publicystyka: Choroba stulecia - cz. II

Choroba stulecia - cz. II

metropolita Limassol Atanazy (tłum. Justyna Pikutin), 10 września 2023

Dziś ludzie nie płaczą, co wyrządza im ogromną krzywdę. Ale kiedy człowiek może zapłakać, jeśli nawet nie mamy czasu na płacz? Przychodzę na pogrzeb i zaczynam czuć się nieswojo - czy to jest pogrzeb? Patrzę na zastygłe twarze w ciemnych okularach, nie wiem, dlaczego noszą ciemne okulary. Zadaję sobie pytanie: czy wszyscy poszli i kupili czarne okulary specjalnie na pogrzeb?

Na pogrzebie widzę wszystkich. Patrzę na morze ludzi noszących okulary przeciwsłoneczne. Okej, na zewnątrz jest słonecznie i to normalne, że ludzie noszą okulary przeciwsłoneczne na zewnątrz, ale dlaczego noszą je w świątyni? Wtedy uświadomiłem sobie, że ludzie płaczą i dlatego noszą ciemne okulary, aby inni ludzie nie widzieli, kiedy płaczą. Zapytałem jednego mężczyznę:
- Dlaczego nosisz ciemne okulary? Żeby ludzie nie widzieli, jak płaczesz?
- Nie, noszę je, żeby ludzie nie widzieli, że nie płaczę!

O tym nie pomyślałem. Powiedziałem sobie: Co za nieszczęście, że nie jesteśmy w stanie płakać nawet na pogrzebach!

Albo niektórzy ludzie płaczą na pogrzebach, ale płaczą z rozpaczy. Taki płacz zabija człowieka, nie ożywia go. To nie jest uzdrawiający płacz - kiedy płaczesz i twoje cierpienie wychodzi z ciebie, ale rozpaczliwy płacz, który cię męczy i zabija.

Kiedy ktoś się modli i uczy się płakać podczas modlitwy, to oprócz stopniowego zdobywania łaski Ducha Świętego, pierwszą rzeczą, jaką zyskuje, jest wypoczęta dusza.

Mnisi to ludzie, którzy płakali. Święci Ojcowie i asceci dają nam instrukcje dotyczące płaczu, łez, pouczają nas, jak cenne są łzy, gdy zaczynamy żyć duchowo. Abba Izajasz mówi, że życie duchowe zaczyna się od łez. Kiedy człowiek zaczyna płakać, wtedy naprawdę wykonuje pracę duchową. Ale aby płakać, trzeba dać sobie czas. W Rosji, gdzie podróżowałem, żył pewien wielki psychiatra, człowiek duchowy, który powiedział mi na konferencji, że dzisiaj ludzie nie płaczą, dlatego są chorzy psychicznie. Jego słowa zrobiły na mnie ogromne wrażenie, ponieważ myślałem o tym, ponieważ widziałem płaczących starszych ludzi, którzy mają czas na wewnętrzny dialog, na modlitwę i na przeżywanie duchowego błogosławieństwa odpoczynku w Chrystusie. Widzimy ludzi, którzy wypełniają swój czas tysiącami niepotrzebnych rzeczy, ale nie mają czasu na dialog z samym sobą. Kto zna tę wielką sztukę komunikowania się z samym sobą?

Nie komunikujemy się z ukochaną osobą, nawet w domu nie rozmawiamy z naszymi bliskimi. Niech każdy zada sobie pytanie:
- Ile czasu poświęcam na rozmowę z moim ojcem/ z moją matką?

Moje dzieci żyją w swoim własnym świecie, mój ojciec żyje w swoim własnym świecie, moja matka żyje w swoim własnym świecie. Na próżno telewizor jest włączony, a my wszyscy trzymamy nasze telefony i gramy w gry. Ilu małżonków ma czas, by ze sobą porozmawiać?

Pewnego razu mój znajomy dał mi kilka zdjęć do obejrzenia na swoim telefonie i w niecałe pół godziny przyszło 35 smsów. Zapytałem go:
- Jesteś żonatym mężczyzną, a o ósmej wieczorem otrzymałeś 35 SMS-ów na swój telefon. Synu mój, kiedy rozmawiasz z żoną?

Na co on odpowiedział pytaniem:
- Jak mam się z nią rozmawiać, skoro ona robi to samo?

Oni nawet nie rozmawiają ze sobą, a co dopiero z przyjaciółmi. Potem mówimy, że jesteśmy zestresowani. Dobrze, że to tylko stres. Po tym poznajesz ludzi, którzy nie mogą wyrzec się swojej woli. Chcę, by wszystko działo się zgodnie z moimi pragnieniami!

Widzimy to codziennie w świątyni, kiedy ludzie przychodzą przygotować się do ślubu. Zobacz, co się tam dzieje! Zazwyczaj nowożeńcy lub fotograf chcą, aby wszystko w świątyni zostało zaaranżowane zgodnie z ich upodobaniami.

Tłumaczysz im, że w świątyni wszystko znajduje się na swoim miejscu.

- Nie, te krzesła powinny stać w prawym tylnym rogu" - mówią.
- Ale dlaczego mają być tam, gdzie ty chcesz? Są na swoim miejscu w świątyni i niech tam pozostaną.
- Nie, krzesła będą tam, gdzie powiedzieliśmy.....

To jest jakaś fanaberia, kaprys, upór, mania. Człowiek nie potrafi odciąć się od swojej woli, nie potrafi wykazać minimum tolerancji. A cała ta fiksacja na własnej woli staje się pętlą na szyi, którą dusi się i odczuwa stres.

Pewnego dnia jadłem lunch na zewnątrz przy stoliku w prywatnej stołówce i powiedziałem do mężczyzny, który jadł stojąc obok mnie.
- Usiądź przy stole, a będzie ci wygodniej!
- Jest mi wygodnie!

Celowo zasugerowałem mu, aby usiadł przy stole trzy razy, aby dać mu lekcję. Ale on nie potrafił tego zrozumieć.

Problem polega na tym, że nie potrafisz zrozumieć, że musisz choć trochę poskromić swą wolę i nie jesteś w stanie okazać odrobiny posłuszeństwa.

Niedawno zadzwonił do mnie żołnierz - który chciał popełnić samobójstwo!
- Dlaczego, mój synu?
- Nie pozwolono mi dzisiaj pójść na urlop!
- A kiedy możesz iść na urlop?
- Jutro rano!
- Więc dlaczego chcesz się zabić?!

Czy nastąpi koniec świata, jeśli trochę ograniczysz swoją wolę? Tak, rozumiem, że to niesprawiedliwe, rozumiem, że jesteś zdenerwowany i zły, ale nie rozumiem, dlaczego chcesz popełnić samobójstwo, ponieważ nie możesz wyjechać na wakacje, a już zaplanowałeś spotkanie z przyjaciółmi. To drażliwy temat! To coś, co zaciska nam pętlę na szyi i nas dusi. I oczywiście wszystko to, a także wiele innych przyczyn biologicznych i dziedzicznych, prowadzi nas do wielkiej choroby naszych czasów - stresu (lęku).

Jak możemy go pokonać? Musimy prowadzić właściwy styl życia, wychwalać i dziękować Bogu, znaleźć trochę czasu dla siebie, zrelaksować się i powiedzieć sobie:
- Usiądź, uspokój się.

Dzisiaj człowiek nie może zrozumieć, co to znaczy usiąść i uspokoić się. Czy to znaczy nic nie robić? Tak, nic nie robić. Usiądź, posiedź przez dwie godziny i nic nie rób, rozejrzyj się dookoła, wyłącz na chwilę swój umysł i to już coś - to jest odpoczynek. Zajrzyj trochę w głąb siebie i przeprowadź wewnętrzny dialog z samym sobą. Twoje "ja" jest twoim najlepszym przyjacielem. Naucz się kontrolować swoje pragnienia. Rodzice robią źle, gdy starają się zaspokoić wszystkie pragnienia i zachcianki swoich dzieci. To nie jest nic dobrego. Jedziecie za granicę na kilka miesięcy, żeby dla nich gotować? Szukacie im mieszkania do wynajęcia? Po co to wszystko? Moja matka odprowadziła mnie na statek, pomachała na pożegnanie i poszła do domu!

Przyjechałem do Pireusu, zszedłem ze statku i po raz pierwszy zobaczyłem to greckie miasto. My też mieliśmy problemy, poszliśmy na uniwersytet, szukaliśmy mieszkania do wynajęcia, kupowaliśmy kuchenki elektryczne do gotowania, stoły, lodówki i tak dalej. Kto to wszystko dla nas zrobił? Ale kiedy słyszę o matce, która przylatuje samolotem do Londynu, by szukać mieszkania do wynajęcia dla syna lub córki, gotuje dla nich przez trzy lub cztery miesiące.... Dwa miesiące później matka znów leci do syna, bo jego zlew w wynajmowanym mieszkaniu jest zatkany, a jej dziecko ma dwadzieścia dwa lata i nie wie, jak go wyczyścić. Powiedziała, że sprawdziła w Internecie i stamtąd dowiedziała się, jak usunąć zator z rury zlewu. Niech nas Bóg błogosławi! I po czymś takim mamy być zdrowi? Rozchorujemy się.

Pozwólmy dzieciom dorastać z choć odrobiną niezależności. Musimy nauczyć je stawiać czoła trudnościom, żyć prawdziwym życiem, które ma swoje trudności, swoje sukcesy i porażki, swoje radości, smutki i niebezpieczeństwa. Jeśli odejdziemy od realnego życia i stracimy kontakt z naszym Ojcem - Bogiem i Świętymi Sakramentami, zniszczymy wszystko wokół nas.

metropolita Limassol Atanazy (tłum. Justyna Pikutin)

za: monastery.ru

fotografia: jarek11 /orthphoto.net/