publicystyka: O wybawienie nas z wszelkiego (..) gniewu
kuchnia muzyka sklep
polska świat
publicystyka pytania i odpowiedzi archiwum
ogłoszenia wydarzenia fotogalerie
redakcja wesprzyj nas kontakt

O wybawienie nas z wszelkiego (..) gniewu

metropolita Limassol Atanazy (tłum. Justyna Pikutin), 10 lutego 2024

przeczytaj poprzednie rozważania

Modlimy się również o wybawienie od gniewu. Gniew jest wichrem, który wyrywa się z duszy człowieka, jest grzmotem, błyskawicą, huraganem, który zmiata wszystko na swojej drodze. Tam, gdzie przechodzi ten huragan, pozostają tylko ruiny. Tym właśnie jest gniew. Ale pierwszym, który cierpi z powodu gniewu, jest ten, kto się złości. Tym, który cierpi i męczy się nie jest ten, kto jest zmuszony znosić wybuchy cudzego gniewu, ale ten, kto odczuwa gniew. Dusza takiej osoby rozkłada się niczym ciało zmarłego. Przynajmniej tak mi się wydaje. Gniew nas degraduje. A jednocześnie wpływa na tych, którzy nas otaczają.

Często usprawiedliwiamy się, mówiąc: "Rozgniewałem się, powiedziałem trochę za dużo. Ale wiesz, taki już jestem, nie potrafię się złościć dłużej niż pięć minut, szybko mi przechodzi". Czyli jesteś prężny i po pięciu minutach już jesteś spokojny? A ta druga osoba? Ta, na którą wylałeś całą swą złość, burzę emocji i ordynarne słowa? Czy też jest odporna? Nie, druga osoba nie zregeneruje się tak szybko jak Ty. "Już o tym zapomniałem" - zapewniasz. Ale druga osoba niczego nie zapomniała. Twój gniew jest jak wiadro wrzątku wylane na jej głowę. Doznała poparzenia od twoich słów. Ile czasu zajmie jej wyleczenie tych oparzeń!

Podzielę się swoim doświadczeniem jako spowiednika. Spotykałem starszych ludzi, którzy zbliżając się ku schyłku swego życia, pamiętali słowa, które powiedziano im, gdy byli młodzi. Skarżyli się, że od młodości nosili w duszy niezagojoną ranę. Kiedy pytałem ich, co to za rana, mówili: kiedy byłem młody, mój przyjaciel (lub ojciec, matka, bliski krewny) powiedział mi to i tamto.....
- No dobrze. Ale teraz masz 85 lat i wciąż pamiętasz, co ktoś ci powiedział, gdy miałeś 15 lat?
- Tak, pamiętam. Nie potrafię zapomnieć.

Człowiek naprawdę to pamięta i nie może sobie z tym poradzić. Każda osoba ma swój własny duchowy magazyn. Aby pozbyć się przeżytej duchowej traumy, trzeba włożyć wiele wysiłku, duchowego lekarstwa, duchowej pracy. Dlatego ojcowie przywiązywali wielką wagę do tego, by w żaden sposób nie zranić brata. Nie wiecie, jak wielką traumę może wywołać w jego duszy jedno wypowiedziane słowo. Myślę, że wszyscy wiecie (zarówno z własnego doświadczenia, jak i z doświadczenia tych, z którymi musicie się komunikować), że nawet jeden prosty żart może poważnie zranić duszę bliźniego.

Dlatego trzeba uważać na żarty i kpiny. Jak mawiamy na Cyprze, żart to miecz, który wbijamy w serce bliźniego. "Ja tylko żartowałem" - usprawiedliwiamy się. Tak, ty tylko żartowałeś, ale twój żart mnie zranił.

Żarty są niebezpieczne. Uważaj na nie. Ja też mam tę wadę: czasami pozwalam sobie na żarty. Oczywiście, czasami żart jest dla kogoś korzystny. Ale najlepiej jest nie pozwalać sobie na żarty, a tym bardziej na wyśmiewanie się z bliźnich.

Nawet małe dzieci cierpią z powodu żartów innych. Często spotykam dzieci ze szkoły podstawowej lub przedszkola, które cierpią z powodu żartów i wyśmiewania przez rówieśników. "Mały!" - "Grubas! - "Uszasty jak słoń!". Słysząc takie rzeczy, dziecko cierpi. Dzieci są dziećmi i nie zdają sobie sprawy, że są okrutne, że dręczą inne dziecko swoim wyśmiewaniem. Są dzieci, które bardzo cierpią, płaczą w domu, nie chcą chodzić do szkoły, a z czasem ich rany psychiczne pogłębiają się, zamieniając się w kompleks niższości. Zdarza się też, że dziecko słyszy drwiny nie tylko od dzieci, ale także od nauczycieli.

Mogę poświadczyć: ile razy żartowałem z ludzi, usprawiedliwiając się, twierdząc, że chcę ich poprawić, aby stali się bardziej roztropni, opanowani, skromni, spokojni - nie było żadnego pozytywnego rezultatu moich żartów, po prostu się na mnie obrażali i tyle. Zwłaszcza w naszych czasach ludzie nie mają pokory, by przyjąć czyjąś uwagę i przyznać: "Tak, dobrze, że ojciec mi to powiedział" lub: "Dobrze, że nauczyciel to zauważył". Współcześni ludzie mają wielkie trudności z przyjmowaniem uwag. Nie tylko uwaga, ale nawet proste słowo, które zachęca ich do poprawy, rani ich i przytłacza.

Gniew jest prawdziwym wulkanem, z którego wszystko eksploduje. Gniew jest destrukcyjny - niszczy ludzką duszę. Jak mówili święci ojcowie, gniewny, nawet jeśli wskrzesza umarłych, jego modlitwa jest nieprzyjemna dla Boga. Nawet jeśli gniewny będzie czynił cuda, Bóg nie spojrzy na niego. Dlaczego? Ponieważ gniew jest zwykle wynikiem naszego egoizmu. Egoista chce, aby rzeczy działy się tak, jak on to sobie wymyślił, zaplanował, rozrysował w swoim umyśle i wyobraźni. A kiedy coś dzieje się inaczej, wpada w złość, zaczyna się gniewać. To wcale nie jest dobre. Człowiek pokorny reaguje prawidłowo: nie wyszło tak, jak chciałem? - To nic wielkiego, nie będę się złościł ani denerwował z tego powodu.

Czym leczy się gniew? Pokorą. Musisz się uniżyć i zaakceptować okoliczności takimi, jakie są, mówiąc: "Tak się złożyło? To dobrze. Niech tak będzie. Niech będzie błogosławione imię Boga". Jeśli to zrobisz, szybko się uspokoisz i uwolnisz od niekończącego się "chcę, chcę, chcę".

Jeśli zraniłeś duszę bliźniego, musisz prosić go o przebaczenie. Musisz nauczyć się prosić o przebaczenie. To lekarstwo dla was obojga. Idź do tego, kogo obraziłeś, poparzyłeś erupcjami swojego wulkanu. Tylko nie mów mu: "Jeśli cię czymś uraziłem, to przepraszam" (tak zwykle mówimy). Nie, powiedz to inaczej: "Bracie, obraziłem cię. Wybacz mi." Właśnie tak. I oczywiście bez żadnych dodatków typu: "Przepraszam, ale wiesz, powiedziałeś mi to i tamto. Postawiłeś mnie w trudnej sytuacji...". Mówienie takich rzeczy nie jest proszeniem o przebaczenie. To tak, jakby powiedzieć: "Przepraszam, ale to twoja wina". Przeprosić to powiedzieć: "To wszystko moja wina. To ja potraktowałem cię surowo". I nawet jeśli druga osoba się temu sprzeciwia: "Ja też nie byłem dla ciebie miły..." - nie pozwalasz jej skończyć, ale bierzesz winę na siebie: "Nie, to nie twoja wina. Tylko ja jestem winny". Jeśli to zrobisz, Bóg wejdzie w duszę twego bliźniego, jego serce zmięknie, a wasze relacje zmienią się na lepsze. A nawet jeśli jego serce nie zmięknie, przynajmniej twoja dusza zostanie uzdrowiona. Jeśli uniżysz się przed Bogiem, On znajdzie sposób, aby pocieszyć zranioną przez ciebie duszę twego bliźniego.

metropolita Limassol Atanazy (tłum. Justyna Pikutin)

za: pravoslavie.ru

fotografia: alik /orthphoto.net/