publicystyka: Choroba stulecia - cz. I
kuchnia muzyka sklep
polska świat
publicystyka pytania i odpowiedzi archiwum
ogłoszenia wydarzenia fotogalerie
redakcja wesprzyj nas kontakt

Choroba stulecia - cz. I

metropolita Limassol Atanazy (tłum. Justyna Pikutin), 09 września 2023

Niepokój i stres są zarówno chorobą stulecia, jak i czymś, co wykorzystuje kusiciel. Istnieją tego zarówno przyczyny biologiczne, jak i medyczne. Co oznacza słowo niepokój, stres (gr. άγχος czyt. anchos)? Oznacza ono "duszenie", od niego pochodzi też słowo "szubienica" (gr. αγχόνη czyt. anchoni) - co znaczy zarzucić pętlę na człowieka i udusić go. Słowo to pochodzi od rdzenia άγγχω (gr. anncho), oznaczającego "udusić kogoś". Myślę, że stres nie istniał w naszym pokoleniu. Albo raczej istniał, ale w bardzo ograniczonym zakresie. Dziś stres jest bardzo powszechny. Nie znam osoby, która w mniejszym lub większym stopniu nie odczuwałaby niepokoju.

Jak już powiedziałem, istnieje wiele przyczyn niepokoju. Czytałem w bardzo poważnym czasopiśmie, że nawet sztuczne oświetlenie sprzyja zachorowaniom na raka. Jest wieczór, a w pomieszczeniu jest tak jasno, jak w dzień. Dla nas to nie problem, ruszamy się, jesteśmy aktywni i większość rzeczy robimy wieczorem. Wcześniej było to nie do pomyślenia, kiedy nie było oświetlenia elektrycznego, nie można było nic robić. Tak żyliśmy na Górze Athos, kiedy byliśmy na pustyni, gdzie nie było lamp, ani generatorów, ani paneli słonecznych i o 17:00 zapadała noc. Zapalaliśmy małą lampę gazową, która ledwo migotała i wszyscy szli do swoich kaliw, panowała noc, która ma swą łaskę i błogosławieństwo. Noc jest polem wielu duchowych bitew. Noc jest błogosławieństwem dla tych, którzy chcą się trudzić. Ale kiedy noc staje się dniem, jej znaczenie zostaje utracone. W klasztorach mnisi wstają bardzo wcześnie, jeszcze przed wschodem słońca - o 3 rano i w ten sposób widzą wschód słońca, a raczej wschód słońca patrzy na nas w świątyni. Ponieważ często spowiadałem się podczas nabożeństwa, to wychodziłem na chwilę z kaplicy i cieszyłem się tą chwilą. Zadawałem sobie pytanie, ilu ludzi ma błogosławieństwo oglądania wschodu słońca?

Z nostalgią wspominam te niekończące się noce, kiedy latem przyjeżdżałem na wieś do babci i spałem w jej pokoju. Wtedy noc zaczynała się o 19:30. Babcia słuchała z sąsiadami wiadomości w radiu, potem życzyli sobie dobrej nocy i kładli się spać. I tak aż do świtu zaczynała się bezkresna noc. Dziewięć godzin snu. Pamiętam, że często się budziłem i babcia mówiła do mnie:
- Andrijko, śpij! Jeszcze nie świta!
A ja pytałem:
- Babciu, kiedy będzie świt?
- Jest jeszcze wcześnie! Jeszcze nie nastał ranek!

I znowu zasypiałem, potem znów się budziłem i znów zasypiałem. Te noce nie miały końca. Ile razy można zasypiać i budzić się? Były to bezkresne noce. Tak, ale co z tego wynikało? Po pierwsze, my, dzieci, wyspaliśmy się, a po drugie, budziliśmy się z werwą, bo światło słoneczne wpadało przez okno i zdawaliśmy sobie sprawę, że jest ranek. Piały koguty, budziły się kury, ptaki, osły, zwierzęta domowe, cała przyroda budziła się do życia. To było piękne przebudzenie. Dziś słyszę, jak inni ludzie się budzą, rzucają butami w tych, którzy ich obudzili, rozbijają budziki i tak dalej. Widziałem wszystkie rodzaje przebudzenia.

Pewna kobieta opowiedziała mi, że jej walką było obudzenie męża do pracy. Dopóki nie kupiła pistoletu na wodę i nie zaczęła spryskiwać go wodą z daleka, aby go obudzić, on nie mógł się obudzić. Inna osoba rzucała przedmiotami, jakie miała pod ręką, w osobę, która chciała ją obudzić. W pobliżu jego łóżka nie było nic, rzucał wszystkim, co wpadło mu w ręce. Wszystkie te nienaturalne zachowania mszczą się na nas, wypełniając nas nerwami, stresem, stanami chorobowymi, które są jak chmura przesłaniająca duszę człowieka, psująca jego nerwy i nie pozwalająca mu odejść. Odczuwamy wielkie niezadowolenie, bezsilność, zamiast przezwyciężyć nasz egoizm, indywidualizm i powiedzieć: "Dzięki Bogu! Nic mi nie jest!"

W naszym życiu brakuje uwielbienia Boga. Nawet jeśli jesteś chory, dzięki nieustannemu wychwalaniu Boga wyzdrowiejesz. Szczególnie jeśli ktoś cierpi na depresję. Wszyscy mamy chwile, kiedy czujemy się przygnębieni, kiedy przeżywamy serię czarnych dni.

Jeśli w tym czasie dana osoba wychwala imię Boga i dziękuje Mu, wówczas jej stan duchowy ulega zmianie. Ale jeśli zaczyna mówić:

- Czuję się źle, jestem nieszczęśliwy, w pracy mi się nie układa.....
I zaczyna myśleć o sobie negatywnie, wtedy nawet jeśli dobrze mu się wiedzie, zaczną dziać się złe rzeczy. A jeśli sprawy idą źle, staną się jeszcze gorsze. Niestety, widzimy w młodych ludziach, a nawet w nas, starszych, tę tendencję, by nie wychwalać Boga.

Ale aby wychwalać Boga, trzeba dostrzegać Jego błogosławieństwa, nauczyć się je dostrzegać i poświęcać na to czas. Musimy mieć czas na dialog z samym sobą.

Nabożeństwo - jest czasem i miejscem na modlitwę, główne zadanie w życiu człowieka, w którym może on przeprowadzić wewnętrzną introspekcję, wewnętrzny dialog, ponieważ nasz umysł jest przez całą dobę czymś zajęty. Zwłaszcza przy dzisiejszych środkach komunikacji jesteśmy zawsze czymś zajęci, każdy z nas nieustannie trzyma w ręku telefon i pisze SMS-y. Stało się to chorobą.

Bywam w szkołach i widzę, że każdy uczeń trzyma w ręku telefon, próbując wysyłać smsy, obejrzeć wiadomości, pograć w gry na telefonie. Ale to męczy człowieka, może mu się wydawać, że odpoczywa, gdy dla odmiany ogląda film w telewizji. Ale nie może odpocząć, ponieważ jest to ciągłe bombardowanie umysłu obrazami i historiami.

Czas w świątyni - to czas na modlitwę. Ale nawet jeśli nie mamy siły się modlić, spójrzmy w głąb siebie i przeprowadźmy wewnętrzny dialog z samym sobą. Wiecie, w klasztorach są bardzo długie, wspaniałe nabożeństwa, trwające 8-10 godzin, a nawet dłużej. Ten czas jest bardzo dobry, jest to czas na nieprzerwaną modlitwę, na śpiew, kiedy pijesz nektar boskich i świętych myśli, a także czas na czytania, kiedy możesz spojrzeć w siebie i przeprowadzić dialog z samym sobą. Musimy znaleźć czas na ten dialog, aby upominać, nauczać i doradzać samym sobie. Na przykład, gdy widzimy, że zbaczamy z właściwej ścieżki, możemy poddać się osądowi. Kiedy jesteśmy osądzani przez innych, nie podoba nam się to, więc w odpowiedzi osądzamy ich. Powinniśmy przeprowadzić wewnętrzne badanie, aby zobaczyć, co dzieje się w nas samych. A wszystko to powinno być zrobione nie po to, by się denerwować i rozpaczać, ale po to, by się poprawić, a przede wszystkim zwrócić się do Boga - naszego Ojca i modlić się do Niego, aby zmiłował się nad nami, abyśmy mogli przyjąć i skosztować nadziei na Bożą pomoc.

Jesteśmy w świątyni. Zastanówmy się, jakim błogosławieństwem jest zgromadzenie tak wielu ludzi w jednym miejscu. Mamy to błogosławieństwo, że jesteśmy w świątyni, zgromadziliśmy się tutaj na nabożeństwie, wzywamy imię Boże, spożywamy Święte Sakramenty, a Chrystus, Przenajświętsza Bogarodzica i wszyscy Święci są pośród nas. W tym wewnętrznym badaniu i dialogu dusza powinna dążyć do dwóch celów: modlitwy, aby szukać pomocy u Boga, oraz uwielbienia Boga, aby nieustannie wychwalać Go i dziękować Mu za wszystko, co mamy w naszym życiu.

Starzec Paisjusz powiedział, że nawet jeśli dziękujemy Bogu tylko za to, że jesteśmy ludźmi, że stworzył nas na Swój obraz i podobieństwo, dał nam dary Ducha Świętego, dał nam Święty Chrzest, Święte Bierzmowanie, Świętą Eucharystię, że jesteśmy członkami Cerkwi, to będziemy mogli codziennie żyć w miłości naszego Pana Jezusa Chrystusa. Ale ile razy dziękowaliśmy Chrystusowi za to wszystko? Kiedy człowiek wchodzi w tego ducha wdzięczności i uwielbienia, i zaczyna prowadzić dialog z samym sobą, ale nie marzycielsko, lecz z dobrymi myślami, wówczas zostaje uzdrowiony ze stresu.

metropolita Limassol Atanazy (tłum. Justyna Pikutin)

za: monastery.ru

fotografia: Ursiy /orthphoto.net/