub kanonicznej. Działanie w sprawach religijnych bez zgody i współdziałania kapłaństwa było oczywiście wykroczeniem poza uprawnienia cesarskiej władzy, wyjściem poza jej kompetencje prawne. Nie należy ignorować rażących nadużyć bizantyjskich cesarzy. Z drugiej strony oczywiste jest, że cesarze w żadnym przypadku nie odnieśli sukcesu, próbując sprzeciwić się wierze Kościoła. Kościół w Bizancjum był wystarczająco silny, aby oprzeć się presji cesarskiej. Cesarzom nie udało się narzucić Kościołowi kompromisu z arianami, przedwczesnego pojednania z monofizytami, ikonoklazmu, a w późniejszym czasie niejednoznacznego „ponownego zjednoczenia” z Rzymem:
Nic nie może być bardziej fałszywe niż zarzut cezaropapizmu, który jest powszechnie wysuwany przeciwko Kościołowi bizantyjskiemu – oskarżenie, że Kościół okazywał niewolnicze posłuszeństwo rozkazom cesarza nawet w sferze religijnej. Cesarz zawsze zajmował się sprawami kościelnymi; starał się utrzymać lub narzucić jedność dogmatyczną, ale jego roszczenia nie zawsze były pokornie uznawane. W rzeczywistości Bizantyjczycy przyzwyczaili się do idei, że zorganizowana opozycja wobec woli cesarza w sprawach religijnych była czymś normalnym i uzasadnionym... Bez cienia paradoksu historię religijną Bizancjum można przedstawić jako konflikt między Kościołem a państwem, konflikt, z którego Kościół wyszedł bezsprzecznie zwycięsko. (Henry Grégoire).
Można by przyjąć, że z biegiem czasu rzeczywisty wpływ i prestiż Kościoła w Bizancjum stale rosły. W tym kontekście szczególnie istotny i pouczający jest dokument konstytucyjny z końca IX wieku, Epanagoge. Był to najprawdopodobniej tylko projekt, który nigdy nie został oficjalnie ogłoszony. Projekt został prawdopodobnie przygotowany przez słynnego patriarchę Focjusza. Niektóre fragmenty dokumentu zostały włączone do późniejszych kompilacji prawnych i uzyskały szeroką cyrkulację. W każdym razie dokument odzwierciedlał ówczesną koncepcję normalnych relacji między cesarzem a hierarchią kościelną. Główna zasada pozostała taka sama jak za czasów Justyniana. Teraz jednak została ona dopracowana z większym naciskiem i precyzją.
Wspólnota, politeia, składa się z kilku części i członków. Najważniejszymi i najbardziej niezbędnymi z nich są cesarz i patriarcha. Istnieje oczywista zbieżność między tymi dwiema władzami. Pokój i dobrobyt ludu zależą od porozumienia i jednomyślności między władzą cesarską a kapłaństwem. Cesarz jest najwyższym władcą. Jednak celem rządów cesarskich jest dobroczynność, euergesia. Jest to stara idea odziedziczona po hellenistycznej filozofii politycznej. W swoich rządach cesarz musi egzekwować sprawiedliwość. Cesarz musi być dobrze wykształcony w doktrynach wiary i pobożności. Musi bronić i promować nauki Pisma Świętego i soborów. Jego głównym zadaniem jest zapewnienie pokoju i szczęścia dla duszy i ciała swoich poddanych. Pozycja patriarchy jest nie mniej wzniosła. „Patriarcha jest żywym i ożywionym obrazem Chrystusa”. We wszystkich swoich słowach i czynach musi wykazywać się prawdą. Musi być ukrzyżowany dla świata i żyć w Chrystusie. Musi przemawiać do niewiernych świętością swojego życia. Musi starać się sprowadzić heretyków z powrotem do owczarni prawdziwego Kościoła. Musi być sprawiedliwy i bezstronny wobec wszystkich ludzi. Przed cesarzem musi bez wstydu bronić prawdziwej wiary. Tylko patriarcha ma prawo interpretować zasady Ojców i decydować o ich zgodnym z prawem stosowaniu.
Oczywiście był to obraz idealizowany. Rzeczywistość była znacznie mroczniejsza i bardziej niejednoznaczna. Cesarze zawsze mieli wpływ na wybór patriarchów i potrafili za pomocą różnych środków doprowadzić do detronizacji nieodpowiednich władców. Z drugiej strony patriarchowie dysponowali również znacznymi środkami, które mogli wykorzystać w ewentualnym oporze wobec władzy cesarskiej, a wśród nich nie bez znaczenia były suspensa i ekskomunika. Niemniej jednak idealny wzorzec, przedstawiony w Epanagoge i innych źródłach, nigdy nie został zapomniany. „Naprawdę znaczącą teorią była teoria Epanagoge: patriarcha i cesarz, jako sojusznicy, a nie rywale, obaj niezbędni dla dobrobytu polityki wschodniorzymskiej – obie części jednego organizmu” (Norman H. Baynes).
Teoria „podwójnej władzy” w jednej republice była powszechnie akceptowana w średniowieczu, zarówno na Wschodzie, jak i na Zachodzie. Teoria ta miała różne i rozbieżne wersje. Stanowiła wspólne tło dla obu konkurujących stron na Zachodzie, kurialistów i imperialistów, papiestwa i Świętego Cesarstwa. Kościół odniósł zwycięstwo w walce z Cesarstwem na Zachodzie. Było to jednak zwycięstwo niepewne. Znaczenie Kanossy było niejednoznaczne. Teokratyczne roszczenia Cesarstwa zostały pokonane. Jednak w dłuższej perspektywie doprowadziło to jedynie do gwałtownej „sekularyzacji” władzy świeckiej w społeczeństwie zachodnim. Po raz pierwszy w historii chrześcijaństwa powstało społeczeństwo czysto „świeckie”. W związku z tym „duchowe” społeczeństwo, Kościół, zostało całkowicie „sklerykalizowane”. Napięcia nie zmniejszyły się, nie zostały też złagodzone ani opanowane. Jednak „teokratyczna” misja Kościoła została poważnie ograniczona i zagrożona. Jedność chrześcijańskiej wspólnoty została zerwana. Na Wschodzie Kościół nie odniósł żadnych spektakularnych zwycięstw nad imperium. Wpływ władzy imperialnej na sprawy kościelne był ogromny i często szkodliwy. Jednak pomimo wszystkich nadużyć i porażek imperium, wspólnota bizantyjska do samego końca zachowała swój chrześcijański i „uświęcający” charakter. Religia i polityka nigdy nie były od siebie oddzielone ani rozdzielone. Bizancjum upadło jako królestwo chrześcijańskie pod ciężarem swoich ogromnych roszczeń.
o. Jerzy Fłorowski (tłum. Jakub Oniszczuk)
za: Georges Florovsky, Christianity and Culture: Chapter III. Antinomies of Christian History: Empire and Desert.
fotografia: Aleksander Wasyluk / orthphoto.net /
Poprzedni z serii:
Respublica Christiana – nowy ład Konstantyna
Respublica Christiana – nowy ład Konstantyna
Następny z serii:
Nowy Exodus – mnisi wobec ochrzczonego imperium
Nowy Exodus – mnisi wobec ochrzczonego imperium