publicystyka: Rozmyślając nad słowami starszego syna

Rozmyślając nad słowami starszego syna

s. Natalya Kavierznieva (tłum. Justyna Pikutin), 03 marca 2024

- Skrucha jest gnoseologiczna.

Tak ćwierć wieku temu powiedział nam, studentom teologii moralnej, ojciec Władysław Swiesznikow. Jak zawsze westchnęliśmy i spojrzeliśmy na niego wzrokiem, który wyraźnie mówił: "No, ba-a-a-a-atiuszka!...".

Ojciec Władysław również westchnął. Na początku roku nie specjalnie zastanawiał się nad tym, jak bardzo nerwowe reakcje może wywołać w studentach jego bogaty warsztat pojęciowy. Dlatego spokojnie wypowiadał zdania typu: "Jeśli szczęściem jest doświadczenie dobra moralnego, a jedynym źródłem dobra moralnego jest Bóg, to szczęście, przeżywane subiektywnie, jest subiektywnym doświadczeniem obiektywnych założeń". Potem patrzył na nas życzliwym wzrokiem, najwyraźniej nie rozumiejąc, co wywołało nasz nerwowy śmiech.

Ale te czasy już minęły... Teraz duchowny tylko westchnął i posłusznie wyjaśnił:
- Gnoza, bracia i siostry, to wiedza. Skrucha jest gnoseologiczna ponieważ daje nam wiedzę o prawdziwym stanie rzeczy.
Przytaknęliśmy z wdzięcznością i pospiesznie zaczęliśmy to notować.....

***

Przypowieść o synu marnotrawnym jest bardzo znaną przypowieścią. A jednocześnie bardzo ważną. Właśnie dlatego, że skrucha ma charakter gnoseologiczny. Przypowieść ta jest tematem przewodnim jednego z tygodni przygotowujących nas do Wielkiego Postu; jej myśl jest wielokrotnie powtarzana i rozwijana w trakcie nabożeństw.....
Tym bardziej smutne jest to, że nie wszyscy ją rozumieją.

Może inaczej - to wszystko, co ma związek z młodszym synem, nie budzi wątpliwości. Zachował się wobec ojca skrajnie egoistycznie, podeptał rodzicielską miłość, roztrwonił rodzicielski majątek... Ale otrzeźwiony smutkami i obojętnością innych ludzi opamiętał się, okazał skruchę i wrócił do ojca, nie szczędząc swojego ego.

Dobrze! I - zrozumiale...

Jednak nie jest jasne, jak traktować historię starszego syna.
Chociaż przypowieść jest skierowana do nas głównie poprzez historię młodszego syna, to jednak większość ludzi nie może nie zauważyć w głębi serca, że przecież oni nie potraktowali swoich rodziców tak podle, nie wpakowali się w tak złą imprezę i nie roztrwonili fortuny.... Słowo Boże budzi nasze sumienie, uznajemy siebie za grzeszników i porównujemy się do syna marnotrawnego. Jednak coś każe nam porównywać się ze starszym synem. Zwłaszcza po wielu latach względnie pobożnego życia.

I wówczas krytyczna myśl z poczuciem winy przeszywa dreszczem, bo jak by na to nie spojrzeć, okazuje się, że starszy syn został potraktowany naprawdę niesprawiedliwie?

Rodzice mają swoich ulubieńców, prawda? Usprawiedliwiają ich i rozpieszczają we wszystkim, potem rozpuszczonych, wyciągają z kłopotów, wspierają finansowo, dopóki są w "odległej krainie", a kiedy wracają do domu i płaczą tatusiowi i mamusi w ramionach – zabijają im utuczone ciele.

Inne dzieci cały czas dają z siebie wszystko: uczą się, pracują, dzielą z rodzicami odpowiedzialność za sprawy rodziny.... i nie ma nawet mowy o tym, by bawiły się za pieniądze rodziny.
I okazuje się, że może się w nich kumulować uraza. Starszy syn dał temu wyraz!

***

Tak, powiedział o tym. To z jego słów wiemy o wszystkich jego urazach... I tu właśnie przydaje się doświadczenie ducha skruchy. Tego samego ducha, który daje nam wiedzę o prawdziwym stanie rzeczy, a co za tym idzie, potępia sposoby oszukiwania samego siebie.

To wszystko jest proste - starszy syn kłamał. Całkiem szczerze, tak, ale kłamał! Nie, on nie roztrwonił majątku ojca, nie imprezował – to prawda.... Ale nie całkowita. Prawda wyglądała tak, że gdyby był tak kochającym i szanującym synem, jak prezentował się swoim współczującym słuchaczom, nigdy nie urządziłby ojcu tak obrzydliwej sceny.

Nie martwiłby się tym, że zawsze był z ojcem i pracował pod jego kierownictwem; nie pragnąłby w końcu uciec spod haniebnego nadzoru ojca, by zabawiać się ze swoimi przyjaciółmi! A jeśli chodzi o młodszego brata, cieszyłby się - choćby dlatego, że jego powrót ucieszył ojca. Gdyby tylko starszy syn kochał swojego ojca!

Przypowieść nie mówi nam o relacji między ojcami i dziećmi, w której dzieją się różne rzeczy i wszystko jest dozwolone, w zależności od stopnia doskonałości samych ojców i zdolności dzieci. Nie. Przypowieść mówi nam o relacji ludzi z Bogiem - naszym Niebiańskim Ojcem.

Bóg jest doskonały, święty i bezstronny. On jest źródłem prawdziwej radości. Upominać Go tak, jak uczynił to starszy syn, to jak powiedzieć: "Ciężko mi, Boże, dlaczego nie dajesz mi wytchnienia?

Ale powiedzieć tak może tylko człowiek, który nie kocha Ojca, a kocha ... grzech. I to jest dokładnie taki stan, jaki starszy syn odnalazł w swojej duszy. Jednak to nie wszystko - jak każdy niepokutujący grzesznik, on zrzucił winę za swoją miłość do grzechu na innych, zniesławił miłość rodzicielską, oczernił ją w oczach osób postronnych....

Oczywiście, prawie nikt nie ma w sobie tak silnej miłości do Boga, by zawsze radować się z wysiłków pobożności i nigdy nie pragnąć pustego odwrócenia od nich uwagi. Jednak ten, komu została otwarta droga pokuty, jest przytłoczony nie przez Boga, ale przez swój grzech.

Taka osoba jest zasmucona, że nie płonie miłością do Boga, że nie podąża na nabożeństwo "jak jeleń do źródeł wody" (por. Ps 41, 2), że raz po raz jest wabiona "do dalekiego kraju" - do rozwiązłych przyjaciół i niegodziwych rozrywek.

A czasami, wyrywając się z grzesznej niewoli, mówi ze skruchą: "Przykro mi, Boże, że Cię nie kocham! Jest mi bardzo, bardzo przykro...". A fakt, że człowiek przynajmniej nie usprawiedliwia się przed Bogiem, oznacza, że już choć trochę Go kocha.

Skrucha jest epistemologiczna - stawia wszystko w naszym umyśle i sercu na właściwym miejscu. Brak skruchy jest rodzajem ślepoty, która nie pozwala uświadamić sobie swojej ślepoty.

Starszy syn był grzesznikiem, ale myślał, że zasługuje na coś lepszego! Młodszy syn również kochał grzech, ale skrucha doprowadziła go do przekonania, że nie zasługuje na nic..... Przypowieść nie mówi nam, jak dalej potoczyło się jego życie ani jak radził sobie ze swą grzesznością. Ale mówi nam, że skrucha otworzyła mu drzwi do Bożej hojności. Skrucha nauczyła go rozumować: "Nie jestem godzien" - i wtedy otrzymał dary Boże, które są głównie darami wolności od władzy grzechu....

I tak zbliża się Wielki Post, kiedy klęcząc, będziemy prosić i błagać - Daj mi, Boże! Daj mi dostrzec moją niegodziwość! Jak o największą łaskę będziemy prosić o dar skruchy....

s. Natalya Kavierznieva (tłum. Justyna Pikutin)

za: pravoslavie.ru

fotografia: levangabechava /orthphoto.net/