publicystyka: Słowo w niedzielę o celniku i faryzeuszu
kuchnia muzyka sklep
polska świat
publicystyka pytania i odpowiedzi archiwum
ogłoszenia wydarzenia fotogalerie
redakcja wesprzyj nas kontakt

Słowo w niedzielę o celniku i faryzeuszu

św. Jan Kronsztadzki (tłum. Michał Diemianiuk), 05 lutego 2023

“Faryzeusz zaś stanąwszy, tak w sobie się modlił: Boże, dziękuję Tobie że nie jestem jak inni ludzie, drapieżcy, niesprawiedliwi, cudzołożnicy, albo jak ten celnik” (Łk 18, 11).

Będąc nauczycielami wiary narodu izraelskiego, faryzeusze chwalili się znajomością prawa i jednocześnie bardziej niż inni bezcześcili Boga łamaniem prawa i swoją skrajną obłudą. Zbawiciel pięknie ocenił ich mówiąc, że lubią pierwsze miejsca w synagogach i pozdrowienia na rynkach. Ta nieszczęsna namiętność wywyższania się pochodziła w nich od fałszywego wyolbrzymiania swoich zasług, ponieważ będąc nauczycielami wiary ludu, znali dobrze prawo Mojżeszowe, którego bardzo wielu Żydów nie znało. Celnicy zaś byli poborcami podatków i ze swojej pozycji bardzo często dochodzili do nieprawego pobierania podatków. W Ewangelii widzimy zadziwiający przykład pokory i samozaparcia pewnego celnika, Zacheusza, zwierzchnika poborców. Kiedy Zbawiciel przyszedł do jego domu, Zacheusz w głębokim uczuciu pokajania powiedział Panu: “Oto połowę mojego majątku, Panie, dam ubogim, a jeśli kogoś skrzywdziłem, oddam poczwórnie” (Łk 19, 8).

Faryzeusze i celnicy, nie według nazwy, a według uczynków, są i teraz. Namiętność wywyższania się i samozachwytu panuje i teraz w synach upadłego Adama. Porozmawiajmy, z wezwania matki naszej Cerkwi, o tym, jak zgubna jest ta namiętność i o pobudzeniu do pokory. Skąd w nas namiętność wywyższania i samozachwytu? Stamtąd, skąd przyszły wszystkie grzechy nasze: od pierwszego grzechu prarodziców. Człowiek został stworzony po to, aby kochał Boga, jako przyczynę swojego bytu, bardziej niż wszystko; aby patrzył na Jego doskonałość i naśladował ją, święcie wypełniając Jego wolę. Ale pokochał bardziej siebie niż Boga, zechciał przyswoić sobie Jego doskonałość, zapragnął sam być tak wielki, jak Bóg, zechciał być sam sobie prawem, poddał się samolubstwu i pysze - i upadł. W ten sposób wywyższanie albo pycha są zgubną dla duszy namiętnością człowieka, czyniącą go wrogim Bogu i pogardliwym wobec bliźnich. Czy może Bóg z przychylnością patrzeć na stworzenie, które nadyma się jakąś własną doskonałością i nie znajduje sobie równego, jakbyśmy mieli cokolwiek własnego? Oto początek naszej namiętności do samowywyższania się. Jako namiętność, jest ona rzeczywiście chorobą naszej duszy, która zaraziła ją w chwili upadku pierwszych ludzi. Jako fałszywy pogląd o swoich zaletach, jako przeciwne prawu poruszenie woli, ona jest jednocześnie owocem podszeptów złego ducha, który sam upadłszy pychą i zawiścią, pociągnął człowieka do upadku przez takie same grzechy. Wiemy, że ludzie upadli nie sami z siebie, a przez pokusę diabła. Czy trzeba rozwodzić się o tym, że pycha albo przechwalanie się, połączone z poniżaniem innych, są chorobą naszej duszy? Żeby przekonać się o tym, trzeba tylko spojrzeć na człowieka pysznego okiem świętej wiary. Czym jest człowiek w obecnym jego położeniu? Człowiek jest upadły, rozbity, cały w ranach. Wam wydaje się przesadzonym to porównanie? Przypomnijcie sobie przypowieść o Samarytaninie i człowieku, który wpadł w ręce zbójców (Łk 10, 30-37). Kogo przedstawia ten człowiek, napadnięty przez zbójców, pobity i zraniony? Kogo, jeśli nie nas, zamęczonych przez namiętności, świat i diabła? Gdyby taki człowiek zaczął twierdzić, że jest zupełnie zdrowy i nie czuje żadnego bólu, co byśmy powiedzieli o nim? Czy nie powiedzielibyśmy, że jest krytycznie chory i bliski śmierci, ponieważ w jego ciele nie ma już czucia, ukazującego obecność w nim sił życiowych? To samo, niewątpliwie to samo powinniśmy powiedzieć o człowieku pysznym.

Dalej, pycha jest owocem podszeptów złego ducha. Czy trudno się o tym przekonać? Pycha jest fałszywym, wyolbrzymionym poglądem o swoich zaletach, prawdziwych albo fałszywych, połączonym z krzywdzeniem i poniżeniem innych. Fałszywy pogląd, a skąd w świecie jest kłamstwo? Bóg jest prawdą. Pismo Święte wskazuje nam jedno źródło, jednego ojca kłamstwa: “Macie ojca diabła - mówi Zbawiciel do Żydów - i chcecie czynić żądze ojca waszego. On od początku był mordercą i w prawdzie nie stoi, bo nie ma w nim prawdy; kiedy mówi kłamstwo, od siebie mówi, bo jest kłamstwem i ojcem kłamstwa” (J 8, 44). To on szepcze człowiekowi, zajętemu samym sobą, swoimi dobrymi uczynkami, że jest najdoskonalszą istotą, którą wszyscy inni powinni podziwiać; że wszyscy inni są wzgardzonymi stworzeniami, które daremnie żyją na świecie, i tylko grzeszą. Ale jak to jest fałszywe, oceńcie sami. Czy jest w rzeczy samej ten samochwał najdoskonalszą istotą, i czy taki jest rzeczywiście jego bliźni, tak zuchwale obrażany przez niego? Być może w tej samej chwili, gdy go osądzili, on pokajał się, zapłakał o swoich grzechach przed Bogiem “Który bada serca” (Ap 2, 23) wszystkich - i otrzymał przebaczenie. Oprócz tego, zalety wywyższającego się są podejrzane już przez samo to, że on je wygłasza, trąbi o nich przed Bogiem, czy to tylko w cerkwi, czy wszem i wobec. Prawdziwa doskonałość, prawdziwa cnota jest skromna: kocha ukrywać się w tajemnicy i nijak nie ośmiela się przypisywać sama sobie swoich zalet, a tym bardziej poniżać innych. Mówisz o sobie, że jesteś dobry, miłosierny wobec wszystkich, gorliwy w wierze i świętej Cerkwi, uciskasz postem swoje ciało. Dobrze. Ale kto tobie dał prawo nazywać siebie imionami tych zaszczytnych cnót? Kto nazwał ciebie dobrym, miłosiernym, gorliwym wobec Cerkwi i jej świętych ustaw? Bóg? Anioł? Czy ty sam oceniłeś swoją cnotę? A jak możemy oceniać swoje uczynki? Jak zaczniemy je ważyć? Jaką przyjmiemy ku temu miarę? Czy znamy dobrze swoje serce nieczyste, które zawsze, albo przynajmniej najczęściej, bierze udział w dokonywaniu dobrych uczynków? Czy nie wchodzą w nasze cnoty rachunki samolubstwa albo inne nieszlachetne pobudki? Jak lekko czasem ukrywa się przed naszą własną świadomością niedobra pobudka, która była przyczyną naszego dobrego uczynku. Jad grzechu głęboko przeniknął w naszą duszę i niezauważalnie dla nas samych zatruwa niemal wszystkie nasze cnoty. Czy nie lepiej częściej i uważniej wpatrywać się w siebie i zauważać w głębi swojej duszy swoje niedostatki, żeby je naprawiać, a nie wystawiać na pokaz swoje zalety? Po co zresztą wystawiać je na pokaz, oceniać samemu, kiedy jest najbardziej bezstronny sędzia na niebie - Pan Bóg, Który mając “oddać każdemy zapłatę według uczynków” (Ap 22, 12; Jr 17, 10), doskonale wie, jak ocenić nasze uczynki. Pozostawmy Mu osąd naszych cnót, a sami “w bojaźni” Bożej, bez wywyższania, “dokonujmy naszego zbawienia” (Flp, 2, 12).

Powinniśmy nie wywyższać się przed innymi, a korzyć się. A ileż pobudek do pokory ma każdy z nas! Człowiek nie ma niczego swojego: wszystko należy do Boga - i dusza, i ciało, i wszystko, co posiada, oprócz grzechu. Wszelki dobry uczynek także jest od Boga. Czym więc może się pochwalić? “Co masz, człowieku, czego nie otrzymałeś? A jeśli otrzymałeś, czemu chwalisz się, jakbyś nie otrzymał?” (1 Kor 4, 7). Jeśli zaś chwali się swoimi cnotami, to świętokradczo przypisuje sobie chwałę, należącą do samego Boga. Dalej, każdy człowiek znajduje się bardziej lub mniej w stanie grzesznej słabości, i co najmniej bardzo wielu - w stanie grzesznej znieczulicy. Jak nieznośne jest w nich to chorobliwe, fałszywe przekonanie, że są zupełnie zdrowi i nie potrzebują lekarza. Jaka pobudka jest i w tym ku temu, aby nie cenić wysoko swoich dobrych uczynków, które, być może, są niczym innym jak brednią naszej duszy. Niebieski wszechwiedzący Sędzia Sam na Siebie przyjął i oceni nasze uczynki, i odda za nie każdemu w swoim czasie. Dlatego więc trzeba każdego dobrego uczynku dokonywać w oczach Bożych i pozostawiać sąd o nim Jemu Samemu, nie śmiejąc dotykać go własnym grzesznym osądem. Ale trzeba zauważyć, że dobrych uczynków mamy bardzo mało, niezrównanie mniej niż złych. Nowa i najsilniejsza pobudka do pokory: ja jestem grzeszny, a Bóg jest sprawiedliwy. Jak nie mieć w myślach swoich sądu Bożego, który może dokonać się nad nami w dzisiejszym dniu, i nie zapomnieć być może najnędzniejszych dobrych uczynków, które w porównaniu z mnóstwem grzechów nie znaczą nic, ponieważ nieustannie grzeszymy każdego dnia, o każdej porze, słowem i uczynkiem, i myślą, i zmysłami. O, daj nam Boże, stale mieć przed oczami naszą całkowita zależność od Ciebie, naszą niemoc, naszą grzeszność, aby stale pokornieć przed Tobą i przed naszymi bliźnimi.

Bracia i siostry! Wam niewątpliwie nie może nie podobać się ukazany w dzisiejszej Ewangelii przykład pokornej mądrości celnika, ponieważ przedstawia nas, grzesznych, kajających się; a my łatwo poznajemy i kochamy swój obraz, nakreślany nam w Piśmie Świętym; nie może nie podobać się szczególnie dlatego, że widzieliście, jak nad nim zmiłował się Bóg za jego pokorę, i chociaż był wielkim grzesznikiem, ponieważ celnicy w ogóle żyli uciskaniem i korupcją, to jednak “odszedł do swego domu uspawiedliwiony” (Łk 18, 14). Postarajmy się naśladować ten przykład pokornej mądrości. Nikt oczywiście nie zacznie mówić, że nie jest grzesznym człowiekiem, który nie potrzebuje, w przeciwieństwie co celnika, żałować za swoje grzechy, bić się w piersi i pokornie prosić o przebaczenie: “Boże, bądź miłościwy nade mną grzesznikiem” (Łk 18, 12).

Wszyscy jesteśmy grzeszni i potrzebujemy miłosierdzia Bożego. Gdyby nie wstawiała się za nami krew Baranka Bożego, który wziął na siebie grzechy świata, to każdego dnia i godziny grzmiałyby nad nami ciosy niebiańskiej sprawiedliwości, codziennie cierpielibyśmy i umierali duszą swoją grzeszną i nie skosztowalibyśmy ani pokoju, ani radości na wieki. Ale za nami wstawia się Syn Boży i nasze grzechy nie wołają tak silnie o pomstę na nas z powodu zasług Jego. Bóg przebacza je nam, jeśli tylko uświadamiamy je sobie i kajamy się za nie. Tak, Bóg przebacza nam nasze grzechy. Należy tylko smucić się z ich powodu, poprosić z całego serca o przebaczenie u Pana Jezusa i On łaską i dobrocią Swojej przyjaźni do człowieka przebaczy nam przez Swego sługę wszystkie grzechy, ciążące na naszym sumieniu. Naśladując pokorną mądrość celnika, zacznijmy całkowicie oddalać się od samowywyższania faryzeusza.

Jakimi negatywnymi cechami opisany jest wspominany w Ewangelii faryzeusz, rozkoszujący się obrazem swoich cnót? Mówi: jestem taki i taki, nie taki, jak inni ludzie, albo jak ten celnik. Dziękuję Tobie za to - mówi. Dobrze czynisz, że dziękujesz Bogu za dobrze uczynki: one nie są od nas, a od Boga, ale dlaczego się chwalisz, wywyższasz się nimi przed obliczem Samego Boga, jakby On nie wiedział o ich godności? Dlaczego poniżasz swego współbrata? Czy nie jesteś tak samo osądzonym i grzesznym człowiekiem, jak i celnik, czyżby twoje cnoty uczyniły cię nagle czystym i bezgrzesznym aniołem? Czyżbyś własnymi siłami je wypełnił? Jak to nagle zapomniałeś o swoich słabościach i widzisz same doskonałości i prawie nie myślisz o koniecznej dla ciebie pokorze! Dlaczego myślisz, że jesteś wyjątkowym, cnotliwym człowiekiem? Dlaczego miałbyś nie myśleć przy swoich cnotach, że dokonałeś tylko tego, co trzeba i pozostajesz przy tym sługą nieużytecznym, według słów Zbawiciela: “Kiedy zrobicie wszystko, co nakazane, mówcie: jesteśmy sługami nieużytecznymi, zrobiliśmy to, co musieliśmy zrobić” (Łk 17, 10).

Panie! Bez Ciebie “nie możemy nic zrobić” (J 15, 5). Daj nam tę pokorną mądrość celnika i odegnaj od nas wszelką myśl pychy faryzejskiej. Obyśmy pamiętali zawsze, że jesteśmy Twoi ze wszystkim, co posiadamy i co widzimy wokół siebie, i nie mamy w ogóle czym się chwalić. Amen.

autor: święty Jan Kronsztadzki
tłumaczenie: Michał Diemianiuk
za: azbyka.ru

fotografia: levangabechava /orthphoto.net/