publicystyka: Poezja teologiczna św. Grzegorza z Nazjanzu

Poezja teologiczna św. Grzegorza z Nazjanzu

22 kwietnia 2024

O poranku witam Cię, mój Boże, i obiecuję nie zostawiać miejsca na grzech, ale raczej poświęcam ten dzień Tobie, w wytrwałości i opanowaniu moich namiętności, bo niegodziwość sprowadziłaby hańbę na moje siwe włosy i na stół, przy którym pełnię swoją służbę. Czy Ty, mój Chrystusie, doprowadzasz ten początek do szczęśliwego końca?

To słowa św. Grzegorza z Nazjanzu w porannej modlitwie napisanej w formie poematu teologicznego.

To właśnie poezję św. Grzegorza bierzemy dziś za przedmiot naszych krótkich refleksji. Urodzony w roku 330 lub około tego roku, św. Grzegorz był synem innego Grzegorza, który to był biskupem Nazjanzu, i chociaż pamiętamy naszego św. Grzegorza jako św. Grzegorza z Nazjanzu, to jego ojciec, a nie on, faktycznie zajmował biskupią stolicę tego miasta. Św. Grzegorz Młodszy był bratem św. Grzegorza z Nyssy i bliskim przyjacielem św. Bazylego Wielkiego; ta mała grupa przeszła do historii jako ojcowie kapadoccy, trzy najważniejsze, wpływowe i trwałe głosy w okresie patrystycznym czwartego wieku. To św. Grzegorz z Nazjanzu otrzymuje tytuł Teologa, jako jedna z zaledwie trzech osób powszechnie upamiętnionych w ten sposób; pozostałe to św. Jan Teolog, który napisał czwartą Ewangelię i Apokalipsę, oraz św. Symeon Nowy Teolog, o którym niedawno mówiliśmy.

Św. Grzegorz z Nazjanzu był izolującą się osobowością, często rozdartą między życiem politycznym i przewodniczeniem Cerkwi w mieście, w stolicy, a samotnym, spokojnym życiem kontemplacji, do którego w naturalny sposób przyciągała go jego osobowość. Był, mimo tej izolującej się osobowości, jak określał go ks. John McGuckin, największym retorykiem swoich czasów, mistrzem słowa. Św. Grzegorz był wprawny w sztuce oratorskiej i wygłaszał oracje teologiczne, które nawet dziś zachowują swoją moc. Ale koniec końców Grzegorz był poetą. Za każdym razem, gdy był wyciągany do miasta, często przez naglące potrzeby swojego bliskiego przyjaciela św. Bazylego, zawsze, czasami szybko, czasami z krótkim opóźnieniem, wracał do swojej ustronnej rodzinnej posiadłości wiejskiej, gdzie poświęcał się modlitwie. Jednak często był wyciągany z tej samotności do pracy dla Cerkwi, a w 381 roku, kiedy cesarz Teodozjusz objął tron i drugi sobór powszechny został zwołany w Konstantynopolu, to nasz św. Grzegorz Teolog został zaproszony na synod, wyświęcony na patriarchę tego miasta i przewodniczył obradom.

Było to doświadczenie, które zdaje się, że powinno być fundamentalne dla św. Grzegorza, udział w tak ważnym wydarzeniu w życiu Kościoła, a jednak potwierdziło ono jedynie jego dotychczasowy stosunek do tego, co postrzegał jako polityczną stronę życia Cerkwi. Cytując ze słów św. Grzegorza:

Jeśli muszę mówić prawdę, pisze, czuję się skłonny unikać każdego zgromadzenia biskupów, ponieważ nigdy jeszcze nie widziałem synodu, który dobiegłby szczęśliwego końca. Nie rozwiązują one problemów, tylko je powiększają. Zawsze istnieje tam rywalizacja i ambicje, które szybko zyskują panowanie nad wszelkimi argumentami. Nie przesadzam. Jeśli ktoś stara się działać jako mediator, jest bardziej prawdopodobne, że sam ściągnie na siebie ogień prędzej, niż pogodzi opozycyjne strony. W związku z tym oddaliłem się do ustronności i uważam spokój za jedyny bezpieczny sposób życia.

Zawsze uważałem to za wymowne i rzeczywiście nieco zabawne scharakteryzowanie pracy Świętych Soborów, przecież opisuje on II Sobór Powszechny. A mimo że takie doświadczenia mogły być frustrujące pod względem ich politycznych aspektów, to właśnie w wielkiej świętości św. Grzegorz, wraz z innymi Ojcami, wyartykułował wiarę Cerkwi w sposób, który będzie rozbrzmiewał przez wieki, i musimy pamiętać, że to właśnie na tym Soborze Powszechnym w Konstantynopolu Wyznanie Wiary, którego używamy w Cerkwi, zostało sfinalizowane.

A jednak św. Grzegorz od takich czynów ucieka w samotność i tu właśnie dochodzi do najpiękniejszej z jego twórczości. Jego przemówienia, wygłaszane w wielkiej stolicy, wygłaszane w katedrach do publiczności cesarzy, patriarchów, biskupów, uczonych, są potężne i ważne. Ale w jego cichej poezji przebija się coś z jego prawdziwego charakteru, człowieka oddanego miłości Boga, który czuł, że najlepszą do wyrażenia Bożej miłości jest pieśń, wiersz.

Zacząłem od wiersza traktowanego jako modlitwa poranna, w którym św. Grzegorz dedykuje dzień Bogu. Jest to wzruszająca modlitwa i poruszający przykład sposobu, w jaki pieśń może wyrażać tęsknoty serca. Obiecuję nie zostawiać miejsca na grzech, powiedział, ale raczej poświęcam ten dzień Tobie, w wytrwałości i opanowaniu moich namiętności. A jednak jego modlitwa wieczorna nadaje szczerości temu, co ofiarowywane jest rano:

Oszukałem Cię, słowo Boże i samą prawdę, kiedy poświęciłem Ci ten dzień. Teraz, gdy nadchodzi noc i moje własne światło jest przygaszone. Modliłem się i przyrzekałem, ale moje stopy potknęły się i spadła na mnie ciemność, ten wróg zbawienia. Zapal na nowo moje światło, o Chryste, i oświeć mnie ponownie.

Wsłuchajmy się w słowa poety, który widzi piękno poświęcenia się Bogu, a jednocześnie nie pozostaje nieświadomy prawdziwych wad swojej osoby. Św. Grzegorz przez całe życie zdawał sobie sprawę ze zmagań chrześcijańskiego życia, z tego, że poświęca się, a jednak upada, z tego, że podejmuje się wysiłek, ale staje się naprzeciw tego, który skupia się na utrudnieniu tych zmagań. Często czułem, że jednym z najbardziej poruszających wierszy św. Grzegorza jest ten, który otrzymuje tytuł, "Wąż":

Po raz kolejny wąż czyha na mnie. Panie, wyciągam do Ciebie rękę. Trzymaj mnie bezpiecznie, o trzymaj mnie bezpiecznie. Nie porzucaj swojego wizerunku, aby wróg nie porwał mnie jak biednego ptaka wyrwanego ze swojego gniazda. Przerażony jestem wyrokiem i doczekać się nie mogę swojego uwolnienia. Jestem tu w męczarniach. W moim życiu nie ma nic stałego. Wzywasz mnie, abym przyszedł, ale nie mam powodu do śmiałości przed Tobą. Mimo to jestem twój, o Chryste. Ocal mnie, tak jak pragnie tego Twoje serce.

To właśnie poczucie prawdziwej walki spotyka się w dziełach św. Grzegorza, fakt, że grzech jest prawdziwą siłą, że diabeł jest prawdziwym przeciwnikiem, a walka zaciekła i prawdziwa, a jednak jednocześnie, w tym samym oddechu, Grzegorz zawsze wyznaje, mimo to, jestem Twój, o Chryste. Głębia grzechu, gdy jest uznana za prawdziwą, ujawnia przede wszystkim prawdziwą zbawczą naturę Stwórcy.

Kiedy patrzę na własne życie, konfrontuję się z faktem mojego grzechu. Nie mam powodu do śmiałości, mówi św. Grzegorz, jednak Chrystus uczynił nas śmiałymi.

Przypomina mi to hymn, piękny tekst:

Ja jestem ziemią i prochem. Jeszcze raz popatrzmy po grobach, zobaczmy nagie kości i powiedzmy: Kto tu jest królem, kto rycerzem, lub kto jest bogatym, a kto ubogim, sprawiedliwym lub grzesznikiem?

Następnie hymn dochodzi do jego ważnego refrenu:

Ale Ty, Panie, daj słudze Twemu odpoczynek ze sprawiedliwymi.

To pieśń z pogrzebu, ton piąty.

Nie jest możliwe prawdziwe uznanie miłości, jaką daje Chrystus, jeśli nie uznajemy rzeczywistości naszego grzesznego stanu. Kto więc jest królem? Kto zatem jest biedny? Kto jest sprawiedliwy? Tylko Bóg jest sprawiedliwy. To wielkie przesłanie hymnu, to także przesłanie wybrzmiewające w poezji św. Grzegorza z Nazjanzu. Możemy dziś zakończyć naszą krótką refleksję wierszem podanym po prostu pod tytułem "Dziękczynienie":

Dzięki Tobie, Królu wszystkich i Stwórco wszystkich rzeczy. Twoja chwała wypełnia całe niebo, a cała ziemia jest pełna Twojej mądrości. Bóg Syn, Twoje Słowo, stworzył wszystko, co jest. Twój Duch Święty obdarza wszystko życiem. Zmiłuj się nad tym światem, o Trójco Święta, zmiłuj się nad nami, Synu Boży według Ducha i Synu Człowieczy według ciała, w którym na krzyżu jako śmiertelny człowiek zaznałeś losu człowieka. Ale tak jak nieśmiertelny Bóg trzeciego dnia wyszedłeś przez bramy piekła, rozrywając wszystkie łańcuchy śmierci w Twoim zmartwychwstaniu. I tak zaszczyciłeś naszą śmiertelną rasę naturą, która może żyć wiecznie i zawsze opiewać Twoją chwałę.

Niech uświęcone słowa i poetyckie serce św. Grzegorza Teologa zainspirują nas dzisiaj tym samym zapałem, który zainspirował go w jego własnym.

Dla modlitw świętych ojców naszych, Panie Jezu Chryste, Boże nasz, zmiłuj się nad nami i zbaw nas. Amen.

biskup Ireneusz (Steenberd) / tłum. Jakub Oniszczuk

za: A Word from the Holy Fathers

fotografia: alik / www.orthphoto.net /