publicystyka: Bądźmy uważni w rozmowach z bliźnimi

Bądźmy uważni w rozmowach z bliźnimi

metropolita Limassol Atanazy (tłum. Justyna Pikutin), 03 lutego 2024

przeczytaj poprzednie rozważania

Bóg jest blisko tych, którzy cierpią lub są kuszeni. Ale my, słabi i żałośni, zapominamy o tym. Zdarza się, że ludzie, będąc w wirze utrapień, toną w nich i popadają w choroby psychiczne, umysłowe i cielesne. Mogą też zachorować duchowo, jeśli ich relacja z Bogiem jest zachwiana. W tak bolesnym stanie mogą wyrządzić straszną krzywdę zarówno sobie, jak też innym. Innymi słowy, cierpienie, które mogło być błogosławieństwem dla danej osoby i przynieść jej wielką duchową korzyść, staje się przyczyną wielkiego zła i spustoszenia. Dzieje się tak nie dlatego, że Bóg pozostawił nas bez Swej Opatrzności, ale z powodu naszego niedowiarstwa.

Przypomnijmy sobie, jak apostoł Piotr chodził po wodach. Kiedy zobaczył Chrystusa idącego po morzu, zwrócił się do Niego: "Każ mi przyjść do Ciebie po wodzie. On zaś rzekł: - Przyjdź. I wysiadłszy z łodzi, Piotr szedł po wodzie i przyszedł do Jezusa” (Mat. 14, 25-29). Jednak wystarczyło, że użył logiki i pomyślał: "Idę po wodzie. W każdej chwili mogę utonąć", by natychmiast zanurzył się w wodzie i zaczął tonąć. Zaczął tonąć nie dlatego, że polecenie Chrystusa straciło swą moc. Polecenie Chrystusa: "Przyjdź do Mnie przez fale" nie zostało odebrane Piotrowi. Co stracił? Stracił wiarę. Dlatego Zbawiciel wyciągnął do niego rękę i powiedział: "Małowierny, czemuś zwątpił?" (Mat.14,31). Mała wiara była powodem, dla którego Piotr zaczął tonąć. To samo dzieje się z nami. Gdy tylko tracimy wiarę i nie skupiamy wzroku na Chrystusie, wtedy upadamy.

I jeszcze jedna rzecz, którą powinniśmy wiedzieć. Każda osoba ma swoją własną miarę sił duchowych. Kiedy jednej osobie dajesz kopniaka, ona tylko się uśmiecha, jakby jej to nie obchodziło. Inną osobę poprosisz grzecznie: "Przepraszam. Cofnij się proszę o krok", a mimo twojego "proszę" i "przepraszam" czuje się urażona i zawstydzona. Każdy jest inny. To zmusza nas do zachowania szczególnej ostrożności w komunikacji z bliźnimi. Duchowa siła ludzi jest bardzo różna. Różne czynniki warunkują tę różnicę. Inną siłę duchową ma mężczyzna, a inną kobieta. Inną ma młody człowiek, a inną starzec. Inną ma osoba święta, a inną człowiek pogrążony w namiętnościach. Inną ma osoba zdrowa psychicznie, a inną chora.

Wewnętrzny stan ludzi przejawia się w różny sposób w ich wyglądzie. Niektórzy ludzie mają na twarzach wypisane to, co dzieje się w ich duszach, a u innych zupełnie nie da się odgadnąć stanu ich wnętrza po wyglądzie. Niektórzy mogą się nawet śmiać, mimo że przeżywają ogromny smutek. Ten śmiech nie oznacza, że dana osoba nie ma głębokich i bolesnych uczuć z powodu tego, czego doświadcza w życiu.

Popełniamy błąd, oceniając stan drugiego człowieka według własnej miary. Kiedy byłem młody, zdarzało mi się popełniać podobny błąd, gdy spowiadałem. Czasami zdarza mi się to nawet teraz, choć z biegiem lat zyskałem nieco więcej inteligencji. Teraz przynajmniej staram się nie uzewnętrzniać swoich uczuć i emocji w odpowiedzi na to, co czasami muszę usłyszeć od spowiadających się.

Powiedzmy, że ktoś przychodzi i płacze, ponieważ jego kot jest chory. Dla mnie ten powód płaczu nie wydaje się poważny. Ale choroba kota tego człowieka powoduje w nim prawdziwy smutek, wypełniając jego serce niepokojem i cierpieniem. I ty musisz zrozumieć jego smutek. Nie można się śmiać i mówić: "Ha! Cóż za głupoty opowiadasz! Czy warto rozpaczać nad jakimś kotem?". Nie, musisz go zrozumieć. Dla niego choroba kota jest poważną sprawą, to dla niego ważne.

Niesamowite wrażenie robi na mnie fakt, że są ludzie, którzy mogą doznać nieuleczalnej traumy z powodu najprostszej rzeczy, na którą my nawet nie zwracamy uwagi, która dla nas po prostu nie istnieje. Dla ciebie to nic, ale dla kogoś innego ma to ogromne znaczenie. My, duchowni lub wy, rodzice, a także każda inna osoba, która musi dużo się komunikować, musimy zawsze o tym pamiętać, być bardzo wyrozumiali, stawiać się na miejscu drugiej osoby i nie oświadczać: "To, co mówisz, jest naciągane i niepoważne". Jeśli ktoś mówi, że cierpi, że jest mu smutno, to znaczy, że tak jest. Oczywiście czasami, aby pocieszyć daną osobę, można jej powiedzieć: "Cóż, to nic takiego, nie jest tak źle, jak wydaje się na pierwszy rzut oka". Ale jednocześnie musisz pokazać rozmówcy, że go rozumiesz: "Tak, to prawda, że to, co się stało, spowodowało ból i cierpienie". Nie wolno ci zbyć tego stwierdzeniem: "Nie ma się czym smucić".

Pamiętam jeden incydent, który zrobił na mnie wielkie wrażenie. Kiedy mieszkałem na Świętej Górze Athos z moim starcem Józefem, nasze bractwo stanęło w obliczu poważnej pokusy, wielkiego smutku. Wraz ze starcem odwiedzaliśmy różnych atoskich ojców duchowych, z którymi starzec Józef chciał porozmawiać i przedyskutować, jak powinniśmy postąpić, aby przezwyciężyć trudności. Starzec potrzebował dokładnie przeanalizować sytuację. Przejechaliśmy prawie całą górę i spotkaliśmy się z wieloma duchownymi. Wszyscy oni mówili nam duchowe słowa, wspierali nas swoimi modlitwami i wskazówkami. Ale największe wrażenie zrobiło na mnie spotkanie z ojcem Emilianem, ihumenem z monasteru Simonopetra. Słuchając, jak starzec Józef opisuje mu pokusę, która spotkała naszą wspólnotę, pomyślałem wtedy, że ojciec Emilian powie zaraz: "To tylko pokusa. Musicie być cierpliwi. Nie bójcie się, to minie" itd. Ale ojciec Emilian, po wysłuchaniu naszego starca, powiedział coś zupełnie innego:
- Rzeczywiście, abba, doznaliście wielkiej pokusy. To bardzo wielka pokusa. Znaleźliście się w niewiarygodnie trudnej sytuacji. Doskonale rozumiem, jak tragiczne jest wasze położenie. Na tyle, że przyjechaliście do monasteru Simonopetra, by podzielić się ze mną swoim problemem.

Po jego pierwszych słowach przyszła mi do głowy myśl: "Czy w ten sposób chce nas wesprzeć? Przecież swoimi słowami spycha nas jeszcze bardziej w dół". Ale potem zdałem sobie sprawę, że swoimi słowami ojciec Emilian pokazał, jak dobrze nas rozumie. Wczuł się w sytuację starca Józefa. Innym nasza sytuacja mogła nie wydawać się tak trudna. Mogło się im to wydawać proste, wystarczyło trochę cierpliwości. Ale dla nas była to sprawa życia i śmierci naszego bractwa, kwestia jego duchowej i fizycznej egzystencji. I ojciec Emilian bardzo dobrze to rozumiał.

Powtarzam, ważne jest, aby zdać sobie sprawę, że każdy człowiek ma inne możliwości, inne zdolności i inną wrażliwość. To, co dla ciebie jest nieistotne i mało ważne, dla kogoś innego jest niezwykle ważną i poważną sprawą.

Wciąż pamiętam błędy, które popełniłem w tej kwestii. Na przykład, raz zdarzył się wypadek na Świętej Górze Athos. Co prawda nikt nie zginął, ale w pierwszych godzinach po wypadku rozeszła się plotka, że wypadkowi uległ pewien mnich. A ja, w swej młodzieńczej niedojrzałości, popędziłem do starca Józefa, zapukałem do jego drzwi, pospiesznie wszedłem i od razu wypaliłem:
- "Ojcze, taki a taki mnich się rozbił! Otrzymaliśmy wiadomość z Daphne. Zdarzył się tam straszny wypadek.”

Nawet nie pomyślałem o tym, że starzec Józef miał chore serce, a ja przyniosłem mu straszne wieści. Nie powinno się tak postępować z osobami cierpiącymi na choroby serca. Straszne rzeczy należy im mówić ostrożnie, a nie prosto w twarz.

Kiedy podbiegłem do starca, siedział i czytał książkę. Gdy usłyszał ode mnie straszne wieści, jego twarz zmieniła się, był jakby zdezorientowany, uczynił na sobie znak krzyża i osłabionym głosem powiedział:
- Och, cóż za nieszczęście...

Nie minęło wiele czasu, nim zdałem sobie sprawę, jak poważnego zaniedbania się dopuściłem. Co by było, gdyby dostał zawału po tym, jak mu powiedziałem? Przekazałem mu wiadomość i uspokoiłem się. Jak to mówią, dla mnie temat jest zamknięty. Ale druga osoba ma inne możliwości, zwłaszcza osoba starsza. Teraz, gdy jestem starszy, widzę, że 30-letnia osoba ma zupełnie inną siłę niż 60-letnia.
Dobrze więc, że Cerkiew modli się do Boga o wybawienie nas od wszelkiego cierpienia. Czyniąc to, Cerkiew ostrzega nas, abyśmy trzymali się z dala od burzy. W końcu, jeśli zostaniesz w nią wciągnięty, czy zdołasz wyjść z niej bez szwanku? Prędzej czy później nieuchronnie znajdziesz się w burzy. Nadejdzie na ciebie i nadejdzie z niespodziewanej strony. Może wydawać się duża lub mała w oczach ludzi, ale ty spojrzysz na nią przez pryzmat własnej percepcji. Każdy radzi sobie z pokusami i trudnościami, które go spotykają, zgodnie z własnym postrzeganiem.

Niech Bóg wybawi nas od wszelkiego utrapienia - lub przynajmniej da nam roztropność, abyśmy dobrze wykorzystali spotykające nas cierpienia. Oto, co jest dla nas naprawdę konieczne i niezbędne - abyśmy radzili sobie z naszymi utrapieniami we właściwy sposób. A przede wszystkim z naszym ostatnim cierpieniem, które nawiedzi nas w godzinie naszego odejścia z tego świata. Niech Bóg obdarzy nas roztropnością i mądrością w tej godzinie, abyśmy mogli stawić czoła śmierci w sposób, który On sobie upodoba.

metropolita Limassol Atanazy (tłum. Justyna Pikutin)

za: pravoslavie.ru

fotografia: alik /orthphoto.net/