publicystyka: Żyję już nie ja
kuchnia muzyka sklep ogłoszenia wydarzenia fotogalerie

Żyję już nie ja

o. John Moses (tłum. Gabriel Szymczak), 20 maja 2026

Kiedyś myślałem, że krzyż Chrystusa był czymś, na czym zawiesiliśmy nasze grzechy, abyśmy później nie musieli za nie cierpieć. To było dość płytkie spojrzenie na krzyż. Jezus uczynił go czymś więcej - powiedział, że mamy zaprzeć się samych siebie, wziąć krzyż i iść za Nim. Zrozumiałem, że Krzyż musi przenieść się z Golgoty do mojego serca. Cóż, to była walka, ponieważ podczas gdy moje serce chce żyć wiecznie i jest wdzięczne za wszystko, co Jezus dla mnie zrobił, chce ono również podążać za własnymi przyjemnościami, marzeniami i ambicjami. Posiadanie krzyża w sercu i samoogołocenie, które za tym idzie, stoją w bezpośredniej sprzeczności z fantazjami mojego życia. Z tego powodu, chociaż grzech jest trudny do zniesienia, krzyż jest do zniesienia jeszcze trudniejszy.

W Liście do Galatów (2, 19-20) św. Paweł przedstawia zdumiewającą myśl. „Z Chrystusem zostałem współukrzyżowany; bo żyję już nie ja, lecz żyje we mnie Chrystus”. Jedną rzeczą jest wierzyć, że Chrystus umarł za mnie. Inną rzeczą jest powiedzieć, że zostałem ukrzyżowany z Chrystusem. Św. Jan Chryzostom mówi, że w tych słowach apostoł nawiązuje do chrztu. W chrzcie człowiek umiera dla starego "ja" i zostaje uwolniony od tyranii przeszłości, świata i własnego ego. Tak wielu ludzi walczy ze sobą. Ciągle narzekają na jakieś niepowodzenia, niekontrolowane namiętności, złe nastawienie, osądzanie itp. Niepokoi ich to, że te niepowodzenia i namiętności wydają się nigdy nie zmieniać, chociaż zaciekle z nimi walczą.

Wyobraź sobie, że w równaniu nie ma „ja”. To już nie „ja” żyje. Gdyby nie było „ja”, diabeł nie miałby czego atakować. Nie byłoby niekontrolowanych namiętności, złych postaw. Z pewnością nie byłoby rozpaczy ani strachu. Nie byłoby pokus. Jak mówi stare przysłowie: „umarły nie może grzeszyć”. Starzec Porfiriusz mówi:
„W Kościele, który posiada zbawcze sakramenty, nie ma rozpaczy. Możemy być głęboko grzeszni. Ale spowiadamy się, ksiądz czyta modlitwę, otrzymujemy przebaczenie i idziemy ku nieśmiertelności, bez żadnego niepokoju i bez lęku. Kiedy kochamy Chrystusa, żyjemy życiem Chrystusa. Jeśli dzięki łasce Bożej nam się to udaje, znajdujemy się w innym stanie, żyjemy w innym, godnym pozazdroszczenia stanie. Dla nas nie ma strachu; ani śmierci, ani diabła, ani piekła. To wszystko istnieje dla ludzi, którzy są daleko od Chrystusa, dla niechrześcijan. Dla nas, chrześcijan, pełniących Jego wolę, jak mówi Ewangelia, te rzeczy nie istnieją. To znaczy, one istnieją, ale kiedy zabija się stare "ja" wraz z namiętnościami i pragnieniami, nie przywiązuje się już wagi do diabła ani do zła. To nas nie dotyczy. To, co nas dotyczy, to miłość, służba Chrystusowi i bliźniemu. Jeśli dojdziemy do punktu odczuwania radości, miłości, uwielbienia Boga bez jakiegokolwiek strachu, dojdziemy do punktu, w którym powiemy: Już nie ja żyję; Chrystus żyje we mnie. Nikt nie może nam zabronić wejścia w tę tajemnicę”.

W jaki sposób bez lęku możemy osiągnąć ten stan radości, miłości i uwielbienia Boga?

Przede wszystkim dzięki wierze – wierze, że Chrystus umarł za mnie; że już nie ja żyję; że to Chrystus żyje we mnie; wierze we wszystko, co On mi daje, aby mógł we mnie żyć - chrzest, komunię, Biblię, Kościół, spowiedź itp. Wierze, że On nigdy mnie nie opuści ani nie porzuci, nieważne, co zrobię i jak wiele razy upadnę.

Następnie osiągamy ten stan przez theosis, przez proces zbawienia. Dzięki Duchowi Świętemu i udzielonej nam łasce sprawujemy zbawienie w bojaźni i drżeniu. Przyjmujemy dyscypliny wiary nie po to, by zyskać przychylność Boga, i nie po to, by przestrzegać zasad. Czynimy to, abyśmy mogli osiągnąć ten stan, w którym wiemy i już nie wątpimy, że już nie my żyjemy, ale żyje w nas Chrystus.

Wreszcie dzięki miłości dochodzimy do miejsca, w którym już nie tylko jesteśmy stworzeni na Jego obraz - obraz, który mają wszyscy ludzie. Osiągamy również Jego podobieństwo. Ponieważ Bóg jest miłością, wyglądać jak Chrystus - to wyglądać jak sama miłość. Miłość zmusza nas do wzięcia krzyża i pójścia za Nim. To z miłości staję się ukrzyżowany dla świata, a świat dla mnie. To miłość sprawia, że „ja” znika. Wtedy w Dniu Sądu, kiedy Bóg na mnie spojrzy, zobaczy już nie moje „ja”, lecz zobaczy we mnie Chrystusa.
 
o. John Moses (tłum. Gabriel Szymczak)

za: Ramblings of A Redneck Priest

fotografia: Strahinic /orthphoto.net/