Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Czego nauczył nas Wielki Post
hieromnich Roman (tłum. Justyna Pikutin), 19 kwietnia 2025
Wielki Post dobiegł końca, pozostawiając w duszach wiernych jedynie piękne wspomnienie. Spełnił on swoją rolę jako czas przygotowania do godnego spotkania Paschy Chrystusowej ustępując miejsca triumfowi i radości zmartwychwstałego Chrystusa. Pascha, ze swą uroczystą i radosną nowiną, wraz z czarnymi szatami liturgicznymi, całkowicie wyparła wszelkie motywy żałobne i pokutne. Ale czy to oznacza, że w niepohamowanej radości można teraz zapomnieć o wszystkich środkach ostrożności i niebezpieczeństwach, które czyhają na chrześcijanina na jego duchowej drodze? Oczywiście, że nie. Wręcz przeciwnie. Dla wielu Wielki Post stał się kolejnym nieudanym sprawdzianem chrześcijańskiej sprawności. I można powiedzieć, że jest to pierwszy wniosek, jaki prawie każdy chrześcijanin wyciąga po Wielkim Poście.
Rzeczywiście, podsumowanie jest zawsze ważne, ale w sferze duchowej jest ono ważne w wymiarze wieczności. Jednym z pierwszych wniosków, jakie człowiek wyciąga po przeżyciu Wielkiego Postu, jest zaakceptowanie faktu, że post nie był tak przestrzegany, jak powinien. Każdy karmi swoją własną bestię, a wyciągnięte wnioski dla każdego będą inne. U jednych zwycięża żołądek. Jedzenie, nawet jeśli jest wielkopostne, przezwyciężyło aspiracje ducha. W końcu w Wielkim Poście nie chodzi o jakość jedzenia, ale o stosunek do niego. Ktoś, powtarzając za mnichem Efremem modlitwę o powstrzymanie ust, nie potrafił wcielić tego przykazania w życie. A dla innych, w bitwie między modlitwą a Internetem, Internet, ze swymi niekończącymi się wiadomościami i sensacjami, odniósł niekwestionowane zwycięstwo. Bez względu na to, jak różnorodne mogą być przykłady naszej niewierności Chrystusowi, pod jednym względem wszyscy jesteśmy do siebie podobni: nikt z nas nie zasłużył na Paschę. Jest ona absolutnym darem Boga, nie ze względu na nasze zasługi czy starania, ale wyłącznie dzięki niewysłowionej łasce Stwórcy.
Jednak porażka w bitwie nie oznacza przegranej wojny, a negatywne doświadczenie jest również doświadczeniem. Dlatego chrześcijanin, którego celem jest wieczne zbawienie, nie tylko nie poddaje się po porażkach, ale wręcz przeciwnie, koryguje swoje słabości i zwiększa czujność w tych aspektach. To nie przypadek, że Wielki Post jest czasem nasilenia namiętności i intensyfikacji pokus. Wynika to ze świętości i doniosłości nadchodzącego święta. Podobnie jak na wojnie, im ważniejszy i bardziej znaczący cel, tym większe siły wróg angażuje w jego osiągnięcie i po większe działa sięga. Tak samo jest w walce duchowej. A jeśli chodzi o święto świąt - Świętą Paschę, wróg użyje całego swego arsenału, aby jeśli nie zgładzić chrześcijanina, to przynajmniej zmylić jego sumienie i zbezcześcić święto. Dlatego okres Wielkiego Postu jest najlepszym czasem, aby rozpoznać swoje wady i odkryć swoje słabości.
Wraz z pokajanijem, post jest najlepszym nauczycielem cierpliwości. Z jednej strony chrześcijanin jest zdeterminowany do walki z grzesznymi pragnieniami, ale z drugiej strony musi przez jakiś czas tolerować swoje słabości i niedomagania. „Duch wprawdzie ochoczy, ciało jednak niemocne” (Mt. 26,41) - powiedział Chrystus. Jednak w przypadku współczesnych chrześcijan zarówno ciało, jak i duch są równie słabe i chore. Namiętność stała się częścią naszej natury. Potępianie, próżne gadanie, arogancja, zarozumiałość, samousprawiedliwianie się, marzycielstwo i wiele innych rzeczy stało się dla ludzi tak naturalne, że wielu w ogóle nie zwraca na nie uwagi. Dla wielu Wielki Post staje się czasem bolesnej akceptacji tego faktu. Potrzeba wiele cierpliwości i odwagi, aby zaakceptować siebie takim, jakim się jest, ze wszystkimi naszymi słabościami, namiętnościami i niedoskonałościami. Tak, musimy znosić nie tylko ułomności naszych bliźnich, ale także nasze własne: „Pierwszym obiektem cierpliwości jest cierpliwość wobec samego siebie, choć prawie nikt nie zwraca na nią uwagi” (św. Teofan Pustelnik). Znoszenie siebie nie oznacza pogodzenia się z „nieuchronnością” grzechu i usprawiedliwiania w ten sposób swego duchowego lenistwa. Tolerować siebie to chłodno rozpoznawać w sobie konsekwencje własnej grzeszności i podejmować zdecydowaną walkę z nimi, nie wstydząc się ponoszonych porażek. Dlatego dla wielu ludzi okres Wielkiego Postu jest czasem umacniania nadziei i zaufania do Boga jako jedynego Pomocnika i Zbawiciela. Według Apostoła, to właśnie w słabości stajemy się mocni, ponieważ kiedy tracimy nadzieję we własne siły, zyskujemy nadzieję w Bogu, mogącym wskrzeszać zmarłych.
Ponadto post uczy nas żyć sprawiedliwie (w prawości) nie 40, ale 365 dni w roku. Cnoty modlitwy, postu, milczenia ust, przebaczenia bliźnim, miłosierdzia i inne nie ograniczają się do dni Wielkiego Postu. Ani wysiłek pokajania, ani modlitwa Jezusowa nie tracą na znaczeniu po Wielkanocy. Obraz Krzyża Chrystusa, który przewija się przez cały Wielki Post, nie tylko wzywa chrześcijanina do szacunku dla Krzyża, ale budzi w nim poczucie odpowiedzialności, poczucie zaangażowania w to, co wydarzyło się na Golgocie. W końcu Chrystus przelał Swą krew za moje grzechy, a zatem to także moja wina, że Zbawiciel został ukrzyżowany. To uczucie towarzyszy wierzącemu przez całe życie, a nie tylko w okresie noszenia czarnych szat. To nie przypadek, że wielu wierzących nie chce porzucić ustalonego rytmu po zakończeniu Wielkiego Postu. To właśnie po Wielkim Poście człowiek zdaje sobie sprawę, że częstsze komunikowanie się z Bogiem a rzadziej z ludźmi, powstrzymywanie się od rozrywek i radosne chodzenie do świątyni na długie nabożeństwa to zwykła norma chrześcijańskiego życia. I odwrotnie, ten, kto post postrzega jako niefortunne ograniczenie swego zwykłego rytmu i swej wolności lub jako niepożądaną tamę w swoim tryskającym wodospadzie życia, nie zrozumiał jeszcze znaczenia postu, a prawdopodobnie także innych podstaw prawosławnej wiary.
Jedną z zalet Wielkiego Postu są bez wątpienia wspaniałe nabożeństwa. Wiele nabożeństw wielkopostnych posiada wyjątkowy charakter, ponieważ nie powtarzają się one w innym miejscu roku liturgicznego. Wierni bardzo kochają te nabożeństwa, czekają na nie z niecierpliwością i śpieszą na nie z radością. Wielki Kanon św. Andrzeja z Krety, Liturgia św. Bazylego Wielkiego, Liturgia Uprzednio Poświęconych Darów, Triumf Prawosławia, Adoracja Krzyża, Męczennicy z Sebastii, Maryjne Czuwanie (Mariino Stojanije – nabożeństwo sprawowane w środę V tygodnia Wielkiego Postu z czytaniem całego Kanonu św. Andrzeja z Krety), Sobota Akatystu, czytanie Ewangelii Męki Pańskiej i inne charakterystyczne wydarzenia Wielkiego Postu i Wielkiego Tygodnia rezonują z serdecznym uczestnictwem i miłością w duszy każdego wierzącego. Trudno jest oszacować korzyści płynące z nabożeństw wielkopostnych, które każdy wierzący otrzymuje w tym czasie. To nie przypadek, że Ojcowie porównywali świątynię do nieba. „Stojąc w świątyni Twojej chwały uważamy, że stoimy na niebiosach” (z Jutrzni Wielkiego Postu), głosi święta Cerkiew. Ale nawet po nadejściu Wielkanocy chrześcijanin nie zmienia swej lojalności wobec nabożeństw. Miłość do nabożeństwa staje się naturalnym wyrazem miłości do Boga. Ten, kto pokochał nabożeństwa, zaczyna kochać Boga nie tylko w świątyni, ale także w życiu pod nieobecność zewnętrznych atrybutów religijnych, czego świadkiem jest tylko jego sumienie. Jak mówią święci ojcowie, ogromną wartość ma dobra umiejętność, która stała się nawykiem. A ten, dla kogo częste uczestnictwo w nabożeństwach stało się normą, znacznie łatwiej i szybciej zmierza do Boga, ponieważ świątynia jest statkiem: jeden wiosłuje, a płyną wszyscy.
Wielki Post, Wielki Tydzień i wieńcząca je Pascha Chrystusowa są niczym nasze życie w miniaturze. Przez całe życie idziemy naprzód, ograniczając się, ucząc się naszych słabości, pokonując różne etapy i w końcu wkraczając w Wielki Tydzień, wspinając się na naszą własną Golgotę smutków i chorób. A dalej - śmierć i spotkanie z Bogiem. Jakie będzie to spotkanie, zależy od stopnia naszej miłości. „Kto wiele miłuje, temu wiele będzie odpuszczone; a komu mało zostaje przebaczone, mało miłuje”, powiedział Pan (por. Łk 7, 47). W tym sensie Wielki Post jest jak szkoła miłości. Miłość, jak wiemy, wyraża się w czynach. Jest to poświęcenie samego siebie dla dobra ukochanej osoby. W czasie Wielkiego Postu odkrywamy, jak bardzo kochamy Boga i jak dalece jesteśmy gotowi naśladować Chrystusa na drodze wypełniania przykazań, których wierzchołkiem jest miłość. Dlatego post nie jest ważny sam w sobie, bo nie jest celem samym w sobie, a jedynie w kontekście osiągnięcia głównego celu chrześcijanina - zdobycia miłości do Boga i bliźniego. A Pascha jest swego rodzaju corocznym egzaminem, sprawdzianem, podczas którego przyszli absolwenci zdają cząstkowy egzamin ze swego sumienia, przygotowując się do głównego egzaminu swego życia - spotkania z Bogiem.
hieromnich Roman (tłum. Justyna Pikutin)
za: pravoslavie.ru
fotografia: jarek1 /orthphoto.net/
Rzeczywiście, podsumowanie jest zawsze ważne, ale w sferze duchowej jest ono ważne w wymiarze wieczności. Jednym z pierwszych wniosków, jakie człowiek wyciąga po przeżyciu Wielkiego Postu, jest zaakceptowanie faktu, że post nie był tak przestrzegany, jak powinien. Każdy karmi swoją własną bestię, a wyciągnięte wnioski dla każdego będą inne. U jednych zwycięża żołądek. Jedzenie, nawet jeśli jest wielkopostne, przezwyciężyło aspiracje ducha. W końcu w Wielkim Poście nie chodzi o jakość jedzenia, ale o stosunek do niego. Ktoś, powtarzając za mnichem Efremem modlitwę o powstrzymanie ust, nie potrafił wcielić tego przykazania w życie. A dla innych, w bitwie między modlitwą a Internetem, Internet, ze swymi niekończącymi się wiadomościami i sensacjami, odniósł niekwestionowane zwycięstwo. Bez względu na to, jak różnorodne mogą być przykłady naszej niewierności Chrystusowi, pod jednym względem wszyscy jesteśmy do siebie podobni: nikt z nas nie zasłużył na Paschę. Jest ona absolutnym darem Boga, nie ze względu na nasze zasługi czy starania, ale wyłącznie dzięki niewysłowionej łasce Stwórcy.
Jednak porażka w bitwie nie oznacza przegranej wojny, a negatywne doświadczenie jest również doświadczeniem. Dlatego chrześcijanin, którego celem jest wieczne zbawienie, nie tylko nie poddaje się po porażkach, ale wręcz przeciwnie, koryguje swoje słabości i zwiększa czujność w tych aspektach. To nie przypadek, że Wielki Post jest czasem nasilenia namiętności i intensyfikacji pokus. Wynika to ze świętości i doniosłości nadchodzącego święta. Podobnie jak na wojnie, im ważniejszy i bardziej znaczący cel, tym większe siły wróg angażuje w jego osiągnięcie i po większe działa sięga. Tak samo jest w walce duchowej. A jeśli chodzi o święto świąt - Świętą Paschę, wróg użyje całego swego arsenału, aby jeśli nie zgładzić chrześcijanina, to przynajmniej zmylić jego sumienie i zbezcześcić święto. Dlatego okres Wielkiego Postu jest najlepszym czasem, aby rozpoznać swoje wady i odkryć swoje słabości.
Wraz z pokajanijem, post jest najlepszym nauczycielem cierpliwości. Z jednej strony chrześcijanin jest zdeterminowany do walki z grzesznymi pragnieniami, ale z drugiej strony musi przez jakiś czas tolerować swoje słabości i niedomagania. „Duch wprawdzie ochoczy, ciało jednak niemocne” (Mt. 26,41) - powiedział Chrystus. Jednak w przypadku współczesnych chrześcijan zarówno ciało, jak i duch są równie słabe i chore. Namiętność stała się częścią naszej natury. Potępianie, próżne gadanie, arogancja, zarozumiałość, samousprawiedliwianie się, marzycielstwo i wiele innych rzeczy stało się dla ludzi tak naturalne, że wielu w ogóle nie zwraca na nie uwagi. Dla wielu Wielki Post staje się czasem bolesnej akceptacji tego faktu. Potrzeba wiele cierpliwości i odwagi, aby zaakceptować siebie takim, jakim się jest, ze wszystkimi naszymi słabościami, namiętnościami i niedoskonałościami. Tak, musimy znosić nie tylko ułomności naszych bliźnich, ale także nasze własne: „Pierwszym obiektem cierpliwości jest cierpliwość wobec samego siebie, choć prawie nikt nie zwraca na nią uwagi” (św. Teofan Pustelnik). Znoszenie siebie nie oznacza pogodzenia się z „nieuchronnością” grzechu i usprawiedliwiania w ten sposób swego duchowego lenistwa. Tolerować siebie to chłodno rozpoznawać w sobie konsekwencje własnej grzeszności i podejmować zdecydowaną walkę z nimi, nie wstydząc się ponoszonych porażek. Dlatego dla wielu ludzi okres Wielkiego Postu jest czasem umacniania nadziei i zaufania do Boga jako jedynego Pomocnika i Zbawiciela. Według Apostoła, to właśnie w słabości stajemy się mocni, ponieważ kiedy tracimy nadzieję we własne siły, zyskujemy nadzieję w Bogu, mogącym wskrzeszać zmarłych.
Ponadto post uczy nas żyć sprawiedliwie (w prawości) nie 40, ale 365 dni w roku. Cnoty modlitwy, postu, milczenia ust, przebaczenia bliźnim, miłosierdzia i inne nie ograniczają się do dni Wielkiego Postu. Ani wysiłek pokajania, ani modlitwa Jezusowa nie tracą na znaczeniu po Wielkanocy. Obraz Krzyża Chrystusa, który przewija się przez cały Wielki Post, nie tylko wzywa chrześcijanina do szacunku dla Krzyża, ale budzi w nim poczucie odpowiedzialności, poczucie zaangażowania w to, co wydarzyło się na Golgocie. W końcu Chrystus przelał Swą krew za moje grzechy, a zatem to także moja wina, że Zbawiciel został ukrzyżowany. To uczucie towarzyszy wierzącemu przez całe życie, a nie tylko w okresie noszenia czarnych szat. To nie przypadek, że wielu wierzących nie chce porzucić ustalonego rytmu po zakończeniu Wielkiego Postu. To właśnie po Wielkim Poście człowiek zdaje sobie sprawę, że częstsze komunikowanie się z Bogiem a rzadziej z ludźmi, powstrzymywanie się od rozrywek i radosne chodzenie do świątyni na długie nabożeństwa to zwykła norma chrześcijańskiego życia. I odwrotnie, ten, kto post postrzega jako niefortunne ograniczenie swego zwykłego rytmu i swej wolności lub jako niepożądaną tamę w swoim tryskającym wodospadzie życia, nie zrozumiał jeszcze znaczenia postu, a prawdopodobnie także innych podstaw prawosławnej wiary.
Jedną z zalet Wielkiego Postu są bez wątpienia wspaniałe nabożeństwa. Wiele nabożeństw wielkopostnych posiada wyjątkowy charakter, ponieważ nie powtarzają się one w innym miejscu roku liturgicznego. Wierni bardzo kochają te nabożeństwa, czekają na nie z niecierpliwością i śpieszą na nie z radością. Wielki Kanon św. Andrzeja z Krety, Liturgia św. Bazylego Wielkiego, Liturgia Uprzednio Poświęconych Darów, Triumf Prawosławia, Adoracja Krzyża, Męczennicy z Sebastii, Maryjne Czuwanie (Mariino Stojanije – nabożeństwo sprawowane w środę V tygodnia Wielkiego Postu z czytaniem całego Kanonu św. Andrzeja z Krety), Sobota Akatystu, czytanie Ewangelii Męki Pańskiej i inne charakterystyczne wydarzenia Wielkiego Postu i Wielkiego Tygodnia rezonują z serdecznym uczestnictwem i miłością w duszy każdego wierzącego. Trudno jest oszacować korzyści płynące z nabożeństw wielkopostnych, które każdy wierzący otrzymuje w tym czasie. To nie przypadek, że Ojcowie porównywali świątynię do nieba. „Stojąc w świątyni Twojej chwały uważamy, że stoimy na niebiosach” (z Jutrzni Wielkiego Postu), głosi święta Cerkiew. Ale nawet po nadejściu Wielkanocy chrześcijanin nie zmienia swej lojalności wobec nabożeństw. Miłość do nabożeństwa staje się naturalnym wyrazem miłości do Boga. Ten, kto pokochał nabożeństwa, zaczyna kochać Boga nie tylko w świątyni, ale także w życiu pod nieobecność zewnętrznych atrybutów religijnych, czego świadkiem jest tylko jego sumienie. Jak mówią święci ojcowie, ogromną wartość ma dobra umiejętność, która stała się nawykiem. A ten, dla kogo częste uczestnictwo w nabożeństwach stało się normą, znacznie łatwiej i szybciej zmierza do Boga, ponieważ świątynia jest statkiem: jeden wiosłuje, a płyną wszyscy.
Wielki Post, Wielki Tydzień i wieńcząca je Pascha Chrystusowa są niczym nasze życie w miniaturze. Przez całe życie idziemy naprzód, ograniczając się, ucząc się naszych słabości, pokonując różne etapy i w końcu wkraczając w Wielki Tydzień, wspinając się na naszą własną Golgotę smutków i chorób. A dalej - śmierć i spotkanie z Bogiem. Jakie będzie to spotkanie, zależy od stopnia naszej miłości. „Kto wiele miłuje, temu wiele będzie odpuszczone; a komu mało zostaje przebaczone, mało miłuje”, powiedział Pan (por. Łk 7, 47). W tym sensie Wielki Post jest jak szkoła miłości. Miłość, jak wiemy, wyraża się w czynach. Jest to poświęcenie samego siebie dla dobra ukochanej osoby. W czasie Wielkiego Postu odkrywamy, jak bardzo kochamy Boga i jak dalece jesteśmy gotowi naśladować Chrystusa na drodze wypełniania przykazań, których wierzchołkiem jest miłość. Dlatego post nie jest ważny sam w sobie, bo nie jest celem samym w sobie, a jedynie w kontekście osiągnięcia głównego celu chrześcijanina - zdobycia miłości do Boga i bliźniego. A Pascha jest swego rodzaju corocznym egzaminem, sprawdzianem, podczas którego przyszli absolwenci zdają cząstkowy egzamin ze swego sumienia, przygotowując się do głównego egzaminu swego życia - spotkania z Bogiem.
hieromnich Roman (tłum. Justyna Pikutin)
za: pravoslavie.ru
fotografia: jarek1 /orthphoto.net/