publicystyka: Kto nas zbawi – Bóg czy szatan?– rozważania o trzech kuszeniach Chrystusa cz. II
kuchnia muzyka sklep ogłoszenia wydarzenia fotogalerie

Kto nas zbawi – Bóg czy szatan?– rozważania o trzech kuszeniach Chrystusa cz. II

o. Nikolaj Ludovikos (tłum. Justyna Pikutin), 18 sierpnia 2024

Ważne jest, co zrobię z tym, co dał mi Bóg, ponieważ w ten sposób nawiązuje się dialog, więź z Nim. I wówczas staję się podobny do Boga, staję się Bogiem-człowiekiem i na wieki nie umrę. Święci żyją wiecznie i ukazują się ludziom. Są prawdziwymi dziećmi Bożymi, prawdziwymi ludźmi. Dlatego ewangelista kontynuuje:
«I wprowadziwszy Go na wysoką górę, diabeł pokazał Mu w okamgnieniu wszystkie królestwa świata. I rzekł do Niego diabeł: Dam Ci całą tę władzę i chwałę ich, bo mi została dana i komu chcę, daję ją. Gdybyś oddał mi pokłon, cała byłaby Twoja» (Łk 4,5-7).

Pokazał Mu nie tylko istniejące wówczas królestwa, ale także królestwa, które mają nadejść, i powiedział:
- Czy chcesz królestwa doczesnego i diachronicznego? Abyś stał się wiecznym i uniwersalnym dyktatorem?

Czy możecie sobie wyobrazić, co by się stało, gdyby po Zmartwychwstaniu nie nastąpiło Wniebowstąpienie Chrystusa Pana? Mielibyśmy istotę, która siedzi w Jerozolimie przez 2000 lat, wygląda jak bóg i nigdy nie umiera. Jeśli ją zabijesz, powraca do życia. I wie wszystko. I ingeruje we wszystko. To byłaby największa dyktatura, największe marzenie diabła. O tym właśnie marzy diabeł i w końcu dopnie swego. Na trzy i pół roku. Zrobisz wdech i wydech, a diabeł już będzie o tym wiedział.

Dzisiejszy diabeł jest oczywiście "elektroniczny", bardzo lubi chipy, komputery itp. i działa z tym wszystkim. Nie ma innego sposobu, aby osiągnąć swój cel. My sami również będziemy dążyć do tego celu z pomocą, radą i wskazówkami diabła. Oto dokąd zmierzamy.

Dzisiaj wszyscy "spowiadamy się" (światu). Osobiście nie mam przynajmniej Facebooka, ale ci, którzy mają Facebooka, opowiadają o sobie w Internecie, mówią innym o wszystkim. Wystarczy na chwilę wejść na YouTube. Następnym razem, gdy się zalogujesz, pokaże ci wszystko, co oglądałeś poprzednim razem, ponieważ rozpoznaje cię i dokładnie wie, kim jesteś. Patrzy na nas przez kamerę, prawda? Och, to wspaniale, to takie fajne!

Ale ta przezroczystość przygotowuje nas na coś bardzo mrocznego i przerażającego. A jeśli nie czujemy tego w powietrzu, to dlatego, że śpimy i "dobrze się bawimy". "A niby dlaczego nie mielibyśmy się dobrze bawić?"

«...komu chcę, daję ją. Gdybyś oddał mi pokłon, cała byłaby Twoja..." (Łk 4, 6-7)

- Gdy oddasz mi cześć, wszystkie te rzeczy będą twoje! Pomogę ci przez tysiące lat być absolutnym tyranem nad tym nędznym i tchórzliwym stworzeniem, jakim jest człowiek. Pragnie on głównie jednego: jedzenia i kilku przyjemności, to wszystko, czego chce. A czym według ciebie jest człowiek?
Diabeł ma znikome pojęcie o człowieku, niezwykle znikome pojęcie. Ale Bóg ma niezwykle wspaniałą koncepcję człowieka. Koncepcja diabła jest nieznacząca, ponieważ nienawidzi on człowieka, zazdrości mu, widzi, że Bóg go chroni, i jest strasznie zazdrosny.

I widzicie, że Chrystus nie kwestionuje słów diabła, nie mówi mu: "No tak! Już ci wierzę" - On mówi: «Wiem, że wszystko jest twoje. Ale nie oddam ci pokłonu, albowiem "Napisano: Panu, Bogu twemu, będziesz oddawał pokłon i tylko Jemu będziesz służył" (Łk 4,8)».

- Jedynemu Bogu będę oddawał cześć, a nie tobie. Boży autorytet, którym jest diakonia i miłość, a nie twój autorytet, opierający się na składaniu innych w ofierze. Boży autorytet, który jest poświęceniem samego siebie. Jego królestwo i Jego autorytet są inne. I to właśnie ta druga kwestia mnie interesuje.
Diabeł został tutaj pokonany, ale mimo wszystko kontynuuje swoje dzieło.

«Zaprowadził Go do Jeruzalem, postawił na narożniku świątyni, i rzekł do Niego: Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się stąd w dół. Napisano bowiem, że aniołom swoim nakaże, by Cię strzegli, i na rękach swoich poniosą Cię, abyś nie zranił o kamień stopy swojej» (Łk 4,9-11).

Jest to najsubtelniejsza i najcięższa ze wszystkich pokus. Pokusy narastają stopniowo. Diabeł myśli, że Chrystus jest zwykłym człowiekiem i wykorzystuje słabość ludzkiej natury:
- Nie możesz być absolutnie pewien, że jesteś Synem Bożym! Ale ja pomogę Ci się tego dowiedzieć! Zeskocz w dół! A jeśli jesteś Synem Bożym, "poniosą Cię na swoich ramionach, abyś nie zranił o kamień stopy swojej". On pośle ci aniołów, jeśli jesteś tak wybrany.

Co za straszna i ciężka pokusa! Czy wiesz, jak ciężka jest ta pokusa? Jest ona również związana z pojęciem magii. Czym jest magia? Używasz imienia Boga i osiągasz to, czego pragniesz.
Jest to szczyt pokusy:
- Jeśli chcesz mieć pewność, że jesteś Wybrańcem Boga, spróbuj, sprawdź to!
Diabeł, oczywiście, chce powiedzieć, że "jeśli anioł nie złapie cię gdy skoczysz, to ja cię złapię!". - Nie mówi tego tutaj, ale sugeruje to. Nie mówi Mu: "Skacz, żeby się rozbić!" - ale mówi:
- Czyż nie przyprowadziłem Cię tutaj? Złapię cię! Nie bój się. Zobaczmy, czy Bóg cię złapie. A może wpadniesz w moje ramiona i okaże się, że to ja Cię znam i kocham. I wiem, czego chcesz - ja, tylko ja!
Czy zdajesz sobie sprawę, jaka to straszna pokusa?
- Nie rozbijesz się, ba ja Cię złapię. Wpadniesz w moje ramiona, a wtedy pokażę Ci wszystko. Ja wiem!
Diabeł zawsze mówi Mu "ja wiem". To jest piekło.
- Wiem, jaki jest człowiek, wiem, czego on chce. Skacz! Czy nie wstydzisz się strachu?

Chrystus odpowiada wyrażeniem, którego się nie spodziewamy. Nie mówi mu: "Wiem, że jestem Synem Bożym i nie potrzebuję, abyś ty mi to pokazywał". Tego właśnie oczekiwaliśmy, a przynajmniej ja. Aby On powiedział: "Cóż, mój przyjacielu, tutaj się pomyliłeś". Więc naturalnie ujawniłby, kim jest, a jednak nie chce tego ujawnić. Dlaczego? Gdyby ujawnił, kim jest, diabeł już nigdy by się do Niego nie zbliżył. Nie ukrzyżowałby Go, ale trzymałby się od Niego z daleka. Jednak nawet tutaj Chrystus wyprowadza go z błędu i mówi:
"Nie będziesz kusił Pana, Boga twego" (Łk 4,12).

Czyniąc to, daje nam również radę: Nie kuś Boga. Co innego, gdy Bóg ratuje cię, gdy jesteś w niebezpieczeństwie, a co innego, gdy wodzisz Go na pokuszenie. Jak mówią niektórzy: "Zrobię jedną rzecz, drugą, trzecią, a potem będę pokutował!". To pokusa, w którą wpędzasz Boga. "Bóg jest miłością, nieprawdaż? A ja jestem słabym człowiekiem. Będę więc robił to wszystko, a na koniec będę pokutował! I przekażę ofiarę na jakąś świątynię!".

Nie zdążysz złożyć ofiary ani okazać skruchy: Bóg nie ulega pokusie. Co innego, gdy człowiek upada, szczególnie w swych zmaganiach. Są upadki, które Bóg przemienia w świętość, ponieważ były poprzedzone walką. A zupełnie czym innym jest powiedzieć: "Spójrz, będę ranił innych, ale na końcu On mnie zbawi!". Zbawi, ale nie Bóg, lecz ktoś inny cię "zbawi", a to "zbawienie" będzie straszne.

Diabeł nie zna dobroci, wszystkich, którzy dla niego pracują, później niszczy. Pamiętajcie o tym. Wszyscy, którzy zaangażowali się w tego rodzaju pracę, magię, źle skończyli. Wszyscy, którzy postępują zgodnie z przykazaniami diabła. On też ma swoje przykazania, ale są one przeciwieństwem przykazań Chrystusa. Weźcie Kazanie na Górze i odwróćcie dane człowiekowi przykazania Chrystusa, a otrzymacie przykazania diabła:
→ Nie bądźcie miłosierni, bo to głupota.
→ Nie czyńcie pokoju, bo zostaniecie zniszczeni.
→ Nie bądźcie pokorni, bo zostaniecie zdeptani.
→ Nie bądźcie czystego serca, ponieważ nie zrozumiecie obrzydliwości innych.
→ Nie bądźcie szczerzy, nie postępujcie sprawiedliwie, ponieważ reszta ludzi jest niesprawiedliwa. Też czyńcie niesprawiedliwości, abyście mogli przetrwać.

Są to wielkie pokusy rodzaju ludzkiego. Ten upadek dotyczy mnóstwa aspektów:
- Zostań alkoholikiem, w końcu zostaniesz zbawiony! Dopuść się cudzołóstwa 10-12 razy - jesteśmy przecież nowoczesnym społeczeństwem! Bóg cię zbawi. Kradnij, ponieważ wszyscy to dzisiaj robią, a Bóg wybawi cię od więzienia. Oczerniaj, rujnuj, rób co ci się podoba, a Bóg cię zbawi!

Ale oczywiście nikt nie zostanie zbawiony, wiedzcie o tym: "Bóg nie da się z siebie naśmiewać" (Ga 6,7), z Boga nie można kpić. Jego miłość jest bezgraniczna, ale On nie pozwala, by ta miłość była poniżana. A miłość jest poniżana, gdy z niej szydzimy. Bóg może tolerować ludzkie słabości, kłopoty, upadki. Okazuje wyrozumiałość, gdy człowiek czegoś nie rozumie, jednak nigdy nie akceptuje bezczelności: "Ja będę grzeszył, a Ty wszystko po mnie naprawisz".

«A gdy diabeł skończył całe to kuszenie, odstąpił od Niego do czasu» (Łk 4,13).

Do czasu. Diabeł poniósł pierwszą poważną porażkę. Nie będzie mógł już kusić Go wewnętrznie, tylko zewnętrznie: będzie nastawiał ludzi przeciwko Niemu. Jak to się stało. Na początku diabeł sam próbuje nas kusić. A kiedy mu się to nie udaje, nastawia ludzi przeciwko nam. Ale to są łatwiejsze pokusy. Ciężkie pokusy to pierwsze trzy, kiedy człowiek wewnętrznie się ugina i naprawdę angażuje się w grę, mniej lub bardziej dla niego szkodliwą. A to jest druga faza pokusy.

"I w mocy Ducha wrócił Jezus do Galilei, a wieść o Nim obiegła całą okolicę. On zaś nauczał w ich synagogach, wychwalany przez wszystkich." (Łk 4, 14-15).

Jest to pierwszy, "szczęśliwy" okres życia Chrystusa - wszyscy Go wychwalają. Dlaczego? Ponieważ Duch Święty świadczy o Nim, a diabeł nie wojuje z Nim. Diabeł zbiera "rezerwy" w tym momencie, aby rozpocząć nową wojnę, ale teraz Chrystus zwycięża, a Duch Święty wysławia Go - od pierwszej chwili.

Wszyscy przychodzą do Chrystusa - coś, czego ludzkość dosłownie nigdy wcześniej nie widziała. Ponieważ, jak powiedzieliśmy, przemawia On jako osoba z autorytetem, a nie jak nauczyciele i uczeni w Piśmie. On Sam jest Prawdą i przemawia jako Prawda, przemawia sama Prawda. Tak więc cieszy się On wielką chwałą, ale nie potrwa to długo z powodu drugiej ingerencji diabła, który nastawi ludzi przeciwko Niemu.

Chcę podkreślić, że te pokusy dotykają każdego człowieka. Każdy jest kuszony jedzeniem - nie potrzebą jedzenia, ale pokusą jedzenia. Potrzeba jest naturalna, ale pokusa już nie. W ten sposób jesteśmy testowani. Kiedy mamy pożywienie, mamy go wystarczająco dużo. A jeśli mamy nadmiar, pojawia się problem. Wiedzcie o tym. Ponieważ są ludzie, którzy niezasłużenie cierpią z powodu niedostatku pożywienia. Pieniądze, które masz w nadmiarze, jesteś komuś winien. To, co mówię, jest szorstkie. Ale to prawda. No dobrze, nie całkowita, ale pewna jej część.

Pewien człowiek powiedział mi kiedyś:
- Chcielibyśmy zrobić coś duchowego dla młodych ludzi.
Odpowiedziałem mu:
- Dajcie jałmużnę.

Jestem absolutnie pewien, że jałmużna daje wielką śmiałość przed Bogiem. Bóg chroni miłosiernego i jego bliskich jak źrenicę oka. Powiedzmy, że masz 50 tysięcy euro i mówisz: "Trzymam je dla mojego dziecka". To naturalny stan, tak postępują lisy, kuny i niedźwiedzie, ale Bóg oczekuje od ciebie czegoś innego. Czego On oczekuje? Oczekuje, że zobaczysz dziecko swego bliźniego, jak walczy, pracuje, wkładając w to ogromny wysiłek, i powiesz mu:
- Chodź! Oto mała pomoc dla ciebie teraz, gdy się żenisz! Weź! Z moich 50 tys. daję ci 15-20 tys.!
I wtedy zobaczysz, co Bóg zrobi z twoim dzieckiem. Widzimy to każdego dnia, ponieważ Bóg żyje. Szczególnie w tak trudnych czasach jak nasze.

Jednak człowiek zatrzymuje wszystko tylko dla siebie, a potem choruje i oddaje 10 tys. lekarzom. A gdyby dał te 10 tys. wcześniej, nie zachorowałby. To jest tak proste, jak teraz mówię. Bóg by się o niego zatroszczył.

Mówili o tym wszyscy wielcy duchowni, których znaliśmy.
Pewnego razu lekarz przyszedł do ojca Epifaniusza (Theodoropoulosa) i wyznał, że kradnie lekarstwa. Starzec powiedział mu:
- Wiedz, że jeśli nadal będziesz to robił, oddasz je na leczenie własnych dzieci. Więc uważaj!
Ale ten go nie posłuchał i rzeczywiście tak się stało.

Dzisiaj ludzie cierpią, ponieważ ulegają pokusie. Opowiadano mi o parze z Tesalonik. Pojechali do Szwajcarii na Boże Narodzenie. Mieli pieniądze i wydali 20 tys. euro w 5 dni. Jak można wydać 20 tys. w pięć dni? Tylko rozrzucając je na lewo i prawo, mówiąc: "Bierz! Bierz!"
I tak wrócili do domu i udali się do psychiatry, którego znam, oboje byli na krawędzi niekończących się kłótni i prawie gotowi do rozwodu. Teraz są w trakcie rozwodu. A gdyby pojechali do Szwajcarii i zamiast wydać 20 tys., wydali 10 tys., a pozostałe 10 tys. dali swoim pracownikom, którzy pracują u nich za 400 euro miesięcznie, Bóg zesłałby im najwyższą łaskę, wzmocnił ich małżeństwo, ich życie. Rozumiecie?

Kolejną pokusą jest pokusa władzy. Dzisiaj pędzimy jak szaleni, aby panować nad innymi, prawda? Ale dlaczego miałbyś panować nad innymi? Czy człowiek został stworzony dla władzy i pieniędzy? Czy też został stworzony dla chwały Bożej, dla radości w Duchu Świętym i pokoju w tym życiu? Po co ci być pierwszym? A jednak, jeśli nie jesteś pierwszy, masz ochotę bezustannie strzelać w innych, chwycić za karabin maszynowy i strzelać w każdego, kto się do ciebie zbliży.
A inni oczywiście też w ciebie strzelają. Cóż za wspaniały sposób egzystencji - strzelać i być ostrzeliwanym! Dlatego ojcowie mówią: "Nie porównuj się z innymi". Masz Boga przed sobą i to wystarczy, nie szukaj tego, co inni osiągnęli, a czego nie.
Widać tu pokusę władzy, ponieważ władza to przede wszystkim ból i wielka odpowiedzialność. Prawda? Władza polega na wypełnianiu obowiązków, a nie tylko na "zgarnę to i będę się dobrze bawić".

Dzisiaj ludzie po szyję tkwią w pokusie władzy. Pamiętam pewien przypadek, a jest ich wiele. Córka pewnej kobiety była w normalnym związku, zakochała się w mężczyźnie starszym od niej o 10 lat. Ona ma 20, a on 30 lat. Ale matka sprzeciwiała się temu małżeństwu, bo zięć był za stary. Ja też byłem w jakiś sposób zaangażowany w tę sytuację. Powiedziałem rodzicom:
- Przecież on jest młody! Dla Boga ta różnica jest bardzo dobra.
Ale oni robili wszystko, żeby ich rozdzielić. Rezultat? Teraz ta kobieta ma 40 lat i mieszka z 20-letnim chłopakiem (jak Bóg czasami układa!), który ma duże problemy zdrowotne. Kontynuowanie tego związku jest niemożliwe, ale mimo wszystko żyją razem.

Problem polega na tym, że swoją wolą wwodzisz Boga na pokuszenie. Dlatego mówimy o posłuszeństwie. Posłuszeństwo to wspaniała rzecz, która ratuje nas przed wieloma problemami. Czasami nie widzimy tego od razu, ale dopiero po pewnym czasie. I wtedy jesteśmy zdumieni łaską, jaką ma posłuszeństwo.

Aby to zrobić, wystarczy udać się do spowiednika i zapytać: "Co powinienem zrobić w takiej sprawie?" - Nie dlatego, że spowiednik posiada zdolność jasnowidzenia, ale dlatego, że to, co zrobisz, będzie miłe Bogu, miłe Chrystusowi, który był ci posłuszny przez całe życie. Bóg oświeca spowiednika, on mówi ci kilka słów, ty je wypełniasz, a po latach będziesz mógł powiedzieć: "Och, jak pozbyłem się tego nieszczęścia!". To prawda. Ponieważ wykonujesz ten gest (przyjmujesz błogosławieństwo). W przeciwnym razie kusisz Boga i mówisz: "Sam to wszystko wiem! Ale Ty mi pomóż!" Ale jak można jednocześnie wiedzieć i chcieć pomocy?

Muszę ograniczyć swoje narcystyczne i samolubne pragnienia. Każde pragnienie jest z natury miłością do samego siebie. W posłuszeństwie ufam innej osobie - spowiednikowi. Nie dlatego, że chcę, aby ta druga osoba była świętą, to bardzo subtelny punkt, to zupełnie niekonieczne, ale dlatego, że to jest mój ruch.

W pewnym miejscu "Filokalii" jest powiedziane, że ten, kto się spowiada, otrzymuje odpowiedź w Duchu Świętym zgodnie ze swą wiarą, a niekoniecznie zgodnie z tym, co wiedział spowiednik. I wszyscy, którzy mają kontakt z takimi ludźmi, wiedzą, że to prawda. Ważne jest, aby nie wwodzić Boga na pokuszenie - to nie jest dla nas dobre. Skoro nie było to korzystne dla Chrystusa, to jak może być korzystne dla nas?

o. Nikolaj Ludovikos (tłum. Justyna Pikutin)

za: pravoslavie.ru

fotografia: gulgena /orthphoto.net/