publicystyka: Św. Marek Mnich o życiu życiem Krzyża

Św. Marek Mnich o życiu życiem Krzyża

13 maja 2024

Chciałbym, abyśmy dziś skupili się na krótkim fragmencie św. Marka Mnicha o życiu w Chrystusie zorientowanym na krzyż. Św. Marek, znany również jako Marek Asceta, był jednym z wielkich ascetycznych ojców Pustyni Nitryjskiej w V-wiecznym Egipcie.

Był uczniem wielkiego Jana Chryzostoma, Złotoustego, którego Liturgia jest na co dzień sprawowaną liturgią Kościoła prawosławnego. Marek uczył się przez lata u tego wielkiego nauczyciela, aż w wieku 40 lat został przez św. Jana postrzyżony do życia monastycznego. Swoje zmagania podejmował w odległym regionie Nitrii, mającym najsurowszy klimat z całej egipskiej monastycznej pustyni, i tam walczył w swoich monastycznych zmaganiach przez wiele lat, przez jakieś sześćdziesiąt lat po postrzyżynach, umierając w wieku prawie stu lat. Św. Marek został zapamiętany jako wielki cudotwórca, znany ze swoich postów, i z tego powodu czasami nazywany św. Markiem Postnikiem.

Był mnichem, pisarzem i ojcem Kościoła, z silnym poczuciem praktycznej orientacji na życie chrześcijańskie i modlitwę wokół prawdy Chrystusa. Przypomina nam on, we fragmencie, który za chwilę przeczytamy, że prawdziwe życie w Chrystusie nigdy nie może być życiem po prostu łatwym, łagodnym, relaksującym. Jeśli jesteśmy naśladowcami Chrystusa, jesteśmy naśladowcami tego, który wstąpił na krzyż.

W słowach św. Marka, z jego listu do Mikołaja, znajdujemy zapis:

„Jeżeli człowiek nie oddaje się całkowicie krzyżowi w duchu pokory i upokorzenia, jeżeli nie rzuca się na zdeptanie przez wszystkich, by być wzgardzonym przez wszystkich, jeżeli nie przyjmuje niesprawiedliwości, pogardy i kpin, jeżeli nie poddaje się temu wszystkiemu z radością ze względu na Pana, nie oczekując żadnej ludzkiej nagrody, ani chwały, ani honoru, ani przyjemności związanych z jedzeniem, piciem i ubraniem, nie może stać się prawdziwym chrześcijaninem”.

Był to fragment z trzeciego rozdziału listu św. Marka do Mikołaja.

Jak mamy być prawdziwymi chrześcijanami? W jaki sposób życie w Chrystusie ma stać się naszym życiem w całej autentyczności? Tak często we współczesnym świecie oczekujemy, a nawet chcemy, aby życie chrześcijańskie było życiem swobodnym, wolnym od jakichkolwiek prawdziwych zmagań. Oburzamy się, gdy słyszymy, że Cerkiew może wymagać czegoś, nawet niewielkiego, od naszego zachowania, naszych postaw, naszej mowy, a nawet bardziej dramatycznie - naszych myśli i naszego wewnętrznego usposobienia. Jest to być może coś, czego powinniśmy oczekiwać po naszej dzisiejszej ludzkiej kondycji.

Odchodząc od Boga przez konsekwencje naszego grzechu, jesteśmy skłonni szukać życia, w którym Bóg nie ma realnego wpływu na nasze codzienne działania. Tak, możemy być skłonni do uznania Jego istnienia, Jego obecności, ale tak często nasz grzech powoduje, że się odsuwamy i wycofujemy, ilekroć obecność Boga przejawia się jako Jego rzeczywistość, rzeczywistość, która dąży do naszej zmiany, naszej transformacji. Nie ma sposobu na bycie naśladowcą prawdziwego Boga bez bycia naśladowcą Boga na krzyżu.

Jak mówi św. Marek, jeśli człowiek nie oddaje się całkowicie krzyżowi, nie może być prawdziwym chrześcijaninem. Jakim chrześcijaninem moglibyśmy kiedykolwiek się nazwać, gdyby nasze chrześcijaństwo, przejawiające się w naszym życiu, byłoby chrześcijaństwem bez krzyża? Takie chrześcijańskie życie jest życiem bez możliwości prawdziwego zmartwychwstania ducha. Jeśli nie jesteśmy gotowi poświęcić naszego życia, aby połączyć nasze życie z ofiarą Chrystusa, jak możemy oczekiwać, że nasze złamanie, nasze upadki, mogą zostać przez Niego przemienione? Jesteśmy powołani jako chrześcijanie do życia życiem Chrystusa tak bardzo, jak On daje nam łaskę, abyśmy mogli to zrobić.

Jesteśmy wezwani, aby podążać za Nim nie tylko w chwalebnych chwilach, nie tylko w triumfie Niedzieli Palmowej, nie tylko w blasku Przemienienia, nie tylko w kwitnącej chwale i miłości Teofanii. Jesteśmy powołani, aby podążać za Chrystusem w całym Jego życiu i stosunku do Boga i do stworzenia. Mamy się upokorzyć, tak jak Chrystus się upokorzył.

Mamy się rzucić w dół, mówi św. Marek, gotowi, chętni do podeptania przez wszystkich, chlubiąc się tym, jak bardzo jesteśmy gardzeni przez innych, przez świat. To jest ten moment, to jest ten czas, kiedy jesteśmy zjednoczeni z osobistym upokorzeniem Chrystusa, z Jego własnym życiem. Kiedy w naszym chrześcijańskim życiu, w naszych zmaganiach, denerwujemy się, że nie jesteśmy traktowani sprawiedliwie lub w sposób, którego oczekujemy, powinniśmy pamiętać, że sam Chrystus był traktowany niesprawiedliwie - mówi św. Marek.

Wzywa, byśmy przyjęli niesprawiedliwość, pogardę i kpiny. Byśmy czynili to z radością, przez wzgląd na Pana. Jest to wielki święty i asceta, który przez dziesięciolecia ćwiczył się w najzacieklejszym życiu chrześcijańskim i w ten sposób zbliżył się do Boga, przypominając nam w naszym komforcie, zwodniczym komforcie współczesnego świata, że Chrystus stawia nam oczekiwania i że aby być Jego naśladowcami, musimy sprostać tym oczekiwaniom z prawdziwą pokorą ducha.

Jak mamy żyć zgodnie z naszym chrześcijańskim powołaniem na tym świecie? Istnieje poważna pokusa, coraz bardziej obecna we współczesnym społeczeństwie i w Cerkwi we współczesnym świecie, aby triumfalnie żyć naszym chrześcijańskim życiem, w dostojeństwie, w otwartej doczesnej chwale i czci. Ale droga do Chrystusa jest zawsze drogą krzyża. Jest to droga upokorzenia, kpiny, pogardy, bycia deptanym pod stopami przez świat, który nie widzi wartości w życiu, jakie daje Chrystus, i dobrowolnego kładzenia się u stóp naszego brata, dobrowolnego otwierania się na tę pogardę i kpiny, abyśmy mogli połączyć się z Chrystusem, który w tym właśnie akcie poświęcenia odkupił zniszczony świat.

Święty Marek uczy nas życia kenozy, życia prawdziwego naśladownictwa Chrystusa. W ten sposób powtarza jednego ze swoich wielkich poprzedników na pustyni, Ewagriusza z Pontu, piszącego o wiek wcześniej. Ewagriusz mówił: "nie myśl, że nabyłeś jakąkolwiek cnotę, zanim nie przelejesz swojej krwi w walce o nią".

Aż do śmierci musimy walczyć z grzechem, opierając się mu z całych sił. Życie chrześcijańskie to życie w upokorzeniu i zmaganiach. To jest radość chrześcijańskiej drogi.

Z daleka od unikania tej drogi, od cofania się, od odwracania się, przyjmijmy z nowym zapałem możliwości, jakie daje nam ten świat, a daje on nam ich tak wiele, aby odłożyć na bok naszą wolę, nasze oczekiwanie chwały, nasze pragnienie bycia traktowanym sprawiedliwie, uczciwie i życzliwie. Odłóżmy to wszystko na bok w radości krzyża, oddając się mu całkowicie, z miłości do Pana. Gdybyśmy po prostu robili to bez tej miłości, bez daru i ofiary Chrystusa, byłby to czyn chory, bezsensowny.

Ale my jako chrześcijanie ofiarowujemy swoje życie na krzyżu, ofiarowujemy się Chrystusowi na krzyżu, ponieważ wiemy z pełną pewnością, że to przez ten krzyż radość przyszła na świat. Poprzez ten krzyż zostaje pokonana śmierć i grzech. Przez ten krzyż zmartwychwstanie świeci całemu światu.

Dlatego bierzmy krzyż tak, jak nakazuje nam św. Marek, i walczmy w radości o życie Bożym królestwem. Dla modlitw świętego Marka Mnicha i wszystkich świętych, Panie Jezu Chryste, Boże nasz, zmiłuj się nad nami i zbaw nas. Amen.

biskup Ireneusz (Steenberd) / tłum. Jakub Oniszczuk

za: A Word from the Holy Fathers

fotografia: alik / www.orthphoto.net /