publicystyka: Niedobrze jest chleb rzucić psom... O sile uporu

Niedobrze jest chleb rzucić psom... O sile uporu

Gabriel Szymczak, 11 lutego 2024

Dzisiejszy fragment Ewangelii wg św. Mateusza (15, 21-28) to opis spotkania Jezusa z kobietą kananejską, której córka była „okrutnie gnębiona przez demona” - pozornie prosta i zwykła historia uzdrowienia, jednego z wielu uczynionych przez Nauczyciela.

Oto Jezus pojawia się w okolicy Tyru i Sydonu, tam odnajduje Go Kananejka, matka opętanej córki i błaga o pomoc. Musiała słyszeć o dokonywanych przez Niego wcześniej niezliczonych cudach przywracających zdrowie, a nawet życie (jak u córki Jaira). Mateusz pisze: „kobieta Kananejka, przyszedłszy z tamtych stron”, co wskazuje, że nie znalazła się tam, gdzie był Jezus, przypadkowo, że Go szukała. Nie nazywa Go też po prostu Panem, ale „Panem, Synem Dawida” - a to określenie wskazuje na Mesjasza. Musiała więc słyszeć, że właśnie tak traktują Go tłumy nauczane i uzdrawiane przez Niego, i że znaki, które czyni, wskazują na Jego mesjańskość.

Kobieta błaga Jezusa o pomoc, lecz On milczy, „nie odrzekł jej ani słowa”. Mateusz przytacza tylko jedną jej prośbę, ale podaje też słowa uczniów idących z Jezusem, którzy „prosili Go, mówiąc: Odpraw ją [spełniając prośbę], bo krzyczy, idąc za nami”. Krzyk, uparte podążanie za Tym, o Którym wie, że ma moc dokonania cudu, być może bycie odpychaną od Jezusa przez uczniów, ale niepoddawanie się presji - to w końcu zmusiło ich do zwrócenia się z prośbą o bezpośrednią reakcję Jezusa. Wszystko to są działania, które pewnie każdy z nas by podjął, gdyby chodziło o kogoś z naszych bliskich. Nie ma wtedy znaczenia, że jesteś samotną kobietą pośród mężczyzn; zamiast milczeć – krzyczysz o pomoc, jesteś nieustępliwa i uparta, choć wszyscy usiłują cię przegonić. Walczysz o dobro własnego dziecka i nic innego – także ty sama – się tu nie liczy.

Co ciekawe – nasze tłumaczenie w słowach uczniów dodaje zapis [spełniając prośbę], podobnie jak tłumaczenie ks. Władysława Szczepańskiego SJ z 1917r. (zaspokój ją), czego jednak nie robi wiele innych tłumaczeń Ewangelii. Podobnie sytuacja wygląda w przekładach angielskich - zdecydowanie dominuje jedynie wezwanie do odesłania kobiety. Wszystkie natomiast wskazują na ogromny ładunek emocjonalny tej sceny, pisząc, że kobieta „krzyczy”, „głośno woła”, czy wręcz „prześladuje nas swym krzykiem”.

Zdesperowana kobieta – matka, która się nie poddaje, krzyczy i pomimo braku reakcji – idzie dalej za Tym, Którego błaga o pomoc. Zapewne uczniowie na nią krzyczeli, odganiali ją, machali na nią rękami, mówiąc, aby ich zostawiła w spokoju. Wszystko na nic, miłość do córki, nadzieja na cud i być może świadomość, że teraz albo nigdy - nie pozwalają jej odpuścić i odejść.

Co mogło być najtrudniejsze? Co byłoby najtrudniejsze dla mnie? Zapewne widok pleców Tego, Który ma moc, Który jako jedyny może ci pomóc, lecz przed tobą ucieka… Krzyczysz, błagasz, płaczesz – i nic. Nie, nie nic – widzisz, jak Ten Ktoś po prostu cię ignoruje, tak jakby cię w ogóle nie widział, jakby nie było tam ciebie, twojego bólu i rozpaczy, twej wiary – może nawet pewności – co do Jego możliwości udzielenia pomocy. Jesteś tak blisko, ale ten cud ci umyka…

Ten Człowiek nawet na początku do ciebie nie mówi, mówi wyłącznie do Swoich uczniów: „Nie zostałem posłany do nikogo, oprócz zagubionych owiec z domu Izraela”. Patrząc na chłodno – tak, Mesjasz miał przyjść do ludu Izraela, to temu ludowi był obiecany jako Wybawiciel. To ten lud na niego czekał. Kananejka – cóż, była obca, nie była częścią Izraela. Nie miała prawa domagać się, żądać czegokolwiek dla siebie. Nie do niej Jezus przyszedł, więc nie musiał jej pomagać.

Ona jednak nie ustępuje, zbliża się, wołając: „Panie pomóż mi”. I słyszy słowa, które każdemu mogą zmrozić krew w żyłach - „Niedobrze jest zabrać chleb dzieciom i rzucić psom.” Dzieci to Izrael, psy – to pozostali, także ona. Niektóre tłumaczenia zamiast „psom” podają „szczeniętom”. Janusz Lemański w pracy Negatywny obraz psa w Biblii – przyczyny i konsekwencje wyjaśnia: „Słowo kynaria (l.mn. od kynarion) zwykle uważane jest za zdrobnienie, stąd tłumaczy się je jako „szczenięta”. W greckiej koine, a więc w języku popularnym, nie zawsze jednak musi mieć ono sens zdrobnienia.”

„Niedobrze jest zabrać chleb dzieciom i rzucić psom”. Nam psy kojarzą się z domownikami, z przyjaciółmi, wręcz członkami rodziny. Oburzamy się, gdy ktoś krzywdzi psa, nie dba o niego, trzyma na łańcuchu. Wielu z nas dla swego psiego towarzysza zrobiłoby wszystko. Jednak w dawnym Izraelu pies, choć wykorzystywany na przykład jako pomocnik pasterzy, uznawany był za zwierzę nieczyste. „Jeszcze w epoce rabinicznej zdania były podzielone w kwestii, czy traktować psa jako zwierzę dzikie, czy udomowione. Wpływ na to miały obserwacje dotyczące ich zachowania, które w powszechnej opinii było poniżające. Dla przykładu wspomina się, że pies ma w naturze powracanie do swoich ekskrementów, zjada odpadki i zwłoki, liże krew ofiar i rany u chorych. Wspomina się także, że wykorzystuje się go w pogańskich kultach. […] Księgi historyczne Starego Testamentu zawierają kilka przykładów użycia określenia „pies” jako wyrazu samouniżenia. Taki sposób autoprezentacji, jak dowodzi literatura starożytnego Bliskiego Wschodu, był typowy w relacjach pomiędzy wyższymi i niższymi rangą partnerami. Ci ostatni w oficjalnych listach kierowanych do swoich protektorów lub zwierzchników określali siebie właśnie tytułem pies” (J. Lemański).

U Mateusza to nie kobieta deprecjonuje siebie, nazywając się psem, ale jest nim nazwana przez Jezusa. J. Lemański zauważa, że skoro Jezus mówi o rzucaniu psom chleba, nie ma na myśli zwierząt dzikich, które włóczyły się wokół miast i były dla ludzi zagrożeniem, ale zwierzęta domowe, które właściciele karmili resztkami swego posiłku – może to więc oznaczać, że Jezus jej nie odrzuca, ale że tak jak pies czeka na swój posiłek podany dopiero po posiłku właściciela, tak ona i pozostali nie-Żydzi muszą poczekać, aż „nakarmiony” zostanie Izrael. Dlatego na Jego słowa Kananejka odpowiada: „Tak, Panie, ale i psy jedzą okruchy spadające ze stołów ich panów”, co jej zdaniem oznacza, że konieczność czekania nie wyklucza choć odrobiny daru wcześniej.

Kobieta i matka. Zdesperowana i wytrwała w swym wysiłku.

Najpierw jej wołanie jest zbywane milczeniem. „Jakżeż to nowe i niesłychane! [Jezus] Żydów wprowadza, choć byli niewdzięczni, powołuje, chociaż bluźnili, nie odprawia, chociaż Go wystawiali na próbę. Jej natomiast nie uznaje nawet za godną odpowiedzi, chociaż przybiegła do Niego, wołała i prosiła Go, choć nie była uczona w Księgach Prawa i Proroków, choć okazała tak wielką pobożność. Któż nie gorszyłby się, widząc, że działo się odwrotnie niż głosiła wieść? Słyszeli przecież, że obchodził miasteczka, uzdrawiając ze słabości; tę zaś, gdy sama przybyła, odtrąca. Kogóż nie wzruszyłoby nieszczęście i prośba, jaką zanosiła w sprawie córki, która była pogrążona w tak ciężkiej niemocy? Nie przyszła, jakby była godna, jakby upominała się o coś sobie należnego, tylko prosiła, aby się nad nią zmiłował; tylko przedstawiała rzewnie swoje nieszczęście, a nawet nie została uznana za godną odpowiedzi. Może oburzyło się wielu z tych, którzy to słyszeli, ale ona się nie zgorszyła” (św. Jan Chryzostom, Homilie na Ewangelię wg św. Mateusza).

Potem kobieta zostaje nazwana „psem”, lecz poniżenie jej nie załamuje. Zdrowie córki stawia ponad swoją godność. „Kobieta panuje nad sobą, okazuje wszelką wytrwałość i wiarę, chociaż doznała takiej zniewagi. [...] «Wiem i ja o tym - powiada - że chleba potrzeba koniecznie dla dzieci. Mimo to i ja, będąc psem, nie jestem wykluczona. Jeśli bowiem nie godzi się brać chleba, nie godzi się brać nawet okruszyny. Jeśli zaś można go troszeczkę dostać, to nawet ja nie jestem wykluczona, chociaż jestem psem». Chrystus zwlekał dlatego, iż wiedział, że ona to powie. Dlatego odmawiał daru, by ujawnić jej panowanie nad sobą. Gdyby nie chciał dać, nie dałby nawet potem ani nie odmówiłby jej powtórnie. Czyni tak, jak postąpił w przypadku setnika, mówiąc „Przyjdę i uzdrowię go”, abyśmy poznali jego bogobojność i usłyszeli jego słowa: „Nie jestem godzien, abyś wszedł pod mój dach”; jak uczynił wobec kobiety cierpiącej na krwotok, mówiąc: „Poznałem, że moc wyszła ode Mnie”, by jawnie okazać jej wiarę; jak uczynił wobec Samarytanki, by pokazać, że nie ustąpiła nawet wtedy, gdy ją skarcił; tak samo postępuje tutaj. Nie chciał bowiem, aby taka cnota niewiasty została w ukryciu. Tak więc słowa, które wyrzekł, nie oznaczały zniewagi, ale wezwanie w celu wydobycia na jaw ukrytego skarbu” (św. Jan Chryzostom).

W końcu kobieta słyszy słowa, na które tak liczyła: „Jak wielka jest twoja wiara! Niech ci się stanie, jak chcesz. I została uzdrowiona jej córka od tej godziny.”

Jak wiele zniosła... Jak wiele musiała wytrzymać… Trud odnalezienia Nauczyciela i podążanie za Nim - pomimo odpychania przez uczniów. Milczenie Tego, Którego błagała, a potem poniżenie przed uczniami i zapewne otaczającym ich tłumem. Przecież On odrzucił jej prośbę, porównując ją do psa, do czegoś nieczystego! Nie zwątpiła jednak, nie straciła też zdolności do jakże trafnej riposty, która dała jej to, o co błagała.

Św. Jan Chryzostom pisze: „Oprócz wiary zauważ także jej pokorę . /Jezus/ nazwał Żydów dziećmi; ona zaś nie poprzestała na tym, lecz nawet nazwała ich «panami», tak daleka była od tego, by przejmować się cudzymi pochwałami. [...] Czy widzisz jej rozsądek, że ani nie odważyła się sprzeciwić, ani nie trapiła się cudzymi pochwałami, ani nie obruszyła się na zniewagę? Czy widzisz jej wytrwałość? On powiedział: Nie jest dobrze, ona natomiast mówi: Tak, Panie. On nazwał ich dziećmi, ona panami; On użył określenia «szczeniąt», ona z kolei uzupełniła to tym, co szczenięta robią. Czy widzisz jej pokorę? [...] Właśnie dlatego stała się dzieckiem.”

Nie sposób nie zgodzić się ze Złotoustym. Jest w Kananejce i ogrom wiary, i pokory, i wytrwałości, i opanowania. Jest wielka miłość do córki i wola poświęcenia samej siebie, byle tylko dziecko wróciło do zdrowia. Jest zapomnienie o sobie, swej godności i człowieczeństwie, byle tylko demon uwolnił jej córkę. To wzór matki, osoby zdolnej do pełni poświęcenia dla bliskiej osoby.

Ale jest w niej coś jeszcze – niesamowita odwaga i zawziętość. Ona nie błagała i nie dyskutowała z człowiekiem - mężczyzną i Żydem, ale z Mesjaszem, Bożym Wybrańcem i Wysłannikiem, o Którym wiedziała, że Nim jest. Była w niej pokorna hardość – ignorujesz mnie, ale nie ustąpię; poniżasz mnie, wytrzymam; nazywasz psem, ale odważę się powiedzieć Ci, że i psy obdarzane są przez ludzi dobrem. A skoro ludzie potrafią to uczynić, tym bardziej powinieneś uczynić to Ty, bo jesteś Synem Dawida i dlatego chylę przed Tobą czoła i padam do Twych stóp…

Kananejka jest kobietą „z pazurem”. Taka sama była Samarytanka, rozmawiająca z Jezusem na początku jak z równym sobie, choć był Żydem i mężczyzną, a ona należała do heretyckich obcych i do tego miała skomplikowaną historię życia. Podobny „pazur” był w kobiecie z krwotokiem, która została uzdrowiona, dotknąwszy szaty Jezusa. Pozornie działała po cichu, jakby w strachu, przemykała gdzieś w tłumie, by szybciutko dotknąć Mistrza. Ale postaw się w jej sytuacji – kobieta, sama, skażona krwawieniem, a więc nieczysta dla bogobojnych Żydów. Ile ryzykowała, wchodząc w ten tłum!

Te trzy kobiety, każda na swój sposób, były waleczne, i to waleczne wobec Boga. Każdej z nich, poprzez Swoje działanie, Jezus ujawnił namacalnie, że jest Mesjaszem, Synem Bożym, Bogiem. Wiara każdej z nich była ogromna, ogromna też była nadzieja i wytrwałość. Miały świadomość własnej, ludzkiej małości wobec Najwyższego – jednak nie bały się walczyć o to, co dla nich było najcenniejsze, o zdrowie swoje lub bliskich, o swoją godność wbrew odrzuceniu przez otoczenie.

Walka z Bogiem… To przywołuje starotestamentowy opis pojedynku patriarchy Jakuba, opisany w Księdze Rodzaju 32, 25 – 31: „Ktoś zmagał się z nim [...]. A wreszcie rzekł: «Puść mnie, bo już wschodzi zorza!» Jakub odpowiedział: «Nie puszczę cię, dopóki mi nie pobłogosławisz!» Wtedy [tamten] go zapytał: «Jakie masz imię?» On zaś rzekł: «Jakub». Powiedział: «Odtąd nie będziesz się zwał Jakub, lecz Izrael, bo walczyłeś z Bogiem i z ludźmi, i zwyciężyłeś». […] I pobłogosławił go na owym miejscu. Jakub dał temu miejscu nazwę Penuel, mówiąc: «Mimo że widziałem Boga twarzą w twarz, jednak ocaliłem me życie».”

„Walczyłeś z Bogiem – i zwyciężyłeś”. Wielki jest Ten, Który jest ponad wszystko, Który wszystko i wszystkich stworzył, a Który jednocześnie nie ściera w proch śmiertelnika ośmielającego się stanąć z Nim w szranki i walczącego o to, co dla niego najcenniejsze, i uznaje jego zwycięstwo!

Spójrzmy też na inną sytuację ze Starego Testamentu. Gdy Mojżesz przebywał na Górze Synaj, zniecierpliwiony lud zażądał od Aarona odlania złotego cielca i oddał mu pokłon. Bóg, ujrzawszy zdradę, chciał unicestwić naród Izraela, mówiąc do Mojżesza: „Zstąp na dół, bo sprzeniewierzył się lud twój, który wyprowadziłeś z ziemi egipskiej. [...] Chcę ich wyniszczyć, a ciebie uczynić wielkim ludem»” (Wj 32, 7-10). Na co Mojżesz odpowiada: „«Dlaczego, Panie, płonie gniew Twój przeciw ludowi Twemu, który wyprowadziłeś z ziemi egipskiej wielką mocą i silną ręką? [...] Odwróć zapalczywość Twego gniewu i zaniechaj zła, jakie chcesz zesłać na Twój lud (Wj 32, 11-12).
Czy to nam czegoś nie przypomina?
„On rzekł do ojca swego: - Oto tyle lat służę ci i nigdy nie naruszyłem przykazania twego […]. Kiedy zaś ten twój syn, który roztrwonił dorobek twojego życia z nierządnicami powrócił, zabiłeś dla niego wykarmione cielę. On zaś rzekł do niego: - Dziecko, […] weselić się zaś i radować należało, że ten twój brat był martwy i ożył, zaginął i został odnaleziony” (Łk 15, 29-32).
To przypowieść o synu marnotrawnym, w której widzimy tę samą grę słów twój lud / twój brat. Mojżesz broni Izraelitów przed słusznym gniewem Boga, mówiąc, że przecież to nie jest jego lud, ale Boży lud, bo to Bóg go wybrał, niech więc Bóg okaże Swe miłosierdzie grzesznikom. Ten sam Bóg w Osobie Jezusa uczy nas potem, że nasz brat, nawet jeśli zgrzeszył, nie jest już wyłącznie dzieckiem swego Ojca, ale nadal jest naszym bratem, którego mamy miłować i którego nawrócenie winno być źródłem naszej radości, a nie złości czy zazdrości.

Wielki jest Ten, który potrafi przyjąć sprzeciw człowieka, broniącego innych ludzi, i Który następnie wykorzystuje tę lekcję, ucząc nas, jak my mamy postępować!

Historia Kananejki i jej rozmowa z Jezusem, a właściwie jej potraktowanie przez Niego, nadal mogą wydawać się trudne do przyjęcia ze względu na Jego szorstkość. To zrozumiałe. Nie dziwią też próby wykorzystania tego tekstu dla „odbrązowienia” postaci Jezusa. O ile bowiem Jego gniew na kupców w świątyni jest uzasadniony i słuszne jest ich wyrzucenie z niej, o tyle tutaj nie ma powodu, dla którego mógł tak właśnie odnosić się na początku do kobiety. Nie wydaje się to Jego naturalnym zachowaniem. A jeśli nie, to może rzeczywiście jest to też lekcja dla nas, Jego naśladowców? Ile razy myślimy, że ktoś może – lub nawet powinien – poczekać na naszą pomoc, wsparcie, dobre słowo? Ile razy odrzucamy kogoś, zbywamy milczeniem tylko dlatego, że jest inny, obcy, jego wartości, zachowania, sposób bycia nie mieszczą się w akceptowanym przez nas kanonie? Ile razy „kibicujemy” naszym współbraciom, którzy też tak właśnie postępują i utwierdzamy ich w słuszności ich działania (odpraw ją /jego /ich…)? Ile razy czujemy wyższość, bo to my jesteśmy ci wybrani, bogobojni, najlepsi…?

Może trzeba więc wziąć z tego wydarzenia dwie lekcje. Pierwszą – że Bóg docenia cierpliwość, upór w dobrej sprawie, że można z Nim wejść w dyskusję i nie obawiać się walczyć o to, co ważne i cenne. Owszem, wiedząc i zgadzając się z tym, że w Swej Opatrzności On uczyni to, co zechce i co będzie najlepsze, ale jak widać - potrafi też przyjąć i uwzględnić szczere i gorące prośby, więc można i niekiedy nawet trzeba być pokornie upartym.

I druga lekcja – byśmy byli jak Jezus na końcu tej opowieści. Byśmy potrafili zadziwić się naszym bliźnim, jego wiarą, determinacją, wytrwałością w dążeniu ku dobru. Byśmy w każdym widzieli siostrę / brata, a nie obcego. Byśmy byli otwarci na uczenie się Bożych dzieł, które na nim się dzieją i które mogą wzmocnić naszą własną wiarę i nadzieję.  

Gabriel Szymczak

fotografia: ivu /orthophoto.net/