Niech zatem naszą pierwszą walką będzie panowanie nad żołądkiem…

10 października 2023

W dużej mierze refleksję Ewagriusza podejmuje św. Jan Kasjan (ok. 365–ok. 430), jedyny łacinnik, którego pisma znalazły się w "Filokalii" i zarazem pierwszy autor, który pisał na temat modlitwy monologicznej (choć akurat fragment o tym traktujący w "Filokalii" się nie znalazł). W traktacie "Świętego Kasjana Rzymianina traktat do biskupa Kastora o ośmiu złych myślach" autor kontynuuje i rozwija wcześniejsze refleksje Ewagriusza na temat złych myśli. Z kolei w "Pełna wielkiego pożytku rozprawa o świętych ojcach ze Sketis oraz o rozróżnianiu" Kasjan zajmuje się ważnym w całej "Filokalii" tematem rozróżniania myśli i pragnień – które są złe, a które dobre oraz w jaki sposób je rozróżnić. W naszym wydawnictwie zostały opublikowane inne pisma św. Jana Kasjana w 28, 70, 80 i 100 tomie Źródeł Monastycznych / Szymon Hiżycki OSB, redaktor naczelny projektu „Filokalia”.

Wybór z dzieła św. Jana Kasjana

1. Przede wszystkim więc musimy powiedzieć o panowaniu nad żołądkiem, przeciwnym obżarstwu, oraz o tym, jak pościć, a także o jakości i ilości potraw. A opowiemy nie sami z siebie, lecz to, czego dowiedzieliśmy się od świętych Ojców. A oni nie przekazali jednej zasady poszczenia ani jednego sposobu spożywania potraw, ani jednej miary, ponieważ nie wszyscy mają tę samą siłę, czy to przez wiek, czy przez niemoc, czy też przez delikatniejszą dyspozycję ciała. Przekazali natomiast jeden dla wszystkich cel: unikać obfitości i odwracać się od sytości żołądka. Uznali codzienny post za użyteczniejszy i bardziej przyczyniający się do czystości niż posty trwające trzy lub cztery dni albo do tygodnia; gdyż, mówi się, ten, kto bez umiaru przedłuża post, nieraz ponad miarę korzystał z pokarmu. Wskutek tego ciało, z powodu przesady w powstrzymywaniu się od pokarmu, już to staje się wyczerpane i mniej chętne do służby duchowej, już to, obciążane wielością pokarmów, wytwarza w duszy acedię i rozluźnienie.

2. Spożywanie pokarmów w umiarze oraz z głową ma swój udział w utrzymywaniu ciała w dobrej kondycji i nie stoi na przeszkodzie świętości. Dokładna, przekazana przez Ojców wskazówka i zasada co do panowania nad żołądkiem jest taka, żeby ktoś, kto przyjmuje jakiś pokarm, powstrzymał się jeszcze wtedy, gdy jest głodny, a nie czekał, aż odczuje przesyt. Apostoł, mówiąc: Nie troszczcie się o ciało dla zaspokojenia pożądania, nie powstrzymywał przed tym, co konieczne dla podtrzymania życia, lecz zakazał troski o poszukiwanie przyjemności. W każdym razie, jeśli chodzi o doskonałą czystość duszy, samo tylko powstrzymywanie się od potraw nie uczyni jej silną, jeśli nie będą temu towarzyszyć pozostałe cnoty. A zatem: wielce służy nam skromność, przez posłuszeństwo w pracy i ujarzmienie ciała. Powstrzymanie się od chciwości – nie tylko nie mieć dóbr materialnych, ale też nie pragnąć ich posiadania – prowadzi do czystości duszy. Powstrzymywanie się od gniewu, przygnębienia, próżności, pychy – wszystko to przyczynia się do ogólnej czystości duszy, podczas gdy częściową czystość duszy osiąga się przez umiarkowanie, panowanie nad sobą i post. Nie jest bowiem możliwe, aby ktoś z wypełnionym żołądkiem zwalczył w zgodzie z rozumem ducha nierządu. Niech zatem naszą pierwszą walką będzie panowanie nad żołądkiem i ujarzmianie ciała nie tylko przez posty, lecz także przez bezsenne czuwania, trud, lekturę Pisma, doprowadzanie serca do strachu przed gehenną i pragnienie królestwa niebios.

3. Nasza druga walka toczy się z duchem rozpusty i pożądaniem cielesnym – tym pożądaniem, które zaczyna niepokoić człowieka od najmłodszych lat. Wielka i ciężka to walka, a zmagania mają dwojaki charakter dlatego, że inne wady prowadzą walkę jedynie w duszy, a ta stanęła do walki podwójnej – w duszy i w ciele. I z racji tego trzeba podjąć podwójne zmagania. Albowiem sam tylko cielesny post nie może sprawić, że powstanie doskonała powściągliwość i prawdziwa czystość, jeśli nie będzie skruchy serca, gorliwej modlitwy do Boga, nieprzerwanej medytacji nad Pismem, trudu i pracy rąk – te właśnie rzeczy potrafią odpierać zmienne porywy duszy i odwieść ją od haniebnych przedstawień. Przed wszystkimi jednak służy temu pokora duszy, bez niej nikt nie będzie mógł zatryumfować ani nad rozpustą, ani nad innymi duchami.

4. Namiętność chciwości nie bierze przyczyny z rzeczy naturalnych, a jedynie z bardzo złego i błędnego wyboru.

Gdy bowiem ta choroba znajdzie duszę, która jest letnia, pozbawiona wiary i na początku wyrzeczenia się świata, wtedy podpowiada jej niby słuszne i rozsądne powody, aby ta zachowała coś z tego, co zdobyła. Kreśli w umyśle obraz długiej starości oraz niemocy ciała, a także podpowiada, że rzeczy oddane do użytku przez wspólnotę nie są wystarczające dla wyżywienia nie tylko chorego, ale nawet zdrowego; że nie tylko nie ma tam należytej troski o chorych, ale że w ogóle są zaniedbani: i że, jeśli nie posiada się ukrytego złota, umrze się marnie. I w końcu podpowiada, że człowiek nie będzie w stanie pozostać przez długi czas w klasztorze z powodu ciężaru pracy oraz surowości ojca przełożonego. A gdy takimi wizjami zwiedzie umysł, aby zachował chociaż jednego denara, to wtedy przekonuje go, żeby, w skrytości przed opatem, zachował też owoce swojej pracy, dzięki czemu będzie mógł zwiększyć ilość najpotrzebniejszego dla siebie srebra. Wreszcie zwodzi nieszczęśnika niejasnymi obietnicami, podpowiadając mu zysk ze swojej pracy, a dzięki temu także odpoczynek i brak kłopotów. I otrzymawszy wizję pełni zysku, nie dostrzega przeciwnej strony: ani szaleństwa gniewu, jeśli zdarzy mu się kiedyś doznać straty, ani mroku przygnębienia, jeśli zawiedzie się w nadziei na korzyść, ale jak dla innych żołądek jest bogiem, tak dla niego staje się nim złoto. Dlatego błogosławiony Apostoł, świadom tego, nazwał chciwość nie tylko korzeniem wszelkiego zła, lecz także idolatrią.

5. Trzeba zatem z pełną gorliwością wyrwać z naszej duszy korzeń wszelkiego zła, jakim jest chciwość, niezawodnie wiedząc, że jeśli pozostał korzeń, gałęzie łatwo wypuszczają pędy. Trudno natomiast osiągnąć tę cnotę, jeśli nie pędzi się życia we wspólnocie, ponieważ w niej nie troszczymy się nawet o niezbędne potrzeby. Mając przed oczami potępienie Ananiasza i Safiry, zadrżyjmy na myśl o pozostawieniu sobie dawnego mienia.

6. Nasza czwarta walka toczy się z duchem gniewu. I trzeba, żebyśmy wraz z Bogiem pozbyli się jego śmiercionośnego jadu z głębi naszej duszy. Ponieważ gdy ten czyha w naszym sercu i oślepia oczy serca niejasnymi zaburzeniami, nie możemy ani zdobyć zdolności rozróżniania rzeczy korzystnych, ani zyskać pojęcia o poznaniu duchowym, ani wprowadzić w czyn dobrego zamiaru, ani rzeczywiście stać się uczestnikami życia, ani też nasz umysł nie stanie się zdolny do przyjęcia Bożego i prawdziwego światła.

7. Tylko wtedy wykorzystujemy gwałtowność zgodnie z naturą, gdy kierujemy jej poruszenie przeciw namiętnym i poszukującym rozkoszy myślom. Tak naucza nas Prorok, mówiąc: Gniewajcie się i nie grzeszcie, czyli: poruszajcie gniew przeciw własnym namiętnościom i niegodziwym myślom, a także nie grzeszcie wypełnianiem tego, co one podpowiadają. Tej myśli wyraźnie dowodzi to, co dalej powiedziane: Z powodu tego, co mówicie – rzecze – w waszych sercach, przejmijcie się żalem w waszych łóżkach. To znaczy: gdy do waszego serca przybędą niegodziwe myśli, wyrzucając je dzięki gniewowi na nie, po wyrzuceniu ich jest, jakbyście znaleźli w łóżkach wyciszenie duszy – żałujcie wtedy, mając na względzie nawrócenie.

8. Pamiętam bowiem, jak wtedy gdy przebywałem na pustyni, wpadłem w gwałtowność skierowaną przeciw trzcinie do pisania, zbyt grubej lub zbyt cienkiej. I znów przeciw drewnu, gdy chciałem go narąbać i nie byłem w stanie zrobić tego szybko. Czy też przeciw krzemieniowi, gdy nie od razu wznieciłem ogień, chociaż starałem się go wykrzesać. Tak wzrastałem w gniewie, że kierowałem go także przeciwko rzeczom pozbawionym czucia. Jeśli pragniemy przeto otrzymać Pańskie błogosławieństwo, powinniśmy, jak powiedziano, zapobiegać gniewowi nie tylko w działaniu, lecz także w rozumie. Albowiem panowanie nad ustami w czasie gwałtowności i niewyrzucanie z siebie szaleńczych słów nie pomaga tak, jak oczyszczanie serca z mściwości i niezwracanie niegodziwych myśli przeciwko bratu w swoim rozumie. Nauka ewangeliczna bowiem poleca pozbywać się korzeni grzechów, a nie tylko jego owoców, ponieważ gdy usunie się korzeń gwałtowności z naszego serca, w naszym postępowaniu nie będzie żadnej nienawiści i żadnej zawiści. Mówi się, że ten jest zabójcą, kto nienawidzi swojego brata, morduje go bowiem w rozumie nienawistnym usposobieniem.

9. Nasza piąta walka toczy się z duchem smutku, który rzucając cień na duszę, przeszkadza jej we wszelkiej kontemplacji duchowej i powstrzymuje od wszelkiego dobrego działania. Kiedy ten niegodziwy duch pochwyci duszę i zaciemni ją całą, nie pozwala z ochotą odprawiać modłów ani wytrwać w czytaniu świętych tekstów z korzyścią dla siebie, ani też nie przyzwala człowiekowi być łagodnym oraz wrażliwym wobec braci. Wywołuje nienawiść przeciwko wszystkim codziennym zajęciom oraz samej obietnicy życia. Jednym słowem smutek, zniweczywszy wszystkie zbawienne postanowienia duszy oraz jej moc, a także osłabiwszy wytrwałość, sprawia, że staje się ona jakby pozbawiona czucia i sparaliżowana, spętana myślą zwątpienia. Dlatego, jeśli naszym celem jest walczyć w duchowej walce i zwyciężyć wraz z Bogiem ducha niegodziwości, ustrzeżmy z całą pilnością naszego serca przed duchem smutku. Tak bowiem, jak mól pożera płaszcz, a czerw drewno, tak i smutek pożera ludzką duszę. Namawia on, aby unikać wszelkich spotkań i nie pozwala przyjmować słowa porady od prawdziwych przyjaciół, ani też nie zezwala udzielać im użytecznej czy pokojowej odpowiedzi, ale ogarnąwszy całą duszę, napełnia ją goryczą i acedią. Podpowiada jej ponadto, aby uciekała od ludzi, ponieważ stają się oni rzekomo przyczyną jej niepokoju. I nie pozwala jej rozpoznać, że to nie na zewnątrz, lecz wewnątrz kryje się choroba.

10. Przede wszystkim trzeba więc walczyć z duchem smutku, wprowadzającym do duszy zwątpienie, żebyśmy odsunęli go od naszego serca. To on nie pozwolił Kainowi odczuć skruchy po bratobójstwie ani też Judaszowi po tym, jak zdradził Pana. Praktykujmy jedynie taki smutek, który polega na skrusze grzeszników i powstaje wraz z dobrą nadzieją. O nim powiedział Apostoł: Zgodny z wolą Boga smutek przyczynia się do nawrócenia, które prowadzi ku niepowodującemu żalu zbawieniu, gdyż zgodny z wolą Boga smutek, który utrzymuje duszę w nadziei nawrócenia, łączy się z radością. Z tej przyczyny sprawia on, że człowiek jest posłuszny i chętny do wszelkiej dobrej działalności, przystępny, pokorny, łagodny, wyrozumiały, znosi każdy dobry trud oraz upadek, jak to się w zgodzie z wolą Boga zdarza. Wreszcie, dzięki niemu poznaje się owoce Ducha Świętego, czyli: radość, miłość, pokój, cierpliwość, dobroć, wiarę, panowanie nad sobą. Natomiast przeciwny smutek poznajemy po owocach niegodziwego ducha, którymi są: acedia, brak wytrzymałości, gwałtowność, nienawiść, kłótliwość, zwlekanie z modlitwą. Tego smutku powinniśmy unikać, tak jak rozpusty, chciwości, gwałtowności oraz pozostałych namiętności. A leczy się go przez modlitwę, pokładaną w Bogu nadzieję, praktykowanie Bożych nauk i przebywanie z pobożnymi ludźmi.

11. Nasza szósta walka toczy się z duchem acedii, sprzęgniętym z duchem smutku i działającym razem z nim. A duch to straszliwy i potężny, i wiecznie mnichom wrogi. Spada on na mnicha o godzinie szóstej, wywołuje u niego słabość i dreszcz, sprawia, że powstaje nienawiść wobec samego miejsca, wobec braci, którzy przebywają z mnichem, wobec wszelkich czynności oraz samego czytania Bożych Pism. Podpowiada mu też myśli o przenosinach, gdyż, jeśli nie oddali się w inne strony, cały jego wysiłek i czas okaże się rzekomo daremny. A do tego wszystkiego wywołuje w nim około godziny szóstej głód, jaki by mu się nie przydarzył po trzydniowym poście, najdłuższej drodze czy najcięższym wysiłku. Następnie podpowiada mu myśli, że w żaden inny sposób nie będzie mógł pozbyć się tej choroby i ciężaru, jak tylko przez częste podróżowanie i odwiedzanie braci, niby ze względu na pomoc i doglądanie chorych. A jeśli nie udaje mu się zwieść mnicha tymi środkami, to wtedy, pogrążywszy go w najcięższym śnie, duch ten staje się jeszcze bardziej gwałtowny i silniejszy.

12. Dobrze jest do tego przypomnieć i słowo najznakomitszego pośród ojców, abba Mojżesza, które wygłosił on do mnie. Gdy bowiem przesiadywałem przez krótki czas w pustelni, byłem niepokojony przez acedię. Zwróciłem się do niego i powiedziałem, że niepokojony wczoraj przez acedię i bardzo wyczerpany, dopiero wtedy się od niej uwolniłem, gdy oddaliłem się i zwróciłem do abba Pawła. Abba Mojżesz odpowiedział mi na to, mówiąc: „Odwagi! Nie uwolniłeś się od niej, ale jeszcze bardziej się jej oddałeś i stałeś jej niewolnikiem. Wiedz bowiem, że jeszcze ciężej cię, jako zbiega, będzie zwalczać, jeśli odtąd nie będziesz starał się jej przemóc przez wytrwałość, modlitwę oraz pracę rąk”.

13. Nasza siódma walka toczy się z duchem próżności. Wielokształtna i bardzo subtelna jest to namiętność i nie prędko da się ją pojąć, jeśli nie zostało się przed nią doświadczonym. Albowiem ataki innych namiętności są bardzo widoczne i przez to łatwiej prowadzi się z nimi walkę, ponieważ dusza rozpoznaje wroga i szybko niszczy go przez odrzucenie oraz modlitwę. Tymczasem zło próżności, ponieważ, jak wspomniano, jest wielokształtne, okazuje się trudne do pokonania, jako że jest w każdej czynności: w mowie, myśli i milczeniu, w pracy i bezsennym czuwaniu, w postach, w modlitwie, w czytaniu, w wyciszeniu i cierpliwości. Ze wszystkich tych stron próbuje strzelać do żołnierza Chrystusa. A jeśli nie może kogoś zwieść na drogę próżności obfitością strojów, to stara się takiego doświadczać prostym odzieniem. Jeśli nie zdołała unieść go czcią, porywa go ku szaleństwu przez znoszenie rzekomego braku czci. A tego, kogo nie zdołała przekonać biegłością wymowy do bycia próżnym, tego, niby wyciszonego, nęci milczeniem. A tego, kogo nie zdołała osłabić obfitością potraw, osłabia postami, odbywanymi dla zyskania pochwały. Jednym słowem: każda praca, każde zajęcie dostarcza temu niegodziwemu demonowi okazji do boju.

14. Nasza ósma walka toczy się z duchem pychy. A ten jest najbardziej uciążliwy i okrutniejszy od wszystkich poprzednich. Zwalcza on przede wszystkim doskonałych oraz stara się zrujnować tych, którzy wstąpili już prawie na szczyt cnót. Jak zaraźliwa i zgubna choroba niszczy nie jeden członek ciała, ale całość, tak pycha niszczy nie jedną część duszy, ale ją całą. Każda inna namiętność, jeśli wstrząsa duszą, walczy z tą cnotą, która się jej przeciwstawia – od części zaciemnia duszę i nią wstrząsa. Tymczasem namiętność pychy zaciemnia całą duszę i doprowadza ją do ostatecznego upadku. Żebyśmy jak najdokładniej pojęli zagadnienie, przyjrzyjmy się mu w następujący sposób. Obżarstwo stara się niszczyć wstrzemięźliwość, gwałtowność – łagodność, a pozostałe formy zła – wrogie im cnoty. Natomiast zło pychy, gdy zapanuje nad nieszczęsną duszą jak najuciążliwszy tyran, który przejął władzę nad wielkim i potężnym miastem, rujnuje je całe i burzy aż po fundamenty. A świadectwem tego ów anioł, który przez pychę runął z nieba. Ten, który stworzony przez Boga, przyozdobiony wszelką cnotą i mądrością, postanowił przypisywać to nie łasce Władcy, ale własnej naturze.


    Fragment dzieła „Filokalia, tom 1”












fotografia: Sheep1389/ orthphoto.net /