publicystyka: Poczucie własnej ważności

Poczucie własnej ważności

o. Michael Gillis (tłum. Gabriel Szymczak), 26 lutego 2024

Św. Bazyli Wielki w liście 156. odpowiada duchownemu proszącemu o radę i pomoc w rozwiązaniu konfliktu między dwiema stronami – nie wiemy jednak, kim lub czym są te strony. Św. Bazyli jest proszony o osobistą interwencję lub przynajmniej listowne działanie. Odpowiedź św. Bazylego poucza nas o duchowej chorobie zarozumiałości (którą niektórzy Ojcowie nazywają poczuciem własnej ważności).

Jest to choroba trudną do zdiagnozowania - nie u innych, lecz u siebie. Problem polega na tym, że często (choć nie zawsze) ci, którzy cierpią z powodu duchowej choroby poczucia własnej ważności, zajmują stanowiska, które są rzeczywiście ważne. Ci z nas, którzy nauczają i/lub przewodzą w Kościele, w polityce, w edukacji, w medycynie lub w biznesie, rzeczywiście zajmują ważne stanowiska. Jednak to nie fakt, że zajmujemy ważne stanowisko powoduje, że cierpimy na poczucie własnej ważności, ale bycie w takiej sytuacji znacznie utrudnia nam zdiagnozowanie naszej choroby.

Według św. Bazylego poczucie własnej ważności jest duchową chorobą, która „dojrzewa”, a z czasem staje się coraz silniejsza. Jest to choroba, która u tych, którzy na nią cierpią, „zakorzenia się w przyzwyczajeniu w umyśle”. Z mojego doświadczenia wynika, że ​​zaczyna się po tym, jak życie wepchnęło nas na pozycję autorytetu lub wysokiej rangi. Na początku jesteśmy bojaźliwi i niepewni, znamy swoje słabości, wiemy, że możemy tylko starać się dać z siebie wszystko. Jednak prawie od razu inni zaczynają nas traktować inaczej. Szukają naszej porady, postępują zgodnie z naszymi instrukcjami, podlegają naszym decyzjom (to oceny, zadania, harmonogramy, możliwości lub obowiązki, które teraz możemy rozdysponować zgodnie z naszymi uprawnieniami). Nagle jesteśmy traktowani jako ważna osoba (często w drobny lub subtelny sposób, ale naprawdę nie trzeba wiele, aby ta choroba się zaczęła).

Choroba zaczyna się od zmiany postrzegania samego siebie. Zaczynam postrzegać siebie jako personifikację swojej roli. Zaszczyt i szacunek, jakie są mi okazywane ze względu na zajmowane stanowisko, zaczynam przypisywać sobie; albo, jak powiedziałby mój przyjaciel, zaczynamy wierzyć własnej prasie. To bardzo subtelna zmiana. W końcu mógłbym pomyśleć: „Wpadłem na pomysł, który był tak udany, że uratował wszystkie pieniądze firmy, pozwolił uniknąć kryzysu i rozwiązał problem”. Albo jeszcze subtelniej myślę: „Widziałem to już wcześniej i wiem, jak to naprawić”. Zaczynam myśleć, że zaszczyt i szacunek, które są mi okazywane, bo wykonuję odpowiednią, a może nawet dobrą robotę w roli, jaką mi wyznaczyło życie, że ten zaszczyt i szacunek są w jakiś sposób spowodowane przeze mnie samego, że mi się należą. Tak przynajmniej zaczyna narastać w moim sercu choroba poczucia własnej ważności.

Wtedy potrzebny jest tylko czas. Poczucie własnej ważności dojrzewa, jak mówi św. Bazyli. A im bardziej dojrzewa poczucie własnej wartości, tym mniej jestem w stanie to dostrzec. A im mniej to widzę, tym mniej postrzegam siebie jako potencjalnego inicjatora, agitatora lub sprawcy konfliktów w relacjach z otoczeniem. Poczucie własnej ważności sprawia, że jestem podejrzliwy wobec innych. Postrzegam innych jako problem. W końcu myślę: „Wiem, co robię”. Św. Bazyli mówi tak:

„Poczucie własnej ważności, gdy jest zakorzenione w nawyku w umyśle, nie może zostać zniszczone przez jednego człowieka, jedną literą lub w krótkim czasie. Dopóki nie znajdzie się jakiś arbiter, do którego wszystkie strony mają zaufanie, podejrzenia i konflikty nigdy nie ustaną”.

Tutaj św. Bazyli wskazuje na trudności w leczeniu konfliktów zakorzenionych w zarozumiałości. Z mojego doświadczenia wynika, że wiele konfliktów wynika z poczucia własnej ważności. Wszystko - od rywalizacji między rodzeństwem, przez konflikty małżeńskie, po spory między politykami a hierarchami – tak wiele konfliktów jest nierozwiązanych, ponieważ poczucie własnej ważności zasiało podejrzenia w naszych umysłach. Ponieważ podejrzewamy innych, nie widzimy własnego wkładu w konflikt. Podobnie jak Adam i Ewa po swym upadku jesteśmy pewni, że to czyjaś wina. Bez pomocy z zewnątrz - spędzamy życie w morzu konfliktów, które zawsze wydają się być winą kogoś innego.

Św. Bazyli proponuje jako wyjście z takiego konfliktu arbitra, do którego obie strony mają zaufanie. Ale takiego arbitra trudno znaleźć właśnie z powodu zarozumiałości. „Kto”, mógłbym powiedzieć w zarozumiałości, „zna sytuację lepiej ode mnie?” A nawet jeśli znajdzie się arbiter, tracę do niego zaufanie, kiedy nie widzi spraw po mojej myśli. To jest ślepota spowodowana chorobą zarozumiałości.

Jest jednak nadzieja. Chociaż bardzo trudno jest samodzielnie zdiagnozować poczucie własnej ważności, człowiek może zacząć się leczyć, a tym samym zacząć widzieć jego wagę, jeśli zechce się ukorzyć i podjąć kilka kroków.

Pierwszym krokiem jest dopuszczenie założenia, że jestem główną przyczyną każdego konfliktu, w który jestem zaangażowany – nawet (szczególnie!) jeśli nie widzę lub nie wiem, jak to możliwe. To samo w sobie nie rozwiązuje konfliktu, ale zaczyna przenosić moją uwagę. Ludzie mają tendencję do znajdowania tego, czego szukają, więc jeśli szukam sposobów, w jakie to spowodowałem lub podtrzymałem, lub zirytowałem innych prowadząc do konfliktu, jest duża szansa, że niektóre z nich znajdę. To nie jest wcale takie proste, jak się wydaje. Oczywiście w naturalny sposób zakładam, że mam rację, muszę więc zmusić się do założenia, że w sposób, którego nie widzę, jednak racji nie mam. A kiedy już to założę, moje skupienie się zmienia i zaczynam dostrzegać rzeczy, które mogę zrobić, aby zmniejszyć napięcie konfliktu. Zakładając, że mylę się w sposób, którego nie widzę, czasami mogę zacząć to widzieć.

Drugim krokiem do uwolnienia się od poczucia własnej ważności jest poważne potraktowanie sprzecznych z intuicją rad innych. Kiedy zaślepia mnie poczucie własnej ważności, każda rada, z którą się nie zgadzam, wydaje mi się błędna, wydaje się sprzeczna z intuicją. Aby przezwyciężyć poczucie własnej ważności (z natury nie zdając sobie sprawy, że na nie cierpię) muszę celowo bardzo poważnie traktować rady innych, zwłaszcza te, które nie zgadzają się ze sposobem, w jaki ja widzę sprawy.

Nie oznacza to, że automatycznie przyjmuję porady, z którymi się nie zgadzam. Oznacza to, że poważnie traktuję rady innych, wierząc, że prawdopodobnie mylę się w sposób, którego jeszcze nie widzę. A zwłaszcza, jeśli rada pochodzi od bardzo szanowanej osoby lub od wielu osób, zakładam, że ta rada jest prawdopodobnie bardziej słuszna, a przynajmniej częściowo słuszna, niż moja własna perspektywa. Nadal może nie widzę powiązań, ale założenie, że nie widzę wyraźnie, prowadzi do głębszego dociekania i autorefleksji, co często skutkuje odkryciem, którego się nie spodziewałem.

Wreszcie, ponieważ poczucie własnej ważności jest tak trudne do zdiagnozowania, jak możemy zacząć podejrzewać, że cierpimy z tego powodu? Proponuję, abyśmy tutaj podążali tropem listu św. Bazylego. Ilekroć znajdę się jako znacząca strona w konflikcie, a zwłaszcza jeśli konflikt wydaje się podążać za mną z jednego związku do drugiego lub z jednego kontekstu do drugiego, istnieje duża szansa, że cierpię na duchową chorobę poczucia własnej ważności. Jak w przypadku większości chorób, tak naprawdę nigdy nie widzimy samej choroby, tylko jej objawy. A widząc objawy, leczymy chorobę.

Św. Bazyli ostrzega nas, że choroby duchowe, których dojrzałość wymaga czasu, również wymagają czasu, aby się wyleczyć. Wyleczenie duchowej choroby poczucia własnej ważności często trwa całe życie. Ale dzięki Bogu jest kilka rzeczy, które możemy zacząć robić, aby znaleźć ulgę. Z pomocą Wielkiego Lekarza żadna choroba duchowa nie jest tak dotkliwa, że nie można jej wyleczyć, a nawet uzdrowić, póki jeszcze żyjemy w tym ziemskim życiu.

o. Michael Gillis 9tłum. Gabriel Szymczak)

za: Praying in the rain

fotografia: nataganich /orthphoto.pl/