publicystyka: Cud, nadzieja i miłość

Cud, nadzieja i miłość

o. Themistoklis Mourtzanos (tłum. Gabriel Szymczak), 01 marca 2024

I Piotr rzekł do niego: - Eneaszu, uzdrawia cię Jezus Chrystus. Wstań ze swego łoża. I zaraz wstał. I ujrzeli go wszyscy mieszkańcy Liddy i Saronu, którzy nawrócili się do Pana. (Dz 9, 34-35)

Dlaczego ludzie szukają w swoim życiu cudów, aby uwierzyć? Czy tylko działanie naszego rozumu każe nam wątpić w to, o czym wszyscy zasadniczo wiemy, że jest prawdą, czyli w obecność Boga? Czy jest to presja wywierana przez nasze otoczenie, zwłaszcza przez osoby, którym ufamy i które mają na nas wpływ? Czy może poczucie, że sami musimy przeżyć doświadczenie dowodu i że nie wystarczy poznać doświadczenie innych, którzy przeżyli cud wiary na przestrzeni wieków, czy to będąc z Chrystusem od początku, czy poprzez Jego następców?

Jeden z fragmentów Dziejów Apostolskich opisuje wskrzeszenie dwóch osób przez św. Piotra - jednej z wymuszonego ośmioletniego paraliżu, który uczynił z jego łoża coś w rodzaju grobu; drugiej - kobiety, która uczyniła wiele dobrych uczynków wśród chrześcijan w Joppie i która zmarła z powodu nagłej choroby. Jedno zmartwychwstanie nastąpiło z choroby, drugie ze śmierci. W obu przypadkach ci, którzy byli świadkami cudu, odpowiedzieli nań i przyjęli Chrystusa jako swojego Pana. Innymi słowy, uwierzyli. Nie chodziło tylko o skalę cudu. Chodziło o to, że osoba, która tego dokonała, uczyniła to nie własną mocą, ale swoją wiarą w Chrystusa. Nie uwierzyli w Piotra, ale w Chrystusa - przez Piotra. Poczuli, że to doświadczenie – cud, który przydarzył się ich sąsiadom – dotknęło ich wszystkich. Zrozumieli jednak, że prawda nie ogranicza się do doświadczenia, ale obejmuje osobę, która została przez nie objawiona: Jezusa Chrystusa jako Boga. Obydwa cuda spowodowały wzrost liczby osób, które weszły w skład wspólnoty Kościoła. Cuda nie były działaniami kogoś, kto dokonuje cudów dla własnej chwały. Były to działania człowieka mającego bezpośrednie doświadczenie Boga, który przekazał je poprzez swoje słowa i cuda.

W istocie mamy więc do czynienia z trzema cudami: zdrowiem, życiem i komunią. Nasze zdrowie jest dla nas cenne. Jeśli jest poważnie nadszarpnięte, jest to wielka próba. Zdrowie i choroba niosą w sobie pewną nadzieję, a mianowicie nadzieję na trwałość lub zmianę. Zdrowie może zostać utrzymane lub przywrócone albo dzięki naukom medycznym, własnym zasobom organizmu, albo cudowi. Chorzy noszą w sobie nadzieję, że wyzdrowieją, że znów będą zdrowi. Śmierć wiąże się jednak z utratą jakiejkolwiek nadziei. Zarówno zmarli, jak i ich rodziny są w obliczu śmierci całkowicie bezsilni i tracą nadzieję, gdyż śmierć jest wydarzeniem, z którego nie ma odwrotu.

Dzięki dwóm cudom, których Piotr dokonał w imieniu Chrystusa, jako dar Boży przywrócił nadzieję. Przywrócił Eneasza do zdrowia, spełniając marzenia mężczyzny, choć wydawało się to niewykonalne. Kazał mu wstać. W istocie, kazał mu się pozbierać, bo teraz miał nadzieję, że Bóg istnieje i o nim nie zapomniał. I nie tylko w tym momencie. Podczas każdej późniejszej próby w swoim życiu czuł obecność Boga. Piotr dał życie Tabicie, a tym, którzy ją kochali - radość i nadzieję, że odzyska swoje miejsce w ich życiu. Wskrzeszenie Tabity jest znakiem, że ostatecznie śmierć nie ma władzy nad naszym życiem. Wiara pokonuje ją poprzez cud zmartwychwstania.

Trzecim cudem jest komunia między ludźmi, której doświadcza się w Kościele. Zarówno Eneasz, jak i Tabita byli członkami lokalnego Kościoła, a cudów doświadczali wszyscy pozostali jego członkowie. Kościół jest Ciałem Chrystusa, jest wspólnotą tych, którzy mają nadzieję, ale także tych, którzy wierzą. Wierzą w Chrystusa jako zwycięzcę śmierci, który da nam to, czego brakuje w tym życiu, w naszej codziennej rutynie - czy będzie to zdrowie, postęp czy siła, aby przetrwać nasze próby. Wierzymy, że Chrystus i ci, którzy za Nim podążają, mają ostatnie słowo, nawet w sprawie ostatecznego wroga naszego istnienia, śmierci.

Kościół nie jest zgromadzeniem teoretyków. To ciało, które ma nadzieję, wierzy i jednoczy się. Wszystkie trzy cuda mają związek z Chrystusem. Ludzie, którzy nie doświadczają tych znaków, nie rozumieją łaski, którą otrzymujemy w naszych sercach jako członkowie Ciała Chrystusa. To Ciało stwarza inny sposób patrzenia na relacje międzyludzkie. To nie życie, rutyna, cele i marzenia tego świata zbliżają nas do siebie. To obecność Chrystusa w naszych sercach. Jeśli nie mają wiary, która staje się relacją z Chrystusem, ci, którzy mówią o sakramentach lub o sposobie działania Kościoła nie mogą zrozumieć, dlaczego chcemy cieszyć się przede wszystkim dobrym zdrowiem duchowym, ponieważ pokładamy nadzieję w Chrystusie, ponieważ trwamy w relacji ze sobą i z Chrystusem. Nasza wiara zachęca nas, abyśmy „przyszli i zobaczyli”. Doświadczenie przynosi nam spokój i pocieszenie, gdyż nasze ego przestaje wymagać i dominować, a zamiast tego zaczyna akceptować i poddawać się cudowi, jakim jest Chrystus. On jest naszą nadzieją. Ogarnia nas determinacja, żeby się zjednoczyć, a kiedy czujemy, że brakuje nam Chrystusa - szukamy Go z całą naszą mocą.

o. Themistoklis Mourtzanos (tłum. Gabriel Szymczak)

za: pemptousia.com

fotografia: peca1813 /orthphoto.net/