Dwa rodzaje pewności

o. Michael Gillis (tłum. Gabriel Szymczak), 14 lipca 2022

W Homilii 27 św. Izaak Syryjczyk mówi o dwóch rodzajach pewności. Pierwszym rodzajem jest to, co zwykle mamy na myśli, gdy mówimy, że ktoś jest pewny siebie. Oznacza to, że osoba jest pewna tego, co robi lub mówi. Św. Izaak mówi nam, że ten rodzaj pewności jest duchowo niebezpieczny. Jest niebezpieczny, bo żyjemy w epoce zmienności, czyli „niejednorodności”, jak tłumaczy się to w jednym z wydań tekstów św. Izaaka. Ta niejednorodność odnosi się do zmienności lub niestałości, której doświadczamy na tym świecie. Rzeczy i ludzie nie pozostają takie same.

Na podstawowym poziomie biologicznym ludzie się zmieniają. Nie tylko nasze ciała zmieniają się z wiekiem, ale nawet chwila po chwili nasze nastroje i zdolność jasnego myślenia łatwo ulegają zmianie przez to, co zjedliśmy, ile spaliśmy lub jak się czujemy w związku z tym, co dzieje się wokół nas. (Na przykład podniecenie lub strach uwalniają adrenalinę. Na inne substancje chemiczne, takie jak endorfina, dopamina i oksytocyna, wpływa również żywność, którą jemy i bodźce zewnętrzne, co dramatycznie wpływa na nasz nastrój, zdolność jasnego myślenia i to, jak się czujemy w związku z tym, co myślimy lub czego doświadczamy – w ten sposób jeszcze bardziej wpływając na chemię naszego ciała).

Jeśli ta zmienność rzeczywiście zachodzi na poziomie czysto biologicznym, to tym bardziej, według św. Izaaka, zachodzi na poziomie intelektualnym, a nawet duchowym. Św. Izaak mówi:
„Różnym stanom ludzkich serc i odmiennym sposobom myślenia, które zwykle się z nich rodzą… bardzo pomaga niejednolitość przemyśleń (theoria), która pojawia się w ludzkich umysłach, a dotyczy sądów Bożych”.

Oznacza to, że ludzie nie myślą w ten sam sposób o Bogu, o Bożych sądach (o tym, co Bóg robi w świecie i w ich życiu). Jak zapewne wiecie, dwie osoby mogą mieć coś, co wydaje się być dokładnie tym samym doświadczeniem, ale wnioski wyciągane przez nie na podstawie tego samego doświadczenia mogą być bardzo różne. Mogą usłyszeć ten sam wykład, ale odchodzą z bardzo różnymi koncepcjami tego, o czym ten wykład był. Mogą przeczytać dokładnie tę samą modlitwę lub werset biblijny i jedna będzie głęboko poruszona, wzmocniona i zmotywowana, podczas gdy druga osoba wydaje się niczego z tego nie czerpać. Nawet ta sama osoba może pewnego dnia znaleźć głębokie pocieszenie i zachętę w konkretnej myśli lub refleksji, a dwa dni później w tej samej myśli już niczego głębokiego nie dostrzegać.

Współczesna kultura zachodnia chce zaprzeczyć, albo przynajmniej ograniczyć lub poddać kontroli tę mentalną zmienność. Z kulturowego punktu widzenia wydaje się, że na Zachodzie nauka dostarcza mirażu, dzięki któremu uczymy się nie zwracać uwagi na tę zmienność. Mówimy sobie, że nauka polega na uważnej obserwacji mierzalnych i powtarzalnych zjawisk, i w ten sposób pocieszamy się, że spójność myśli jest możliwa, że ​​rzeczywiście istnieje podstawa, na której możemy oprzeć naszą pewność. Jednak - jak wie każdy, kto spędził dużo czasu w świecie akademickim - naukowcy nie są zbyt dobrzy w słuchaniu siebie nawzajem, wbrew faktom; niezbyt dobrzy w odkładaniu na bok swojego ego, nawet w obliczu obserwowanych zjawisk; niezbyt dobrzy w uznawaniu całej prawdy - zwłaszcza tych jej fragmentów, które nie pasują do ich teorii. Naukowcy są w zasadzie tacy sami jak wszyscy: walczą o utrzymanie i sławę w ramach ogólnie przyjętej struktury, w której pewne niespójności są grzecznie pomijane, podczas gdy inne są w centrum zainteresowania.

Potem nagle, od czasu do czasu, następuje rewolucja pojęciowa lub głęboka zmiana paradygmatu, a sposób, w jaki naukowcy postrzegają wszechświat, głęboko się zmienia. Ale ta zmiana, ten (można powiedzieć) dowód na zmienność, wcale nie powoduje pokory w masie myślących naukowo i wykształconych na uniwersytecie myślicieli – wydaje się czasami, że wywołuje pokorę jedynie u kilku najbardziej uzdolnionych i najlepiej wyedukowanych myślicieli; u większości z nas zmiana paradygmatu (taka jak rozwój fizyki kwantowej) tylko zwiększa naszą pewność siebie, ponieważ arogancko radujemy się z naszego nowego odkrycia i ubolewamy nad tym, w jakim błędzie tkwiły poprzednie pokolenia.

Nie przestajemy myśleć, że jeśli fundamentalne paradygmaty nauki zmieniały się na przestrzeni dziejów, to z pewnością nadal będą się zmieniać. Potrzebna jest pokora. Pewność, jak sugeruje św. Izaak, zawsze musi być okiełznana przez strach. I to jest początek mądrości, jak mówi Pismo - „początkiem mądrości jest bojaźń Boża”. Jest początkiem mądrości, ponieważ według św. Izaaka to nasza świadomość zmienności, którą napotykamy w sobie, między sobą i w naszej interakcji z wszechświatem, zaczyna nas zbawiać, zaczyna czynić nas pokornymi, abyśmy mogli zostać oświeceni Łaską Ducha Świętego, aby zacząć dostrzegać to, co kryje się za tym, co widzialne. Dostrzeganie tego, co jest za lub poza tym, co widzialne, odbywa się poprzez coś, co jest nazywane kontemplacją (theoria). I oczywiście to, co ludzie postrzegają poprzez kontemplację, jest bardzo różne: by zacytować ponownie św. Izaaka: „różne stany ludzkiego serca i odmienne sposoby myślenia, które zwykle się z nich rodzą” wynikają z „niejednorodności kontemplacji (theoria), która powstaje w umysłach ludzi”.

Ta rzeczywistość „odmiennych sposobów myślenia” i „różnych stanów ludzkich serc”, jeśli chodzi o zrozumienie Boga, jest dla wielu jednym z najbardziej niepokojących aspektów ich rosnącego poznania Boga. Jako dobrze wyszkoleni myśliciele zachodni zakładamy wraz z Immanuelem Kantem, że wszystko, co jest naprawdę prawdziwe, będzie postrzegane jako prawdziwe w ten sam sposób przez wszystkich dobrze wykształconych i jasno myślących ludzi. Ale choć taka filozofia wydaje się uwodzicielska, zwykłe spojrzenie na zamieszanie dzisiejszego świata powinno być wystarczającym dowodem na to, że Immanuel Kant się mylił. Niemniej jednak fakty nigdy nie przeszkadzały filozofii. Podobnie jak jasno myślący twórcy polityki zagranicznej wśród zachodnich narodów, po prostu zakładamy, że wszyscy są w zasadzie tacy jak my. Jeżeli się różnimy, jest to tylko kwestia wyszkolenia - gdy wyedukujemy innych i nauczymy ich jasnego myślenia, z pewnością zobaczą rzeczy po naszej myśli. Tak większość z nas, spadkobierców zachodniej tradycji filozoficznej, myśli prawie o wszystkim, chyba że świadomie i z wielkim trudem spróbujemy pomyśleć inaczej.

I wydaje się, że w naszym życiu duchowym mamy to samo błędne założenie filozoficzne. Zakładamy, że prawdziwy duchowy wgląd będzie taki sam dla wszystkich. Ta duchowa prawda będzie tak samo widziana i rozumiana przez każdego, kto naprawdę ją napotka. Ale św. Izaak mówi nam, że „niejednorodność kontemplacji (theoria), która w jednej duszy podlega zmianie, jest [spowodowana] niezrozumiałością wiecznego umysłu Boga”. Dalej ostrzega nas, że „gdyby natura, skłaniająca się do aberracji, przyjęła tutaj prawdziwą prawdę, umarłaby z powodu porywczości aberracji”. To znaczy, dopóki jesteśmy na tym świecie, dopóki podlegamy zmienności, „prawdziwa prawda” lub objawienie Boga jako Boga zabiłoby nas, ponieważ jesteśmy upadli i nie bylibyśmy w stanie tego znieść - nie w jego pełnej formie.

Nasza zdolność poznawania i spotykania prawdy, zwłaszcza prawdy duchowej, jest trochę jak rura zaprojektowana do przewodzenia określonej liczby litrów wody na minutę. Jeśli ta sama rura zostanie wygięta, skręcona lub ulegnie załamaniu, ilość wody, którą może przepuścić, dramatycznie się zmniejszy. I w rzeczywistości, jeśli zbyt szybko spróbujesz przelać zbyt dużo wody przez tę wypaczoną rurę, ona pęknie.

Albo przywołując inną metaforę - to tak, jakbyśmy próbowali przeczytać list, ale mogąc przeczytać tylko co siódme słowo. To, co czytamy w liście, jest rzeczywiście tym, co napisał autor, w tym sensie jest to całkowicie prawdziwe; ale sposób, w jaki każdy rozumie ten list, jest różny - zwłaszcza jeśli każdy z nas rozumie inne słowo z każdego zestawu siedmiu (lub jeśli tak jak ja - naprawdę rozumie tylko co dziesiąte lub dwudzieste słowo). Potrzebna jest pokora.

Wszyscy, jak to ujął św. Paweł, „widzimy jakby w zwierciadle” (1 Kor 13, 12). Tak więc nie tylko musimy słuchać siebie nawzajem, ale musimy także zaakceptować, że możemy nigdy nie widzieć rzeczy tak, jak widzą je święci mężczyźni lub kobiety; możemy nigdy nie wyciągnąć z pewnych duchowych dyscyplin lub praktyk tego, co inni ludzie z nich czerpią. Musimy zaakceptować, że jesteśmy inni i że to jest w porządku. Wszyscy jesteśmy pokręceni na różne sposoby, wszyscy jesteśmy złamani w różnych miejscach, wszyscy zmagamy się z różnymi upośledzeniami. Ale Bóg w swojej miłości już to o nas wie. Dlatego kontemplacje są inne: Bóg daje każdemu to, czego ten potrzebuje, aby zrobić kolejny krok, aby wyprostować jedną część swojej rury. Dlatego musimy sobie ufać, uzbroić się w cierpliwość i dać sobie nawzajem przywilej powątpiewania. Zasadniczo musimy kochać i być cierpliwi, nie tylko wobec siebie nawzajem, ale także wobec samych siebie.

Św. Izaak mówi nam, że nasze doświadczenie zmienności nie tylko prowadzi nas do pokory, ale także uczy nas wznosić nasze duchowe oczy ku Bogu, Który jest ponad całą tą zmiennością. Mówi:

„Ale kiedy zrozumienie wycofuje się ze [zmiennego świata] i wznosi się wyłącznie ku Istniejącemu, dostrzegając właściwości tej dobrej Natury, która posiada wieczną wiedzę, poprzedzającą wszystkie istniejące rzeczy, i dostrzegając wszystkie Jego właściwości, wtedy natychmiast pojawia się strach, a umysł jest podtrzymywany pewnością”.

U św. Izaaka powraca pewność. Nie jest to już pewność oparta na aroganckim zrozumieniu rzeczy doczesnych – taka pewność „rodzi pogardę i porywczy sposób myślenia”. Zaufanie do czegokolwiek widzianego lub opieranie się na nim prowadzi jedynie do arogancji, do dalszego wypaczania naszych dusz, co jeszcze bardziej utrudnia nam postrzeganie tego, co jest rzeczywiste, a co kryje się za tym, co widzimy. To pokora oparta na bojaźni Bożej ma zdolność do „związania”, a nawet „okiełznania” do pewnego stopnia gwałtownej aberracji lub zmienności, tak abyśmy mogli w pewnym stopniu wznieść oczy na Boga, który jest poza zmianą. Kiedy to robimy i zaczynamy dostrzegać w naszym wewnętrznym umyśle „właściwości”, które, jak sądzę, ojcowie greccy mogliby nazwać „energiami” Boga, rodzi się w nas nowy rodzaj pewności – pewność Boga.

I to jest pewność, która usuwa strach. Jest to pewność męczenników i świętych, którzy manifestują obecność Ducha Świętego w swoim życiu pośród tego, co św. Paweł nazywa „narodem zepsutym i przewrotnym” (Flp 2, 15). Jest to pewność, za którą wszyscy tęsknimy, ale której nie możemy osiągnąć – przynajmniej dopóki nie pozbędziemy się naszej ufności w to, co widzimy, ufności w to, co myślimy, że wiemy, ufności w tę wiedzę, o której św. Paweł mówi, że „wbija w pychę” (1 Kor 8, 1).

Ale to przerażająca rzecz - odpuścić. Dlatego wszystkie dowody na świecie nie przekonują nas, że tak naprawdę nie wiemy, że naprawdę jesteśmy istotami zależnymi, że nie potrafimy panować nad wszystkim. Musimy przejść do zależności, pokory, bojaźni Bożej. To jedyna droga do pewności, której nie można zachwiać, do pewności opartej nie na tym, co widać, ale na tym, czego nie widać. To jedyna droga do pewności, która usuwa strach.

o. Michael Gillis (tłum. Gabriel Szymczak)

za: Praying in the Rain

fotografia: levengabechava /orthphoto.net/