publicystyka: Droga Józefa
kuchnia muzyka sklep
polska świat
publicystyka pytania i odpowiedzi archiwum
ogłoszenia wydarzenia fotogalerie
redakcja wesprzyj nas kontakt

Droga Józefa

Marina Birukova (tłum. Justyna Pikutin), 13 stycznia 2024

W dniu Soboru Najświętszej Bogurodzicy w cerkwiach czytana była Ewangelia Mateusza - o ucieczce świętej rodziny do Egiptu: „...oto anioł Pana ukazał się we śnie Józefowi, mówiąc: - Powstawszy, weź Dziecię i Matkę Jego i uciekaj do Egiptu, i bądź tam, aż ci powiem; Herod bowiem chce szukać Dziecięcia, aby Je zgładzić. On zaś, podniósłszy się, wziął w nocy Dziecię i Matkę Jego i odszedł do Egiptu.” (Mt 2, 13-14)

Nasunęło mi się nieoczekiwane pytanie: czy Wszechmocny Ojciec nie mógłby po prostu przenieść Swego Syna i Jego Matki wraz z Józefem w bezpieczne miejsce? Albo inna opcja: uczynić Boże Dzieciątko niezniszczalnym dla mieczy sług Heroda, niewidzialnym dla morderców?

Dlaczego zamiast tego anioł budzi sędziwego Józefa i wysyła go z bezcennym Skarbem, wciąż jeszcze owiniętym w pieluszki, wraz z młodą Oblubienicą w daleką, trudną i niebezpieczną podróż, do obcego, obcojęzycznego i pogańskiego kraju...?

Józef nie zadawał podobnych pytań. Był znany z prawości i nauczył się już całkowicie ufać Bogu. Natychmiast więc usadowił Marię wraz z jej Synem na osiołku i udali się do Egiptu.

Gdzie i jak żyli w Egipcie, Święta Historia milczy, a my nie będziemy sięgać do apokryfów. Jedno jest pewne: nie było to łatwe dla Józefa, na którym spoczywała największa odpowiedzialność we wszechświecie. Jednakże poradził sobie, ocalił powierzone mu Dziecko. Oczywiście Bóg go nie opuścił, pomógł mu i chronił go. Lecz Bóg pomaga tylko tym, którzy biorą na siebie trud i odpowiedzialność, którzy nie uciekają przed głosem Boga, tak jak prorok Jonasz uciekający do Tarszisz.

Czy sam Bóg mógł przenieść dziecko i jego matkę do Egiptu lub gdzieś indziej? Oczywiście, że mógł, ale kim wówczas byłby Józef, jakie byłoby jego ludzkie znaczenie, jaka byłaby jego - jeśli można tak powiedzieć - rola?

I nie chodzi tu tylko o Józefa. Chodzi o każdego z nas - niedoskonałego, grzesznego, podatnego na zwątpienie.

Stwórca stworzył nas jako inteligentne, wolne i odpowiedzialne istoty - jednostki, na Swój obraz i podobieństwo. Chce widzieć w nas nie zwykłych niewolników, "sługa bowiem nie wie co pan jego czyni" (J 15,15), ale przyjaciół, współpracowników i towarzyszy. Dlatego o wszystkim na ziemi decyduje nie tylko wola samego Boga, ale także wola człowieka, który ją przyjmuje i wypełnia. Aby dokonało się wielkie i zbawcze dzieło Boga, za każdym razem potrzebny jest człowiek. Aby narodził się lud wybrany przez Boga, lud przyszłego Mesjasza - potrzebny był Abraham. Aby wyprowadzić Żydów z niewoli egipskiej, aby z rąk Boga otrzymali Prawo - potrzebny był Mojżesz. Aby Izrael mógł usłyszeć słowo prawdy w mrocznych wiekach odstępstwa i bałwochwalstwa, aby ludzie mogli usłyszeć słowo nadziei w smutnych czasach zapłaty za grzechy, potrzebni byli prorocy.....

Aby Wcielenie Boga mogło mieć miejsce, potrzebna była Dziewica, która powie: "Oto ja, służebnica Pana, niech mi się stanie według słowa twego" (Łk 1,38). Jan Chrzciciel był potrzebny, aby przygotować drogę dla Zbawiciela, aby Chrystus mógł zostać ochrzczony w Jordanie, gładząc grzechy ludzi i przygotowując chrzcielnicę dla wszystkich kolejnych pokoleń. Apostołowie byli potrzebni, aby Dobra Nowina obeszła cały świat.....

Pismo Święte jest nie tylko kroniką Bożych czynów, ale także historią ludzi, tysięcy osób, z których każda dokonuje wyboru, zbawiennego lub zgubnego, wyznaniowego lub apostatycznego. Katastrofy - począwszy od pierwszej, tj. upadku Adama - są z pewnością spowodowane czynnikami ludzkimi, a Bóg nie zapobiega im, ograniczając wolę człowieka. Nie, On pozostawia swoje stworzenie wolnym i odpowiedzialnym za konsekwencje.

Gdyby nic nie zależało od człowieka, gdyby człowiek był ziarnkiem piasku i nicością, nie byłoby chrześcijaństwa. Chrześcijaństwo jest dialogiem między Bogiem a człowiekiem, przymierzem z człowiekiem, unią. Bóg, którego znają chrześcijanie, szanuje tego, którego stworzył na Swój obraz.

To właśnie powoli sobie uświadomiłam, zaczynając od kwestii ocalenia Bożego Dzieciątka przed Herodem. Okazuje się jednak, że to nie wszystko. Księga zwana Nowym Testamentem kończy się, ale historia Cerkwi trwa nadal.

Aby Cerkiew mogła przetrwać - i nie tylko przetrwać, ale również rozwijać się! - w latach ciężkich prześladowań, potrzebowała tych, których wiara i miłość do Chrystusa były silniejsze niż strach: świadków i męczenników. Aby Kościół nie został otruty i zniszczony przez niekończące się herezje, potrzebował chrześcijan o najwyższym duchu, oświeconym umyśle i prawdziwej wewnętrznej wolności, gotowych bronić Prawdy do końca, bez względu na innych i bez obawy przed jakimikolwiek zagrożeniami. Aby Kościół trwał na wieki wieków, aby bramy piekielne nie przemogły go w żadnym kraju i w żadnej epoce, aby Syn Człowieczy, przychodząc po raz drugi, znalazł wiarę na ziemi (zob. Łk 18, 8), potrzebujemy... znowu świętych? Oczywiście. Ale nie tylko ich. Jesteśmy potrzebni również my - niedoskonali, grzeszni, ułomni, ale świadomie wybierający Chrystusa. On potrzebuje każdego z nas i liczy na każdego z nas do czasu zakończenia ziemskiej historii.

Józefowi został powierzony największy Skarb w ziemskiej historii - bezbronne Dzieciątko, żywy Bóg, który stał się człowiekiem. Co zostało powierzone nam...? Jego Prawda, Jego Cerkiew, Jego Miłość do ludzi.

Ta świadomość była dla mnie niczym grom z jasnego nieba. Zmieniło to moje podejście do własnego chrześcijaństwa, do faktu przynależności do Cerkwi. Wcześniej wydawało mi się, że to wyłącznie moja sprawa. Albo kwestia tylko mojego osobistego zbawienia. Być może była to presja świata, który dyktuje takie podejście do wiary: "To twoja osobista, wewnętrzna sprawa, nic i nikt poza tobą nie powinien się nią zajmować". Teraz widzę, że moja wiara jest moim zadaniem na ziemi, moją misją. Nie, oczywiście nie tylko moją – ale wspólną. Wspólną z kim? Z wieloma innymi ludźmi, z tymi, którzy żyją obecnie i tymi, którzy odeszli już do wieczności, z nieświętymi i świętymi... A przede wszystkim, oczywiście, z Chrystusem.

Oczywiście, kiedy mówisz lub piszesz takie rzeczy, czujesz nieśmiałość i zakłopotanie: czy nie biorę na siebie zbyt wiele?... Ale nie, nie ma potrzeby się bać. Nie ma też potrzeby wstydzić się i wymachiwać rękoma: "Och, gdzież tam, jestem taka słaba, taka mała, grzeszna, dobrze będzie, jeśli sama zdołam się zbawić..." - to do niczego; to tylko fałszywa pokora. Słowa Chrystusa: "Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i ustanowiłem was, abyście poszli i owoc przynosili..." (J 15, 16) nie odnoszą się tylko do apostołów. Jakiż autorytet i moc kryją się w tych słowach: Ja was wybrałem, abyście szli i owoc przynosili!....

Boże Narodzenie jeszcze się nie skończyło, kiedy w starej katedrze Świętej Trójcy w Saratowie podczas nabożeństwa całonocnego czuwania usłyszałam to, co oczywiście słyszałam już tysiące razy - pieśń Bogarodzicy: "Uwielbia dusza moja Pana i weseli się duch mój Bogiem, Zbawicielem moim". (Łk 1, 46-47).

I po raz pierwszy pomyślałam o niesamowitej, niepojętej radości, która wypełniała serce młodej Mariam w tamtych dniach: sam Bóg za jej pośrednictwem wypełniał Swoją wolę.....

To, co przydarzyło się Dziewicy, zdarzyło się tylko raz w całej ziemskiej historii i już nigdy się nie powtórzy. Ale radość, że sam Bóg wypełnia Swą wolę za pośrednictwem ciebie, niedoskonałego człowieka, że cię potrzebuje, że liczy na ciebie, jest dostępna dla każdego z nas i jest niezbędna dla każdego z nas. Dlatego niech droga naszego życia będzie drogą Józefa.

Marina Birukova (tłum. Justyna Pikutin)

za: pravoslavie.ru

fotografia: katanaks /orthphoto.net/