publicystyka: Światło Psałterza - Miłosierdzie o poranku

Światło Psałterza - Miłosierdzie o poranku

Edith M. Humphrey (tłum. Gabriel Szymczak), 15 marca 2024

Dotarliśmy do ostatniego z sześciu Psalmów Orthrosa. Psalm 142 zachowuje błagalny charakter innych psalmów, ale oczekuje światła – wybawienia od wrogów, podźwignięcia z jamy i miłosierdzia o poranku. Podobnie jak pozostałych pięć psalmów, jest trzeźwy w ocenie kondycji ludzkiej, ale pełen nadziei co do miłosierdzia Pana i Jego planów dla naszego dobra. Rozpoczyna się prośbą o pomoc i uznaniem, że jako proszący nie możemy powoływać się na sprawiedliwość jako podstawę Bożej pomocy, lecz jedynie na Jego miłosierdzie. Następnie mowa jest o naszej ludzkiej sytuacji w ciemności, nękaniu przez niewidzialnych wrogów i potrzebie wybawienia przez Boga. Wołanie o pomoc Boga zostaje wznowione, gdy czekamy na Jego miłosierdzie i uciekamy do Niego po ratunek. Na koniec przypominamy sobie, że Pan wszystko odnowi – zatriumfuje nad naszymi wrogami i poprowadzi nas do nowego życia przez Ducha Świętego. Oto ten wspaniały Psalm:

Panie, usłysz moją modlitwę, zważ na moje błaganie w Twojej prawdzie, wysłuchaj mnie w Twojej sprawiedliwości.
I nie pozywaj na sąd Twego sługi, bo żaden żyjący nie usprawiedliwi się przed Tobą.
Albowiem ściga wróg moją duszę, moje życie przygniata do ziemi, posadził mnie w ciemnościach, jak ci, co dawno umarli.
I omdlał we mnie mój duch, struchlało we mnie moje serce.
Wspominam dawne dni, rozmyślam o wszystkich Twoich czynach, rozpamiętuję dzieła Twoich rąk.
Wyciągam ku Tobie moje ręce, moja dusza tęskni do Ciebie jak spragniona ziemia.
Szybko wysłuchaj mnie, Panie, bo ustaje mój duch, nie odwracaj swego oblicza ode mnie, bo upodobnię się zstępującym do grobu.
Spraw, abym rankiem usłyszał o Twoim zmiłowaniu, albowiem zaufałem Tobie. Wskaż mi, Panie, drogę, którą pójdę, bowiem ku Tobie podnoszę moją duszę.
Uwolnij mnie od moich wrogów, Panie, do Ciebie się uciekam.
Naucz mnie pełnić Twoją wolę, albowiem Ty jesteś moim Bogiem, niech dobry Twój Duch prowadzi mnie ku ziemi sprawiedliwej.
Dla Twego imienia, Panie, ożyw mnie Twoją sprawiedliwością, wyprowadź moją duszę z udręki.
I w swoim miłosierdziu zniszczysz moich wrogów, wytracisz wszystkich nastających na moją duszę, albowiem ja jestem Twoim sługą.


Pośród bogactwa lekcji i głębokiej perspektywy prawdy możemy skoncentrować się na czterech punktach tego psalmu: wezwaniu, aby Bóg nas nie potępiał, wezwaniu do cierpliwości, gdy inni nas ranią, znaczeniu pragnienia Pana ponad wszystko i świadomości wielkiego miłosierdzia Pana, które nas wprowadzi do wszelkiej radości.

Mądry ojciec z Zachodu, Jan Kasjan, skupia uwagę na wersecie, który często powtarzamy w naszych liturgiach: „nie pozywaj na sąd Twego sługi”. Przypomina nam, że Dawid zgrzeszył bardziej, niż mówią o tym okoliczności opisane w Psalmie. W prologu Psalmu czytamy: „Psalm Dawidowi, gdy prześladował go syn Absalom”. Niemniej jednak Dawid doskonale zdaje sobie sprawę ze swego osłabienia i grzeszności. Kasjan tak to opisuje:
„Inaczej płyną łzy bez świadomości grzechu śmiertelnego, a jednak ze strachu przed piekłem i świadomością tego straszliwego sądu. Prorok był przerażony i modlił się do Boga, mówiąc: nie pozywaj na sąd Twego sługi, bo żaden żyjący nie usprawiedliwi się przed Tobą”.

Być może nie dopuściliśmy się tego, co ludzie uważają za okropny grzech – grzech śmiertelny – a jednak wszyscy podlegamy osądowi, gdy stoimy przed całkowicie Sprawiedliwym. Jak św. Paweł przypomina Rzymianom, „wszyscy staniemy przed trybunałem Chrystusowym” (Rz 14, 10). Rzeczywiście, czcimy „sprawiedliwych” z przeszłości – tych świętych, którzy w swoim życiu okazali podobieństwo do Boga – a mimo to w liturgii wyznajemy: „Jeden święty, jeden Pan”. Przed Jego tronem uciekają niebo i ziemia, jak pokazuje nam wizjoner Jan (Obj 20, 11)

W roku cerkiewnym dochodzimy do momentu wspominania nadchodzącego sądu i śpiewamy: „Rozważam ten straszny dzień i opłakuję moje złe uczynki… Jaką mam odpowiedź?” Jednakże w niektórych kręgach chrześcijańskich tego rodzaju kontemplacja jest uważana za pozbawioną wiary, ponieważ Jezus rozprawił się z grzechem i śmiercią, a myślenie o sądzie mogłoby oznaczać lekceważenie wszystkiego, czego dokonał. Jako prawosławni odpowiedzielibyśmy na tę krytykę, że jesteśmy pewni zwycięstwa Chrystusa i że Bóg chce, aby nikt nie zginął. Jednakże nadal żyjemy na tym świecie i popełniamy grzechy – jak wyznaje w imieniu nas wszystkich apostoł Paweł: „Nie tak, jakbym już to osiągnął [dobroć Bożą] lub już dobiegł do celu; biegnę zaś, próbując pochwycić, jak i zostałem pochwycony przez Chrystusa Jezusa” (Flp 3, 12). Dlatego wypada, abyśmy nieustannie prosili Boga o miłosierdzie, aby On nam przebaczył i przywrócił nas do życia, aż do tej chwili, gdy staniemy przed Nim. Robimy to w trzeźwości i zachwycie, wiedząc, że On jest pełen współczucia i że rzeczywiście odnowi nas przez swego Ducha.

Następnie znajdujemy w Psalmie instrukcję od naszego Pana dotyczącą tego, jak powinniśmy myśleć i postępować, gdy inni nas ranią. Oczywiście wzywamy Pana, aby wymierzył sprawiedliwość. Ale my także musimy coś przemyśleć. Św. Bazyli Wielki przypomina nam:
„Niech ten twój wróg cię karci, ale ty nie karć jego. Potraktuj jego słowa jako poligon do ćwiczenia filozofii. Jeśli nie zostałeś przebity, nadal nie jesteś ranny, a jeśli twój duch odniesie jakąś krzywdę, zamknij ból w sobie; gdyż psalmista mówi: struchlało we mnie moje serce, co znaczy: on nie dał żadnego zewnętrznego wyrazu swoim uczuciom, lecz je stłumił, jak fala, która rozbija się o brzeg i opada. Ucisz swoje serce, błagam, gdy wyje i wścieka się. Niech twoje namiętności szanują twój rozum, tak jak niesforny chłopiec szanuje obecność czcigodnego mężczyzny.”

Nie jest to oczywiście łatwe. Zawsze istnieje pokusa, aby powiedzieć: „tak, ale nie wiesz, ile krzywdy wyrządziła ta osoba”. Dawid wiedział: to jego własny syn wyrządził mu krzywdę, próbując zająć jego miejsce jako króla (2 Sam/2 Krl 15). Nie szukał jednak zemsty, pozostawił sprawę Bogu i rzeczywiście płakał, gdy Absalom poddał się ziemskiej sprawiedliwości z rąk swoich żołnierzy (2 Sam/2 Krl 18, 33). Mamy mieć spokojne serca, mówi święty, nie pozwolić, aby rządziły nami namiętności i pamiętać, że chociaż możemy zostać zranieni, w Chrystusie nie jesteśmy zranieni śmiertelnie: Jezus powiedział, że niektórzy będą prześladowani i zabijani za Niego, ale „ani włos z głowy” nie ucierpi – to znaczy, że to, kim naprawdę jesteśmy, jest bezpieczne w Bogu, bez względu na okoliczności (Łk 21, 17-18). Ten rodzaj pewności siebie może zaszczepić w nas ciche serce, które nie szuka zemsty ani nawet nie rozważa zemsty, ale takie nastawienie wymaga praktyki i czasu. W ten sposób Bóg rzeczywiście może WYKORZYSTAĆ nasze kłopoty i urazy, aby udoskonalić nasze umysły i ducha, abyśmy coraz bardziej upodabniali się do Chrystusa.

Musimy jednak za Nim tęsknić, uznając, że wciąż znajdujemy się na spragnionej, suchej i bezwodnej ziemi – cała nasza nadzieja jest w Nim. Kuszące jest, zwłaszcza dla tych z nas, którzy żyją w zamożnym kraju i czasie, liczyć na inne rzeczy lub tęsknić za innymi bogactwami. Św. Augustyn przypomina nam o tym szaleństwie:

„Połącz dwie osoby; jedną chcącą iść na przedstawienie, drugą do cerkwi. Są połączeni ciałem, rozdzieleni pragnieniami. Pierwsza jest jak słona woda, druga jawi się jako suchy ląd. Jak możemy udowodnić, że ta ziemia jest sucha, co oznacza, że ludzie pragną dobrych rzeczy? Psalmista mówi do Boga: moja dusza tęskni do Ciebie jak spragniona ziemia. Moja dusza pragnie Ciebie; jest spragniona, jest sucha, jest oddzielona od wód morskich. Nie może martwić się tym, że nie jest jeszcze oddzielona w ciele; jej pragnienie już spowodowało separację. Niektórzy pragną Boga, inni pragną świata.”

Mając to wszystko na uwadze, możemy zakończyć z ufnością, że Bóg jest naszym przewodnikiem w dobrych i złych chwilach. Beda Czcigodny, starożytny angielski ojciec, kończy jedno ze swoich kazań radosną zachętą:
„Wypraszajmy, najmilsi, pomoc łaski tego Ducha we wszystkich naszych działaniach. Mówmy wszyscy indywidualnie i zbiorowo Panu: „Niech Twój dobry Duch prowadzi mnie właściwą drogą”. I tak się stanie, że Ten, który zstąpił na apostołów i oznajmił im to, co miało nadejść, objawi także naszym umysłom radości życia przyszłego. Niech łaskawie rozpala nas w poszukiwaniu tych radości, przy współpracy Tego, który jest przyzwyczajony zarówno obiecywać, jak i dawać swoim wiernym, Jezusa Chrystusa, Pana naszego, który żyje i króluje z Ojcem w jedności Świętego Ducha, Bóg na wieki wieków.”

Liczymy na miłosierdzie o poranku! Oznacza to uznanie naszego grzesznego i osłabionego stanu, nieustanne wzywanie Go, świadomość nadchodzącego sądu, niemszczenie się na innych i zwracanie się do stałego przewodnictwa Ducha, aby prowadził nas właściwą drogą. Obyśmy byli „rozpaleni”, jak to ujął Beda Czcigodny, by „szukać tych radości”!

Edith M. Humphrey (tłum. Gabriel Szymczak)

za: edithmhumphrey.com

tłumaczenie psalmu: ks. Henryk Paprocki (liturgia.cerkiew.pl)

fotografia: zoomixer /orthphoto.net/