Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Nie bój się, oddaj wszystko w ręce Boga. Rozważania o świętej Liturgii.
metropolita Limassol Atanazy (tłum. Justyna Pikutin), 19 października 2024
przeczytaj poprzednie rozważania
Następnie diakon wzywa: „...sami siebie, wszyscy siebie nawzajem i całe życie nasze Chrystusowi Bogu oddajmy". Oddajmy samych siebie, siebie nawzajem i całe nasze życie Chrystusowi, naszemu Bogu.
„Oddajmy” - wyobraźcie sobie, że zdejmuję z siebie ciężar i przekazuję go komuś innemu.
„Sami siebie” - czyli my sami i wszystko, co nas dotyczy: nasze zdrowie, nasza sytuacja finansowa, nasze interesy, cały ciężar naszego ja.
„I siebie nawzajem” - czyli wszystkich innych ludzi. Każdego dnia myślimy: co stanie się ze światem? Co stanie się z naszymi bliskimi? Martwimy się cały czas - o nasze dzieci, o naszych rodziców, o naszą pracę. Tak więc wszystko, co nas otacza - „i całe nasze życie” - musimy oddać Chrystusowi.
Nie oznacza to, że stajemy się obojętni lub niewrażliwi na wszystko: oddaliśmy wszystko Chrystusowi i na tym koniec. Oddanie wszystkiego Chrystusowi nie oznacza, że rezygnujemy z odpowiedzialności czy unikamy walki. To wymaga duchowej odwagi i zaufania Bożej Opatrzności. Robisz to, co możesz - spokojnie, prosto, dobrze, pokornie, bez niepokoju i zmieszania, bez frustracji i zmartwień - i powierzasz wszystko Bogu. Nie bój się, oddaj wszystko w ręce Boga. Wszystko: siebie i tych, którzy są wokół ciebie: twoją rodzinę, pracę, dzieci, dobrobyt materialny, zdrowie, a nawet śmierć. Co powinna zrobić osoba, która jest poważnie chora i widzi zbliżającą się śmierć? Z zaufaniem do Boga oddać się w Jego ręce. Tak jak małe dziecko oddaje się w ramiona matki. Matka obejmuje dziecko, a ono czuje się chronione w jej ramionach i odczuwa wielką pociechę. Tym bardziej poczucie bezpieczeństwa towarzyszy osobie, która oddaje się w ramiona Chrystusa.
W odpowiedzi na słowa diakona wierni odpowiadają: „Tobie, Panie”.
Jeśli nauczymy się oddawać wszystko w naszym życiu w ręce Boga, znajdziemy doskonały spokój, wolny od niekończących się zmartwień i niepokojów: „Och, co się stanie? Och, jak żyć?!” Tym troskom i zmartwieniom nie ma końca. Uspokój się, zachowaj spokój umysłu. Niech nie będzie tak, jak ty tego chcesz. Odetnij przynajmniej część swej woli i pozwól, by sprawy potoczyły się tak, jak Bóg pozwoli. Rób, co możesz, aby twoje sumienie nie czyniło ci wyrzutów i bądź spokojny.
Byłem pod wrażeniem tego, jak zachowywali się starcy, których znaliśmy na Świętej Górze, zwłaszcza nasz starzec Józef, kiedy przychodziliśmy do nich pełni niepokoju i zmartwienia z powodu jakiegoś problemu:
- Geronda, co teraz będzie? Jak mamy żyć? Co powinniśmy zrobić?
- Posłuchaj, dziecko. Nic się nie stanie. Jest tylko to, czego chce Bóg. Ni mniej, ni więcej. Zaufajmy Bogu.
- Ale...
- Żadnych „ale”. Jeśli Bóg pozwoli, by wszystko zginęło, wszystko zginie. Jeśli Bóg pozwoli, by wszystko wybuchło, wszystko wybuchnie. Jeśli On na nic nie pozwala, to nic się nie dzieje. Czy nie ufasz Bogu?
Jeśli wierzę, że Bóg widzi wszystko i wie o wszystkim, co się dzieje, to nawet jeśli dojdzie do światowej katastrofy, moja dusza będzie wypełniona pokojem. Jak mówi jeden z Psalmów: „Choćby się niebiosa zderzyły z ziemią, nie trwoży się dusza moja, bo Ty jesteś ze mną”.
Możemy być grzeszni i nikczemni, ale jeśli nie grzeszymy z zimnym wyrachowaniem, jeśli grzech powoduje w nas smutek, skruchę, ból serca, jeśli kochamy Boga i szukamy Go, to możemy mieć pokój w naszych duszach. Nie popadamy w zakłopotanie, stres duchowy, który wstrząsa duszą i jest dziełem demonów. Tak, będę żałował swego grzechu. Ale czym innym jest żałować i opłakiwać grzech, mając pokój Boży w sercu, a czym innym być niespokojnym, zmartwionym i pogrążonym w ciemności. Jest różnica między jednym a drugim. Jak powiedział św. mnich Paisjusz Hagioryta: „niepokój nie pochodzi od Boga”. Często, gdy pytano go, jak zrozumieć, czy coś pochodzi od Boga, odpowiadał: „Jeśli jest w tym niepokój, to nie jest od Boga”. Jeśli w twojej duszy jest niepokój, oznacza to, że coś jest z tobą nie tak.
Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że przebywając w domu, w którym ludzie są przepełnieni wewnętrznym napięciem, źle się czujesz. Przy najmniejszym twoim ruchu są natychmiast zaniepokojeni:
- Chcesz czegoś?
- Nie, niczego nie chcę.
Gdy tylko się poruszysz, pojawia się pytanie:
- Potrzebujesz czegoś?
- Nie, niczego nie potrzebuję, tylko rozglądałem się po pokoju.
Odwracasz głowę w bok, pojawia się pytanie:
- Czy stół jest zakurzony?
- Nie, jest idealnie czysty.
Najważniejsze w związkach jest, aby były proste, wtedy czujesz się wolny.
- Jesteś głodny?
- Nie.
Nie, to nie, sprawa jest zamknięta. Nie ma potrzeby przeprowadzać całego śledztwa, próbując odgadnąć, co myśli bliźni, czego chce, dlaczego się poruszył lub westchnął. W wyniku takich „śledztw” często pojawiają się złudzenia. Spotykam się z tym podczas spowiedzi. Przychodzi człowiek i zaczyna:
- Spóźniłem się?
- Nie, nie spóźniłeś się.
- Po prostu widzę, że czekasz na mnie z niepokojem.
- Wszystko w porządku, nie jestem zaniepokojony.
Poruszysz się trochę:
- Chcesz, żebym szybko wyszedł?
- Uspokój się i wyspowiadaj.
Gdy tylko zamykasz na sekundę oczy, słyszysz:
- Śpisz?
- Nie, nie śpię. Po prostu lekko przymknąłem oczy.
Myślę, że spotkaliście takich „trudnych” ludzi. To nie tylko trudne dla ciebie, ale tysiąc razy trudniejsze dla nich.
Uspokójcie się i bądźcie wolni!
Na Świętej Górze był pewien starzec. Kiedy ludzie pytali go: „Ojcze, kiedy zbudowano ten klasztor?”, odpowiadał:
- „Nie wiem dokładnie, ale musiało to być przed Chrystusem”.
Chciał przez to powiedzieć, że klasztor był bardzo stary.
- Co ty mówisz, ojcze? Jak mogły istnieć klasztory przed Chrystusem? Wszystko powstało po Chrystusie!
- Przed Chrystusem - powtórzył całkiem spokojnie, wcale nie zakłopotany tą uwagą - przed Chrystusem... Inne klasztory zostały zbudowane po Chrystusie, ale nasz jest starszy.
Inny przypadek. Mieliśmy mnicha prostego usposobienia. Pewnego dnia przyniósł nam poczęstunek. Nie chciałem pić wody. Wtedy ojciec zwrócił się do mnie:
- Nie napijesz się wody? W porządku. Ja ją wypiję.
To wszystko. Spokojnie i przyjemnie.
Co chcę przez to powiedzieć? Że wszyscy ci starcy byli duchowo wolni, wszystko było dla nich proste, a wszelki niepokój był im zupełnie obcy.
Musimy wydostać się ze stanu niepokoju i zmartwienia. Możemy to osiągnąć tylko wtedy, gdy z całego serca wypowiemy te słowa: „Tobie, Panie” - „w Twoje ręce, Boże, oddaję moje życie, moją pracę, mój dom, moje dzieci, oddaję wszystko”.
Św. mnich Sofroniusz z Essex, kilka dni przed swoją śmiercią, powiedział: „Wszystko, co powinienem był powiedzieć - powiedziałem. Wszystko, co powinienem napisać - napisałem. Wszystko, co powinienem zrobić - zrobiłem. Moje życie dobiegło końca, czuję, że muszę odejść”. Widzimy, jaki spokój miał w sercu ten święty człowiek. Powinniśmy mieć taki sam spokój umysłu. Przynajmniej w godzinie śmierci powiedzmy: „Jesteśmy w rękach Boga”. Przejście do innego życia powinno odbywać się w pokoju.
Niepokój i stres rujnują naszą teraźniejszość negatywnymi wspomnieniami z przeszłości i obawami o przyszłość. Uwolnijmy się od naszych lęków i obaw, a wtedy poczujemy się naprawdę wspaniale w chwili obecnej. Rób to, co należy do dzisiaj, a wszystko inne zostaw na jutro.
Ogromna lekcja, której nauczyliśmy się na pierwszych etapach naszego życia monastycznego, była następująca: nie martw się o jutro. Na przykład, myślisz: ciekawe, czy starzec uczyni mnie hieromnichem? Przychodzisz do starca Józefa i mówisz mu o swych przemyśleniach. Starzec nie odpowiadał „tak” lub „nie” na takie pytania, ale mówił: „Dziecko, co ty mówisz? Czy jesteś pewien, że dożyjesz jutra? Jeśli dożyjesz, wtedy porozmawiamy. Żyj dniem dzisiejszym. Dziś jesteś nowicjuszem, mieszkasz tutaj, wykonujesz powierzone ci obowiązki. Dzień jutrzejszy nie jest w naszych rękach. Nie interesuj się jutrem, ale dniem dzisiejszym i oddaj go Chrystusowi. A kiedy jesteś kuszony myślami o dniu jutrzejszym, odpowiedz im, że dzień jutrzejszy jest w rękach Boga. Niech wszystko będzie tak, jak chce Bóg”.
Jest to lekcja dla chrześcijan naszych czasów. Jeśli uda nam się „poświęcić siebie i siebie nawzajem oraz całe nasze życie Chrystusowi Bogu”, zyskamy pokój i będziemy cieszyć się naszym codziennym życiem. Wtedy nasze ziemskie życie stanie się naprawdę piękne.
metropolita Limassol Atanazy (tłum. Justyna Pikutin)
za: sestry.ru
fotografia: jarek /orthphoto.net/
Następnie diakon wzywa: „...sami siebie, wszyscy siebie nawzajem i całe życie nasze Chrystusowi Bogu oddajmy". Oddajmy samych siebie, siebie nawzajem i całe nasze życie Chrystusowi, naszemu Bogu.
„Oddajmy” - wyobraźcie sobie, że zdejmuję z siebie ciężar i przekazuję go komuś innemu.
„Sami siebie” - czyli my sami i wszystko, co nas dotyczy: nasze zdrowie, nasza sytuacja finansowa, nasze interesy, cały ciężar naszego ja.
„I siebie nawzajem” - czyli wszystkich innych ludzi. Każdego dnia myślimy: co stanie się ze światem? Co stanie się z naszymi bliskimi? Martwimy się cały czas - o nasze dzieci, o naszych rodziców, o naszą pracę. Tak więc wszystko, co nas otacza - „i całe nasze życie” - musimy oddać Chrystusowi.
Nie oznacza to, że stajemy się obojętni lub niewrażliwi na wszystko: oddaliśmy wszystko Chrystusowi i na tym koniec. Oddanie wszystkiego Chrystusowi nie oznacza, że rezygnujemy z odpowiedzialności czy unikamy walki. To wymaga duchowej odwagi i zaufania Bożej Opatrzności. Robisz to, co możesz - spokojnie, prosto, dobrze, pokornie, bez niepokoju i zmieszania, bez frustracji i zmartwień - i powierzasz wszystko Bogu. Nie bój się, oddaj wszystko w ręce Boga. Wszystko: siebie i tych, którzy są wokół ciebie: twoją rodzinę, pracę, dzieci, dobrobyt materialny, zdrowie, a nawet śmierć. Co powinna zrobić osoba, która jest poważnie chora i widzi zbliżającą się śmierć? Z zaufaniem do Boga oddać się w Jego ręce. Tak jak małe dziecko oddaje się w ramiona matki. Matka obejmuje dziecko, a ono czuje się chronione w jej ramionach i odczuwa wielką pociechę. Tym bardziej poczucie bezpieczeństwa towarzyszy osobie, która oddaje się w ramiona Chrystusa.
W odpowiedzi na słowa diakona wierni odpowiadają: „Tobie, Panie”.
Jeśli nauczymy się oddawać wszystko w naszym życiu w ręce Boga, znajdziemy doskonały spokój, wolny od niekończących się zmartwień i niepokojów: „Och, co się stanie? Och, jak żyć?!” Tym troskom i zmartwieniom nie ma końca. Uspokój się, zachowaj spokój umysłu. Niech nie będzie tak, jak ty tego chcesz. Odetnij przynajmniej część swej woli i pozwól, by sprawy potoczyły się tak, jak Bóg pozwoli. Rób, co możesz, aby twoje sumienie nie czyniło ci wyrzutów i bądź spokojny.
Byłem pod wrażeniem tego, jak zachowywali się starcy, których znaliśmy na Świętej Górze, zwłaszcza nasz starzec Józef, kiedy przychodziliśmy do nich pełni niepokoju i zmartwienia z powodu jakiegoś problemu:
- Geronda, co teraz będzie? Jak mamy żyć? Co powinniśmy zrobić?
- Posłuchaj, dziecko. Nic się nie stanie. Jest tylko to, czego chce Bóg. Ni mniej, ni więcej. Zaufajmy Bogu.
- Ale...
- Żadnych „ale”. Jeśli Bóg pozwoli, by wszystko zginęło, wszystko zginie. Jeśli Bóg pozwoli, by wszystko wybuchło, wszystko wybuchnie. Jeśli On na nic nie pozwala, to nic się nie dzieje. Czy nie ufasz Bogu?
Jeśli wierzę, że Bóg widzi wszystko i wie o wszystkim, co się dzieje, to nawet jeśli dojdzie do światowej katastrofy, moja dusza będzie wypełniona pokojem. Jak mówi jeden z Psalmów: „Choćby się niebiosa zderzyły z ziemią, nie trwoży się dusza moja, bo Ty jesteś ze mną”.
Możemy być grzeszni i nikczemni, ale jeśli nie grzeszymy z zimnym wyrachowaniem, jeśli grzech powoduje w nas smutek, skruchę, ból serca, jeśli kochamy Boga i szukamy Go, to możemy mieć pokój w naszych duszach. Nie popadamy w zakłopotanie, stres duchowy, który wstrząsa duszą i jest dziełem demonów. Tak, będę żałował swego grzechu. Ale czym innym jest żałować i opłakiwać grzech, mając pokój Boży w sercu, a czym innym być niespokojnym, zmartwionym i pogrążonym w ciemności. Jest różnica między jednym a drugim. Jak powiedział św. mnich Paisjusz Hagioryta: „niepokój nie pochodzi od Boga”. Często, gdy pytano go, jak zrozumieć, czy coś pochodzi od Boga, odpowiadał: „Jeśli jest w tym niepokój, to nie jest od Boga”. Jeśli w twojej duszy jest niepokój, oznacza to, że coś jest z tobą nie tak.
Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że przebywając w domu, w którym ludzie są przepełnieni wewnętrznym napięciem, źle się czujesz. Przy najmniejszym twoim ruchu są natychmiast zaniepokojeni:
- Chcesz czegoś?
- Nie, niczego nie chcę.
Gdy tylko się poruszysz, pojawia się pytanie:
- Potrzebujesz czegoś?
- Nie, niczego nie potrzebuję, tylko rozglądałem się po pokoju.
Odwracasz głowę w bok, pojawia się pytanie:
- Czy stół jest zakurzony?
- Nie, jest idealnie czysty.
Najważniejsze w związkach jest, aby były proste, wtedy czujesz się wolny.
- Jesteś głodny?
- Nie.
Nie, to nie, sprawa jest zamknięta. Nie ma potrzeby przeprowadzać całego śledztwa, próbując odgadnąć, co myśli bliźni, czego chce, dlaczego się poruszył lub westchnął. W wyniku takich „śledztw” często pojawiają się złudzenia. Spotykam się z tym podczas spowiedzi. Przychodzi człowiek i zaczyna:
- Spóźniłem się?
- Nie, nie spóźniłeś się.
- Po prostu widzę, że czekasz na mnie z niepokojem.
- Wszystko w porządku, nie jestem zaniepokojony.
Poruszysz się trochę:
- Chcesz, żebym szybko wyszedł?
- Uspokój się i wyspowiadaj.
Gdy tylko zamykasz na sekundę oczy, słyszysz:
- Śpisz?
- Nie, nie śpię. Po prostu lekko przymknąłem oczy.
Myślę, że spotkaliście takich „trudnych” ludzi. To nie tylko trudne dla ciebie, ale tysiąc razy trudniejsze dla nich.
Uspokójcie się i bądźcie wolni!
Na Świętej Górze był pewien starzec. Kiedy ludzie pytali go: „Ojcze, kiedy zbudowano ten klasztor?”, odpowiadał:
- „Nie wiem dokładnie, ale musiało to być przed Chrystusem”.
Chciał przez to powiedzieć, że klasztor był bardzo stary.
- Co ty mówisz, ojcze? Jak mogły istnieć klasztory przed Chrystusem? Wszystko powstało po Chrystusie!
- Przed Chrystusem - powtórzył całkiem spokojnie, wcale nie zakłopotany tą uwagą - przed Chrystusem... Inne klasztory zostały zbudowane po Chrystusie, ale nasz jest starszy.
Inny przypadek. Mieliśmy mnicha prostego usposobienia. Pewnego dnia przyniósł nam poczęstunek. Nie chciałem pić wody. Wtedy ojciec zwrócił się do mnie:
- Nie napijesz się wody? W porządku. Ja ją wypiję.
To wszystko. Spokojnie i przyjemnie.
Co chcę przez to powiedzieć? Że wszyscy ci starcy byli duchowo wolni, wszystko było dla nich proste, a wszelki niepokój był im zupełnie obcy.
Musimy wydostać się ze stanu niepokoju i zmartwienia. Możemy to osiągnąć tylko wtedy, gdy z całego serca wypowiemy te słowa: „Tobie, Panie” - „w Twoje ręce, Boże, oddaję moje życie, moją pracę, mój dom, moje dzieci, oddaję wszystko”.
Św. mnich Sofroniusz z Essex, kilka dni przed swoją śmiercią, powiedział: „Wszystko, co powinienem był powiedzieć - powiedziałem. Wszystko, co powinienem napisać - napisałem. Wszystko, co powinienem zrobić - zrobiłem. Moje życie dobiegło końca, czuję, że muszę odejść”. Widzimy, jaki spokój miał w sercu ten święty człowiek. Powinniśmy mieć taki sam spokój umysłu. Przynajmniej w godzinie śmierci powiedzmy: „Jesteśmy w rękach Boga”. Przejście do innego życia powinno odbywać się w pokoju.
Niepokój i stres rujnują naszą teraźniejszość negatywnymi wspomnieniami z przeszłości i obawami o przyszłość. Uwolnijmy się od naszych lęków i obaw, a wtedy poczujemy się naprawdę wspaniale w chwili obecnej. Rób to, co należy do dzisiaj, a wszystko inne zostaw na jutro.
Ogromna lekcja, której nauczyliśmy się na pierwszych etapach naszego życia monastycznego, była następująca: nie martw się o jutro. Na przykład, myślisz: ciekawe, czy starzec uczyni mnie hieromnichem? Przychodzisz do starca Józefa i mówisz mu o swych przemyśleniach. Starzec nie odpowiadał „tak” lub „nie” na takie pytania, ale mówił: „Dziecko, co ty mówisz? Czy jesteś pewien, że dożyjesz jutra? Jeśli dożyjesz, wtedy porozmawiamy. Żyj dniem dzisiejszym. Dziś jesteś nowicjuszem, mieszkasz tutaj, wykonujesz powierzone ci obowiązki. Dzień jutrzejszy nie jest w naszych rękach. Nie interesuj się jutrem, ale dniem dzisiejszym i oddaj go Chrystusowi. A kiedy jesteś kuszony myślami o dniu jutrzejszym, odpowiedz im, że dzień jutrzejszy jest w rękach Boga. Niech wszystko będzie tak, jak chce Bóg”.
Jest to lekcja dla chrześcijan naszych czasów. Jeśli uda nam się „poświęcić siebie i siebie nawzajem oraz całe nasze życie Chrystusowi Bogu”, zyskamy pokój i będziemy cieszyć się naszym codziennym życiem. Wtedy nasze ziemskie życie stanie się naprawdę piękne.
metropolita Limassol Atanazy (tłum. Justyna Pikutin)
za: sestry.ru
fotografia: jarek /orthphoto.net/