Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Dlaczego Bóg milczy – przemyślenia na święto Poczęcia św. Jana Chrzciciela
Roman Savchuk (tłum. Justyna Pikutin), 06 października 2024
Ewangelia Łukasza rozpoczyna się opisem okoliczności poczęcia i narodzin świętego Jana Chrzciciela. „W dniach króla Judei Heroda był pewien kapłan imieniem Zachariasz, ze zmiany Abiasza, i jego żona z córek Aarona, a imię jej Elżbieta. Oboje byli sprawiedliwi przed Bogiem, bez zarzutu postępując zgodnie ze wszystkimi przykazaniami i ustawami Pana. A byli bezdzietni, jako że Elżbieta była bezpłodna, a oboje byli w podeszłym wieku.” – czytamy w Ewangelii ap. Łukasza (1, 5-7). Jednak w porównaniu z tym hymnem sprawiedliwości rodziców Jana Chrzciciela, słowa Anioła, który ukazał się ojcu Proroka, mogą wydawać się nam nieco dziwne: „Nie bój się, Zachariaszu, ponieważ wysłuchane zostało błaganie twoje i twoja żona Elżbieta urodzi ci syna, i dasz mu na imię Jan.” (Łk 1,13). Dlaczego modlitwa sprawiedliwego zostaje wysłuchana dopiero teraz, gdy znalazł się on już u kresu ziemskiego życia? Czy Bóg nie słyszał głosu świętych rodziców Chrzciciela przez całe ich życie?
To pytanie jest bliskie każdemu chrześcijaninowi. Czy Bóg nas słyszy? I dlaczego tak często milczy w odpowiedzi na nasze prośby? A jeśli tak, to dlaczego nie słyszymy tej odpowiedzi? Jedna wątpliwość nieuchronnie rodzi kolejną, a życie wypełnia się niezdecydowaniem, wahaniem i bezowocnymi poszukiwaniami.
Trudno jest usprawiedliwić milczenie Boga. Ale taki jest sens życia chrześcijanina: usprawiedliwiać nawet milczenie Zbawiciela jako odpowiedź przepełnioną prawdziwą miłością. Bo miłość Boża nie jest ślepa, jest doskonała i dlatego może odrzucić prośbę, która nie przyniosłaby korzyści człowiekowi. Nasza wiara musi nieustannie niszczyć wątpliwości rozumu jednym argumentem: jeśli Bóg milczy, to znaczy, że ma swoje powody! To jest myśl, z którą musimy głosić całemu światu wieść o dobrym Zbawicielu. Zostaliśmy powołani, by naszą cierpliwością i wiarą usprawiedliwiać milczenie Boga przed obliczem szalonego świata, który domaga się, by Stwórca objawił się jasno i jednoznacznie. W rzeczywistości Bóg nie milczy, ale przemawia językiem doskonałej miłości, który mogą zrozumieć tylko ci, którzy są gotowi odpowiedzieć na tę miłość. W tym języku nawet cisza jest wypełniona pełnym czci uznaniem Jego ojcowskiej przychylności wobec Swoich stworzeń. Jest to bardzo ważne, aby zaakceptować i zachować w naszych sercach, aby odpowiadać na wątpliwości w momentach, gdy okrucieństwo zewnętrznych okoliczności lub inne powody budzą w nas wątpliwości co do faktu, czy Bóg nas słyszy. To właśnie w tym momencie nasza wiara musi przemówić: oznacza to, że nadszedł czas, w którym mój Zbawiciel powierzył mi dawanie świadectwa o Jego miłości, usprawiedliwianie przed światem Jego milczenia... To wielki przywilej usłyszeć milczenie Boga w moim życiu i odpowiedzieć na nie z wdzięcznością!
Jest coś jeszcze. Niewielu ludzi ma odwagę pytać Boga. Dla niektórych odpowiedzialność jest zbyt przytłaczająca, a niektórzy po prostu boją się, że Bóg nie odpowie. Jednak pytanie Go jest konieczne. Jest to zdrowa potrzeba ludzkiej duszy, aby wypełniać życie odpowiedziami Boga. Brak takich pytań wskazuje na duchową chorobę - niewiarę. Jest to śmiertelna droga, ponieważ taka osoba nie potrzebuje Boga, jest On dla niej obcy. Jej życie nie jest wypełnione Zbawicielem, ale samą sobą. W konsekwencji prędzej czy później będzie musiała doświadczyć goryczy rozczarowania sobą i otaczającym ją światem.
Jest tylko jeden sposób, by uniknąć zgubnego rozczarowania, a jest nim życie według Bożej rady, w Jego obecności. Jednak ten sposób życia, zwracania się do Boga, jest często dla nas niedostępny, ponieważ zbyt wiele naszych własnych oczekiwań i nadziei wypełnia nasze prośby do Boga, nie pozostawiając miejsca na głos Stwórcy.
Niepostrzeżenie dla nas pytanie staje się żądaniem. Wydaje nam się to zupełnie niewinne, wydaje się naturalnym rozwinięciem naszych uczuć i doświadczeń. Jednak pierwszy krok został już poczyniony - żądamy... Oczywiście często to żądanie nie brzmi tak pewnie. Brzmi w formie pobożnego wyznania wszechmocy Stwórcy, tak jak kiedyś kusiciel przyszedł do Zbawiciela na pustyni: „Jeśli jesteś Synem Bożym...” (Mt 4, 3; 6).
W ten sam sposób nasze żądanie skierowane do Boga zaczyna się od myśli o wszechmocy Stwórcy, z ukrytym wyrzutem: „Przecież Ty, Panie, możesz wszystko, możesz zmienić okoliczności w taki sposób, by odpowiedź stała się jednoznaczna i oczywista”. Bo przecież sam Zbawiciel, jak chytrze sugeruje umysł, powiedział kiedyś całkiem zdecydowanie: „Proście, a zostanie wam dane, szukajcie, a znajdziecie, dobijajcie się, a będzie wam otwarte.” (Mt 7,7).
I człowiek czeka na odpowiedź. Ale odpowiedź nie nadchodzi, Bóg milczy. Niestety, zdarza się to w naszym życiu dość często. Mówimy do Stwórcy w różnych językach, nie rozumiejąc, co i jak nam odpowiada. Spodziewamy się usłyszeć grzmiący głos Boga Wszechmogącego, żądamy oczywistej odpowiedzi na nasze modlitwy, błagamy o rozwikłanie naszych dylematów, a w odpowiedzi spotykamy zwykłych ludzi, popadamy w zwykłe okoliczności, obserwujemy ten sam świat, to samo życie wokół nas. Wydaje nam się, że świat się nie zmienił, nie doszło w nim do żadnej rewolucji, nawet w naszym małym, skromnym życiu nic się nie zmieniło. Czy tak trudno Bogu odpowiedzieć... przyjść... pokazać się?
Zapewne z podobnymi odczuciami prorok Eliasz oczekiwał ukazania się Boga, zwiastowanego mu przez anioła na pustyni synajskiej. Pismo Święte mówi o tym bez zbędnych szczegółów, ale z wystarczającą pewnością: „Wtedy on powiedział: Wyjdź, stań na górze przed Panem. A oto Pan przechodził, a potężny i gwałtowny wiatr rozrywał góry i kruszył skały przed Panem, ale Pan nie był w tym wietrze. Po wietrze było trzęsienie ziemi, ale Pan nie był w tym trzęsieniu ziemi. Po trzęsieniu ziemi był ogień, ale Pan nie był w ogniu. A po tym ogniu był cichy i delikatny głos” (1 Krl 19, 11-12), - to jest Bóg. Okazuje się, że w prawdziwym życiu naprawdę łatwiej jest zobaczyć Boga w czymś nadzwyczajnym, cudownym, niezwykłym, jaskrawym, niż dostrzec Jego Opatrzność w tym, co zwyczajne... Te oczekiwania na spotkanie z Wszechmocnym Stwórcą świata są zbyt kuszące, byśmy tak łatwo z nich zrezygnowali i usłyszeli pełen miłości głos Zbawiciela w poradach bliskiej osoby... Oczekujemy i domagamy się jasnej i zdecydowanej odpowiedzi, nie pozostawiającej miejsca na wahania i wątpliwości, ale Bóg pozostawia miejsce na cierpliwość, miłość, łagodność, pokorę....
Podobnie jak my, zapewne nie takiej odpowiedzi Boga oczekiwali Żydzi, wyczekując swego Mesjasza, który podbije narody i przywróci potęgę Izraela. Jednak z tej perspektywy Ewangelia jest zupełnie niejasna: czy Bóg Wszechmogący nie mógł wyraźnie zaświadczyć światu o Swoim przyjściu? Dlaczego było to takie skomplikowane? Dlaczego z Góry Oliwnej nie zabrzmiał głos Władcy, Stwórcy, ani nawet wielkiego generała czy króla, ale cichy, spokojny głos Jezusa z Nazaretu? Dlaczego Bóg ukrył Siebie przed wieloma ludźmi, czyż nie mógł...?
Opatrzność Boża nad nami jest nieustanna, nie musimy jej szukać, wystarczy wsłuchać się i zatrzymać. To jest przeznaczenie naszej wiary, jej żywy i zdrowy przejaw - poczucie stabilności w zaufaniu Bogu, pewność, że On odpowiada zawsze, w każdej chwili, nieustannie.
Człowiek został powołany do szukania woli Bożej. Jest to jedyna rzecz, dla której warto poświęcić całe życie. Nic innego nie może przynieść szczęścia ani wieczności. Wszystkie życiowe problemy zaczynają się tam, gdzie obok Boga pojawia się coś jeszcze, coś, czym człowiek próbuje wypełnić niedostatek swych wysiłków w dążeniu do Prawdy.
Trzeba dać Bogu miejsce w życiu. On nie wdziera się siłą, ale stoi u drzwi i puka: „Jeśli ktoś usłyszy Mój głos i otworzy drzwi, wejdę do niego i spożyję z nim wieczerzę, a on ze Mną” (Obj. 3, 20). To jest najważniejszy fakt w życiu chrześcijanina: Bóg odpowiada tylko tym, którzy Go szukają i są gotowi znaleźć dla Niego miejsce w swoim życiu. „Zbliżcie się do Boga, a On zbliży się do was...” (Jk 4,8).
Roman Savchuk (tłum. Justyna Pikutin)
za: pravoslavie.ru
fotografia: Alicja Ignaciuk /orthphoto.net/
To pytanie jest bliskie każdemu chrześcijaninowi. Czy Bóg nas słyszy? I dlaczego tak często milczy w odpowiedzi na nasze prośby? A jeśli tak, to dlaczego nie słyszymy tej odpowiedzi? Jedna wątpliwość nieuchronnie rodzi kolejną, a życie wypełnia się niezdecydowaniem, wahaniem i bezowocnymi poszukiwaniami.
Trudno jest usprawiedliwić milczenie Boga. Ale taki jest sens życia chrześcijanina: usprawiedliwiać nawet milczenie Zbawiciela jako odpowiedź przepełnioną prawdziwą miłością. Bo miłość Boża nie jest ślepa, jest doskonała i dlatego może odrzucić prośbę, która nie przyniosłaby korzyści człowiekowi. Nasza wiara musi nieustannie niszczyć wątpliwości rozumu jednym argumentem: jeśli Bóg milczy, to znaczy, że ma swoje powody! To jest myśl, z którą musimy głosić całemu światu wieść o dobrym Zbawicielu. Zostaliśmy powołani, by naszą cierpliwością i wiarą usprawiedliwiać milczenie Boga przed obliczem szalonego świata, który domaga się, by Stwórca objawił się jasno i jednoznacznie. W rzeczywistości Bóg nie milczy, ale przemawia językiem doskonałej miłości, który mogą zrozumieć tylko ci, którzy są gotowi odpowiedzieć na tę miłość. W tym języku nawet cisza jest wypełniona pełnym czci uznaniem Jego ojcowskiej przychylności wobec Swoich stworzeń. Jest to bardzo ważne, aby zaakceptować i zachować w naszych sercach, aby odpowiadać na wątpliwości w momentach, gdy okrucieństwo zewnętrznych okoliczności lub inne powody budzą w nas wątpliwości co do faktu, czy Bóg nas słyszy. To właśnie w tym momencie nasza wiara musi przemówić: oznacza to, że nadszedł czas, w którym mój Zbawiciel powierzył mi dawanie świadectwa o Jego miłości, usprawiedliwianie przed światem Jego milczenia... To wielki przywilej usłyszeć milczenie Boga w moim życiu i odpowiedzieć na nie z wdzięcznością!
Jest coś jeszcze. Niewielu ludzi ma odwagę pytać Boga. Dla niektórych odpowiedzialność jest zbyt przytłaczająca, a niektórzy po prostu boją się, że Bóg nie odpowie. Jednak pytanie Go jest konieczne. Jest to zdrowa potrzeba ludzkiej duszy, aby wypełniać życie odpowiedziami Boga. Brak takich pytań wskazuje na duchową chorobę - niewiarę. Jest to śmiertelna droga, ponieważ taka osoba nie potrzebuje Boga, jest On dla niej obcy. Jej życie nie jest wypełnione Zbawicielem, ale samą sobą. W konsekwencji prędzej czy później będzie musiała doświadczyć goryczy rozczarowania sobą i otaczającym ją światem.
Jest tylko jeden sposób, by uniknąć zgubnego rozczarowania, a jest nim życie według Bożej rady, w Jego obecności. Jednak ten sposób życia, zwracania się do Boga, jest często dla nas niedostępny, ponieważ zbyt wiele naszych własnych oczekiwań i nadziei wypełnia nasze prośby do Boga, nie pozostawiając miejsca na głos Stwórcy.
Niepostrzeżenie dla nas pytanie staje się żądaniem. Wydaje nam się to zupełnie niewinne, wydaje się naturalnym rozwinięciem naszych uczuć i doświadczeń. Jednak pierwszy krok został już poczyniony - żądamy... Oczywiście często to żądanie nie brzmi tak pewnie. Brzmi w formie pobożnego wyznania wszechmocy Stwórcy, tak jak kiedyś kusiciel przyszedł do Zbawiciela na pustyni: „Jeśli jesteś Synem Bożym...” (Mt 4, 3; 6).
W ten sam sposób nasze żądanie skierowane do Boga zaczyna się od myśli o wszechmocy Stwórcy, z ukrytym wyrzutem: „Przecież Ty, Panie, możesz wszystko, możesz zmienić okoliczności w taki sposób, by odpowiedź stała się jednoznaczna i oczywista”. Bo przecież sam Zbawiciel, jak chytrze sugeruje umysł, powiedział kiedyś całkiem zdecydowanie: „Proście, a zostanie wam dane, szukajcie, a znajdziecie, dobijajcie się, a będzie wam otwarte.” (Mt 7,7).
I człowiek czeka na odpowiedź. Ale odpowiedź nie nadchodzi, Bóg milczy. Niestety, zdarza się to w naszym życiu dość często. Mówimy do Stwórcy w różnych językach, nie rozumiejąc, co i jak nam odpowiada. Spodziewamy się usłyszeć grzmiący głos Boga Wszechmogącego, żądamy oczywistej odpowiedzi na nasze modlitwy, błagamy o rozwikłanie naszych dylematów, a w odpowiedzi spotykamy zwykłych ludzi, popadamy w zwykłe okoliczności, obserwujemy ten sam świat, to samo życie wokół nas. Wydaje nam się, że świat się nie zmienił, nie doszło w nim do żadnej rewolucji, nawet w naszym małym, skromnym życiu nic się nie zmieniło. Czy tak trudno Bogu odpowiedzieć... przyjść... pokazać się?
Zapewne z podobnymi odczuciami prorok Eliasz oczekiwał ukazania się Boga, zwiastowanego mu przez anioła na pustyni synajskiej. Pismo Święte mówi o tym bez zbędnych szczegółów, ale z wystarczającą pewnością: „Wtedy on powiedział: Wyjdź, stań na górze przed Panem. A oto Pan przechodził, a potężny i gwałtowny wiatr rozrywał góry i kruszył skały przed Panem, ale Pan nie był w tym wietrze. Po wietrze było trzęsienie ziemi, ale Pan nie był w tym trzęsieniu ziemi. Po trzęsieniu ziemi był ogień, ale Pan nie był w ogniu. A po tym ogniu był cichy i delikatny głos” (1 Krl 19, 11-12), - to jest Bóg. Okazuje się, że w prawdziwym życiu naprawdę łatwiej jest zobaczyć Boga w czymś nadzwyczajnym, cudownym, niezwykłym, jaskrawym, niż dostrzec Jego Opatrzność w tym, co zwyczajne... Te oczekiwania na spotkanie z Wszechmocnym Stwórcą świata są zbyt kuszące, byśmy tak łatwo z nich zrezygnowali i usłyszeli pełen miłości głos Zbawiciela w poradach bliskiej osoby... Oczekujemy i domagamy się jasnej i zdecydowanej odpowiedzi, nie pozostawiającej miejsca na wahania i wątpliwości, ale Bóg pozostawia miejsce na cierpliwość, miłość, łagodność, pokorę....
Podobnie jak my, zapewne nie takiej odpowiedzi Boga oczekiwali Żydzi, wyczekując swego Mesjasza, który podbije narody i przywróci potęgę Izraela. Jednak z tej perspektywy Ewangelia jest zupełnie niejasna: czy Bóg Wszechmogący nie mógł wyraźnie zaświadczyć światu o Swoim przyjściu? Dlaczego było to takie skomplikowane? Dlaczego z Góry Oliwnej nie zabrzmiał głos Władcy, Stwórcy, ani nawet wielkiego generała czy króla, ale cichy, spokojny głos Jezusa z Nazaretu? Dlaczego Bóg ukrył Siebie przed wieloma ludźmi, czyż nie mógł...?
Opatrzność Boża nad nami jest nieustanna, nie musimy jej szukać, wystarczy wsłuchać się i zatrzymać. To jest przeznaczenie naszej wiary, jej żywy i zdrowy przejaw - poczucie stabilności w zaufaniu Bogu, pewność, że On odpowiada zawsze, w każdej chwili, nieustannie.
Człowiek został powołany do szukania woli Bożej. Jest to jedyna rzecz, dla której warto poświęcić całe życie. Nic innego nie może przynieść szczęścia ani wieczności. Wszystkie życiowe problemy zaczynają się tam, gdzie obok Boga pojawia się coś jeszcze, coś, czym człowiek próbuje wypełnić niedostatek swych wysiłków w dążeniu do Prawdy.
Trzeba dać Bogu miejsce w życiu. On nie wdziera się siłą, ale stoi u drzwi i puka: „Jeśli ktoś usłyszy Mój głos i otworzy drzwi, wejdę do niego i spożyję z nim wieczerzę, a on ze Mną” (Obj. 3, 20). To jest najważniejszy fakt w życiu chrześcijanina: Bóg odpowiada tylko tym, którzy Go szukają i są gotowi znaleźć dla Niego miejsce w swoim życiu. „Zbliżcie się do Boga, a On zbliży się do was...” (Jk 4,8).
Roman Savchuk (tłum. Justyna Pikutin)
za: pravoslavie.ru
fotografia: Alicja Ignaciuk /orthphoto.net/