publicystyka: Bóg – pocieszenie i nadzieja świata
kuchnia muzyka sklep
polska świat
publicystyka pytania i odpowiedzi archiwum
ogłoszenia wydarzenia fotogalerie
redakcja wesprzyj nas kontakt

Bóg – pocieszenie i nadzieja świata

metropolita Limassol Atanazy (tłum. Justyna Pikutin), 22 czerwca 2024

przeczytaj poprzednie rozważania

Poprzednio przyjrzeliśmy się prośbie "O wybawienie nas z wszelkiego utrapienia, gniewu i niebezpieczeństwa...". A dziś przejdziemy do kolejnej prośby wielkiej ektenii, która brzmi: "Wspomóż, zbaw, zmiłuj się i ochroń nas, Boże, łaską Twoją"(cs. Zastupi, spasi, pomiłuj i sochrani nas Boże Twojeju błahodatiju). Prosimy w niej Boga: "Pomóż nam, zbaw nas, ulituj się nad nami, ustrzeż nas, Boże, swą łaską".

Naszą pierwszą prośbą jest "wspomóż". Ze starogreckiego pojęcie to dosłownie oznacza: "podchwycić, wyrwać z otchłani". Rzeczywiście, w naszym życiu często jesteśmy podobni do ludzi, którzy znajdują się w morskiej otchłani i dlatego potrzebujemy, aby Bóg ulitował się nad nami, wyrwał nas z otoczenia dotykających nas trudności, dał nam wsparcie, zachował nas Swą łaską i ocalił nas. Tylko Bóg może wybawić człowieka z wielkich trudności i pokus.

Bóg jest pocieszeniem i nadzieją świata. W swoim życiu każdy z nas nieuchronnie doświadcza trudnych chwil i prawdziwie błogosławiony jest ten, kto zna drzwi prowadzące do Boga. Niestety, z powodu naszej przyziemności nigdy nie myślimy o ogromnym znaczeniu Boga w ludzkim życiu, o tym jak ważną rolę Jego obecność odgrywa w naszym życiu. Bez względu na to, jak duchowo mdli i letni możemy być, mimo to w trudnych chwilach odczuwamy potrzebę uciekania się do Boga i polegania na Nim.

Jako duchowni często mamy kontakt z ludźmi, którzy cierpią (zwłaszcza w przypadku katastrof i klęsk żywiołowych) i za każdym razem przekonuję się, jak ważna dla człowieka jest wiara w Boga. Jeśli w duszy człowieka pozostaje uczucie Bożej obecności, to w trudnych chwilach to uczucie pomaga mu znaleźć wsparcie w Bogu, nawet jeśli dana osoba nie jest szczególnie gorliwym chrześcijaninem i nie za często chodzi do Cerkwi.

Co można powiedzieć cierpiącej osobie, która straciła wszystko w swoim życiu - straciła najbliższych, sama jest na skraju śmierci lub wszystko, na co pracowała przez wiele lat, przepadło - jeśli nie ma ona nadziei w Bogu? Nie ma nic, co można by jej powiedzieć. Obiecać 10 milionów? Wyobraź sobie, że idziesz do umierającego człowieka i mówisz mu: "Nie bój się, dam ci 10 milionów euro". Jednak ta osoba wie, że za kilka godzin lub dni umrze, bo tak powiedział jej lekarz.... Albo ktoś stracił dziecko. Co zamierzasz mu dać, by zrekompensować mu śmierć syna lub córki? Nic. Tylko Bóg może być rekompensatą za nieszczęścia i cierpienia tego świata.

Pamiętam, jak 20 lat temu, w pierwszych dniach po moim przybyciu z Góry Athos na Cypr, odwiedziłem pewien dom. Gospodarze nakryli do stołu, przyszli ich znajomi i wszyscy usiedliśmy do posiłku. W rozmowie przy stole poruszyłem temat jałmużny. Pewna dobra i poważna kobieta, sprzeciwiła mi się:
- Ojcze, na Cyprze nie ma już żebraków.
- Jak to nie?
- Zupełnie. Wszyscy Cypryjczycy są teraz bogaci i zamożni.
W rzeczywistości na Cyprze oczywiście byli ubodzy. Nie tak wielu jak teraz, ale byli. W swej naiwności uwierzyłem w jej słowa i jednocześnie pomyślałem: "Co za nieszczęśliwi ludzie! Nie mają biednych, którym mogliby dać jałmużnę. Jak więc mogą dostąpić zbawienia?". Potem oczywiście przekonałem się, że są tam ubodzy. Po prostu ta kobieta była bardzo bogata i nie zdawała sobie sprawy, że wokół są biedni. Czasami człowiek żyje w swoim własnym świecie i zaprzecza wszystkiemu, co jest poza nim. Kiedy sytuacja się zmienia, jest zaskoczony odkryciem tego, czemu wcześniej zaprzeczał.

Dziś przeżywamy trudne czasy, których końca nie widać. Jedyną nadzieją i pocieszeniem dla człowieka jest Wszechmogący Bóg. Piękny jest psalm, który śpiewamy po poświęceniu chleba podczas całonocnego czuwania: "Bogaci zubożeli i zaznali głodu, a szukającym Pana nie zabraknie żadnego dobra" (Ps 33,11) (cs. Bohatii obniszczasza i wzałkasza, wzyskajuszczyi że Hospoda nie liszatsia wsiakaho błaha). Nie mówimy tu tylko o cielesnym ubóstwie i głodzie, których możemy nigdy nie doświadczyć w naszym życiu. Osoba może być biedna i głodna na wiele różnych sposobów: może potrzebować słów pocieszenia, radości, wsparcia ze strony bliźniego, ale tego nie otrzymać. Na przykład, dziś jesteś bogaty, otoczony przyjaciółmi, znajomymi i innymi ludźmi. A jutro tracisz majątek i nagle okazuje się, że wszyscy, którzy cię otaczali, zniknęli. Wtedy widzisz, że tylko Bóg pozostaje twą prawdziwą nadzieją.

W najprawdziwszym znaczeniu tego słowa, Bóg jest prawdziwą nadzieją świata. On nie opuszcza nikogo; nikt nie może powiedzieć: "Pokładałem nadzieję w Bogu i zostałem przez Niego oszukany". Oczywiście, kiedy pokładasz ufność w Bogu, ważne jest, czego od Niego oczekujesz. Bóg może nie dać ci tego, czego oczekujesz. Ale postąpi z tobą jak Ojciec: da ci to, co jest naprawdę korzystne dla twojego życia.

Nasz starzec Józef z Watoped wiele opowiadał nam o działaniu Opatrzności Bożej w ludzkim życiu, a my sami setki razy znajdowaliśmy potwierdzenie jego słów w naszym własnym doświadczeniu. Starzec opowiadał nam, że podczas okupacji niemieckiej ludzie żyli w wielkim ubóstwie. Pieniądze zostały zdewaluowane, więc ludzie wymieniali się towarami: dajesz worek pszenicy, dostajesz butelkę oleju. Wielu bogatych i zamożnych przed wojną ludzi głodowało podczas okupacji. A ojcowie, którzy żyli na pustkowiach Świętej Góry, nigdy nie głodowali. Żyli biednie, skromnie, ascetycznie, czasem byli pozbawieni najpotrzebniejszych rzeczy, ale prawdziwego głodu nie zaznali. W czasach okupacji bractwo św. mnicha Józefa Hezychasty, którego nowicjuszem był nasz starzec, mieszkało w jaskiniach pustelni Małej Świętej Anny. Niejednokrotnie starzec Józef widział, jak św. Jan Chrzciciel przez ogrodzenie kaliwy wrzucał jedzenie na ich podwórze. Wtedy starzec mówił braciom: "Weźcie muła i zejdźcie nad morze. Coś zostanie nam dzisiaj przysłane". I rzeczywiście na arsanie ojcowie znajdowali jakąś paczkę dla swego bractwa. W ten sposób Bóg otaczał ich Swą Opatrznością.

Kiedy człowiek pokłada nadzieję w Bogu i wzywa Jego imienia, kiedy z miłości do Niego okazuje cierpliwość, gorliwość i stara się przezwyciężyć trudności, to Bóg go nie opuści. I wiedzcie, że czasami czas wielkiego cierpienia jest najważniejszym czasem w życiu człowieka. Godziny smutku mogą być dla człowieka bardzo gorzkie, ale potem przynoszą mu słodycz, tak jak słodycz przynosi gorzka kawa. Ci, którzy piją kawę bez cukru, twierdzą, że robią to, aby później doświadczyć słodyczy wody. Po goryczy smutków przychodzi słodycz Bożego pocieszenia. Czcigodny Paisjusz mówił, że nie zna większej łaski niż ta, której człowiek doświadcza, gdy jest niesprawiedliwie traktowany. Mówił: „kiedy człowiek jest niesprawiedliwie traktowany, wtedy w jego duszę wchodzi Chrystus, który również doznał niesprawiedliwego cierpienia od ludzi”. Chrystus osiada w tej duszy i pozostaje w niej jak dobry lokator, który zapłacił czynsz i nie zamierza się wyprowadzić, a któremu jesteś gotów podarować mieszkanie w prezencie. Chrystus czyni to, ponieważ jest Orędownikiem wszystkich urażonych. W efekcie szczęśliwy jest ten, kto przeżył w swym życiu godziny, które są trudne, ale jednocześnie niezwykle znaczące dla człowieka.

Pamiętam pewnego metropolitę, który musiał wytrzymać wielkie pokusy i trudności w swym życiu. Nasz starzec Józef chciał kiedyś odwiedzić tego władykę. Starzec powiedział mi:
- Jako człowiekowi jest mu teraz bardzo ciężko. Jest oczerniany, oskarżany o różne rzeczy. Jego nieprzyjaciele próbują pozbawić go katedry.
W rozmowie z nami władyka opowiadał, że kiedy nadeszła dla niego godzina próby i wielkiego smutku, wszyscy ludzie, którzy wcześniej go otaczali, zniknęli. Pozostała przy nim jedna lub dwie osoby, jak to zwykle bywa w takich przypadkach.
Gdy pokusa minęła, "uciekinierzy" zaczęli wracać jeden po drugim. Ale wtedy władyka powiedział do nich: „Po co mi teraz jesteście potrzebni? Teraz wokół mnie jest wielu, którzy mówią: "Ispolla eti, Despota" (słowa te są tłumaczone z greckiego "na wiele lat, władyko" i oznaczają życzenie biskupowi wielu lat życia). Nie potrzebuję was teraz. Kiedy was potrzebowałem? Kiedy byłem przybity do krzyża i potrzebowałem kropli wody”.

Przypomnijmy sobie, jak Chrystus, który kiedyś nakarmił chlebem i rybą tysiące ludzi, wisząc na krzyżu, nie miał nikogo, kto podałby Mu choćby kroplę wody. Nie tylko nie dali Mu nawet kropli wody, ale wręcz przeciwnie, podniesiono Mu do ust żółć i ocet. To wszystko Bóg znosił ze względu na nas, abyśmy mieli przykład w naszym życiu i znaleźli wsparcie w Jego cierpieniach. Abyśmy mogli sobie powiedzieć: jeśli Chrystus na krzyżu nie otrzymał nawet najmniejszego ludzkiego pocieszenia, to i my powinniśmy okazać cierpliwość, zaufać Bogu i czekać na pocieszenie od Niego, a nie od ludzi. Rzeczywiście błogosławiony jest człowiek, który przeszedł wielkie próby, ale skosztował słodyczy Bożego pocieszenia. Takiej słodyczy może skosztować tylko ten, kto wszedł do pieca utrapień, pokus i prób. Będąc w tym piecu, człowiek błaga Boga, aby wyciągnął go z tego pieca Swą łaską, aby mu przebaczył, aby go zbawił i uchronił od wszystkiego, co jest gotowe go zniszczyć.

Byłem pod wrażeniem historii pewnego starca (nie wymienię jego imienia, ponieważ wciąż żyje). Opowiedział mi następującą historię. W miejscu, w którym mieszkał, był zaangażowany w wielką i pożyteczną działalność. Pewnego dnia musiał stawić czoła wielu pokusom, trudnościom, problemom, oszczerstwom i atakom ze strony ludzi i wrogiego szatana. Podczas modlitwy, dzięki działaniu łaski Bożej, starzec miał wizję.

Zobaczył siebie w gęstej dżungli. W ramionach trzymał dziecko. Ogromny wąż polował na dziecko, by je pożreć. Starzec, ogarnięty strachem o dziecko, uciekał przed wężem. Z niewiarygodnym trudem przedzierał się z dzieckiem w ramionach przez ledwo prześwitujące zarośla, pokonywał napotkane po drodze rzeki, wspinał się po skałach. Z prawej i lewej strony atakowały go węże, lwy i pantery, pragnąc jakoby rozerwać go na strzępy. On i dziecko byli o krok od śmierci. Ogarnięty strachem starzec zauważył jednak, że wszystkie te bestie chciały pożreć nie tyle jego, co niemowlę. Gdy tak biegł, tuląc dziecko do piersi, znalazł się w bardzo wąskiej szczelinie: było to przejście między dwiema skałami, na którego przeciwległym końcu czekał na niego ogromny smok, by pożreć jego i dziecko. Sytuacja była beznadziejna: za nim podążały dzikie bestie gotowe rozszarpać go na strzępy, a przed nim smok z szeroko otwartą paszczą. Starzec zawołał: "Przenajświętsza Bogarodzico, wybaw mnie!". Natychmiast usłyszał rozkazujący kobiecy głos: "Michale!" i zobaczył świętego Archanioła Michała, który uderzył smoka swą włócznią. W tym samym momencie starzec oprzytomniał. Z niepokojem zapytał sam siebie:
- Co oznacza to, co zobaczyłem?
I usłyszał odpowiedź od Boga:
- To twoje życie.
- A dziecko?
- Dziecko to twoja dusza. Wszystkie te bestie chcą pożreć twą duszę.

Tak więc smutki, pokusy, próby i wypadki, na które jesteśmy narażeni w naszym życiu, można porównać do bestii, które chcą pożreć nasze dusze. Jednakże często to nie coś negatywnego jest destrukcyjne i niebezpieczne dla duszy, a wręcz przeciwnie. Negatywne wydarzenia - na przykład, gdy jesteśmy oczerniani i oskarżani, gdy jesteśmy wyśmiewani i wyszydzani, gdy jesteśmy pogardzani i nienawidzeni - mogą być bardzo bolesne, ale dla naszej duszy nie są niebezpieczne. Co więc jest dla niej niebezpieczne? Coś zupełnie innego: kiedy słyszymy dobre słowa i pochlebstwa, kiedy jesteśmy chwaleni: "Jak dobrym jesteś człowiekiem! Jak wspaniały jesteś! Jesteś zuchem! Jak pięknie powiedziałeś!". To jest o wiele bardziej niebezpieczne dla duszy.

Pamiętam, jak mówiłem do swego starca Józefa:
- Geronda, on cię oczernia.
A on odpowiadał:
- Bój się nie tego, kto nas oczernia, ale tego, kto nas chwali. Krzywdę wyrządzają ci, którzy trwonią pochwały.

To pochwały i pochlebstwa wyrządzają nam największą krzywdę, ponieważ nas zaślepiają. Możemy żyć w zaślepieniu przez lata będąc podobni do osoby pijanej. Osoba w stanie nietrzeźwym robi coś, rozmawia, śmieje się, a potem trzeźwieje i zastanawia się: "Gdzie ja jestem? Co robiłem przez cały ten czas? Jak mogłem nie zdawać sobie sprawy z tego, co robię i co mówię?". Podobnie dzieje się z tymi, którzy są zaślepieni duchowo. Dzieje się tak w wielu dziedzinach naszego życia. Nawet w rodzinie. Kiedy jesteśmy pogrążeni w głębokim śnie duchowej nieczułości, wierzymy, że dobrze sobie radzimy, ale nagle przebudzeni stwierdzamy na przykład, że nasza rodzina się rozpadła. Gdzie byłeś przez cały ten czas? Nawet nie zauważyłeś, że twoja rodzina się rozpada. Ale przecież nie mogła się rozpaść w ciągu jednego dnia. Ile lat spałeś? I zastanawiasz się: jak mogłem niczego nie zauważyć? Jak mogłem nie zrozumieć tego, co mówiłem, co robiłem, jak się zachowywałem? W takim duchowym upojeniu można trwać latami.

Tak więc grozi nam niebezpieczeństwo z dwóch stron. Z jednej strony istnieje niebezpieczeństwo rozpaczy z powodu wielu prób i trudności. Kiedy nadchodzi czas, by człowiek był kuszony, pokusy pojawiają się jedna po drugiej - niczym huragan. Tak jak podczas burzy błyskawice pojawiają się jedna po drugiej, a grzmoty następują jeden po drugim, tak samo jest z człowiekiem w czasie pokus: najpierw wpadasz w chorobę, następnie pojawia się jeden kłopot, potem drugi, trzeci, czwarty.... Wydaje ci się, że te próby cię niszczą, że wszystko stracone. Oczywiście nic nie jest stracone - Bóg na to nie pozwoli.

Z jednej strony pędzi na nas huragan utrapień, prób, nieszczęść i trudności, a z drugiej strony nadciąga na nas inny huragan, który nas uwodzi i usypia. Ten huragan jest niezauważalny, ale jest o wiele straszniejszy niż pierwszy, a jest to dobrobyt, miłość do pochwał, miłość do bogactwa, miłość do chwały, egoizm i stan błogiego uśpienia. W takim uśpieniu znajdowała się ta dobra kobieta, która powiedziała: "Ojcze, na Cyprze nie ma już żebraków". Oczywiście skąd możesz wiedzieć, czy na Cyprze są żebracy, czy nie. Ty masz wszystko. Dostajesz, co chcesz i kiedy chcesz. Nie zauważasz biedy, nie potrafisz zrozumieć biednego. Aby zauważyć i zrozumieć, musisz mieć oczy otwarte i rozglądać się wokół siebie, musisz używać innych zmysłów. Kiedy nic nie widzisz, naturalnie stwierdzasz, że na świecie nie ma nieszczęść.

metropolita Limassol Atanazy (tłum. Justyna Pikutin)

za: sestry.ru

fotografia: parlagigaspar /orthphoto.net/