Weź odpowiedzialność za własne życie

metropolita Limassol Atanazy (tłum. Justyna Pikutin), 15 października 2022

Dziś postanowiłem skupić się na tych wyjątkowych kwestiach, które są dla was szczególnie ważne. Jedno z pytań, które mi się nasunęło, brzmi: Czy Bóg określa osobę, z którą mamy założyć rodzinę?

Wszyscy powinniśmy wiedzieć, że Bóg niczego nie przesądza w naszym życiu. Przecież gdyby Bóg przesądzał o wydarzeniach w naszym życiu, oznaczałoby to, że wziął na Siebie odpowiedzialność za wszystko, co się w nim wydarzy. Na przykład zostałem mnichem. Gdyby to było przeznaczone mi przez Boga, to mógłbym sprzeciwić się Bogu, mówiąc: "Dlaczego nikt mnie nie zapytał, czy chcę być mnichem?". Albo, w przypadku kiedy wybór, którego dokonałem, nie powiódł się, mógłbym wysunąć twierdzenie: "Nie chciałem zostać mnichem, więc to wszystko wina Boga". I odwrotnie, gdy sam dokonuję wyboru, niezależnie od tego, jaki on jest, to jestem za ten wybór odpowiedzialny, bo nikt mi go nie narzucił, nawet sam Bóg. Tak samo jest z małżeństwem. Bóg nie decyduje z góry o osobie, która zostanie naszym współmałżonkiem. Jest to wyłącznie nasz wybór. Możesz zapytać: "Czy Bóg wie, kto będzie moim mężem/ moją żoną?". Oczywiście, że tak. Dla Boga nie ma nic nieznanego. Bóg wie wszystko, ale jest jedna kwestia, którą musimy zrozumieć.

Wiedza Boga o tym, co zrobimy, nie przesądza o naszych działaniach. Bóg wie, ponieważ to właśnie my podejmujemy taką decyzję. Na przykład, jeśli poślubię Marię, to nie znaczy, że wybrałem ją, ponieważ Bóg tego chce. Bóg wie, kogo poślubiam, gdyż wybrałem ją na swoją żonę. To nie Bóg decyduje o tym, że powinienem założyć rodzinę z Marią. Działam w ramach własnej swobody. I w każdej chwili mogę zmienić zdanie.

Dlaczego tak wiele osób się rozwodzi? Czy uważacie, że wolą Boga jest, aby ludzie rozbijali swoje rodziny? Wcale nie. Czy Bóg wie, że ci ludzie się rozstaną? Oczywiście, że tak. Dlaczego więc się rozwodzą? Jest to wyłącznie ich własny wybór. Ludzie decydują o tym, czy chcą być razem, czy nie. Jedyną rzeczą, której Bóg chce od nas poprzez małżeństwo, jest nasze dążenie do zbawienia naszych dusz, byśmy stali się prawdziwymi Jego dziećmi, byśmy zjednoczyli się z Nim i przebywali wiecznie w Jego chwale. To znaczy, że wolą Boga jest, abyśmy przeżywali nasze małżeństwo duchowo. Jak już mówiliśmy w naszych poprzednich rozmowach, głównym celem małżeństwa nie jest nasze szczęście, posiadanie dzieci czy radosne życie. Wszystkie te rzeczy są oczywiście ważne. Chcemy być szczęśliwi, chcemy mieć dzieci, chcemy mieć dobrą pracę, wysokie wynagrodzenie, mieć wszystko, czego potrzebujemy dla naszej rodziny, dla naszych dzieci, dla naszego życia i nie ma w tym nic złego. Powinniśmy jednak wiedzieć, że głównym celem każdego naszego działania powinno być zbliżenie się do Chrystusa, zarówno w tym życiu, jak również w wieczności. Zatem cokolwiek dzieje się w twoim życiu lub w twojej rodzinie (np. trudności, niepowodzenia, pokusy, rozpadające się małżeństwo, cokolwiek, bez względu na to, czy jest w tym twoja wina, czy nie) - musisz wykorzystać ten obrót spraw dla dobra swojej duszy.

Nawet twoje błędy powinny być postrzegane duchowo. Jak to osiągnąć? Okazując skruchę i uświadamiając sobie swoją odpowiedzialność, aż po uświadomienie sobie własnej winy, prosząc Boga, aby zmiłował się nad tobą i błogosławił ci, aby pomógł ci przejść przez wszystkie te trudności duchowo. Tak więc nasze błędy mogą być bardzo pomocne, jeśli umiemy spojrzeć na nie przez pryzmat pokuty. Na przykład obornik - odchody zwierząt. Co może być bardziej nieprzyjemnego? Jednak można je też dobrze wykorzystać. W naszych ogrodach stosujemy obornik i nie ma lepszego nawozu. Dzięki jego działaniu mamy bogate plony. Dlatego musimy nauczyć się wykorzystywać również nasze błędy dla dobrych celów.

Tak więc, przyjaciele, kiedy patrzycie na człowieka i musicie zdecydować, czy będzie on waszym małżonkiem, oczywiście najpierw należy pomodlić się do Boga, aby nie popełnić błędu. Jednak kiedy podejmiesz decyzję, nie zastanawiaj się: Czy tego chce Bóg? Czy to jest ten człowiek, który ma być moim mężem? Raczej zadaj sobie pytanie, czy ja chcę, aby ta osoba była moim mężem i czy jest dla mnie odpowiednia. Jeśli poczujesz, że to jest ten właściwy dla Ciebie człowiek, to śmiało. Uważajcie jednak, aby nie przerzucać swojej odpowiedzialności na Boga! Bo to ty musisz zdecydować, czy ta osoba stanie się twoim małżonkiem. Dlatego jeśli jutro lub pojutrze popełnimy błąd w naszym wyborze lub też w ogóle nikogo nie wybierzemy, nie zrzucajmy odpowiedzialności na Boga: "Boże, to Twoja wina, że kazałeś mi wybrać tę osobę i że teraz cierpię obok niej", albo "że nie mogę nikogo poznać", itd. To ja wybrałem tę osobę, tę pracę, ten sposób życia i jestem za to wszystko odpowiedzialny. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, będę wychwalał Boga i dziękował Mu. Jeśli zaś sprawy nie potoczą się pomyślnie, nie wolno nam popadać w rozpacz, lecz trzeba się przyjrzeć tej sytuacji: "Oto moje niepowodzenie - na przykład w małżeństwie lub jakaś inna trudność - w jaki sposób może ono posłużyć na korzyść mojego życia duchowego?” Kochani, zrozumcie, że liczy się wyłącznie to, na ile duchowo przeżywamy nasze życie. To znaczy, że niezależnie od okoliczności w moim życiu, czy to szczęśliwych, czy nieszczęśliwych, liczy się tylko to, czy wykorzystuję daną sytuację dla dobra mojej duszy.

Znałem pewną kobietę (obecnie już nieżyjącą), która wyszła za mąż za człowieka, który był tyranem w najprawdziwszym tego słowa znaczeniu. Przeżyła obok niego prawdziwie męczeńskie życie, ale będąc człowiekiem Bożym, traktowała męża po chrześcijańsku. Oczywiście, musiała przez niego wiele wycierpieć, znosząc upokorzenia i niesnaski, ale potrafiła wykorzystać wszystkie te wydarzenia dla zbawienia swojej duszy. Ta kobieta była naprawdę "świątynią Ducha Świętego" i koniec jej życia był święty. Mogła powiedzieć: "To wina Boga, że dał mi takiego męża", ale mówiła: "Ten człowiek jest moim mężem, a ja postaram się znieść spokojnie tę próbę, która przypadła na mój los i wykorzystać ją dla duchowego pożytku". Musiała ciężko pracować, ale w końcu zwyciężyła w tej duchowej walce.

Są jednak sytuacje, w których człowiek nie może wytrzymać. Wtedy zapewne powie: "W porządku, ta kobieta zdołała i niosła swój krzyż, ale ja nie mogę tego zrobić" lub "nie chcę". Dobrze, jeśli nie chcesz, masz prawo dokonać innego wyboru, zaakceptować go i powiedzieć: "Przykro mi, ale nie mogę iść dalej lub nie chcę iść dalej. Wybacz mi, Boże, wybaczcie mi, ludzie, wybaczcie mi wszyscy, ale ja dłużej już tak nie mogę. Jest to ponad moje siły". Przyznanie się do swojej bezsilności to też pokora. Mówię, że nie mam już siły tak dalej żyć i z pokorą przyjmuję decyzję o zmianie.

Pamiętajcie tylko, żeby nie obwiniać Boga ani innych ludzi. Nie należy też rozpaczać z powodu swojego błędu. Pokorny człowiek nie będzie obwiniał kogoś innego za swój błąd. Nie zniechęci się i nie powie: "Popełniłem błąd i teraz muszę za to zapłacić. Moje życie jest skończone". Powie coś innego: "Tak, popełniłem błąd. Przebacz mi, Boże! Ale ja nie mogę tak dalej, nie wytrzymam do końca". Tak więc mówię Bogu, co mogę zrobić, i robię to, co w moich siłach. Tak właśnie, z pokorą i w prostocie człowiek idzie dalej przez swoje życie, próbując budować swoją relację z Chrystusem w okolicznościach, w których się znajduje.

Chcę wam powiedzieć, że życie duchowe nigdy nie prowadzi nas w ślepy zaułek. Nawet po popełnieniu największych błędów człowiek nie znajdzie się w ślepym zaułku, zawsze jest jakieś wyjście - skrucha, pokora, modlitwa. Chrystus jest wyjściem. Na przykład człowiek skonstruował bombę atomową, wysadził w powietrze miliardy ludzi i pozostał jedynym człowiekiem na ziemi. Ale nawet w tym strasznym przypadku ma jeszcze nadzieję na zbawienie. Bóg daje mu tę nadzieję, jeśli on tylko zdoła się nawrócić, niezależnie od tego, jak wielkie zło uczynił. Na Górze Athos mówi się: "Spal Świętą Górę i powiedz ‘Boże zmiłuj się’". To znaczy, że jeśli okazałeś skruchę, masz prawo otrzymać przebaczenie. Dla ludzkiej świadomości taka logika jest wyzwaniem i jest niezrozumiała. Ludzka logika mówi, że jeśli uczyniłeś zło, to koniecznie musisz ponieść za to karę.

Wszyscy doskonale wiecie, że w Grecji co roku płoną lasy, a wraz z nimi giną ludzie. Na Świętą Górę przyszedł człowiek i w złości na to, co się dzieje, zaczął przeklinać: "Chcę, żeby ci, którzy podpalają lasy, sami spłonęli w tych pożarach. Powinniśmy przywiązać ich do drzew i zostawić tam, w płonącym lesie." Nie ma wątpliwości, że to, co się dzieje, jest ogromnym złem. Lasy są podpalane bez powodu, a w efekcie giną ludzie lub płoną domy. Człowiek ten nie był jednak gotowy przyjąć do wiadomości, że podpalacze mogą żałować i prosić o przebaczenie. Tak, podpalili swoją ojczyznę, ale nawet gdyby podpalili cały świat, to i tak mogą otrzymać przebaczenie. A jeśli ktoś postanowi się na nich za to zemścić i zrobi tak, jak sugerował ten pan? Co by się wtedy stało? Tak działa ludzka logika, ale my się z nią nie zgadzamy.

Jeśli bowiem podpalacz uświadomi sobie swój błąd i postrzegając go duchowo, powie: "To prawda, należałoby mnie spalić, tak jak ja podpaliłem las, gdyż nie zrobiłem tego lekkomyślnie, ale zupełnie świadomie i podstępnie". Jeśli w ten sposób okaże skuchę i nawróci się, zostanie zbawiony. A nawet zostanie świętym. Chcecie przykładu? Proszę, łotr. Kto pierwszy wszedł do Raju? Kto był pierwszym świętym, którego Chrystus zabrał ze sobą? Łotr, który był złoczyńcą, przestępcą i oszustem, a może nawet mordercą. Więc co się z nim stało? Nawrócił się, prosił Chrystusa o przebaczenie, prosił o wspomnienie jego imienia w Królestwie Bożym, a Chrystus mu odpowiedział: "Amen, mówię ci, dzisiaj ze Mną będziesz w raju" (Łk 23,43). To wszystko, nie trzeba było nic więcej. Został zbawiony przez pokorę i skruchę, co jest całym sensem Ewangelii. Nie można powiedzieć, że za całe zło, za wszystkie błędy i zbrodnie, które popełniłem w swoim życiu, nie ma dla mnie przebaczenia i zbawienia. Nawet jeśli wysadziłeś w powietrze cały świat i jesteś sam na tej planecie, to i tak masz nadzieję na zbawienie, ponieważ istnieje nawrócenie, które wynika z pokory. Pokorna osoba zawsze odczuwa skruchę, zaś osoba przepełniona dumą nigdy tego nie czuje, a jedynie rozpacza.

Tak więc, najdrożsi, wszystkie decyzje, które podejmujemy w naszym życiu, są naszymi własnymi wyborami, a nie Bożymi decyzjami, które przesądzają o naszym życiu. To my wybieramy kierunek naszego życia i jesteśmy odpowiedzialni za swoje wybory. Wszystkie nasze błędy, grzechy, niepowodzenia czy nieszczęścia powinny być traktowane spokojnie i z godnością, a także wykorzystane dla dobra naszej duszy. Z kolei egoizm prowadzi do rozpaczy, beznadziei i niewłaściwego postrzegania rzeczywistości. Taki sposób myślenia jest obcy ludziom wierzącym. Mój wybór polega na tym, czy zdołam pokornie zrobić to, co jestem w stanie zrobić, mając wewnętrzną pewność, że jeśli pokornie poproszę Boga o pomoc, On pomoże mi dokończyć to, co zacząłem.

metropolita Limassol Atanazy (tłum. Justyna Pikutin)

za: pravoslavie.ru

fotografia: marian_do /orthphoto.net/