Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Święty Jan Klimak o smutku, który rodzi radość
31 marca 2025
Któż zrozumie, kto pojmie tę wielką tajemnicę, która tkwi we mnie samym? Któż rozpozna przyczynę tej przedziwnej kompozycji i tak harmonijnego powiązania duszy z ciałem? Jak to możliwe, że sam dla siebie jestem zarówno przyjacielem i wrogiem? Odpowiedz mi, moja towarzyszko, moja naturo, nie chcę, by pomiędzy nami znalazł się jeszcze ktoś trzeci, dlatego też nie chcę dowiedzieć się o tej tajemnicy od nikogo innego, tylko od ciebie; powiedz mi więc, w jaki sposób mógłbym się od ciebie uwolnić, jak mogę się uchronić od ran, które mi zadajesz; gdzie mogę schronić się przed zagrożeniem płynącym z mojej własnej natury? Złożyłem Chrystusowi obietnicę, że będę się z tobą zmagał, jak więc mogę pokonać twoją tyranię, skoro już zdecydowałem się toczyć z tobą wojnę?
To z piętnastego stopnia drabiny św. Jana. W czwartą niedzielę Wielkiego Postu wspominamy pamięć Jana z Synaju, szerzej znanego jako św. Jan Klimak lub Jan od Drabiny, od nazwy jego słynnego dzieła, które właśnie przytoczyliśmy, czyli „Drabiny do Raju”. Jest to tekst, który w monasterach, jak i dla wielu świeckich, stanowi coroczną lekturę podczas Wielkiego Postu.
Św. Jan przybył do klasztoru św. Katarzyny u podnóża góry Synaj w VI wieku i przyjął postrzyżyny, gdy miał zaledwie kilkanaście lat. Przez pewien czas był uczniem przełożonego klasztoru, a później wycofał się w pustynne rejony u podnóża Synaju, gdzie żył w małej pustelni. Przełożonym klasztoru został znacznie później, w roku 600, mając około 70 lat, i pozostał w tej roli przez około cztery lub pięć lat, zanim wycofał się z powrotem do swojej pustelni, aby zasnąć w Panu w roku 606. Reputacja św. Jana jako wielkiego ascety i duchowego ojca była znana w całym imperium już za jego życia. Pielgrzymi, a także biskupi, szukali jego przewodnictwa i oświecających modlitw. Jego najtrwalszym dziełem jest "Drabina do raju", często wydawana wraz z mniejszym traktatem "Pouczenia dla pasterza".
Drabina to żywy opis życia w ascezie, prowadzącego do głębokiej komunii z żywym Bogiem – jedynego prawdziwego raju człowieka. To księga, która traktuje chrześcijańskie życie i duchową walkę z pełną powagą, nie przebierając w słowach ani nie udając łagodności. Rzeczywiście, spośród trzydziestu stopni "Drabiny", pierwszy to całkowite wyrzeczenie się świata. To pierwszy krok. Być może właśnie dlatego, że św. Jan pisze bezkompromisowo, nie próbuje złagodzić surowości prawdziwej chrześcijańskiej walki, jego tekst pozostaje żywy i przekonujący – tak samo dzisiaj, jak w VI wieku, gdy powstał. A fragment, który przytoczyłem zaledwie przed chwilą, jest tego doskonałym przykładem.
"Kto pojmie tę wielką tajemnicę? Któż rozpozna przyczynę powiązania duszy z ciałem? Jak to możliwe, że sam dla siebie jestem zarówno przyjacielem i wrogiem?". Św. Jan jest w pełni świadomy tajemnicy osoby ludzkiej i wymiarów naszego życia, które ujawniają się w chrześcijańskiej walce. Odkrywamy paradoks zarówno pomagania, jak i przeszkadzania sobie w życiu chrześcijańskim, bycia naszym własnym przyjacielem, jak i wrogiem. Czasami nasza dusza szuka rzeczy niebiańskich, ale nasze ciało trzyma się tego, co ziemskie. Innym razem asceza nastraja nasze ciało do prawdziwej pokuty, ale nasza dusza trzyma się światowych myśli. Tak więc w jednym przypadku nasze ciało jest naszym wrogiem. W drugim jest naszym przyjacielem. W jednym przypadku dusza jest naszym wrogiem, w drugim przyjacielem. Jak pyta św. Jan, "jak to możliwe, że sam dla siebie jestem zarówno przyjacielem i wrogiem?".
Jego słowa są ważnym przypomnieniem naszej prawdziwej walki. Jesteśmy niezwykle dobrzy w odgrywaniu roli własnego wroga dla naszego duchowego rozwoju, przerażająco wręcz. Musimy jednak pamiętać, że czasami jesteśmy przyjaciółmi w tej walce. Ta osoba, ta dusza i ciało, jest Bożym dziełem, noszącym Jego obraz. Choć mój grzech może wypaczyć mój cel, ludzkie stworzenie tęskni za swoim Bogiem. Tak więc naszym celem w życiu chrześcijańskim nie jest zniszczenie ciała, ale jak to ujął św. Jan: nauczenie się oswajania jego upadłych aspektów, aby nas nie raniło. Życie chrześcijańskie nie ma na celu zniszczenia ciała, ale zapobieżenie nienaturalnemu opanowaniu go przez jego grzeszny stan. Wedle słów św. Jana: „jak więc mogę pokonać twoją tyranię, skoro już zdecydowałem się toczyć z tobą wojnę?”.
Jest to trudna walka, a Drabina nie próbuje jej łagodzić. Chrystus żąda od nas całego naszego życia, lecz jesteśmy wezwani, by oddać je z radością – by podjąć tę walkę z promienną nadzieją, ponieważ walczymy o rzecz najważniejszą.
Już na pierwszym stopniu Drabiny otrzymujemy następujące wskazówki:
Wszyscy, którzy podejmują dobrą walkę – trudną i wymagającą, a jednocześnie lekką – muszą zdać sobie sprawę, że jeśli naprawdę pragną, by niebiański ogień w nich zamieszkał, muszą najpierw sami rzucić się w ogień.
Dobry bój jest trudny i wymagający, a jednak, jak mówi św. Jan, jest również łatwy, tak jak obiecał Chrystus, który powiedział, że dał jarzmo, ale jarzmo lekkie do zniesienia. Ponownie widzimy tajemnicę naszego życia w Nim. Święty Jan jest tutaj bardzo precyzyjny, nigdy nie pozwalając, aby surowość naszej pracy oderwała nas od jej prawdziwego celu. Musimy skoczyć w ogień, jak mówi, ale robimy to, ponieważ oczekujemy, że niebiański ogień zamieszka w nas. Asceza zawsze wskazuje na coś, a dokładniej na kogoś. Nasza praca jest daremna, jeśli nie jest w Chrystusie. Całe życie chrześcijańskie jest związane z tą dziwną tajemnicą pozornych przeciwieństw: bycia w naszych sercach zarówno naszymi przyjaciółmi, jak i wrogami, jarzma, które jest ciężkie, ale lekkie, walki, która jest trudna, ale łatwa. A w samym centrum tej tajemnicy paradoksów znajduje się sama skrucha, która łączy pozornie niepasujące do siebie smutek i radość.
Jak pisze św. Jan na siódmym stopniu swojej Drabiny:
Gdy zastanawiam się nad prawdziwą naturą żalu, uderza mnie to, że wewnętrzna radość i zadowolenie przenikają się w nim z tym, co nazywamy lamentem i smutkiem – niczym miód zatopiony w plastrze.
Jeśli istnieje jeden trwały obraz wizji św. Jana, który pozostaje ze mną i przychodzi mi na myśl za każdym razem, gdy słyszę jego imię, to jest to obraz lamentu i smutku, które zawierają w sobie radość i zadowolenie. Jan uczy nas rozpoznawać smutek, który rodzi radość, łzy, które przynoszą zadowolenie. Otrzymujemy wizję pokuty, która jest pulsem i biciem serca samej miłości. Kiedy sami pracujemy nad nauką modlitwy, nad nauką pokuty, wskazówki św. Jana są nieocenione. Oto duszpasterz naszych zmagań, który uczy nas, byśmy nie traktowali smutku i radości jako wrogów w naszym chrześcijańskim życiu. Gdy tak czynimy, narażamy się na ciągłą frustrację, albo popadając w przygnębienie, gdy nie możemy uciec od smutku, albo w emocjonalne uniesienie bez żadnej prawdziwej treści, gdy wierzymy, że radość nie ma w sobie wymiaru cierpienia. Są to prawdziwe pokusy w naszym codziennym modlitewnym życiu.
Tak więc św. Jan uczy nas, abyśmy przyjęli radość, która naśladuje radość Chrystusa, radość zrodzoną w smutku, w poświęceniu, i uczy nas, abyśmy przyjęli właściwy smutek, smutek serca, który naśladuje smutek Kościoła przy grobie Chrystusa. Tam lamentujemy. Płaczemy, ale znamy już tajemnicę, którą ujawnią aniołowie. Płaczemy łzami już zjednoczonymi z radością, a to nadaje zarówno łzom, jak i radości ich prawdziwą treść, ich prawdziwą perspektywę, ich prawdziwe znaczenie.
W naszych świętych ojcach spotykamy teologię w jej najwyższej formie: teologię wizji, boskiego oświecenia, a ta prawdziwa teologia jest zawsze, jak to wyraźnie widać u św. Jana Klimaka, teologią do praktykowania, teologią, która prowadzi nas i pasterzuje na drodze duchowego wzrostu. Obyśmy otrzymali to cenne pasterstwo, które dają nam ojcowie, abyśmy, jak św. Jan na ostatnim stopniu swojej "Drabiny", mogli powiedzieć:
Oświeć, błagamy cię, nasze dusze i poprowadź je tą drogą; już teraz bowiem pragniemy wznieść się ku tobie, gdyż to ty masz przywilej starszeństwa pośród wszystkich rzeczy, i to ty teraz zraniłaś mą duszę w jej najskrytszej głębi, i nie potrafię już ugasić tego płomienia.
Przez modlitwy naszego świętego ojca, świętego Jana z Synaju, i wszystkich świętych, zmiłuj się nad nami, Panie, i zbaw nas.
Amen.
biskup Ireneusz (Steenberd) / tłum. Jakub Oniszczuk
za: A Word from the Holy Fathers
fotografia: alik / www.orthphoto.net /
To z piętnastego stopnia drabiny św. Jana. W czwartą niedzielę Wielkiego Postu wspominamy pamięć Jana z Synaju, szerzej znanego jako św. Jan Klimak lub Jan od Drabiny, od nazwy jego słynnego dzieła, które właśnie przytoczyliśmy, czyli „Drabiny do Raju”. Jest to tekst, który w monasterach, jak i dla wielu świeckich, stanowi coroczną lekturę podczas Wielkiego Postu.
Św. Jan przybył do klasztoru św. Katarzyny u podnóża góry Synaj w VI wieku i przyjął postrzyżyny, gdy miał zaledwie kilkanaście lat. Przez pewien czas był uczniem przełożonego klasztoru, a później wycofał się w pustynne rejony u podnóża Synaju, gdzie żył w małej pustelni. Przełożonym klasztoru został znacznie później, w roku 600, mając około 70 lat, i pozostał w tej roli przez około cztery lub pięć lat, zanim wycofał się z powrotem do swojej pustelni, aby zasnąć w Panu w roku 606. Reputacja św. Jana jako wielkiego ascety i duchowego ojca była znana w całym imperium już za jego życia. Pielgrzymi, a także biskupi, szukali jego przewodnictwa i oświecających modlitw. Jego najtrwalszym dziełem jest "Drabina do raju", często wydawana wraz z mniejszym traktatem "Pouczenia dla pasterza".
Drabina to żywy opis życia w ascezie, prowadzącego do głębokiej komunii z żywym Bogiem – jedynego prawdziwego raju człowieka. To księga, która traktuje chrześcijańskie życie i duchową walkę z pełną powagą, nie przebierając w słowach ani nie udając łagodności. Rzeczywiście, spośród trzydziestu stopni "Drabiny", pierwszy to całkowite wyrzeczenie się świata. To pierwszy krok. Być może właśnie dlatego, że św. Jan pisze bezkompromisowo, nie próbuje złagodzić surowości prawdziwej chrześcijańskiej walki, jego tekst pozostaje żywy i przekonujący – tak samo dzisiaj, jak w VI wieku, gdy powstał. A fragment, który przytoczyłem zaledwie przed chwilą, jest tego doskonałym przykładem.
"Kto pojmie tę wielką tajemnicę? Któż rozpozna przyczynę powiązania duszy z ciałem? Jak to możliwe, że sam dla siebie jestem zarówno przyjacielem i wrogiem?". Św. Jan jest w pełni świadomy tajemnicy osoby ludzkiej i wymiarów naszego życia, które ujawniają się w chrześcijańskiej walce. Odkrywamy paradoks zarówno pomagania, jak i przeszkadzania sobie w życiu chrześcijańskim, bycia naszym własnym przyjacielem, jak i wrogiem. Czasami nasza dusza szuka rzeczy niebiańskich, ale nasze ciało trzyma się tego, co ziemskie. Innym razem asceza nastraja nasze ciało do prawdziwej pokuty, ale nasza dusza trzyma się światowych myśli. Tak więc w jednym przypadku nasze ciało jest naszym wrogiem. W drugim jest naszym przyjacielem. W jednym przypadku dusza jest naszym wrogiem, w drugim przyjacielem. Jak pyta św. Jan, "jak to możliwe, że sam dla siebie jestem zarówno przyjacielem i wrogiem?".
Jego słowa są ważnym przypomnieniem naszej prawdziwej walki. Jesteśmy niezwykle dobrzy w odgrywaniu roli własnego wroga dla naszego duchowego rozwoju, przerażająco wręcz. Musimy jednak pamiętać, że czasami jesteśmy przyjaciółmi w tej walce. Ta osoba, ta dusza i ciało, jest Bożym dziełem, noszącym Jego obraz. Choć mój grzech może wypaczyć mój cel, ludzkie stworzenie tęskni za swoim Bogiem. Tak więc naszym celem w życiu chrześcijańskim nie jest zniszczenie ciała, ale jak to ujął św. Jan: nauczenie się oswajania jego upadłych aspektów, aby nas nie raniło. Życie chrześcijańskie nie ma na celu zniszczenia ciała, ale zapobieżenie nienaturalnemu opanowaniu go przez jego grzeszny stan. Wedle słów św. Jana: „jak więc mogę pokonać twoją tyranię, skoro już zdecydowałem się toczyć z tobą wojnę?”.
Jest to trudna walka, a Drabina nie próbuje jej łagodzić. Chrystus żąda od nas całego naszego życia, lecz jesteśmy wezwani, by oddać je z radością – by podjąć tę walkę z promienną nadzieją, ponieważ walczymy o rzecz najważniejszą.
Już na pierwszym stopniu Drabiny otrzymujemy następujące wskazówki:
Wszyscy, którzy podejmują dobrą walkę – trudną i wymagającą, a jednocześnie lekką – muszą zdać sobie sprawę, że jeśli naprawdę pragną, by niebiański ogień w nich zamieszkał, muszą najpierw sami rzucić się w ogień.
Dobry bój jest trudny i wymagający, a jednak, jak mówi św. Jan, jest również łatwy, tak jak obiecał Chrystus, który powiedział, że dał jarzmo, ale jarzmo lekkie do zniesienia. Ponownie widzimy tajemnicę naszego życia w Nim. Święty Jan jest tutaj bardzo precyzyjny, nigdy nie pozwalając, aby surowość naszej pracy oderwała nas od jej prawdziwego celu. Musimy skoczyć w ogień, jak mówi, ale robimy to, ponieważ oczekujemy, że niebiański ogień zamieszka w nas. Asceza zawsze wskazuje na coś, a dokładniej na kogoś. Nasza praca jest daremna, jeśli nie jest w Chrystusie. Całe życie chrześcijańskie jest związane z tą dziwną tajemnicą pozornych przeciwieństw: bycia w naszych sercach zarówno naszymi przyjaciółmi, jak i wrogami, jarzma, które jest ciężkie, ale lekkie, walki, która jest trudna, ale łatwa. A w samym centrum tej tajemnicy paradoksów znajduje się sama skrucha, która łączy pozornie niepasujące do siebie smutek i radość.
Jak pisze św. Jan na siódmym stopniu swojej Drabiny:
Gdy zastanawiam się nad prawdziwą naturą żalu, uderza mnie to, że wewnętrzna radość i zadowolenie przenikają się w nim z tym, co nazywamy lamentem i smutkiem – niczym miód zatopiony w plastrze.
Jeśli istnieje jeden trwały obraz wizji św. Jana, który pozostaje ze mną i przychodzi mi na myśl za każdym razem, gdy słyszę jego imię, to jest to obraz lamentu i smutku, które zawierają w sobie radość i zadowolenie. Jan uczy nas rozpoznawać smutek, który rodzi radość, łzy, które przynoszą zadowolenie. Otrzymujemy wizję pokuty, która jest pulsem i biciem serca samej miłości. Kiedy sami pracujemy nad nauką modlitwy, nad nauką pokuty, wskazówki św. Jana są nieocenione. Oto duszpasterz naszych zmagań, który uczy nas, byśmy nie traktowali smutku i radości jako wrogów w naszym chrześcijańskim życiu. Gdy tak czynimy, narażamy się na ciągłą frustrację, albo popadając w przygnębienie, gdy nie możemy uciec od smutku, albo w emocjonalne uniesienie bez żadnej prawdziwej treści, gdy wierzymy, że radość nie ma w sobie wymiaru cierpienia. Są to prawdziwe pokusy w naszym codziennym modlitewnym życiu.
Tak więc św. Jan uczy nas, abyśmy przyjęli radość, która naśladuje radość Chrystusa, radość zrodzoną w smutku, w poświęceniu, i uczy nas, abyśmy przyjęli właściwy smutek, smutek serca, który naśladuje smutek Kościoła przy grobie Chrystusa. Tam lamentujemy. Płaczemy, ale znamy już tajemnicę, którą ujawnią aniołowie. Płaczemy łzami już zjednoczonymi z radością, a to nadaje zarówno łzom, jak i radości ich prawdziwą treść, ich prawdziwą perspektywę, ich prawdziwe znaczenie.
W naszych świętych ojcach spotykamy teologię w jej najwyższej formie: teologię wizji, boskiego oświecenia, a ta prawdziwa teologia jest zawsze, jak to wyraźnie widać u św. Jana Klimaka, teologią do praktykowania, teologią, która prowadzi nas i pasterzuje na drodze duchowego wzrostu. Obyśmy otrzymali to cenne pasterstwo, które dają nam ojcowie, abyśmy, jak św. Jan na ostatnim stopniu swojej "Drabiny", mogli powiedzieć:
Oświeć, błagamy cię, nasze dusze i poprowadź je tą drogą; już teraz bowiem pragniemy wznieść się ku tobie, gdyż to ty masz przywilej starszeństwa pośród wszystkich rzeczy, i to ty teraz zraniłaś mą duszę w jej najskrytszej głębi, i nie potrafię już ugasić tego płomienia.
Przez modlitwy naszego świętego ojca, świętego Jana z Synaju, i wszystkich świętych, zmiłuj się nad nami, Panie, i zbaw nas.
Amen.
biskup Ireneusz (Steenberd) / tłum. Jakub Oniszczuk
za: A Word from the Holy Fathers
fotografia: alik / www.orthphoto.net /