publicystyka: Dobra śmierć
kuchnia muzyka sklep
polska świat
publicystyka pytania i odpowiedzi archiwum
ogłoszenia wydarzenia fotogalerie
redakcja wesprzyj nas kontakt

Dobra śmierć

o. John Moses (tłum. Gabriel Szymczak), 01 lipca 2024

Dana mi jest długotrwała pamięć. Kiedy byłem młody, byłem zafascynowany wiadomością o mężczyźnie w celi śmierci. Byłem na tyle młody, że myśl o poznaniu czasu czyjejś śmierci była dla mnie nowa i napełniała mnie strachem. Historia zbliżyła się do momentu jego porażenia prądem. Wcześniej często przeprowadzano wywiady z tym skazanym mężczyzną, próbując zrozumieć jego lęki i obawy w miarę zbliżania się tego dnia. Często pytano go, czy naprawdę jest mu przykro z powodu tego, co zrobił. To było zarówno przerażające, jak i fascynujące.

Od tego czasu czytałem wiele historii lub oglądałem filmy, w których śmierć zbliża się do osoby, miasta, narodu, a nawet świata. Zawsze ciekawie jest sprawdzić, czy takie zagrożenie napotyka odwagę, strach i niepokój. W literaturze rozwinęła się idea „dobrej śmierci”. Osoba zagrożona śmiercią byłaby otoczona rodziną, przyjaciółmi i kolegami. Choć odchodzi w śmierć, to jednak wypowiada ostatnie słowa mądrości i pociesza swoją rozpaczającą rodzinę, a następnie spokojnie odchodzi w wieczny sen.

Chociaż wszyscy mamy nadzieję na dobrą śmierć (bezbolesną i bez zawstydzenia), współczesna medycyna bardzo ją utrudnia. Miałem zaszczyt przebywać z ludźmi w chwili ich śmierci. Raczej częściej niż rzadziej byli w półmroku lub śpiączce, wywołanej przez leki narkotyczne. Często trzeba było podjąć decyzję o zakończeniu leczenia i wyłączeniu maszyn, które utrzymywały ich przy życiu. Nie było więc ostatnich uścisków ani pocałunków, nie padały słowa pocieszenia ani mądrości.

Począwszy od 15. rozdziału Ewangelii wg św. Jana, Jezus staje w obliczu chwili swojej śmierci. Widzimy, czym naprawdę jest dobra śmierć. Chrystus poucza swoich uczniów i modli się za nich i za cały świat. Wypowiada słowa pocieszenia, gdy mówi, że zawsze będzie z nami. „Podnosi oczy ku niebu” i modli się, abyśmy wszyscy mogli poznać radość i ekstazę zjednoczenia z Nim i zjednoczenia z Ojcem. Mamy poznać imię Ojca i to nie jest wcale mała rzecz, ponieważ Imię to jest czymś więcej niż tylko tytułem. Wyraża ono naturę wiecznego Boga. Pokazuje nam, że życie wieczne nie jest czymś, co nastąpi dopiero w przyszłości. Życie wieczne jest teraz - „a to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa”. Mówi o radości, prawdziwej radości, że chce być z nami zawsze, gdy żyjemy w jedności Kościoła. W końcu stwierdza, że tam, gdzie On jest, my zawsze będziemy z Nim.

Mówi o dobrej śmierci! Mimo, że grożą Mu tortury, śmierć i zdrada. Nie stawia im czoła ze strachem, niepokojem i przerażeniem, ale z modlitwą.

Teraz muszę zadać sobie pytanie, czy ja jestem gotowy na dobrą śmierć? Cóż, dla prawosławnych scena dobrej śmierci jest zupełnie inna niż dla świata. Dla nas dobra śmierć jest nawróceniem. Zawsze zadziwiały mnie opowieści o świętych, którzy pomimo osiągnięcia jedności z Bogiem, wciąż w momencie śmierci okazywali swoją skruchę. Czy żałowali z powodu strachu lub obaw? Nie, żałowali ze względu na piękno i radość, za którymi tęsknili, i mieli poczucie piękna i radości, które mieli wkrótce posiąść - piękna, którego pomimo pobożności nie czuli się godni, by je zobaczyć. Jezus powiedział w ostatnich chwilach, że ujrzymy chwałę, która była z Nim od założenia świata. Taka chwała i takie piękno któregoś dnia sprowadzą cały świat na kolana. Bądź pewien.

Modlę się o dobrą śmierć, bezbolesną, bez zawstydzenia, spokojną, i o dobre usprawiedliwienie na przerażającym sądzie Chrystusa. Niech moje ostatnie słowa nie będą wyrazem strachu, smutku czy niepokoju. Niech to będzie nawrócenie. Wtedy to rzeczywiście będzie dobra śmierć.

o. John Moses (tłum. Gabriel Szymczak)

za: Ramblings of a Redneck Priest

fotografia: Stefka /orthphoto.net/