Jedność małżeńska

tłum. Anna Nazaruk, 24 sierpnia 2016

Przedstawiamy esej metropolity Góry Liban Jerzego (Khodra) mówiący o jedności mężczyzny i kobiety w małżeństwie, a także o boskim pochodzeniu związku dwojga osób i jego nieprzemijalności.

W jaki sposób powstaje jedność małżeńska? Czy przez namiętność? Czy przez ludzką miłość z jej żarliwością czy też przez miłość, którą ukazał nam Jezus z Nazaretu – miłość zbudowaną na przymierzu z Bogiem? Duński filozof Kierkegaard przypomina nam, że przykazanie mówiące: „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego” (Mk 12:31) oznacza obowiązek kochania naszych bliźnich jak nas samych. Zagłębiamy się tu w dziedzinę religijnej powinności. Jedność małżeńska nie istnieje zatem ipso facto – na mocy samego faktu; jest bowiem zobowiązaniem składanym przed Bogiem.

W tekstach biblijnych pierwsza wzmianka o małżeństwie pojawia się w Księdze Rodzaju. Czytamy w niej: „Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę” (Rdz 1:27). W tym opisie stworzenia występuje negacja uzasadnienia i uświęcenia związku między osobami tej samej płci lub – jak jest to nazywane w niektórych krajach zachodnich – małżeństwa osób tej samej płci. Szczególnie, że zdanie to kończy się Boskimi słowami: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię” (Rdz 1:28). Słowa te nie wskazują na posiadanie dzieci, lecz na rozmnażanie się będące owocem tego związku.

W innym opisie w dalszej części Księgi Rodzaju czytamy, że Bóg wyjął żebro z Adama, stworzył z niego kobietę i zaprowadził ją do niego. Ten zaś powiedział: „Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała” (Rdz 2:23). Dalej zaś czytamy: „Dlatego mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem” (Rdz 2:24).
Czym jest owo jedno ciało? Nie jest to wyraz widzialnej, zewnętrznej powłoki człowieka. Słowo „ciało” w myśli hebrajskiej oznacza „osobę” lub „jednostkę”, gdyż Hebrajczycy nie rozróżniali między duszą i ciałem. W dzisiejszych czasach mówimy, że mężczyzna i kobieta stanowią jedność dwóch dusz lub dwóch serc. Jest to określenie, które nie symbolizuje pożądania, lecz podkreśla realizację idei „czystego ślubu”.

Nowy Testament mówi o małżeństwie jako o wiecznym, nieprzemijającym związku na całe życie. Stąd podstawową zasadą jest odrzucenie stanu rozdzielenia męża i żony. Św. Mateusz pisze: „Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela” (Mt 19:6). Słowa „chyba w przypadku nierządu” (Mt 19:9) nie są obecne w Ewangeliach św. Marka i św. Łukasza. Warto tu, być może, wspomnieć, że w Cerkwi starożytnej dawano zezwolenie na ponowne małżeństwo współmałżonkowi, po którego stronie leżała mniejsza wina rozpadu związku małżeńskiego. Współcześnie w Cerkwi w pewnych sytuacjach zezwala się małżonkom na rozwód, co nie oznacza jednak, że Cerkiew zmieniła swoje stanowisko głoszące nieprzemijalność małżeństwa czy też, że otworzyła swoje drzwi dla rozpadu więzów małżeńskich. Jest to jednak temat uzupełniający i nie będziemy go tu kontynuować.

To, co czyni łoże małżeńskie prawym i czystym, jak mówi św. Paweł, to zapewnienie, iż źródłem związku małżeńskiego jest Bóg i że związek ten jest w Nim zakorzeniony. Najdoskonalszy przykład na poparcie tych słów znajdujemy w jego liście do Efezjan: „Mężowie miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie” (Ef 5:25). Jest to miłość Chrystusa wyrażona poprzez Jego śmierć. Małżeństwo to w gruncie rzeczy związek oparty na wzajemnej miłości męża i żony. Nie ma granic małżeńskiej miłości; nie ma żadnych warunków, które jedno nakłada na drugie, by mogli się wzajemnie kochać. Oboje – mąż i żona – są ciałem Chrystusa i Jego kośćmi – Ef 5:30 („bo jesteśmy członkami Jego Ciała” – przyp. tłum.)

To prowadzi mnie do stwierdzenia, że jeśli powyżej nakreślona wizja małżeństwa nie spływa na małżonków z Niebios, wtedy ich małżeństwo jest jedynie cielesne, jedynie w tym świecie i z tego świata. Mówię o tym w świetle moich doświadczeń w sprawach rozwodów, które mają miejsce w regionie, w którym mieszkam. Odkryłem, że małżonkowie, którzy żyją w miłości Pana, nie uciekają się do pomocy naszych sądów. Rozumieją oni, że więź między nimi pochodzi z Niebios.

Nie jestem dzieckiem, by sądzić, że małżeństwa nie przechodzą trudnych chwil lub kryzysów związanych z różnicą zdań. Nie poznasz tak naprawdę swojej żony, dopóki nie zacznie z Tobą mieszkać. Poznajesz, oczywiście, jej przymioty do pewnego stopnia w trakcie okresu zaręczyn, jeśli trwa on dostatecznie długo. Jednakże oboje mają swoje zalety i wady, które ujawniają się już w trakcie małżeństwa. Innymi słowy, związek staje się trudniejszy poprzez wzajemne poznawanie się po ślubie.

Przyczyną trudności jest też słabość charakteru i brak cierpliwości. W ostatnim czasie często słyszy się stwierdzenia: „Nie kocham go” lub „Nie kocham jej”. Jest to potworne powiększanie roli pożądania, a ono nie trwa długo z tą samą intensywnością. Na samej namiętności nie jesteśmy w stanie zbudować małżeństwa, gdy wiemy już, że możemy je zbudować na Bożej miłości, która jest łaską.

Wiem, że wśród psychologów są tacy, którzy udzielają porad małżeńskich. Niektórzy z nich pomogli wielu. Nauka jest wspaniała, gdy odnosi sukces. Nie unikamy nauki, jednak w naszym podejściu do życia małżeńskiego dążeniem jest Boski cel oparty na słowie Boga i nieustannej modlitwie.

Gdy byłem dzieckiem, zbieraliśmy się wokół mojego ojca, on zaś opowiadał nam o swoich wspomnieniach z I wojny światowej. Mówił: „Ten i tamta pobrali się w 1916 roku”. A wiedziałem, że był to okres wielkiego głodu. Wyniosłem z tych opowieści zrozumienie faktu, że trudne okoliczności nie są przeszkodami dla połączenia życia mężczyzny i kobiety we wspólne życie. I w czasach, gdy słuchałem tych opowieści – w latach 30. XX w., mój ojciec nigdy nie mówił, by ktoś się rozwiódł. Rozumieliśmy, że panna młoda przychodziła do pana młodego „przybrana w niewinność”. I nigdy nie przyszło jej do głowy, by zgrzeszyć przeciw czystości. Jak gdyby ludzie wzajemnie podtrzymywali i pielęgnowali swoje cnoty i zobowiązania.

Bardzo się zmieniliśmy jako ludzie od czasów, w których żył mój ojciec. Nie mamy tu czasu, aby rozprawiać o przyczynach takiego stanu rzeczy. A jest ich wiele. Możemy tu jednak zrobić jedno – odrzucić lekkie podejście do świętości i nienaruszalności małżeństwa, które osiąga pełnię w Bogu. Możemy także potwierdzić, że jest to odwzorowanie duchowej całości i że to, co Bóg powiedział, powiedział po wszystkie czasy.

„Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz (…) stworzył mężczyznę i niewiastę” – by stworzyć dobrą i błogosławioną całość, w której oboje będą uświęceni poprzez drugą osobę. Taka jest wola Boga i Jego ostatnie słowo.

Za metropolitą Jerzym (Khodrem) „Marital unity” (ze strony: www.georgeskhodr.org).

fot. Radosław Kulesza, za: orthphoto.net