publicystyka: Rozpalić swą duszę

Rozpalić swą duszę

o. Andrej Gavrylenko (tłum. Gabriel Szymczak), 14 maja 2024

Metropolita Antoni (Bloom) powiedział: „Powinniśmy płonąć, a zamiast tego się tlimy”.

Kiedy drewno jest wilgotne, zamiast ognia pojawia się tylko dym, gryzący dym. Skąd ta ciągła „wilgoć” naszego ducha? Dlaczego nie możemy wyschnąć pod Słońcem Prawdy – Bogiem? Może dlatego, że ukrywamy się przed Nim? Chowamy się we własnych potrzebach, w naszych sekretnych doświadczeniach, nie zdając się na wolę Bożą.

Wiadomo, że aby być suchym, trzeba cały czas przebywać na słońcu i utrzymywać odpowiednią temperaturę. Jeśli nie chcemy być „wilgotni” i nie „tlić się”, to powinniśmy na stałe stanąć przed Słońcem Prawdy, przed naszym Panem. A potem będziemy stopniowo wysychać.

Chowamy się w „wilgotnych miejscach”. A co oznacza „wilgoć”? Ma ona miejsce wtedy, gdy zamiast przebywać w słońcu, przenosimy się do innej rzeczywistości, gdzie jest ciemno, gdzie jest jakieś „bagno”. Dzieje się tak wtedy, gdy zamiast zabiegać o Królestwo Boże, pociąga nas coś ziemskiego. Pamiętaj: jeśli położysz coś na ziemi, z pewnością zamoknie. Kiedy coś wieszasz, na pewno wyschnie. Gospodynie domowe wiedzą, że nie kładziemy czegoś na ziemię, żeby to wysuszyć, ale wieszamy, żeby wiatr mógł wiać na to ze wszystkich stron i aby wilgoć z ziemi nie miała na to wpływu. Zatem to, co jest na ziemi, jest wilgotne, a to, co z niej wychodzi, wysycha.

Kiedy mocno lgniemy do rzeczy ziemskich, kiedy przywiązujemy się do naszych doczesnych sukcesów, do światowych sukcesów naszych bliskich i nadmiernie martwimy się o naszą ziemską przyszłość i naszą ziemską teraźniejszość, wówczas stajemy się „wilgotni”; zamiast „palić się” - „tlimy się” i ten gryzący dym nam przeszkadza.

Kiedy się modlimy, chcemy, aby nasza modlitwa była pozbawiona obcych myśli, bez „dymu” światowych myśli i próżności. Tego samego uczy nas Kościół podczas liturgii: „Odłóżmy troski życia”. Ale nie umiemy się tak modlić. Doczesna troska nieustannie wkrada się do naszego umysłu, wchodząc w każdą szczelinę. Dzieje się tak, ponieważ serce jest nierozerwalnie związane z tymi rzeczami. Powinniśmy na to zwrócić uwagę. Kiedy się modlimy, rzeczy, które są obsesją naszego serca, nieustannie wkradają się do naszego umysłu; jesteśmy oczywiście do nich przywiązani, a Zły to zauważa. Wysyła nam te myśli. Nie czyta myśli, ale widzi je po naszych działaniach. Widzi nasze dzieła. Daje nam pokusę, a wtedy „odlatujemy” podczas modlitwy; on widzi, że osoba już mruga, uśmiecha się podczas modlitwy, coś sobie przypomina, odpręża się i niewłaściwie czyni znak krzyża. Zły duch to wszystko zauważa. „Będzie więc nadal podsuwać ci te myśli ukradkiem, abyś był «wilgotny», nigdy «nie wysechł», cały czas się tlił i nigdy nie należał do Boga”.

Spójrz na świece. Wosk, z którego są wykonane, jest pozbawiony wilgoci. Kiedy dotkniesz świecy czymś mokrym, a następnie ją zapalisz, świeca trzeszczy. Aby nie „trzaskać”, ale płonąć, potrzeba mniej tej ziemistej wilgoci. Ale jak się tego pozbyć? My, którzy żyjemy w świecie, w próżności, w ciągłym kontakcie ze światem? Zawsze leżymy na wznak, czołgamy się po ziemi jak wąż, którego przeklął Bóg. Bóg powiedział do człowieka, kiedy został wyrzucony z Edenu: „W pocie więc oblicza twego będziesz musiał zdobywać pożywienie” (Rdz 3, 19). Ale nie tylko dosłownie zarabiamy na chleb. Zawsze chcemy więcej i to jest klucz do naszych ziemskich uczuć. We wczesnym Kościele był nauczyciel, św. Klemens Aleksandryjski, który powiedział: „Świat oferuje nam coś więcej”. Świat oferuje nie tylko to, czego naprawdę potrzebujemy, ale „dodatkowo”, abyśmy dusili się w tym „dodatku”, szukali go, gonili za nim, a nasz przeładowany statek zatonął. Aby samolot nie wystartował, musi być przeciążony. Przywiązujesz kamyk do nóżki małego ptaka, a on nie może już latać. Tak jest z nami. Św. Klemens mówi dalej: „Jesteś chrześcijaninem i musisz dbać o to, co najważniejsze”.

Ale jak możemy zadbać tylko o to, co niezbędne? Gdzie znajdziemy ten złoty środek? Odpowiada: „Oto twoje jedzenie – wiesz, czego potrzebujesz na swoim stole, aby być zdrowym. Oto wasze ubrania – Chrystus mówi: noście tylko to, czego potrzebujecie, a nadwyżkę rozdawajcie. Ale nie jest łatwo oddać to, co kochasz i do czego jesteś przywiązany.”

Bóg pokazuje nam, jak bardzo mamy obsesję na tym punkcie. W pierwotnym Kościele chrześcijan wyróżniało to, że byli ubrani skromnie, choć patrycjusze nosili drogie tuniki i nikt ich nie zmuszał do ich zdejmowania, bo taki był ich status. Ale Kościół mówi, że nawet mając swój status, nie należy trzymać się tej podstawy. W przeciwnym razie nie „odlecisz” i nie zobaczysz Nieba.

Aby zobaczyć słońce, musisz podnieść głowę, a nie tylko patrzeć w dół. Aby wystartować, należy pozbyć się dodatkowego balastu. Aby zapobiec zatonięciu statku, nie wolno go przeciążać.

Można zauważyć, że przy głównych autostradach znajdują się wagi pomostowe dla samochodów ciężarowych, gdzie sprawdzają swoją masę, aby nie zostać przeciążonym i tym samym nie niszczyć drogi. Aby nie zepsuć naszej chrześcijańskiej drogi, nie powinniśmy być przeciążeni.

Św. Paisiusz Hagioryta powiedział: „W sprawach doczesnych nie rób więcej niż trzy rzeczy, w przeciwnym razie życie duchowe dozna szkody”. Ale my mamy wiele rzeczy i mamy wiele trosk.

Dobrze jest dążyć do stopniowego pozbycia się „balastu”. Zacznij od rozpoczęcia każdego dnia modlitwą. Stań przed każdym dniem jak przed sceną, jak przed mapą: „To jest droga, którą muszę dzisiaj iść; pobłogosław mnie, Panie, na tym odcinku drogi, a na tym zakręcie, Panie, pozwól mi dzisiaj Ci służyć.” W najlepszych momentach modlitwy powinniśmy pragnąć bardziej kochać Boga, prosić Pana, aby nauczył nas się modlić, abyśmy pamiętali o modlitwie, aby modlitwa była pokarmem duchowym i abyśmy modlitwą oddychali.

Nasze płuca nie myślą o tym, jak oddychać; oddychają samodzielnie. Powinniśmy prosić Pana: „Panie, daj mi modlitwę, abym częściej wspominał Twoje święte Imię”. Prośmy Go o skoncentrowaną modlitwę, wtedy będziemy mniej przywiązani do tej ziemi. Bo wtedy sam Bóg swoją łaską zerwie te ziemskie nici.

Bóg może spełnić naszą prośbę. „Prosiłeś, więc przyjmij.” – „Panie, pomóż mi kochać Cię głęboko”; „Panie, pomóż mi przebaczyć grzechy moim wrogom, moim bliźnim, ponieważ nie mogę się nawet skupić na modlitwie”. O czym gadamy? O niechęci do kogoś? Nie potrafimy nawet uważnie stanąć przed Bogiem!

Kiedy odmawiamy Modlitwę Pańską, musimy szczerze powiedzieć: „Odpuść nam nasze winy, jako i my przebaczamy naszym winowajcom”. A wtedy nie będziemy trzymać się tego, co ziemskie i będzie mniej przeciążeń.

Kiedy w modlitwie aspirujemy do nieba, widzimy już mniej ziemskich rzeczy. Niech Twoją prośbą będzie: „Panie, pozwól mi pamiętać o Tobie”. I znowu zobaczysz mniej ziemskiego. Kiedy skupimy się na tym, co niezniszczalne, będzie mniej tego, co zniszczalne. Kiedy będziesz szukać tego, co duchowe, będzie mniej materii.

Jakże pragnę z głębi serca zawołać: „Panie, naucz moje serce szukać Ciebie wszędzie i we wszystkim”. Błogosławiony Augustyn z Hippony powiedział: „Stworzyłeś nas dla siebie, Panie, i niespokojne jest serce nasze, dopóki nie spocznie w Tobie”. Panie, daj nam zrozumieć, że zostaliśmy stworzeni dla Ciebie, naucz nas kochać Cię, być z Tobą, służyć Ci. Służyć Ci, pomagając naszym bliźnim i czyniąc to szczerze, abyśmy nigdy nie powiedzieli: „Och, to znowu on… Mam go dość…”

To właśnie powinniśmy powiedzieć w naszych sercach: „Tutaj jestem, Panie! Wzywasz mnie. Wołasz mnie o pomoc, o wsparcie.” Jeśli będziemy robić ziemskie rzeczy dla Boga, będziemy mieli mniej ziemskich rzeczy. Wyrosną skrzydła! Dwa skrzydła: modlitwa i praca. Pracujcie na chwałę Bożą i módlcie się do Boga!

Jeśli Bóg pozwoli, wzbijemy się do lotu!

Przestaniemy się „tlić” i zaczniemy rozpalać naszą wiarę; choćby małym płomieniem, ale będziemy płonąć. Ale nawet przy odrobinie ognia mamy światło i ciepło. Światło i ciepło... Niech nam Bóg pomoże!

o. Andrej Gavrylenko (tłum. Gabriel Szymczak)

za: orthochristian.com

fotografia: levangabechava /orthphoto.net/